nube
15.08.04, 10:25
A. Osiecka
Nasturcje
Kochana Marysiu.
Kiedy zobaczyłam Ciebie pierwszy raz, miałaś sześć lat, poważne oczy czarnego
niedźwiadka i palce wysmarowane kolorowymi kredkami. Namalowałas wtedy obraz
pt. "Strachy", wcale niewesoły.
Kiedy zobaczyłam Cię po raz drugi, miałaś gęste, leniwe warkocze, jak wycięte
z sienkiewiczowskiej wyobraźni. Nie mówiłaś.
Trzeci raz spotkałam Ciebie nagle, w słońcu, na sopockiej plaży. Byłaś
brązowa i śmiała, a na Twojej głowie sterczały wesołe loczki. Wyrosło z
Ciebie coś w rodzaju panienki. Spytałam, czy mogę przyjść do Babci na
podwieczorek... "Och, przyjdź, to będzie absolutnie cudowne" - powiedziałaś
przez nos.
Teraz jestem w Krakowie, w muzeum, i patrzę na obraz Wyspiańskiego
przedstawiający nasturcje. Kwiaty trochę przygasły, nie są już chyba takie
słoneczne, jak kiedy je malował? Czy będą blednąć dalej? Nie wiem.
Chciałabym, żeby zostało tak jak jest. Wydaje mi się, że teraz są
najpiękniejsze.
...A Ciebie pamiętam z czwartego naszego spotkania. Przyszłam do Was latem,
późnym popołudniem. Spałaś. Zbudziłam Cię, odsłoniłaś story, zaparzyłaś
herbatę, ale pozostałaś senna i cicha, jak rozgrzany na sierpniowym parapecie
kotek.
Na włosach i powiekach świeciło Ci delikatne sreberko, niczym resztki
karnawałowego makijażu. Skośne, śpiące oczy patrzyły przeze mnie gdzieś tam,
dalej, na coś co będzie, ale do czego niespieszno. Ręce i ramiona miałaś
opalone na jasny, złotawy kolor nasturcji. Chciałabym, żebyś już taka
została, Marysiu.
Czy jesteś tam, w tym pokoju?