sygitoyo
26.07.14, 15:14
Drodzy przyjaciele,
Ostatnia noc była straszna. Lądowy najazd na Gazę zaowocował dziesiątkami okaleczonych, rozerwanych na kawałki, krwawiących, drżących, umierających, poranionych na wszelkie możliwe sposoby Palestyńczyków w różnym wieku. Wszyscy byli cywilami, wszyscy byli niewinni.
Bohaterowie w ambulansach i wszystkich szpitalach Gazy pracują na dwunasto - lub dwudziestoczterogodzinnych zmianach. Ich twarze są szare ze zmęczenia i nieludzkich warunków pracy, za którą od czterech miesięcy nie otrzymują wynagrodzenia. To oni opiekują się rannymi, próbują zrozumieć niemożliwy do ogarnięcia chaos ciał, kończyn, rannych, chodzących i sparaliżowanych, oddychających i nieoddychających, krwawiących i niekrwawiących ludzi. LUDZI!
Ludzi, którzy po raz kolejny są traktowani jak zwierzęta przez „najmoralniejszą armię świata”.
Mój szacunek dla rannych jest niezmierzony. Dla ich milczącej determinacji pomimo bólu, cierpienia i szoku. Nieskończony jest mój podziw dla obsługi szpitala i wolontariuszy. Mój bliski kontakt z palestyńską wytrwałością daje mi siłę, choć czasami mam ochotę krzyczeć, mocno kogoś objąć, płakać, poczuć zapach skóry i włosów dziecka całego pokrytego krwią, schronić się w niekończącym uścisku. Ale nie możemy sobie na to pozwolić. Oni też nie.
Twarze szare jak popiół – o nie! – kolejny transport dziesiątek okaleczonych i krwawiących. Cały czas na podłodze szpitala widzimy plamy krwi, sterty przeciekających, przesiąkniętych krwią bandaży. Sprzątający są wszędzie i starają się usunąć krew i oderwane tkanki, włosy, strzępy ubrań, igły – pozostałości po śmierci. Wszystkie są usuwane. A potem szykujemy je jeszcze raz i wszystko się powtarza. W szpitalu al-Szifa mieliśmy w ciągu dwudziestu czterech godzin sto takich przypadków. Wystarczyłoby ich na cały szpital z dobrym sprzętem i wyszkoloną obsługą. Ale tu nie mamy prawie nic: elektryczności, wody, leków, stołów operacyjnych, narzędzi, monitorów. Wszystko jest zardzewiałe, jakby zabrane z muzeum historii medycyny. Ale ci bohaterowie nie narzekają. Radzą sobie jak prawdziwi wojownicy, idący naprzód z wielką odwagą.
Kiedy piszę te słowa, samotny, na łóżku, płaczę. Ciepłymi i bezużytecznymi łzami smutku, gniewu i strachu. To nie dzieje się naprawdę!
I właśnie wtedy orkiestra izraelskiej machiny wojennej kolejny raz zaczyna swoją straszliwą symfonię. Salwy artyleryjskie z okrętów tuż przy wybrzeżu, ryk F-16, koszmarne drony, śmigłowce Apache. Tyle sprzętu wyprodukowanego i sfinansowanego przez USA.
Panie Obama, czy ma Pan serce?
Zapraszam. Proszę spędzić wieczór – tylko jeden wieczór – razem z nami, w szpitalu al-Szifa. Może się Pan przebrać za sprzątającego.
Jestem w stu procentach przekonany, że to zmieniłoby historię.
Nikt kto ma serce i władzę nie mógłby wyjść ze szpitala al-Szifa bez determinacji, by zakończyć rzeź narodu palestyńskiego.
Ale ludzie pozbawieni serca i litości dokonali kalkulacji i zaplanowali kolejny wymierzony w cywilów atak na Gazę.
W ciągu następnej nocy także popłyną rzeki krwi. Słyszę już nastrojone instrumenty śmierci.
Proszę. Zróbcie co w waszej mocy. To nie może dłużej trwać.
Dr Mads Gilbert,
Profesor i szef kliniki medycyny ratunkowej
Szpital Uniwersytecki Północnej Norwegii
Źródło: Middle East Monitor
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl