Dodaj do ulubionych

Droga zabawa parlamentarna

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 09:02
A jest u nas podobno bieda.I są głodujące dzieci.


Ile kosztowało wprowadzenie posła do Sejmu?
Krzysztof Olszewski 29-09-2005, ostatnia aktualizacja 29-09-2005 16:57

LPR ma najdroższych posłów w Polsce. Jeden jest wart ponad 400 tys. zł. Oto,
ile musiały wydać partie, by zdobyć fotel w Sejmie.
Tysiące plakatów, spotów, ulotek, znaczków i baloników. A wszystko za ogromne
pieniądze. By tę propagandową machinę rozruszać, partie musiały wspierać się
kredytami. Kilkadziesiąt milionów złotych na kampanię pożyczyły m.in. PO i
PiS - zwycięzcy, ale też Samoobrona i Liga Polskich Rodzin. Policzyliśmy,
ile "kupiły" za to mandatów.
Najbardziej wykosztowała się LPR. Partia Romana Giertycha deklarowała, że na
wybory wyda ok. 14 mln zł. Te pieniądze przełożyły się na zaledwie 34 fotele
w Sejmie. Jeden poseł kosztował więc Ligę ponad 400 tys. zł! - Gdyby to była
prywatna firma, to skazana byłaby na bankructwo - mówi jeden z posłów LPR,
anonimowo, bo oficjalnie żaden z działaczy Ligi nie chce komentować wyliczeń.
Oszczędniejsza była Samoobrona. Partia mówi, że na wybory wydała ok. 12 mln
zł. Zwolennicy Andrzeja Leppera zdobyli w Sejmie 56 mandatów, więc każdy za
ok. 214 tys. zł.
- To niedużo. Gdybyśmy mieli więcej pieniędzy, to kupilibyśmy jeszcze więcej
billboardów - mówi Krzysztof Filipek. - Wtedy i wynik może byłby lepszy.
Podobną cenę mają mandaty PSL - jeden jest wart ok. 200 tys. Kampania
ludowców pochłonęła 5 mln zł. - Byliśmy oszczędni i dlatego zdobyliśmy mało
mandatów - przyznaje Janusz Piechociński, obecny poseł. - Już w lipcu konta
partii świeciły pustkami.
Ponad 11 mln zł za kampanię zapłaciło SLD. Opłaciło się - partia ma dwa razy
więcej mandatów niż PSL.
A kto za mandat dał najmniej? Zwycięzcy - PiS (155 miejsc w Sejmie) i PO
(133). Jeden parlamentarzysta PiS kosztował "tylko" 109 tys. zł, a PO 90 tys.
Dodajmy, że partia braci Kaczyńskich zainwestowała ponad 17 mln w kampanię
parlamentarną, a Tuska ok. 12 mln.
- Wydawaliśmy własne pieniądze, a nie budżetowe - zaznacza Mirosław
Drzewiecki z PO. - Wyłożyli je kandydaci, reszta pochodziła z kredytów. Nie
trzeba wydawać najwięcej, by zdobyć duże poparcie. My nie serwowaliśmy
pikników z Michałem Wiśniewskim.
Kłopot po wyborach mają ci, którzy się zadłużyli, a nie zdobyli 3 proc.
głosów. Z takim wynikiem nie dostaną zwrotu z kasy państwa. W takiej sytuacji
jest Partia Demokratyczna z 3 mln kredytu. Skąd wezmą na spłatę rat? -
Jeszcze w tym roku dostaniemy 2,5 mln z budżetu jako zwrot za wybory sprzed
czterech lat, a ostatnie pół miliona to składki, darowizny - zapewnia
Mirosław Czech, pełnomocnik wyborczy partii.
Obserwuj wątek
    • Gość: Kielczanin Re: Droga zabawa parlamentarna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 01:51
      Wiecie ile głodnych dzieci by nakarmiono, ale co tam "oni" wszyscy mają
      to w du... . A ty głupi narodzie daj sobą dalej manipulować.
      Za rok okaże się iż poniżej minimum żyje w Polsce 90% społeczeństwa.
      Bo 10% to "PiS" i "PO".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka