wielka_plyta
17.11.05, 00:36
Proponuje sylwetki płonących od białego fosforu ludzi - będzie piękny pomost
jednoczący napastnikow i ofiary.
Od pewnego czasu próbuję dowiedzieć się, dokąd chodzi mój syn po zajęciach z
chóru. On sam po prostu nie chce mi powiedzieć. Mówi, że to nie moja sprawa,
gdzie chodzi po chórze i że to jest wolny kraj.
To może jest wolny kraj, ale jeśli ludzie zaczęliby chodzić sobie po chórze
gdziekolwiek by chcieli, to Bóg jeden raczy wiedzieć, czy nasz kraj pozostałby
wolnym krajem. Przecież mój syn może chodzić na spotkania anarchistów albo do
szkoły koranicznej. Skąd mam wiedzieć?
Sęk w tym, że jeśli ludzie nie mówią, gdzie chodzą po chórze, to nasz kraj
jest zagrożony. Tak więc wywieram pewną dawkę presji na mojego syna, aby
powiedział, gdzie chodzi. Na początek, po prostu założyłem mu papierową torbę
na głowę i przywiązałem do kaloryfera. Lecz czy to go przekonało? Ani trochę.
Moja żona zdenerwowała mnie, gdy powiedziała, że posunąłem się za daleko. Więc
i jej założyłem torbę na głowę i przywiązałem do kaloryfera. Lecz wciąż nie
mogłem nakłonić syna, by powiedział, dokąd chodzi po chórze.
Zacząłem go głodzić - dawałem mu tylko zimne potrawy, goliłem mu brodę,
kazałem tkwić w stresujących pozycjach, raziłem światłem, puszczałem głośną
muzykę - czyli robiłem rzeczy, które zrobiłby każdy rodzic zaniepokojony tym,
dokąd jego syn chodzi po chórze. Lecz to wszystko i tak nie dało rezultatu.
Miałem opory przed zastosowaniem twardszych metod przesłuchania, bo - jak by
nie patrzeć - to jest mój syn. I właśnie w tym momencie przyszedł mi z pomocą
Donald Rumsfeld.
W ubiegłym tygodniu przeczytałem w "New York Timesie", że 6 marca 2003 roku
przygotowano notatkę dla sekretarza obrony. Dokument ten zawierał niezwykle
dokładne wskazówki na temat tego, co jest, a co nie jest torturami. Powiedzmy
sobie szczerze: nikt z nas nie chce torturować swoich dzieci - szczególnie
jeśli miałaby się o tym dowiedzieć policja.
Notatka dla Rumsfelda wyjaśniała, że to, co może wyglądać jak tortury, nie
jest torturami. Czytamy: jeśli ktoś "wie, że skutkiem jego działań będzie
poważne cierpienie, ale zadawanie takiego cierpienia nie jest jego celem, to
działania takie nie noszą znamion działań celowych, nawet jeśli nie były
prowadzone w dobrej wierze".
Czyli tłumacząc na język polski: jeśli rodzic - zaniepokojony tym, gdzie jego
syn chodzi po zajęciach z chóru - robi coś, co sprawia poważny ból jego
synowi, jest to tortura tylko w wypadku, gdyby zadawanie cierpienia było jego
celem. Jeśli jego celem jest coś innego - na przykład dowiedzenie się, dokąd
syn chodzi po chórze - to nie są to tortury.
Notatka dla Rumsfelda stwierdza: "oskarżony" (czyli zaniepokojony rodzic)
"jest winien tortur tylko wtedy, gdy działa z bezpośrednią intencją zadania
poważnego cierpienia lub bólu osobie, nad którą ma kontrolę".
Teraz wszystko jasne. Jeśli intencją jest wydobycie informacji, nie można
zostać oskarżonym o stosowanie tortur.
Dokument posuwa się nawet dalej. Głosi on, że jeśli rodzic "w dobrej wierze
sądzi, że jego działania nie spowodują długotrwałych szkód psychicznych, jego
czyny nie mogą być nazwane torturami". Czyli jeśli chcesz uniknąć oskarżenia o
znęcanie się nad dzieckiem, wystarczy powiedzieć, że uważasz, że twoje czyny
nie spowodują długotrwałych szkód psychicznych. Tyle wystarczy! Proste!
W tej chwili przetrzymuję w piwnicy wielu kolegów mojego syna. Podrażniam
prądem ich genitalia i poniżam ich seksualnie, aby powiedzieli wreszcie, dokąd
mój syn chodzi po chórze.
Doradca Dicka Cheney'a, David S. Addington, twierdzi, że to jest w porządku.
William J. Haynes, główny doradca departamentu obrony, też sądzi, że jest to w
porządku. Taki sam pogląd w tej sprawie ma Mary Walker, główny doradca sił
powietrznych Stanów Zjednoczonych.
W rzeczywistości, wszyscy w rządzie Stanów Zjednoczonych uważają, że to jest w
porządku. Z wyjątkiem prawnika departamentu stanu, Williama H. Tafta IV, który
perwersyjnie głosi, że może to otwierać drzwi do tego, że kiedyś również i
mnie ktoś będzie aplikował prąd do genitaliów i poniżał mnie seksualnie.
Mam plan. Powyłapuję wszystkie dzieci w sąsiedztwie, zwiążę je łańcuchami i
będę szczuł psami. Niechcący mogę zabić jedno lub dwoje - lecz nie będę tego
chciał - i może zrobię kilka zdjęć mojej żonie stojącej przy ciałach. A potem
pokażę zdjęcia innym dzieciom i w końcu może dowiem się, dokąd chodzi mój syn
po chórze. W końcu będę robił tylko to, co rząd Stanów Zjednoczonych robi po
11 września 2003 roku.
Nie ma to jak wizje geniusza - wazelina dla bogatszych i możniejszych,
sprawdza się w praktyce.