Gość: prywatny kielecki sądzik
IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl
29.01.03, 09:02
Wyprawa do Kielc z Sandomierza, to stracony dzień pracy i
wysokie koszty. To jest też przyczyną, że do sądu p. Gajka
wpływa tak mało spraw. Inną przyczyną, która p. Gajkowi nie
przyszła nawet do głowy, jest to, że sądy okręgowe nie
dopuszczają (odrzucają) odwołania do sądu wyższej instancji -
jaka jest skala tego problemu?
Mieszkańcy Sandomierza panicznie boją się kieleckich sądów i
prokuratury, albowiem część tamtejszych sędziów i prokuratorów,
maskując swój zawoalowany udział w jakiejś, często błahej,
sprawie (np. sędzia musi wykonać partyjne polecenie byłego, i co
za tym idzie, obecnego szefa SB) chętnie uznają kogoś za chorego
psychicznie i usiłują zamknąć go w ośrodku dla psychicznie i
nerwowo chorych. Stąd opinia: odwołujesz się do Kielc? Musisz
być psychicznie chory. Przecież sądy i prokuratura usiłowały to
zastosować nawet wobec posła na Sejm RP! A co dopiero wobec
biednego sandomierzanina.
Czy p. Gajek, który przecież już był proszony przez Gazetę
Wyborczą o wyjaśnienie spraw "psychicznych", wyjaśnił chociaż
jedno takie przestępstwo sądowe i prokuratorskie? Czy też czeka,
aż po zmianie ustroju tego państwa sam stanie się podsądnym za
niepodjęcie czynności będących jego obowiązkiem?