Gość: Piiiiiiiiiiiiiip
IP: *.MAN.atcom.net.pl
12.07.06, 21:12
Wypowiedź prof. dr. hab. Jerzego Roberta Nowaka dla Radia Maryja nt. wywiadu
z ks. prof. Michałem Czajkowskim, zamieszczonego w dodatku do "Gazety
Wyborczej" 3 stycznia br.
"Gazeta Wyborcza" posłużyła się perfidną metodą. Ten wywiad, w którym jest
wręcz szereg wyskoków nienawiści, wydrukowała w "Gazecie Telewizyjnej", a
więc dodatku niby-neutralnym. Wywiad duży, na dwie kolumny tekstu, jest pełen
nienawiści, zacietrzewienia wobec "Naszego Dziennika" i Radia Maryja.
Przypomnę, że w ostatnim miesiącu było, o ile wiem, ponad sześćset ataków na
to Radio, głównie w prasie lewicowej, skrajnej. Zrozumiałe jest, że w tym
gronie, bardzo często ateistycznym, od "Nie" Urbana po inne, media
chrześcijańskie i patriotyczne, katolickie, wywołują nienawiść. Ale jak można
zrozumieć księdza Michała Czajkowskiego, który dołącza się do tych głosów i
to w sposób agresywny i nienawistny. Przypomnę, że przecież nie tak dawno, bo
chyba rok temu, sam Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp powiedział, że ks.
Czajkowski "robi bardzo złą robotę". Otóż tu widzę jej kolejny przejaw. I to
roboty dokonywanej przez duchownego, który mówi wprost w tym wywiadzie,
atakując "Nasz Dziennik": "złą nowinę głosi ksiądz proboszcz nie tylko z
ambony, ale też np. zalecając wiernym czytanie 'Naszego Dziennika'". I
twierdzi, że w "Naszym Dzienniku" straszy się Europą, szerzy ksenofobię,
antysemityzm, "ale także język agresywny, znieważający ludzi, tworzący zły
wzorzec 'katolicki' mówienia o innych". Otóż przypomnę, że "Nasz Dziennik"
pisze o faktach, o konkretach. Złość, nienawiść i ta pasja ks. Czajkowskiego
wywodzą się głównie z tego, że wspomniano o jego przekręcaniu faktów, o jego
nieprawdach. Tylko że w "Naszym Dzienniku" pisano konkretnie, nazywając po
imieniu, o faktach. Nie używano epitetów, nie używano tej stylistyki, fobii,
pieniactwa, jakich używa ks. Czajkowski. Problem z nim polega na tym, że ten
człowiek niczego się nie uczy, popełnia błędy, jeśli chodzi o uczciwość
intelektualną.
Przypomnę, że już 30 lipca 1995 r. pisałem na łamach "Słowa - Dziennika
Katolickiego" w cyklu "Przemilczane świadectwa" o skrajnym przejawie
nieuczciwości ks. Czajkowskiego, który w polemice z ks. prof. Zygmuntem
Zielińskim, znakomitym znawcą historii, autorem "Historii papiestwa" i
profesorem KUL-u, zaatakował kolejny raz "polski chrześcijański
antysemityzm", na dowód przytaczając także, iż 3 grudnia 1905 r. Papież Pius
X w liście do Episkopatu Polski pisał o przerażających zbrodniach ówczesnych
pogromów na naszej ziemi. Tylko, że tutaj ks. Czajkowski fałszywie
zinterpretował słowa tego listu, nie sprawdzając oczywiście faktów
historycznych. Otóż w latach rewolucji 1905-1906 na naszej polskiej ziemi
miały rzeczywiście miejsce pogromy Żydów - najkrwawsze w Siedlcach i
Białymstoku, ale były to pogromy urządzane przez władze carskie z pomocą
policji, wojsk rosyjskich oraz specjalnych agentur carskiej policji, tzw.
pogromszczyków przywożonych z Rosji. Nie było w nich żadnego udziału
chrześcijańskiej ludności polskiej. Na dowód tej prawdy przytaczałem szereg
historyków żydowskich, nawet tych uczulonych i pełnych uprzedzeń wobec
Polski, twierdzenia z pism żydowskich z tego okresu czy
brytyjskiego "Timesa", który w 1906 r. stwierdza: "Polska zawsze była uważana
za kraj, w którym pogromy nie mają miejsca i zarówno władze rosyjskie, jak i
policja przekonały się, że ich usiłowania, by podjudzić Polaków do wzięcia
udziału w pogromach przeciwko Żydom, nie mają żadnych szans sukcesu". Do tego
stopnia ks. Czajkowski jest ogarnięty obsesją w tropieniu rzekomego polskiego
i katolickiego antysemityzmu, że sięga po jakiekolwiek argumenty, nie
sprawdzając konkretów. A właśnie w tym czasie podkreślano, że Polacy nie
uczestniczyli w pogromach. Przeciwnie - w książkach żydowskich chwalono to,
iż jasna świadomość polityczna Polaków dyktuje im zdecydowaną wrogość wobec
pogromów i uczucie sympatii dla prześladowanych. Opublikowałem mój tekst
w "Słowie - Dzienniku Katolickim", potem w książce "Spory wokół historii
współczesności", wydanej kilka lat temu, i ubolewałem w niej, że ks. Michał
Czajkowski, którego skrajną ignorancję obnażyłem w artykule, nie zdobył się
choćby na cień uczciwości intelektualnej i przeproszenie czytelników za
oszczerstwa przez pomówienia na temat polskiego i chrześcijańskiego
antysemityzmu. Ale cóż, on jest pod tym względem rzeczywiście niepoprawny.
Obsesyjność w tropieniu "polskiego i chrześcijańskiego antysemityzmu" popycha
go ciągle do nowych działań. Teraz atak na "Nasz Dziennik" jest tylko
kolejnym przejawem tego typu wystąpień.
Przypomnę, że półtora roku temu pani Monika Olejnik, która jest też skrajnie
tendencyjna i jednostronna, zaprosiła do audycji z Janem Tomaszem Grossem
akurat ks. Czajkowskiego jako reprezentanta polskiej katolickiej strony!
Ksiądz Czajkowski od razu na wstępie zaznaczył: "nie jestem historykiem, nie
widziałem akt, ale czytałem Pana książkę". Jeśli ktoś nie jest historykiem,
to niech nie miesza się do tak ważnych, trudnych sporów o historię.
I zaistniał kolejny fakt, o którym pisałem w "Naszym Dzienniku", co widać
szczególnie musiało zdenerwować ks. Czajkowskiego. Otóż parę lat temu,
ściślej 16-17 września 2000 r., w dyskusji na łamach "Gazety Wyborczej"
powiedział: "miliony Żydów zginęły od antysemityzmu, natomiast żaden Polak
nie zginął od antypolonizmu żydowskiego". Niestety zginął, choćby
generał "Nil" Fieldorf skazany przez sędzię Mirowską, "przypadkiem"
żydowskiego pochodzenia, więziony bezprawnie "przypadkiem" przez prokurator
Wolińską, która jest żydowskiego pochodzenia, nie mówiąc o dalszych
prokuratorach, którzy uczestniczyli w tej sprawie, a potem wyemigrowali do
Izraela. Gdyby ks. Czajkowski trochę więcej czytał, to by wiedział, że Ojców
Dominikanów w klasztorze w Czertkowie wymordowali w nocy z 1 na 2 lipca 1941
r. enkawudziści pochodzenia żydowskiego. Musiałby wiedzieć o zbrodni
popełnionej w Koniuchach na całej wiosce polskiej przez żydowskich
partyzantów sowieckich. Musiałby wiedzieć o zbrodniach Bermana, Różańskiego,
Goldberga, Brystygierowej, Morela czy chociażby Stefana Michnika, brata Adama
Michnika. On podaje, że nie wie, albo rzeczywiście nie wie. A jeśli jest
takim skrajnym ignorantem, to niech wyciągnie wniosek z tego, że w tych
przypadkach, o których dzisiaj wspomniałem, jak i innych, zabiera głos w
sprawach, o których nie ma pojęcia.
Zabiera głos, będąc miotany przez skrajne obsesje, wiedząc, że tego typu
głosy będą popierane przez dzisiejszych prominentów w czerwono-różowej
prasie, że będą popierane w gazecie Michnika, że będą popierane przez osoby
takie jak pani Olejnik w telewizji. Ale nie chce widzieć, a być może widział,
że popełnia straszne szkody, że szkodzi Kościołowi, że szkodzi Polsce, że
szkodzi obrazowi Kościoła i Polaków, że robi bardzo złą robotę, tak jak
określił to Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp. Ubolewam, że musiałem mówić
o tak przykrym przypadku i tak przykrym incydencie, o człowieku, który tak
grzeszy przeciwko fachowości, przeciwko obowiązkowi przygotowania się do
tematów, znajomości źródeł, grzeszy przeciwko podstawowym obowiązkom Polaka i
katolika, którzy powinni zdobywać się na samokrytycyzm wobec błędów Narodu
czy błędów ludzi Kościoła, ale którzy nie mogą plugawić gniazda, w którym
mieszkają - Polski, nie mogą fałszować historii, nie mogą fałszować dziejów
swego Narodu i dziejów Kościoła.
Tytuł pochodzi od red. Naszej Witryny
prof. dr. hab. Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 2003-01-06
powrot