dorotakal
24.09.06, 21:23
Lekarze chcą podwyżek z kieszeni pacjenta
Łukasz Antkiewicz2006-09-19, ostatnia aktualizacja 2006-09-18 21:48
Planujesz zabieg w szpitalu lub wizytę w przychodni? Lepiej się pospiesz, bo
od grudnia lekarze w publicznych placówkach mogą zażądać od ciebie pieniędzy.
To ich nowa forma strajku
Krzysztof Bukiel: Tylko strajki działają skutecznie na nasze władzeMedycy,
którzy do niego przystąpią, zarejestrują własną działalność gospodarczą, a
jednocześnie zrezygnują z etatów w publicznej placówce służby zdrowia.
Oczywiście nadal tam będą leczyć, bo podpiszą indywidualne kontrakty z
dyrektorami przychodni i szpitali. - Ale pacjenci będą musieli zapłacić z
własnej kieszeni za każdą usługę i wizytę - zapowiada Ryszard Kijak ze
związku zawodowego lekarzy. Oznacza to, że będziemy płacić podwójnie:
obowiązkową składkę na ubezpieczenie zdrowotne i dodatkowo lekarzowi w
gabinecie.
W ten sposób lekarze chcą wymusić na rządzie podwyżki pensji. Albo wydobyć je
z naszych kieszeni, jeśli rząd nie spełni ich żądań. - Tylko strajki
przemawiają skutecznie do naszych władz - mówi Krzysztof Bukiel,
przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Wiosenna akcja,
kiedy medycy odchodzili od łóżek pacjentów i nie przyjmowali chorych do
szpitali, okazała się ich zdaniem niewystarczająca. Wywalczyli tylko po mniej
więcej 200 zł brutto więcej od października. A chcą, by każdy lekarz ze
specjalizacją dostawał trzy razy wyższą pensję niż obecnie, czyli nawet 8
tys. zł brutto.
Związkowcy dają rządowi czas do 15 grudnia. Potem wprowadzą opłaty. Szacują,
że do akcji przystąpi ok. 75 proc. przychodni i szpitali.
Ile zapłacimy? Na razie nie wiadomo, bo cennik jest dopiero opracowywany.
Wszystko będzie zależało od zabiegu, ale górna granica stawki nie powinna
przekraczać 500 zł - zapowiadają związkowcy. Będą to jednak ceny dużo wyższe,
niż teraz płaci szpitalom i przychodniom NFZ. Właśnie ta różnica sfinansowana
przez pacjentów ma zagwarantować lekarzom wyższe zarobki.
- Pacjenci powinni być z nami solidarni - argumentuje Ryszard Kijak i odsyła
do NFZ. Zdaniem związkowców NFZ powinien oddać pieniądze pacjentom, którzy
przyjdą z rachunkami od lekarzy.
Tyle że NFZ nie zamierza nic zwracać. - Nic nie zwrócimy, bo takie działanie
lekarzy jest bezprawne - mówi Andrzej Troszyński z biura prasowego NFZ. -
Nikt nie może ponosić dodatkowych kosztów za publiczne leczenie. Każdy
ubezpieczony ma konstytucyjne prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej - dodaje.
Nawet gdyby NFZ oddawał pieniądze pacjentom, to tylko tyle, ile za dany
zabieg płaci szpitalom. Jeśli lekarzom zapłacimy więcej - a tak zapowiadają
związkowcy - tej różnicy nikt nam nie zwróci.
Dyrektorzy szpitali czują się bezsilni. Bo jeśli nie podpiszą z lekarzami
indywidualnych kontraktów, nie będzie komu leczyć. - A jak odejdą, to co bez
nich zrobię? Nie zamknę przecież placówki - denerwuje się Jan Mioduchowski,
szef szpitala w Rawiczu. - Rząd musi podjąć jak najszybsze działania, by temu
zapobiec - apeluje Waldemar Gardias, wicedyrektor szpitala specjalistycznego
w Puławach.
- Nie ugniemy się pod kolejnymi groźbami - mówi Jarosław Pinkas, wiceminister
zdrowia. - Daliśmy już przecież 4 mld zł na podwyżki na przyszły rok. To
powinno lekarzom wystarczyć.
- My też nie ustąpimy - ripostuje Krzysztof Bukiel.