Dodaj do ulubionych

Studia: droga do zawodu czy realizacja pasji? [...

10.07.12, 18:24
Pierwszy Autor (Inżynier Bartek) ma oczywiście rację - wygłoszenie serii wykładów w Indiach dało mi dużo więcej materiału do przemyśleń o tym fascynującym kraju, niż kilka książek, jaki na temat Indii przeczytałem. Jak to inżynier (ach to wąskie wykształcenie techniczne!) ma oczywiście pewne problemy leksykalne ('market'). Wcześniejszy semestr na buddologii pewnie by mu pomógł.

Drugi Autor (P. Maciej Sobczyński, mniemam że matematyk) też ma rację, ale nie bardzo. Co innego matematyka (bo i nawet tę mocno niestosowana prędzej czy później się zastosuje), co innego zaś pierdoły typu bódologia, gender stuidies, etc. Jak to z matematykami bywa - rozumie wiatrom, praktykuje komu...

Trzeci Autor (Robert) też mówi prawdę, a konkretnie tę prawdę trzeciego rodzaju, z typologii nieodżałowanego X Tischnera. Poszukiwać po dziwnych opłotkach wiedzy owszem można i jest to czynność nader godziwa, ale raczej za pieniądze własne (lub rodziców), albo za pieniądze podatników ale w krajach, w których rządy nie wiedzą co zrobić z nadwyżką budżetową. W Rzeczpospolitej Nr 3 i 3/4 można chyba środki przeznaczone na buddologię wydać deczko rozsądniej. Choćby podłączyć internet do szkoły w Koziej Głowie. Anglicy nawiasem mówiąc nie najlepiej wychodzili na nasyceniu swych służb dyplomatycznych i szpiegowskich absolwentami studiów klasycznych. Prawdziwą robotę odwalali matematycy i wojskowi.

Autorka Nr Cztery, mam nadzieję, li tylko podszywa się pod studentkę. Ufam bowiem że młodzież studiująca na kierunkach humanistycznych, nawet po różnych 'Uniwersytetach' pedagogicznych, potrafi posługiwać się polszczyzną nieco przewyższającą standardy etykiety zastępczej.
Obserwuj wątek
    • Gość: LIUIGI Studia: droga do zawodu czy realizacja pasji? [... IP: *.centertel.pl 10.07.12, 19:46
      Racja , w banku płynnie wygadany pracownik z wykształceniem humanistycznym ,nieużywający bo nieznający zwrotów ekonomicznych szybciej zdobędzie , czytaj naciągnie klienta na najdroższą pożyczkę i to zachowując czyste sumienie bo przecież o tym nie wie bo ekonomistą nie jest .Jest tylko przekazicielem oszukańczego najczęściej produktu bankowego bowiem 3% dają a jak pożyczają to biorą 20% czyli 17% bank bierze za przekazanie pieniędzy jednego obywatela drugiemu . Temu złodziejstwu pomagają przepisy prawa polskiego skonstruowane tak ,że bankom nie zagrażają indywidualne pożyczki pomiędzy obywatelami m.in. z powodów podatkowych .
    • thomos85 Himalaje absurdu.... 10.07.12, 23:22
      Studentka filozofii swoją wypowiedzią osiągnęła Himalaje absurdu, samouwielbienia a także wykazała szczyptę pogardy wobec innych ludzi. Twierdzenie, że "tylko socjologowie i filozofowie na uczelniach wykazują jakąś empatię" jest poniżej WSZELKIEJ krytyki i stanowi wyraz bezprzykładnego samouwielbienia siebie oraz swoich kolegów po fachu (ciekawe na jakich przesłankach opiera tą złotą myśl...). Swoją drogą to studiowanie elementów logiki oraz solidne wykształcenie humanistyczne nie dały tejże pani umiejętności jasnego i precyzyjnego wyrażania swych myśli gdyż stwierdzenie "Obecnie mój instytut robi akcję na całą Polskę, by polepszyć uczelniane więzi, stworzyć z uczelni coś więcej niż poczekalnię" nie dość że dla przeciętnego czytelnika (CO konkretnie robi ten instytut) jest bardzo enigmatyczne to w dodatku trąci infantylizmem (co to znaczy, że uczelnia jest "poczekalnią" i niby czym ma być, czemu ta akcja ma obejmować "całą Polskę")...


      • Gość: Greg Re: Himalaje absurdu.... IP: *.dynamic.chello.pl 11.07.12, 08:46
        Studentka pojechała ostro po bandzie. Z takim podejściem jest wiele miejsc pracy(bar,kfc,etc.)

        Swoją drogą studiuję informatatykę na kierunku inżynierskim(nie ważne gdzie) i muszę powiedzieć, że powtarzam technikum, a nawet cofam się, bo mniej materiału jest i jest on przestarzały. Studia nie są od wyuczenia ludzi, bo oni to olewają, jest mały odsetek studentów (~teraz), którym zależy na zdobyciu wiedzy. Ot zdobyć papierek i liczyć na 4000 netto za pierdzenie w stołek. Wracając do Politechniki. Jestem na stażu teraz w firmie informatycznej i na prawdę nie ma tam nic z tego co miałem do tej pory na zajęciach, uczę się wielu rzeczy na nowo. Więc dla mnie studia to sztuka kombinowania, co robić, żeby się wstrzelić w istniejący trend w danej dziedzinie, bo wiadomo czas idzie do przodu, a za tym nowe innowacje, technologie.
        Podsumowując, ludzie narzekają na studia, wymagają nie wiadomo czego, a sami nie pracują myślą, że ktoś im wleje wiedzę do głowy, a od siebie nic. Na zajęcia, do domu(Internet, jakiś obiad, piwo, spać) i znowu na zajęcia, ew po drodze jakaś impreza. Szkoli się za dużo ludzi, marnowanie podatków, a jak ich wyrzucą w końcu to i tak za rok złożą papiery, przecież rodzice dadzą na opłatę rekrutacyjną.
        G.
        • Gość: A jednak ważne A jednak ważne gdzie. Tyle w temacie. IP: *.adsl.inetia.pl 11.07.12, 09:49
          > Swoją drogą studiuję informatatykę na kierunku inżynierskim(nie ważne gdzie)

          A jednak ważne gdzie. Tyle w temacie.
          • Gość: Greg Re: A jednak ważne gdzie. Tyle w temacie. IP: *.ksi-system.net 11.07.12, 10:01
            Politechnika Krakowska
            • Gość: gg Re: A jednak ważne gdzie. Tyle w temacie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.12, 13:49
              Gratuluję abmicji. Nawet na UJ przyjnują wszystkich, którzy się zapiszą. Tylko tam się trzeba uczyć matematyki. Na PK przyjmują wszystkich, ale nawet się, jak sam zauważasz, nie trzeba uczyć.
    • Gość: gość portalu Re: Studia: droga do zawodu czy realizacja pasji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.12, 02:12
      Nr 2 niestety nie ma racji w niczym co mówi i nie rozumie matematyki.

      Matematyka wynika z percepcji. Geometria wynika z percepcji przestrzeni, kombinatoryka z percepcji liczności, arytmetyka z liczenia itd. To nie jest tak, że matematyka to jest jakaś abstrakcyjna filozofia i że ludzie głowią się nad nią tylko dla samego doświadczenia duchowego głowienia się nad problemami. Teoria zbiorów powstała nie dlatego, że coś się filozoficznie nie zgadzało w kombinacjach elemntów w zbiory (np. zbiór wszystkich zbiorów), powstała dlatego, żeby ułatwić posługiwanie się analizą Fouriera, która pojawiła się w matematyce najpierw jako narzędzie fizyków, którzy dzięki niej łatwiej sobie liczyli dowolne funkcje przez rozkładanie ich na sumy funkcji trygonometrycznych. To wszystko było nieścisłe i nie było pewności, czy zawsze działa, czy można na tym budować teorie jak działa natura (fizyka). I uciślenie tego rachunku było powodem powstania teorii zbiorów.

      Matematyka została jednak w pewnym momencie przejęta przez klasy wyższe jako hobby. Pojawiły się bogato zdobione, ilustrowane i inkrustowane kruszcami wydania Elementów Euklidesa dla zamożnych rentierów nie mających nic w życiu do roboty. I wtedy pojawił się mit matematyki jako wyższego zajęcia dla rozwoju duchowego samego w sobie. Porównać taki rozwój można do czytania o aktorach w prasie kolorwej próbując zostać aktorem bez pocenia się na scenie i grania kiepskich ról (o dobyrch aktorach mówi się, że potrafią zagrać nawet deskę sedesową).

      Ostatnia sprawa. Steinhaus był bufonem. Co zostawił po sobie steinhaus? Zbiór zadań. Niezwykle zmanierowany i patronizujący, w zasadzie zbiorek dla dzieci, bo Steinhaus wyraźnie traktuje każdego czytelnika jak kogoś ograniczonego w proównaniu do niego, Steinhausa. Natomiast Henry Ford zrobił coś niebywałego. no bo jak to jest, że skoro wszystkie technologie i części skąłdowe były, jak to mówi Steinhaus, od dawna wypracowane przez takich jak on, to nigdy wcześniej nie powstał samochód produkowany seryjnie z tych doskonale opracowanych i w bród wokół leżących tych części i wynalazków, czy choćby ich intelektualnych dopiero zamysłów. Dlaczego nikt na to nie wpadł, skoro to takie oczywiste.
      • Gość: gość portalu Re: Studia: droga do zawodu czy realizacja pasji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.12, 02:18
        Por. T. Veblen "Theory of the leisure class" roz. 13.
      • Gość: gość portalu Re: Studia: droga do zawodu czy realizacja pasji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.12, 02:35
        Jeszcze zapomniałem o passusie z piłkarzami. To jest brednia. Piłkarze podlegają selekcji dość brutalnej i bezlitosnej, przy której selekcja doświadczana przez ludzi na rynku pracy to jest idylla. Casillasowi nikt nie dawał żadnej szansy, on po prstu był najlepszy konsekwentnie przez 7-10 lat szkolenia w kolejnych klubach, a także najlpeszym bramkarzem, prawdopodobnie o włos, od innych, gdy przyszedł moment selekcji do kadry. Zarabia także milon miesięcznie nie dlatego, że jest najlepszy, tylko dlatego,że za dwa trzy sezony jego kariera zawodowa się skończy i muszą mu te pieniądze starczyć na całe życie. Potem może zostanie trenerem, a może nie... pozostałych 22 kolegów z reprezentacji też będzie chciało zostać trenerami, nie dla wszystkich będzie praca w klubach.

        Pan M.S. porusza tyle wątków, jednak w żadnym nie udało mu się dać porządnego argumentu, każdy z nich jest niespójny, a wszystkie razem nieskładne. Takie zapewne otrzymał wykształcenie, po łebkach, matematyczno-folklorystyczno-humanistyczne, okraszone żywotami świętych matematyków (a raczej ich wizją na potrzeby publiki, ja się przytrafia sławnym ludziom, przez postawieniem na cokół pomnika, tj. pói jeszcze żyli, byli zupełnie normalni).
    • flamengista problem zastępczy 11.07.12, 08:58
      narzekanie na niszowe kierunki może i ma sens, ale to nie jest istota problemu edukacji wyższej w naszym kraju.

      Problemem jest fakt, iż studiuje ponad 50% ludzi w wieku studenckim. Sama gotowość do zdobywania wiedzy nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie. Problem w tym, że przy masowości studiów konieczna jest ich dywersyfikacja.

      Przede wszystkim: konieczne jest przywrócenie elitarności studiów na wybranych uczelniach i kierunkach. Nie może być tak, że na np. wspomnianej inżynierii lądowej obok świetnych studentów są także i tacy, którzy nie znają tabliczki mnożenia. Na stosunkach międzynarodowych tacy, którzy uważają że Iran leży w Ameryce Południowej. Na filozofii - tacy, którzy nie zamierzają czytać twórczości Heideggera, tylko liczą że będzie bryk, w którym wszystko zostanie wyłożone na 2 stronach.

      Tacy pseudointeligenci są w rzeczywistości największymi szkodnikami. Nauczyciel akademicki musi równać w dół, by i oni mogli opanować materiał. W rezultacie studia zamieniają się w szkółkę: nie ma samodzielności w poszukiwaniu wiedzy.

      Szansę na elitarność studiów na licencjackich już zmarnowano. Jest jeszcze szansa na uratowanie magisterskich. Ale jeden warunek: ograniczenie oferty dydaktycznej i limitów przyjęć na najlepszych uczelniach. Do tego niestety konieczna jest zmiana sposobu finansowania uczelni publicznych.
    • Gość: Fiodor Studia: droga do zawodu czy realizacja pasji? [... IP: *.dynamic.chello.pl 11.07.12, 09:20
      Mnie zainspirowała studentka nr 4 i to jej dedykuję swoją odpowiedź.

      "Studiuję filozofię, specjalność nauczycielską z WOS-em na UP, właśnie będę się bronić."

      Fantastycznie, gratuluję, dołączysz do miliona osób z uprawnieniami nauczycielskimi.

      "Miałam kilka semestrów logiki, ekonomię, psychologię, nauki polityczne, etykę zawodową, antropologię itd. - wszystko to obok zajęć stricte filozoficznych i praktyk w szkołach."

      Owszem, miałaś, ale to wynika z pewnego podejścia do studiów - nie tylko u Ciebie na Uniwersytecie ale i w całej Polsce. Studenci kierunków ścisłych mają kilka kursów humanistycznych. I na odwrót. Sama doskonale wiesz, jaki poziom mają takie kursy - ot, choćby ekonomia dla filozofów. No właśnie.

      "Historia filozofii i sama filozofia jest dziedziną gigantyczną, poszerzającą umysł wręcz nieprawdopodobnie."

      Wiele jest gigantycznych dziedzin. Choć szczerze mówiąc, a znam kilku studentów i absolwentów filozofii, nie zauważyłem, żeby ich umysł był jakoś poszerzony. A już na pewno nie był "poszerzony nieprawdopodobnie".

      "I żaden inżynier nie wmówi mi, że ma lepsze wykształcenie, bo studiuje jeden ścisły kierunek "

      Przecież nikt Ci tego nie wmawia. Przekonasz się o tym sama szukając pierwszej pracy :)

      "moje wykształcenie nazywa się ogólnym, ale podczas gdy jego umysł zawęża się na jedną dziedzinę i nic więcej nie potrafi, ja mogę znaleźć się na wielu stanowiskach."

      Twoje wyobrażenie jest pięknie naiwne. Bo o jakich stanowiskach mówisz? Takich, które wymagają wiedzy medycznej, prawniczej, ekonomicznej? Czy może wszędzie tam, gdzie w ogłoszeniach jest napisane: poszukujemy osób po prawie/ekonomii/informatyce/z uprawnieniami do projektowania etc.? Bo jeśli masz na myśli stanowiska, w których jest napisane: wymagane wykształcenie średnie, to rzeczywiście jest to dość duży wybór.

      "Nieustannie moi znajomi obrażają mój kierunek, ale żaden z nich nie idzie z wiedzą tak do przodu, jak ja."

      Oni obrażają Twój kierunek a Ty obrażasz ich ;) W czym objawia się to wybijanie? Co osiągnęłaś? W czym jesteś lepsza? W niczym?

      "Obecnie mój instytut robi akcję na całą Polskę, by polepszyć uczelniane więzi, stworzyć z uczelni coś więcej niż poczekalnię - jak zauważyłam, tylko socjologowie i filozofowie na uczelniach wykazują jakąś empatię, zainteresowanie drugim człowiekiem, a ludzie po zajęciach z etyki pragną jej uczyć, by dzieciaki w szkołach stawały się lepsze. Żaden, absolutnie żaden inżynier nie ma tu co podskakiwać."

      Wow, chapeau bas, polepszanie uczelnianych więzi! Po prostu fenomenalny i przełomowy projekt. A tak na serio - mam gdzieś uczelniane więzi. Uczelnia ma dać wykształcenie a nie bawić się w jakieś zbliżanie i zbliżenia.
    • Gość: PANIzGUP ..... IP: *.adsl.inetia.pl 11.07.12, 10:23
      Z racji wykonywanego zawodu, podpowiem że w Krakowie jest praca TYLKO dla:
      informatyków
      filologów
      absolwentów automatyki i robotyki, elektroniki, mechatroniki
      i nielicznej grupy finansistów.

      NIC powtarzam NIC innego nie ma sensu studiować, chyba że dla samego siebie.
      • Gość: gg Re: ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.12, 13:48
        No nie wiem, wymieniłeś/aś niemal wszystkie kierunki. No bo filologów i inżynierów. Wykluczyłe/aś tylko kierunki bio/chem/geo, tak jakby w Krakowie nie było chemii, Plivy, czy Nafty...

        A co do wykonwyanego zawodu, to ja z kolei podpowiem: w BTO nie pracują finansiści tylko absolewenci germanistykli, italianistyki. Do centrum outsourcingu księgowości naprawdę nie trzeba mieć żadnych kwalifikacji. Podobnie z informatykami. Tych prawdziwych się w Krakowie za prawdziew pieniądze nie zatrudnia. Zatrudnia się klepaczy za 3x mniejsze pieniądze, za to 3x więcej. Kompetentni ludzie stąd wyjeżdżają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka