Gość: b14
IP: *.libre.retevision.es
07.07.01, 23:35
Forumianie!
Chciałbym się z Wami podzielić pewnym spostrzeżeniem, które zawsze gdzieś mi
się tam tliło pod "sufitem", a obecnie nabrało realnej postaci. Otóż ostatnio
spotkałem Ukrainca z Galicji Wschodniej (Lodomeria dla "wtajemniczonych")
daleko od Polski(Hiszpania) i tenże człek doskonale mnie rozumiał, gdy mówiłem
o "kajzerkach", "ein Topf Gericht", "austriackim gadaniu" etc. Stąd moje
pytanie: Czy my, wszyscy krakusi, górale, ogólnie galicjanie nawet ci
niepolskiego pochodzenia, poczuwamy się do jakiejś "wspólnoty ducha"? Czy
naprawdę łączy nas jakaś niewidzialna nić, jakiś "genius loci", który nas czyni
różnymi od reszty mieszkańców Polski?
Czy można to określić mianem "lokalnego patriotyzmu", uznawania pewnych
archetypów kulturowych, tak w sferze publicznej, jak i prywatnej? Czy uważacie
za celowe i usprawiedliwione podkreślanie "galicyjskości" choćby w takich
sprawach jak wybory do Sejmu czy prezydenckie, gdzie partie postkomunistyczne
nie cieszą się zbytnim poparciem na naszym terenie? A może
jesteśmy "zacofani", "ciemni" i "konserwatywni" jak wielu usiłowało, a
niektórzy nadal usiłują, przedstawiać mieszkańców Galicji?
Proszę o wasze opinie.