Dodaj do ulubionych

Prawda o Smoku Wawelskim

IP: 208.40.29.* 25.08.06, 19:00
Dawno, dawno temu... a właściwie działo się to w czasach, które najstarsi
tylko Polacy pamiętają...
Wanda nerwowo przechadzała się po komnacie tronowej Wawelu.
- Tato, nie chrzań mi tutaj! Nie lubię Williego i już!
- Ależ córeczko, to najlepsza oferta jaką mogłem dostać. I tak musiałem
wykorzystać wszystkie swoje znajomości w Urzędzie Miasta żeby sfałszować
twoje papiery i zdjęcia... majątek w łapówki poszedł! A ci Niemcy sami mi
zaproponowali!
- Ale ja nie chcę wychodzić za niego za mąż! A poza tym co z niego za
Niemiec, z NRD!
- Ale za to jakie ma znajomości w wyższych sferach!
- Co za znajomości, że musi mieszkać w Lipsku, nawet nie w Berlinie, dederon
jeden! I jeździ na takim byle jakim koniu...
- Rasowy Wartburg przecie.
- Ale inni niemieccy książęta jeżdżą rumakami ze stadnin Mercedesa, że o BMW
nie wspomnę... Jak ja mogłabym się pokazać publicznie siedząc na Wartburgu
lub nie daj Boże, Trabancie?!
- Córeczko, proszę cię, nie mnóż trudności. Poza tym u nich nie ma kartek!
Żeby coś upolować nie musisz stać godzinami w kolejkach!
- No to chociaż tyle, rajstop sobie nakupię bo mi w ostatnich już oczka
poleciały. Albo buty Salamander? Ale za mąż nie chcę! Już wiem! Napuszczę na
niego Smoka Wawelskiego!
- A co ci to bydlę zawiniło? Siedzi cicho w jamie, to niech siedzi...
- Przyda się chociaż na co. Już piszę list do Williego, że zanim mnie
zobaczy, musi najpierw smoka zgładzić.
* * *
Pod Smoczą Jamą zebrał się już tłum kibiców z transparentami: Smok – Książę
1 : 0 czy na odwrót, był nawet kibic z napisem Smok – Książę 4 : 0, że o
napisach „Cracovia dziady!” , „Sędzia kalosz” albo „Wisła cuchnie” (co też
było niejaką prawdą, bo wszyscy woleli trzymać się z dala od rzeki) nie
wspomnieć. Kibice już szykowali się do spełnienia wymogów tradycji, czyszcząc
pałki baseballowe i polerując do połysku kastety i łańcuchy. Ech, tak poczuć
pod pięścią szczękę wroga, przeciągnąć łańcuchem przez żebra, pod glany wziąć
i jeszcze mu raz i z kopa..... ups, przepraszam, młodość mi się
przypomniała... czas wrócić do opowieści...
Kibice mieli zasadniczo jeden, ale za to potrójny problem: Niemców było tylko
trzech, z tego jeden miał z grubsza wymiary dwa na dwa metry, drugi taką
gębę, jakby przed chwilą zatłukł czyją ciotkę kontrabasem, a trzeci ubrany
był w sukienkę mini i wysokie obcasy, miał ogolone nogi i zerkał zalotnie w
kierunku wszystkich co tęższych facetów. Z definicji zaczepka więc odpadała,
bo mogłoby się to źle skończyć z każdej strony. W sposób naturalny podzielili
się zatem Nowa Huta - Reszta Świata i rozpoczęli wprawki przedmeczowe,
rzucając na razie wyzwiska i tylko co jakiś czas skromny kamień brukowy.
Komentator już zaczął przedstawiać sylwetki obu zawodników:
- Proszę państwa, co za piękna, jesienna pogoda na takie spotkanie! Majowe
słońce za chmurami przygrzewa jak w styczniu, a cudowna, cuuuuuudowna aura aż
nastraja do spacerów i pojedynków też jakby nie patrzeć po lewej stronie
przedstawiciel Polski, Smok Wawelski rodem jak samo nazwisko wskazuje spod
Pułtuska czy może nawet samej Warszawy, ha ha, brzmi to jak reklama firmy
Wawel czy 22-Lipca, no więc Smok miał rodziców, sławnych rodziców proszę
państwa, kto z nas o nich nie słyszał, nawet dwoje rodziców, ojciec był
sławny a jaki sławny był dziadek, a może i sławniejszy! Pokolenia smoków
pracowały na to cuuuuuudowne dziecko, które teraz już jest sławne a w
przyszłości będzie jeszcze sławniejsze bo jaki sławny był pradziadek! Wszyscy
o nim słyszeli, nawet niemowlęta w kołyskach z mlekiem matki wyssały
pradziadka! Po drugiej stronie mamy zawodnika z zaprzyjaźnionego od wieków
państwa z granicą pokoju na Odrze i Nysie, wielki, wielki przyjaciel Polski i
Polaków, Wilhelm Szósty, nie, Dziewiąty, kartka mi się obróciła, sławny aktor
który grał główne role w dwóch filmach jako Winnetou, a w każdym walczył u
boku niezwyciężonej Armii Radzieckiej, jak mówiłem w sześciu filmach zawsze
socjalistyczna sprawiedliwość zwyciężała, publiczność serdecznie pozdrawia
zawodnika (publiczność wyła Buuuuuuuuu!!! i wygrażała mu pięściami), operator
wozu mówi mi że to się wytnie a na trybunach goście honorowi z naszego
braterskiego kraju z którym toczyliśmy wojnę i wygraliśmy z tymi Niemcami z
Bonn i kroczymy ramię w ramię w niezłomnym sojuszu, wielcy przyjaciele Polski
i Polaków, nasi wielcy przyjaciele ze Związku Radzieckiego przyjechali
obserwować pojedynek z naszym przyjacielem zza zachodniej granicy pokoju na
Odrze i Nysie, kibice serdecznie machają w kierunku trybun honorowych
(publiczność wyła Buuuuuuuuu!!! i wygrażała im pięściami), a tegoroczne plony
w Związku Radzieckim już w kwietniu przekroczyły 1287 kwintali z hektara i są
najwyższe w świecie co dobitnie wskazuje na wyższość gospodarki
socjalistycznej nad USA gdzie Murzyni są zmuszani do pracy na polach bawełny
za pomocą batogów i kapitalista okutym butem przygina kark klasy robotniczej!

Pozdrawiany Książę Wilhelm nadjechał w chmurze niebieskiego dymu, poprawił
koronki u śnieżnobiałej koszuli, strzepnął pyłek z pludrów i nonszalancko
stanął przed Jamą. Podparł się lewą ręką pod bok, a prawą wyciągnął
błyszczący miecz, zwracając szczególną uwagę na pozycję nóg i wyeksponowanie
zalotnie rozchełstanej klatki piersiowej. Krakowianki na trybunach już
zaczęły wzdychać...
- Wyłaź, pokrako piekielna, stań do równej walki! – wrzasnął bohaterskim
tenorkiem.
Cisza. Echem odpowiedziały tylko megafony.
Kibice zaczęli się niecierpliwić, zapłacili za bilety, a tu żadnej atrakcji?!
- To nowoczesny, polski smok, prosto jak z Żerania gdzie co minutę schodzi z
taśmy luksusowy powóz dzięki wysiłkowi klasy robotniczej produkowany dla
klasy robotniczej i na eksport na rynki światowe gdzie skutecznie konkuruje z
karocami Mercedesa i Volvo! – nadawał radośnie komentator.
Wilhelm połapał się we wskazówkach i wydarł nowoczesnym polskim językiem:
- Ty, - piiiip - twoja mać szarpana, jak cię kopnę w – piiiip - to w
powietrzu z głodu zdechniesz, mam takiego – piiiiip - kopa, - piiiip - ci w
oko ty – piiiiip -!!!
Krakowianki na trybunach zapiszczały radośnie:
- Jaki on męski! Wilhelm! Jestem twoja! Bierz mnie!
Z głębi jaskinii dobiegło człapanie i po chwili w progu stanął Smok, owinięty
w wielki szlafrok i z fularem na szyi.
- A ty co, kurde, ocipiałeś??? – zdumiał się nowocześnie Willi opuszczając
miecz
- Przeziębiłem się – wycharczał z trudem Smok, zakaszlał donośnie i z
kieszeni wyciągnął kwitek – Lekarz w Przychodni Zakładowej wystawił mi L-4 i
kazał leżeć, a nie naparzać z jakimś szajbniętym pacanem, choćby i z NRD!
- Ja ci dam szajbniętym, ja ci dam szajbniętym! – zdenerwował się Wilhelm –
Nie po to odstałem dwie gigantyczne kolejki po pieczątki w Urzędzie Miasta,
żeby teraz poddać się bez walki! Z pracy musiałem się urywać codziennie żeby
nie wypaść z kolejkowej listy obecności! Lewe L-4 musiałem zdobyć żeby tu
przyjechać, jak się mój zakładowy sekretarz POP dowie, dostanę naganę!
- Uuuu, niedobrze – ocenił sytuację Smok – Nie masz szczęścia, koleś, ognia
też mi już zabrakło, wódka u nas na kartki i wczoraj wypiłem ostatną setkę –
na dowód Smok wyciągnął kartki z nadrukiem Urzędu Miasta i Gminy Kraków.
- Jagodzianka na piszczelach?
- Dopiero po trzynastej, potem trzeba jeszcze przecedzić przez chlebek, kilka
godzin zejdzie...
- A benzyny może byś się napił? Mam niebieską – z nadzieją zapytał Wilhelm
- Bleee, nie smakuje mi, piję jak już nie mam nic innego, to ostateczność i
też jest na kartki – skrzywił się Smok – A jak chciałem się po cichu
podłączyć do Rurociągu Przyjaźni, to nie dosyć że rurka cienka to jeszcze
mimo ssania z całej siły nic w niej nie było, przestój mieli jakiś czy co? Do
Karlina też nie mogłem dojechać, bo Ruskie się szybcie
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka