montenuovo
15.12.07, 23:14
Wczoraj zostałem zaproszony do Warszawy w wielce dyskretnej sprawie.
Oto zaproponowano mi abym został szefem Narodowego Banku Polskiego
(no bo i znam sie na ciaćkach i prezencję mam i liczyć umiem) no
więc zaproponowali mi. A ja w śmiech. "Frajera szukocie?" - mówię im
drapiąc się długopisem za uchem - "Frajera szukocie" (powtarzam, bo
na kursie z piaru mówili żeby powtarzać, żeby powtarzać, żeby
powtarzać kluczowe kwestie). Trzaskając drzwiami wyszedłem bez
gadania.
Bo żem nie głupi.
Być prezesem NBP? I całe życie podpisywać się na każdym banknocie?
I do tego małymi literkami? Zwariowali. No w ostateczności mógłbym
się podpisywać na dwusetkach ale na dychach? Niech se szukają dalej.