Dodaj do ulubionych

Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.08, 21:29
20 lat temu ukończyłam AGH. Teraz studiuje mój syn.

20 lat minęło, komunizm upadł, Związku Radzieckiego niet - a na AGH wszystko
po staremu. Absolutnie nic się nie zmieniło w podejściu kadry do studenta i
swoich obowiązków.
Jest wręcz gorzej.

Syn studiował na matematyce stosowanej, gdzie pozom niekompetencji niektórych
prowadzących zajęcia jest porażający. O czymś takim jak umawianie się na
kolokwium zaliczeniowe i nieprzychodzenie, nie wspomnę, bo to drobiazg w
sytuacji, gdy przez całe pół roku na zajęciach nie zrobiono żadnego całego
zadania. Bo prowadzący NIE POTRAFIŁ. Na kolokwium ten sam prowadzący daje
zadania, których nie powinien dawać. Wniosek nie dość, że sam nic nie umie, to
jeszcze nawet nie zna programu.
Szczegół drobny, ale dla studenta istotny. I wcale nie zabawny, bo to decyduje
o przyszłości młodego człowieka.

Efekt: syn, mimo bardzo dobrze zdanych egzaminów, zdecydował się na studia
zagraniczne. I bardzo dobrze.


Obserwuj wątek
    • Gość: matka studenta Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.08, 21:43
      20 lat temu skończyłam studia na AGH, teraz studiował mój syn.
      20 lat minęło, komunizm upadł, Związku Radzieckiego niet – a na AGH nie się w
      kwestii podejścia do studentów nie zmieniło.

      Jest wręcz gorzej!!

      Syn studiował na rzekomo bardzo prestiżowym wydziale. Poziom arogancji i
      niekompetencji niektórych prowadzących zajęcia jest porażający. Umawianie się
      na kolokwium zaliczeniowe i nie przychodzenie jest jeszcze drobiazgiem. Poraża
      mnie natomiast fakt, że przez pół roku prowadzący ćwiczenia nie przerobił ze
      studentami chyba jednego całego zadania – bo NIE POTRAFIŁ. Co nie
      przeszkadzało mu dać na kolokwium zaliczeniowym zadań z zakresu, którego nie
      ma jeszcze w programie i przez najbliższe 2 lata nie będzie. Nie dość, że sam
      nic nie umie, to jeszcze nie zna programu. I nie są to przypadki jednostkowe.
      Mało śmieszne, gdy to decyduje o przyszłości młodych ludzi.

      Efekt: syn pomimo dobrze zdanych egzaminów wybrał studia zagraniczne. I
      bardzo dobrze.
    • Gość: nauczyciel Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni IP: *.chello.pl 06.03.08, 22:15
      Jego Magnificencja mówi o podnoszeniu jakości kształcenia, a
      równocześnie Senat UJ zakzauje prowadzenia zajęć w grupach mniej
      licznych niż 15 osób, na UJ nie istnieje żaden spójny, liczący się
      system oceny kształcenia, a wprowadzone w zeszłym roku ankiety
      przyprawiłyby o ból brzucha każdego przedstawiciela dowolnego
      uniwersytetu amerykańskiego. O stawkach godzinowych za zajęcia,
      wypłacaniu za zajęcia 75% po ich wykonaniu, a reszty po zakończeniu
      roku i tym podobnych 'kwiatkach' lepiej w ogóle nie mówić....
      • Gość: smutna Re: Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni IP: *.ghnet.pl 06.03.08, 22:33
        Studiuję na UJ-2 różne wydziały.Nie będę wymieniać z nazwy bo nie chcę mieć
        problemów.Powiem tak-na uniwersytecie jako na instytucji zawiodłam się
        wielokrotnie.Idiotyczne procedury,niekompetencja pracowników
        administracyjnych,ogólny bałagan.Jeśli chodzi o relacje student-kadra i
        kompetencje wykładowców tylko na jednym wydziale poziom jest w miarę
        dobry.Niestety program jeśli chodzi o zakres przedmiotowy materiału w
        niewielkim stopniu odpowiada wymaganiom nowoczesnego rynku pracy.I przede
        wszystkim program studiów i funkcjonowanie biurokracji należałoby na UJ zmienić.
        Wiem od znajomych ,że na Politechnice Krakowskiej pod tymi względami jest już
        znacznie lepiej niż u nas.
        • Gość: martika10 Re: Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni IP: 82.160.224.* 07.03.08, 09:04
          A ja I stopień studiów robiłam na prywatnej uczelni, nieistotne to
          jakiej, i tak już jej nie ma, ale nie chodzi mi o poziom nauczania,
          ale odnoszę się do poprzedniego wątku, czyli kadra pracownicza a
          studenci. Na prywatnej szanowali studenta i jego czas. Relacje
          świetne i bardzo miło ich wspominam. Teraz wracam na studia na Uek
          (Ae) i będę miała porównanie we wszelkich kwestiach.
        • turpin Re: Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni 07.03.08, 14:38
          Wszak Uniwersytet ma siedmiowiekową historię znajdowania się w
          równie dostojnym co permanentnym i głębokim kryzysie.

          Dlatego właśnie nazywa się 'Jagielloński', bo ledwie powstał, a już
          trzeba go było 'odnawiać'.
    • Gość: sl Poziom kształcenia akurat się obniża IP: *.ghnet.pl 07.03.08, 08:58
      To jest oczywista bzdura. Pozim kształcenia się obniża bo polityka wydziałów na
      UJ jest taka, że chodzi o ilość studentów nie jakość kształcenia. Jak się
      podniesie poziom, to może być za trudno. Studenci sie nie zapiszą na kurs bo "po
      co sie męczyć". Prowadzący nie będzie miał wystarczającej ilości słuchaczy, więc
      obniży poziom i znowu nabierze baranów, dzięki temu kurs się odbędzie. Jeśli nie
      obniży poziomu, to nie odbędzie się kurs, braknie godzin dydaktycznych
      (oczywiście praca eksperymentalna nie ma tu nic do rzeczy) i doktorek wyleci z
      roboty. Proste!
      • Gość: wystudiowany nie obniza IP: *.dbsch1.nb.home.nl 07.03.08, 19:32
        tylko leci na leb... przynajmniej na matematyce
    • Gość: Franek Co zrobiłeś w tej kwestii prez trzy lata IP: *.ramtel.pl 07.03.08, 09:19
      Chcemy przyciągać studentów jakością nauczania, stałe podnoszenie
      poziomu dydaktyki i warunków studiowania jest naszym priorytetem. -
      co zrobiłeś w tej kwestii przez trzy lata - NIC.
    • Gość: Uciekinier Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni IP: *.ae.ge.com 07.03.08, 10:05
      I mozna wystosowywac innicjatywy, programy pomocowe dla studentow i
      inne fajerwerki, to nic nie pomoze. Co z tego, ze jest tyle
      studentow i uczelni. Najlepsza reklama dal uczelni i Krakowa sa
      miejsca pracy. Krakow ma wspaniale polozenie ale co z tego. Jak nie
      ma firm, ktore by zatrudnily absolwentow. Wyksztalcony czlowiek
      moglby zostac w Krakowie, tu kupic mieszkanie, tu robic zakupy tu
      zakladac rodzine i w ten sposob przyczyniac sie do rozwoju miasta.
      Ale w Krakowku nie ma firm.
      Od lat slysze "no przeciez jest Valeo, Delphe, Comarch, Motorola"
      ale to kropelka w morzu. Czemu we Wroclawiu sie da przyciagac
      wielkich inwestorow a u nas taki marazm.Panie Prezydencie niech Pan
      cos robi, bo sie ukisimy we wlasnym krakowski sosie. Konczylem
      studia 4 lata temu 95% ludzi z roku pracuje poza Krakowem, a szkoda.
      Ja tez musialem wyjechac jak moi koledzy chociaz bardzo chcialem
      zostac i gdzie do Warszawy.
      Pozdrawiam
      • Gość: bart Re: Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni IP: *.de.ibm.com 07.03.08, 16:48
        Sorry ale nie porownuj Krakowa do Wroclawia. Wroclaw ma tylko super pijar i nic
        poza tym. Pracy mnostwo ale za 1200zl. Wiem bo mieszkalem tam 8 lat a niedawno
        przeprowadzilem sie do Krakowa.
        PS. Mowiac o wielkich inwestorach co masz na mysli? LG? Zatrdunij sie tam i
        zoabcz jak jest fajnie:-)
    • Gość: Zenio Dlaczego nie spytali w KSW? IP: *.adsl.inetia.pl 07.03.08, 10:37
      Dlaczego nie spytali w Kup Sobie Wyksztalcenie co miasto moze (jeszcze) dla nich zrobic?
      • Gość: Triangle Re: Dlaczego nie spytali w KSW? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.08, 11:14
        UEK i zachęcanie studentów? Szczególnie poprzez ciągłe podnoszenie czesnego na
        niestacjonarnych, skrupulatne liczenie odsetek juz od pierwszego dnia
        spóźnienia(za brak wpłaty 5 zł nie wydadzą karty egz), płatne wjazdy na parkingi
        uczelniane, które moga pomiescic naprawde dużą ilosc samochodów, itd.itd. Można
        wymieniać jeszcze długo wiec niech rektor sie nie wypowiada na tematy jak
        zachęcać, jak narazie robią wszystko zeby studentów odpychać.
        • Gość: student UEK Re: Dlaczego nie spytali w KSW? IP: 149.156.209.* 07.03.08, 17:32
          No Rektor UEK musi łatać czymś długi, które powstały w czasie jego kadencji, więc najłatwiej sięgnąć do kieszeni studenta.
    • Gość: ZX Pytanie do studentów IP: *.chello.pl 07.03.08, 10:40
      Pytanie do studentów (i ich rodziców).

      Skąd u Państwa to niezmącone żadnymi wątpliwościami przekonanie, że mają Państwo
      wystarczającą kompetencję do oceniania kompetencji prowadzących?

      • Gość: Triangle Re: Pytanie do studentów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.08, 11:17
        Kompetentny wykładowca to nie tylko taki, ktory posiada wiedzę ale taki, który
        tą wiedzę potrafi przekazać studentom oraz potrafi współpracowac ze studentami.
      • Gość: studentka Re: Pytanie do studentów IP: *.adsl.inetia.pl 07.03.08, 12:44
        Może dlatego, że niektórzy z nas studiowali za granicą... Prowadzący, mimo że nie zawsze posiadają tak "imponujące" tytuły, potrafią przekazać swoją wiedzę i, przede wszystkim, zachęcić studentów do jej samodzielnego poszerzania. Wiedza jest AKTUALNA a nie z "ubiegłej dekady", zapraszani są praktycy, przez co teoria staje się bardziej zrozumiała w kontekście przyszłej pracy... Podsumowując, prowadzącym zależy, czego nie można powiedzieć o wykładowcach większości naszych uczelni.
        Mam wrażenie, że np. na UJ, wykładowcy wyświadczają mi łaskę przychodząc na zajęcia, nie mówiąc już o konsultacjach. Mimo, że zdarza mi się czekać na kogoś 2 godziny, jeszcze nigdy nie usłyszałam słowa "Przepraszam". A Profesorowie to podobno kulturalna elita...
        • Gość: ZX Re: Pytanie do studentów IP: *.chello.pl 07.03.08, 13:10
          Studiowanie na obcej uczelni jest czynnikiem mobilizującym studenta. Prowadzimy
          *te same* zajęcia w grupie Polaków i studentów zagranicznych, i ci pierwsi
          narzekają (że nudno, że z ubiegłej dekady, że mało praktyki), a ci drudzy są
          zadowoleni i nas chwalą.
          Pani argumenty o "wyjaśnianiu teorii przez zapraszanie praktyków" w "kontekście
          przyszłej pracy" sugerują, że może pomyliła Pani uniwersytet z wyższą szkołą
          zawodową. Teoria wymaga abstrakcyjnego myślenia.

          • Gość: studentka Re: Pytanie do studentów IP: *.adsl.inetia.pl 07.03.08, 20:46

            Co do pierwszej kwestii, to być może mogę się z Panem/Panią zgodzić, już sama decyzja o podjęciu studiów zagranicą jest wyrazem pewnej motywacji. Z drugiej jednak strony, z podobną motywacją zaczynałam studia w Polsce. Niestety większości naszej kadry (oczywiście nie wszyscy!) brakuj entuzjazmu, którym zarażali by swoich studentów i którzy byliby pasjonatami tego co robią.
            Jeśli chodzi o drugą kwestię, to jestem zaskoczona Pani/Pana podejściem. Studiuję zarządzanie i bardzo mi zależy na tym, żeby moja wiedza mogła znaleźć zastosowanie w praktyce, a ja wiedziała jak to osiągnąć. Jeżeli trzymać się Pani/Pana teorii o tym, że uniwersytety mają nas nauczyć tylko abstrakcyjnego myślenia, to proszę mi powiedzieć, bo nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa, po co takie kierunki jak wspomniane już zarządzanie, PR, czy ekonomia? Absolutnie nie dezawuuje wartości abstrakcyjnego myślenia, uważam, że każda wykształcona osoba musi mieć to "zaplecze", ale chyba większość z nas nie studiuje tylko dla przyjemności, ale również dla konkretnej wiedzy i dlatego wybiera różne specjalizacje.
            • Gość: ZX Re: Pytanie do studentów IP: *.chello.pl 07.03.08, 21:24
              Może źle się wyraziłem. Chodziło mi o zwrócenie uwagi na proporcje. Nie ma problemu jeśli na 15 spotkań np. z public relations, na jednych pojawi się zawodowy PR-owiec i opowie taką czy inną historyjkę z życia. To zawsze ciekawi studentów. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynają oni uważać, że zajęcia powinien prowadzić wyłącznie praktyk, "bo on się zna". I często pod tym kątem oceniane są zajęcia.

              Uniwersytet, a szczególnie nauki społeczne nie nauczą nikogo zawodu, i nie powinny tego robić, bo są skazane na klęskę. Zawodu nauczy się Pani po podjęciu pracy. Abstrakcyjna wiedza, wyniesiona z dobrej uczelni, nawet jeśli jest nieprzydatna w sprawach codziennych, jest istotą *wyższego* wykształcenia.
              Nieco inaczej jest na politechnikach, gdzie uczy się przede wszystkim wiedzy technicznej, stosowanej.
              • Gość: studentka Re: Pytanie do studentów IP: *.adsl.inetia.pl 07.03.08, 22:19
                Czytając Pana wypowiedzi, przyznam, że odnoszę wrażenie, iż może być Pan jednym
                z tych wykładowców, którzy swoją pracę traktują jako misję i wierzą w sens tego
                co robią. Życzyłabym sobie, aby takich osób było jak najwięcej.
                Tak się akurat składa, że skończyłam m.in. socjologię na AGH i przyznam, że
                dzięki wielu wspaniałym osobom mam poczucie, że "poszerzyłam swoje horyzonty". Z
                biegiem czasu, doszłam jednak do wniosku, że chcę się specjalizować w pewnym
                obszarze zarządzania, w którym moje poprzednie doświadczenia będą przydatne.
                Wybrałam UJ i powiem, iż jestem niesamowicie rozczarowana- nie tylko nie
                rozwijam już swojego abstrakcyjnego myślenia, ale też niestety niczego nowego
                się nie uczę. Będąc na takim kierunku mam prawo wymagać by prowadzący posiadał
                wiedzę większą niż moja (skromna)...
                Co do praktyków- nie sądzę, że słusznym jest stwierdzenie, iż mogą czasem
                "opowiedzieć historyjkę z życia"- to właśnie dzięki tym "historyjkom" widzimy
                czasem sens naszej nauki i być może jest to moja indywidualna kwestia, ale
                właśnie to zachęcało mnie do dalszego poszukiwania wiedzy poza obszarem
                zrealizowanym na zajęciach. Ci praktycy naprawdę czasem pomagają...
      • Gość: matka studenta Mam wystarczające kompetencje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.08, 13:36
        Mam wystarczające kompetencje, żeby ocenić pracę prowadzących zajęcia.

        1. Widziałam notatki syna z zajęć, więcej - widziałam notatki innych studentów z
        tej samej grupy. W zadaniach rozwiązywanych pod okiem prowadzącego są rażące
        błędy, a za to nie ma rozwiązania. Bo zdaniem prowadzącego, to trywialny
        problem, zdaniem studentów nie. Na pytanie nie potrafi udzielić odpowiedzi.
        Bardzo zdolni i tacy, którzy mają pomoc, sobie poradzą. Reszta ma problemy,
        ponieważ nie widać minimum wysiłku i kompetencji ze strony prowadzącego.

        2. Na zajęciach pan profesor opowiada dykteryjki, a za to na kolokwium daje
        zadania z zakresu materiału, którego nie dość, że ze studentami nie przerobił,
        to jeszcze na dodatek będą poznawać go na III roku studiów, a nie na I.

        4. Mam wiedzę i wykształcenie odpowiadające co najmniej wiedzy i wykształceniu
        wielu osób uczących studentów matematyki.

        Stąd moje niezmącone przekonanie, że to w jaki sposób niektórzy prowadzą zajęcia
        jest co najmniej bardzo niewłaściwy.
        • Gość: ZX Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.chello.pl 07.03.08, 14:02
          Ach... ale teraz sprytnie zmieniła Pani kwantyfikator ogólny (kadra AGH) na
          szczegółowy (pan profesor), po czym w podsumowaniu uogólnia Pani jednostkowe
          doświadczenie na ogół "niektórych prowadzących". Niezbyt to uczciwe w dyskusji,
          a dodatkowo podważa punkt 4.


          • Gość: matka studenta Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.08, 14:50
            ""gdzie pozom niekompetencji niektórych
            prowadzących zajęcia jest porażający.

            a na AGH wszystko
            po staremu. Absolutnie nic się nie zmieniło w podejściu kadry do studenta i
            swoich obowiązków. ""

            Powyżej wkleiłam cytat z własnej wypowiedzi. Nigdzie nie napisałam, że wszyscy,
            ale że niektórzy.

            Z tym się chyba pan zgodzi? 20 lat temu również byli tacy, którzy traktowali
            studenta po ludzku. Teraz też są, co chyba normalne - po jednym z egzaminów syn
            stwierdził, że to była sama przyjemność zdawać u tego profesora. Ale zna pan też
            zapewne przysłowie o łyżce dziegciu.
            Gdzie widzi pan moją nieuczciwość??

            Podałam przykład jednego prowadzącego, co wcale nie oznacza, że jest on jedyny.
            Znam jeszcze wiele innych ciekawych przypadków, z różnych wydziałów, ale nie mam
            ani ochoty z panem dyskutować, ani na to czasu.

            Mam nadzieję, że pan zauważył (albo i nie ;-) brak punku 3. Już po napisaniu
            poprzedniej mojej wypowiedzi uświadomiłam sobie, że nie o to chodzi, żeby
            wyliczać w punktach co większe przestępstwa, ale problemem jest poziom wiedzy i
            kultura niektórych. A na uczelni nie ma żadnych mechanizmów wyłapujących osoby,
            które na niej absolutnie nie powinny zostać.

            Zamiast odnieść się do moich zarzutów odnośnie opisanego przypadku, koncentruje
            się pan na napaści na mnie. Czy na tym polega dyskusja?
            I jaką ma pan wiedzę, żeby podważać moje wykształcenie?

            • Gość: ZX Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.chello.pl 07.03.08, 15:22
              Problem, szanowna Pani, polega na tym, że Państwo (studenci i rodzice) oraz my
              (wykładowcy) z roku na rok popadamy w coraz poważniejszy konflikt, choć
              powinniśmy współpracować.

              Pani przedstawiła jej punkt widzenia. Ja uczepiłem się oceniania kompetencji,
              przez osoby, które wiedzę dopiero zdobywają. Nie ma *żadnego* usprawiedliwienia
              dla nieobecności na dyżurach, opryskliwości i chamstwie niektórych wykładowców.
              I my też walczymy z takimi "kolegami".

              Innym problemem jest natomiast roszczeniowy charakter wielu studentów i ich
              przekonanie o własnej wszechwiedzy. Wyrazem tego są właśnie zarzuty o
              niekompetencji wykładowców. Wszystko jest oceniane przez pryzmat szans na rynku
              i praktycznej przydatności. Niektórzy studenci zdradzają niewiarygodną wręcz
              naiwność we wnioskowaniu i niemal całkowity brak głębszej refleksji na
              przedmiotem badania. Interesują ich szybkie, proste, praktyczne rozwiązania i
              "papier", który "doczepia" się do CV. Brak większych ambicji, nastawienie na
              sukces wyłącznie rynkowy jest porażające, wręcz wulgarne. A najgorsze jest to,
              że tacy ludzie zaczynają *powoli* stanowić większość wśród studentów.
              • Gość: matka studenta Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.08, 15:43
                Szanowny Panie, ja nie dyskutuję o rzeczach i sprawach, o których nie mam
                wystarczającej wiedzy. Nie dyskutuję o takim czy innym programie studiów, nie
                oburzam się na sposób oceniania studentów - mój sprzeciw budzi coś, co nie
                powinno mieć miejsca na uczelni. Mnie oburza brak szacunku dla studentów. Ów
                brak szacunku wyraża się właśnie w "zabawianiu" ich na zajęciach,
                nieprzychodzeniu na umówione spotkania i poniżaniu.

                Tu nie chodzi o roszczeniowy charakter i przekonanie o własnej wszechwiedzy, ale
                o to że, aby mogła powstać relacja mistrz-uczeń, musi być najpierw mistrz.

                Niestety, wielu z nich to zwykli wyrobnicy.
                • Gość: ZX Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.chello.pl 07.03.08, 16:20
                  Co do tego nie ma sporu. Wymienione przez Panią zachowania są jednoznacznie naganne. Ale uogólniając
                  • Gość: matka studenta Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.08, 18:57
                    Terminy i umowy dotyczą obu stron. To nie ulega wątpliwości.
                    Przykłady, które Pan podaje, świadczą o niskiej kulturze młodzieży i są wyrazem
                    braku szacunku zarówno wobec nauczycieli, jak i innych studentów, kolegów z
                    roku, grupy. Tak samo jak ściąganie i wszelka nieuczciwość. Lekarstwem na to nie
                    jest jednak odpłacanie podobną monetą.

                    Proszę mi wierzyć, że jest jednak sporo młodych ludzi, którzy chodzą na
                    wszystkie zajęcia i wykłady. W ten sposób może się Pan przekonać na własnym
                    przykładzie, że czasem przedstawiając problem dokonujemy uogólnień.
                    Dla opisanych przeze mnie nauczycieli i przez pana studentów nie powinno być
                    miejsca na uczelni.
                    Pozdrawiam
                • Gość: Gość: Radzę przeczytać mój wpis o starych prykach IP: *.ists.pl 07.03.08, 17:05
                  Gdybym miał pisać o wyrobniku - nie napisałbym w ogóle. Wyrobników
                  jest większość. Ja piszę o facecie, który udaje naukowca. Udaje
                  nieudolnie, bo jest kompletnym młotem. Ale jest nie do ruszenia.
                  Poniża kobiety, mobbinguje, poniża studentów. Oszust do kwadratu,
                  zmienił sobie nazwisko i wiek. Podaje wszędzie w słownikach i
                  rocznikach nieistniejący dorobek, a dopiero co uciekł z innej
                  uczelni w Krakowie, skąd ukradł pieniądze za które kupił bogate
                  mieszkanie w kamienicy. Tam przyjmuje na libacjach innych starych
                  ważniaków z AWF-u, na którym obecnie pracuje. Cała uczelnia o nim
                  wie. Rektor i inni ważni ludzie wiedzą. I co? Ano nic, pełna
                  bezkarność młota. Jeżeli ktoś nie wierzy w to, co tu piszę, niech
                  zapyta studentów AWF-u. I niech zapyta studentów, jak ten typ mści
                  się na studentkach, ponieważ "nienawidzi kobiet". I jak ten facet
                  mobbinguje. Jak ściąga na AWF dziwnych przedstawicieli dziwnej
                  parareligijnej sekty.. TO JEST PROBLEM I TO SĄ PROBLEMY, a nie jacyś
                  wyrobnicy. Wyrobników da się przeżyć..
        • Gość: CDM Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.mpi-hd.mpg.de 07.03.08, 14:58
          Ad 4. Rozumiem ze ma Pani przynajmniej tytul doktora nauk matematycznych, zeby rzetelnie ocenic zadania z algebry albo logiki i teorii mnogosci ?
          • Gość: matka studenta Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.08, 18:19
            Tak, mam.

            Nie pracuję na uczelni, ponieważ nie mam najmniejszych predyspozycji do tego,
            żeby być nauczycielem. Nawet akademickim. Co nie podważa w żaden sposób mojej
            wiedzy matematycznej.



        • Gość: Gość-nieKrakus Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.chello.pl 07.03.08, 17:19
          Tak to już jest jak używa się ogólników: nic sie nie zmieniło, jest
          gorzej niż było. A co to za rewelacje, że są przypadki pracowników,
          którzy źle wykonują swoje obowiązki a nawet takich, którzy nigdy nie
          powinni w tym miejscu pracować. Tacy byli, są i zapewne będą.
          Wolałbym żeby Pani przekonała czytelników podając konkretne
          liczby, np. 20 lat temu na 100 pracowników Wydziału (czy innej
          jednostki) takich było 20 a dzisiaj jest ich 30, czy jakieś inne
          liczby. I następne pytanie: ile przypadków takich niekompetentnych
          prowadzących na kilkanaście przedmiotów w ciągu kilku semestrów było
          na kierunku studiów Pani syna? Na podstawie czego Pani twierdzi, że
          jest gorzej niż było? Domyślam się, że na podstawie notatek syna (i
          jego kolegów) czy ich opowiadań.
          Może to być dość słaba podstawa do uogólnień, szczególnie jeśli
          dotyczy to specjalistycznego przedmiotu. Nie wykluczam, że mogło tak
          być jak Pani pisze na jednym czy drugim przedmiocie.
          Ale nie wykluczam też, że mogło sie tylko tak wydawać Pani synowi i
          innym studentom a w rezultacie i Pani. Nie chciałbym popełnić tego
          samego błędu przez uogólnianie i pozbawiać Pani kompetencji
          oceniania, choć z doświadczenia wiem, że większości inżynierów
          (również tych utytułowanym, a może przede wszystkim) tylko wydaje
          się, że znają matematykę - więc zakładam, że należy Pani do tej
          mniejszości. Ale tak, jak szanujacy się prawnicy nie wydają wyroków
          nie znając całego procesu sądowego, tak samo tutaj trzeba być bardzo
          ostrożnym w wyrokowaniu.
          A mówię to czując się niejako wywołanym do tablicy, bo sam prowadzę
          tego rodzaju zajęcia i nie zdziwiłbym się gdyby takie opinie jak w
          Pani liście były opiniami o mnie (te konkretne nie są o mnie bo nie
          pracuję w Krakowie - za to znam świetnych matematyków z AGH). W
          części takie opinie będą prawdziwe: nie wiele jest zadań, które są
          do konca zrobione na 15 godzinach ćwiczeń, które prowadzę wraz z 30
          godzinami wykładu. Bo nie jest to tzw. calculus, gdzie w ciągu 40
          minut (grupy 35-40 osób a obecnośc trzeba sprawdzić) można policzyc
          kilka lub kilkanaście pochodnych czy całek a, poza nielicznymi,
          każde zadanie, to problem, na który czesto trzeba poświęcić więcej
          niż te 40 minut. Mając 15 godzin takich ćwiczeń i odliczając 2
          godziny na kolokwia zostaje mi tylko 13 godzin (jeśli nie nic
          przepadnie z innego powodu). Mam więc wybór: zrobić do końca 13
          zadań nie pokrywając nawet całej tematyki wykładu czy też poprzestać
          często na zrobieniu pewnych fragmentów i tylko skomentowaniu reszty
          pozostawiając dokończenie studentom a często też odsyłając ich do
          literatury. I wtedy mam 'zrobione' 40 zadań. A że studenci w coraz
          mniejszym stopniu chcą (a może juz nie potrafią) sami studiować a
          chcą mieć wszystko "podane na talerzu", to tez łatwo zaobserwować.
          Często jak zadaję studentom pytanie: czy ktoś z państwa zajrzał
          do ...? - to nie dając mi go skończyć gromko odpowiadają "Nieeeee".
          Nie dziwię się zatem, że studenci nie są zadowoleni z takiej formy
          zajęć. Oczywiście, nie wszyscy - są wyjątki. Ale jest jeszcze inna
          ważna kwestia związana z opiniami o prowadzacych zajęcia, która mnie
          niepokoi, a niezrozumienie której, moim zdaniem, wyrządza wiele
          szkód samym studentom. Otóż wielu studentom wydaje się, że
          wykładowca, to ma być taka chodząca encyklopedia. I niezależnie o
          której godzinie i w jakich okolicznościach zapytać się go o coś, to
          ma wyrecytować odpowiedź. A jak tego zrobić nie potrafi to znaczy,
          jak Pani to napisała, "że sam nic nie umie". A to, moim zdaniem,
          może robić tylko ta osoba, która prowadzi ten sam (i tak samo -
          pożółkłe notatki nie są już wtedy potrzebne) przedmiot przez
          dziesiątki lat lub przedmiot z wąskiej dziedziny, w której właśnie
          się specjalizuje. Ale w tym ostatnim przypadku nie ma tych godzin
          tyle, aby pokryły całe pensum. A na innych, szczególnie tych dla
          wszystkich nowych i przy niestandardowych zadaniach (typu problem),
          prowadzący ma prawo zastanawiać się nad metodą ich rozwiązania razem
          ze studentami nie narażając się na opinię, "że sam nic nie umie". Bo
          najczęściej jednak wie dużo więcej niż studenci. A czy ci co wiedzą
          dużo mniej, poza oczywistymi (i myślę rzadkimi) przypadkami mają
          rzeczywiście kompetencje do oceniania tych co wiedzą więcej?
          Czyli bądźmy wszyscy ostrożniejsi w naszych opiniach.
          • Gość: matka studenta Re: Mam wystarczające kompetencje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.08, 18:48
            Wolałbym żeby Pani przekonała czytelników podając konkretne
            > liczby, np. 20 lat temu na 100 pracowników Wydziału (czy innej
            > jednostki) takich było 20 a dzisiaj jest ich 30, czy jakieś inne
            > liczby. I następne pytanie: ile przypadków takich niekompetentnych
            > prowadzących na kilkanaście przedmiotów w ciągu kilku semestrów było
            > na kierunku studiów Pani syna?

            Nie prowadzę badań statystycznych. Nie mam takiej wiedzy ani koniecznych do tego
            informacji. Nie jest to moje zadanie ani rola. Ja chcę tylko zasygnalizować, że
            często całościowa ocena konkretnej uczelni wydawana jest przez pryzmat tych
            kilku-, kilkunastu wątpliwej jakości nauczycieli, których student spotyka na
            swojej drodze. I zarówno rodzice, jak i studenci maja do tego prawo. A rola
            władz uczelni i wydziału jest takich eliminować.

            Wiem, że ocena uogólniająca jest krzywdząca dla tych, którym się chce pracować i
            którzy to potrafią. Ja tylko zgłaszam problem - jeżeli nie wie o tym dziekan, to
            może się zainteresuje, co się dzieje na jego poletku, bo świetny wydział i kilka
            innych skończy tak jak podobne kierunki na innych uczelniach krakowskich. Trochę
            byłoby żal.

            O tym, że na AGH są i byli świetni matematycy wiem z własnego doświadczenia.
            Kilku z nich to moi koledzy ze studiów i wiem, co potrafią. Mam do nich morze
            szacunku i podziwu dla ich wiedzy.

            Co do pana wyjaśnień na temat prowadzonych zajęć - dziwne, że prowadzący zajęcia
            nie jest w stanie przerobić prawidłowo żadnego zadania, a ja jakoś mogę. Nie mam
            z nimi problemów. (Widząc, co się dzieje, zaproponowałam pomoc kolegom syna -
            skoro i tak muszę jemu pomóc). Myślą, starają się, chociaż ja przecież nie daję
            zaliczeń.

            am więc wybór: zrobić do końca 13
            > zadań nie pokrywając nawet całej tematyki wykładu czy też poprzestać
            > często na zrobieniu pewnych fragmentów i tylko skomentowaniu reszty
            > pozostawiając dokończenie studentom a często też odsyłając ich do
            > literatury.

            Zgadzam sie, pod warunkiem, że te fragmenty ZROBIONE SĄ POPRAWNIE! Można
            zastanawiać się nawet do upadłego nad problemem, ale nie można robić
            podstawowych błędów! To prowadzącego - moim zdaniem - dyskwalifikuje. Sama
            często zastanawiam się z nimi nad sposobem dojścia do rozwiązania, ale nie udaje
            przy tym, że wiem - jeśli nie wiem. Mogę nie wiedzieć, jak go rozwiązać, ale po
            drodze nie robię żenujących błędów.

            A na innych, szczególnie tych dla
            > wszystkich nowych i przy niestandardowych zadaniach (typu problem),
            > prowadzący ma prawo zastanawiać się nad metodą ich rozwiązania razem
            > ze studentami nie narażając się na opinię, "że sam nic nie umie". Bo
            > najczęściej jednak wie dużo więcej niż studenci.

            Taki prowadzący raczej darzony jest szacunkiem.
            Pozdrawiam
    • Gość: gosc Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni IP: *.n4u.airbites.pl 07.03.08, 13:07
      Prof Tajduś... rewelacja, mądry, rzeczowy, kompetentny nauczyciel z wizją. Trudne zagadnienia przedstawia bardzo prosto. Szkoda tylko, że nie ma czasu. I szkoda, że to jedyny lub jeden z nielicznych profesorów na swym wydziale, którzy się rozwijają, myślą o studentach. Reszta zamknięta w minionej epoce. Smutne.
    • Gość: student AE Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni IP: 81.21.203.* 07.03.08, 14:39
      Panie Rektorze Borowiecki !
      Co dalej z nauka języków obcych na naszej uczelni , moi starsi koledzy uczyli
      się języków obcych przez 4 lata - 1 język ( chyba 3 - 4 godz. tygodniowo ), a 2
      język przez 3 lata, dzięki temu mieli wspaniały start
      a teraz my ............... 3lata po 2 godz i drugi język 2 lata też po 2 godziny
      -
    • Gość: Dominik Rektorzy: uciekają nam młodzi zdolni IP: 149.156.67.* 07.03.08, 14:45
      Nie można nigdy uogólniać
      Studiuję prawo na uj i zdecydowana większość wykładowców to naprawdę w porządku
      ludzie-kompetentni, może nie prowadzą wykładów z użyciem retorycznych
      "fajerwerków" ale jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło aby któryś z profesorów nie
      chciał odpowiedzieć na pytanie/olał mnie itd..
      Z dyżurami jest rzeczywiście problem to fakt-niestety pracownicy często się na
      nich nie zjawiają
      Poza tym akurat na moim wydziale nie ma czegoś takiego jak obowiązkowe
      wykłady-BA to jest najbardziej liberalny wydział w Polsce -zero obowiązkowych
      wykładów i ćwiczeń, przychodzi się kiedy się tylko ma ochotę, do wyboru jest
      ponad 100 przedmiotów itd
      Problemem jest niestety zbyt duża ilość studentów-niestety uj musi zarabiać na
      studentach taka jest prawda (ale tak robią wszystkie uczelnie)
      Nie wiem jak jest na innych wydziałach-zresztą wg mnie uczelnie powinny być dużo
      mniejsze, np na uj utrzymać naprawdę dobre wydziały, inne zlikwidować. Uczelnia
      mająca 45 tys studentów czy 65 (jak UW) to nie uczelnia tylko fabryka magistrów
      Bynajmniej nigdy nie można uogólniać i mówić tu jest super a tam beznadziejnie...
    • Gość: Gość: Starym prykom uciekają nam młodzi zdolni ????? IP: *.ists.pl 07.03.08, 16:51
      Ależ to jest nonsens! Każdy wie, co się dzieje na uczelnich.
      Miernoty są nagradzane za całokształt, a młodzi zdolni z rekordowymi
      punktami KBN spychani na bok i dobrze, gdy się im łaskawie pozwala
      pracować za tysiąc pln. Miernoty zarabiają po kilka tysięcy i
      wypychają młodych zdolnych!! Taka jest prawda. Poziom tych starych
      miernot woła o pomstę do nieba. Na szczęście biologia ich w końcu
      wykończy i zacznie się normalnosć. Ale jeszcze z 10-15 lat trzeba
      poczekać, aż się miernoty w większości wykruszą!!

      Weźmy AWF Kraków. "Pracuje" tam facet, który ma już pewnie z 80 lat
      i załapał się na AWF jako członek komisji akredytacyjnej. Przedtem
      był w Akademii Pedagogicznej w Krakowie, gdzie narobił długów za
      które kupił bogate mieszkanie w kamienicy w Krakowie - gdzie
      przyjmuje gości z AWF-u (starych pryków ważniaków) na popijawach i
      żarciu w srebrach. Robi z siebie członka starej rodziny a jest
      zwykłym chłopem z pochodzenia. Facet ten, o czym mało kto wie nie ma
      w ogóle żadnego dorobku, prawdopodobnie nie ma nawet ukończonych
      studiów, podaje sobie wszędzie dorobek 20 kilka monografii, które po
      zbadaniu okazały się pracami... innych osób. Wcześniej facet ten
      pracował w Bydgoszczy i był tam rektorem - pisała o tym GWyborcza.
      Wywalony stamtąd na zbity pysk. Facet jest kompletnym ignorantem,
      ale jako czerwony dostał z awansu społecznego tytuły naukowe -
      podejrzewam, że po linii agenturalnej. Na jego wykłady przychodzi po
      kilka osób - facet wyświetla folie kserowane z podręcznika i
      opowiada studentom seriale telewizyjne - jest fachowcem od seriali
      telewizyjnych.. Facet, jak piszę , zmiennił sobie nazwisko a przy
      okazji odmłodził się - podał młodszą datę urodzenia niż faktyczna.
      No i ten chytry staruch teraz podaje, że ma niewiele ponad 60 lat. A
      wygląda na 80. A jaki jest jego poziom naukowy? No cóż, gorszy od
      orangutana. Facet podaje jakieś przedpotopopwe -dawno nieaktualne-
      PRL-owskie lektury. Nawet wówczas, gdy ich autorzy je odwołali. Jego
      ulubione zdanie, to że "nienawidzę kobiet". Ładnie ubrani studenci
      dostają BDB za wygląd. Studentki oblewa notorycznie. Próbuje też na
      AWF ściągnąć dziwnych typów z dziwnej sekty.. No i wyzywa się
      bezkarnie na słabszych. Rektor, dziekan, itd., dobrze wiedzą o tej
      sprawie i nie podejmują żadnych działań.

      Czy to jest jedyne miejsce, w którym coś takiego się dzieje??
    • Gość: mlodyaleniezdolny mlodzi i zdolni uciekaja IP: *.dbsch1.nb.home.nl 07.03.08, 19:29
      bo ich starzy i zazdrosni gnoja i przy kazdej okazji probuja wepchanc do szeregu
    • Gość: z uk Dumni jesteśmy z bardzo szerokiej i znakomicie fun IP: 212.32.76.* 07.03.08, 22:10
      'Dumni jesteśmy z bardzo szerokiej i znakomicie funkcjonującej współpracy z
      przemysłem.'

      Chodzi o firme Comarch czy moze o inne firmy IT z Krakowa?

      Zagadka logiczna - polskie uczelnie daza do wspolpracy z polskim przemyslem. A
      czy przemysl w polsce cos znaczacego osiagnal?

      Inna zagadka logiczna - kluby pilkarskie w polsce konkuruja ze soba o pierwsze
      miejsce w lidze. Najlepszy klub w danym roku ma powody do swietowania, jest
      przez wszystkich noszony na rekach. A czy taki klub osiaga cos pozniej za granica?

      To ze polska pilka jest zla kazdy widzi. Niestety rankingi najlepszych uczelni
      nie sa tak czesto publikowane i komentowane jak tabele ligii mistrzow.

      I z tego powodu nic sie nie zmieni, bo konkurujecie z podobnymi do was.
    • Gość: z uk Pytania do rektorow IP: 212.32.76.* 07.03.08, 22:54
      W dodatku te pytania do rektorow zasluguja na osobny komentarz.

      'Co powinny i mogą zrobić władze miasta, aby Kraków zapracował na wizerunek
      metropolii przyjaznej studentom, nowoczesnej, dynamicznie rozwijającej się,
      patrzącej w przyszłość i przyciągającej wielki biznes?'

      Czy na prawde w calej Gazecie Wyborczej nie ma nikogo zeby zadac istotne pytania?

      To moze wyjasnie - to jest pytanie 'Jak poprawic _wizerunek_ nauki' a nie jak
      poprawic _stan_ nauki. Ale zalozmy ze rektorzy odebrali to jako pytanie 'jak
      poprawic stan nauki w polsce'. To pytanie takze nie ma sensu, bo po roku nie
      mozna zweryfikowac, czy profesorowie zrobili to co obiecali. Bo jak zmierzyc
      'stan nauki'? Ktos bedzie podawac przyklady ze jest zle, ktos inny ze niektorzy
      sie jednak staraja, jeszcze ktos inny ze to studenci sie nie staraja itp itd.

      Wiec moje pytania to:
      1. Czy uczelnia pracuje nad technologia o ktorej powiedza np w BBC (jak projekt
      sie uda)?
      2. Czy uczelnia ma jakis plan, zeby z miejsca nr 600 w swiatowym rankingu
      uczelni przejsc w ciagu 5 lat np na miejsce nr 300?
      3. Czy uczelnia ma dzial Quality Assurance ktory aktywnie kontrolowalby jakosc
      nauczania?
      4. Nad jakimi technologiami uczelnia teraz prowadzi badania?
      • Gość: Lore Daj se luz czlowieku... IP: *.hsc.unt.edu 07.03.08, 23:40
        A bedziesz zyl dluzej... POlska nauka to g...o i dlugo nim
        pozostanie. Nie placa Ci za jej reforme to po co krzyczysz. Idz na
        dwor, obejzyj dobry film, pobaw sie z dzieckiem a bedziesz zyl
        dluzej i szczesliwiej :) Krakow, Wroclaw ... ambicje wielkie a
        mozliwosci male. KROPKA.
      • Gość: Lore Daj se luz czlowieku... IP: *.hsc.unt.edu 07.03.08, 23:40
        A bedziesz zyl dluzej... POlska nauka to g...o i dlugo nim
        pozostanie. Nie placa Ci za jej reforme to po co krzyczysz. Idz na
        dwor, obejzyj dobry film, pobaw sie z dzieckiem a bedziesz zyl
        dluzej i szczesliwiej :) Krakow, Wroclaw ... ambicje wielkie a
        mozliwosci male. KROPKA.
        • Gość: z uk spoko:) IP: 212.32.76.* 08.03.08, 00:06
          akurat sie przeziebilem wiec leze w lozku caly dzien:(
    • piotrek20074 A wszystko przez Balcerowicza 08.03.08, 00:47
      i jego kapitalizm bez kapitału.
    • Gość: Gość: Proszę przeczytać mój wpis o starych prykach.. IP: *.ists.pl 08.03.08, 15:22
      Tutaj nie chodzi o takich jak Pan nauczycieli. I doprawdy nikt nie
      wymaga chodzacych encyklopedii. Natomiast wymagamy aby człowiek był
      wiarygodny i miał prawdziwe tytuły naukowe. Ponadto wymagamy
      uczciwego podejścia do studentów i równego ich traktowania (nie
      dyskryminacji z jakiejkolwiek przyczyny). Dobry nauczyciel samą
      swoją osobowością powoduje chęć studiowania jego przedmiotu. To musi
      być ciekawy człowiek potrafiący utrzymać studentów na właściwy
      dystans.

      Proszę przeczytać, co napisałem w moim wpisie o starych prykach.
      Podaję tam przykład faceta z AWF-u, przykład autentyczny. Ten facet
      nosi czerwone tytuły z awansu i jest oszustem. prawdopodobnie nie ma
      nawet ukończonych studiów. Nie wiadomo, czy ma ukończoną szkołę
      średnią. Facet jest ignorantem i wyżywa się na studentach i
      podległych mu pacownikach. Przed kilku laty pisała o nim GW w
      artykule o pewnej wyższej szkole w Bydgoszczy. Był rektorem na
      tamtej uczelni, uczelnia słynęła z ogromnej liczby plagiatów, z
      nadużyć seksualnych oraz finansowych. W końcu facet wyleciał i
      przyjechał do Krakowa. Najpierw okradł Akademię Pedagogiczną. Teraz
      rozrabia na AWF-ie. To jest autentyczny przykład, który pokazuje,
      jak w PRL-u robiono kariery. Takich typów jeszcze dużo funkcjonuje
      na polskich uczelniach, a na AWF-ie nadal rządzą. Na wielu innych
      uczelniach też zapewne dominują. To ci, którzy blokują rozwój
      prawdziwym naukowcom i adeptom. I o tym problemie piszemy. Natomiast
      Szanowny Pan pisze nie na temat. Proszę Pana, Pańskie nożyce nie są
      z tego stołu.
      • Gość: Joanna Jałowiec Re: Proszę przeczytać mój wpis o starych prykach. IP: *.krakow.agora.pl 11.03.08, 14:47
        Pisze Pan bardzo ciekawe rzeczy, czy może Pan podać więcej
        szczegółów na maila? (chodzi o dane opisywanego wykładowcy)
        Pozdrawiam
        joanna.jalowiec@krakow.agora.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka