Dodaj do ulubionych

Nowa droga zycia: bezrobocie...

01.08.05, 10:52
Chyba bede musiala wkroczyc na nowa droge zycia jako bezrobotna... Strasznie
sie boje, ze moje malzenstwo przezyje z tego powodu kryzys predzej niz
faktycznie zaistnieje... Mam jeszcze driúga opcje: przedluzyc moja aktualna
umowe o prace i widziec sie z mezem tak jak teraz raz w miesiacu (dzieli nas
800 km)...
Obserwuj wątek
    • studentka_a Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 10:57
      Ja mam podobny problem. Dzieli nas 300 km. Zdecydowałam że zrezygnyje z
      dotychczasowej pracy - to znaczy umowa mi się kończy ale wiem że miałbym
      przedłużoną. Trocha mnie to przeraża.
    • nutencja1 Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 10:57
      współczuje bo wybór niełatwy ja bym wybrała miłość. A bezrobocie...jutro kończy
      mi sie umowasad( a ślub 13 sierpniasmile)
    • greta18 Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 10:58
      Aniu,
      powiem tak - sa to trudne decyzje, ale z doswiadczenia wiem, ze nie da sie
      zbudowac dobrego zwiazku na odległość...
      Wiem, wiem, że mnie tu kupa dziewczyn zakrzyczy, że nie prawda i ze wszystko
      można... tak to tez prawda, ale JA bym wolała biedniej, ale szczęśliwiej i
      razem.
      Myślę, ze do odważnych swiat nalezy, Ty znasz języki, masz swietne
      wykształcenie, wiec nie masz sie czym martwić, wcześniej czy później -
      znajdziesz parce!

      Z drugiej strony - nie słuchaj mnie, ani nikogo, tylko.... własnego SERCA! Ono
      podpowie Ci co będzie najlesze dla Waszego związku.

      Życze powodzenia - każda decyzja będzie słuszna, bo to TWOJA decyzja!!

      Greta.
      • annajustyna Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 11:04
        Serdecznie dziekuje za dobre slowo. Zdolowalam sie tym, bo szukam pracy
        intensywnie od prawie roku: albo jestem wyksztalcona nie w tym kierunku, albo
        mam nadkwalifikacje, albo za malo doswiadczenia zawodowego, albo...Dobila mnie
        wlasnie 47. odpowiedz odmowna... Nie wyobrazam sobie siedziec caly (prawie
        caly) dzien siedziec bezproduktywnie w domu... A moje serce mowi ostatnio
        niestety, ze powinnam przedluzyc umowe... i prowadzic malzentwo na odleglosc...
        • sarenka1986 Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 11:08
          to chyba jednak nie jest dobra decyzja...moi znajomi sa malzenstwem od 8 lat maja 2 dzieci i widza sie 4 razy w roku bo on pracuje na stale w niemczechuncertain zastanow sie dobrze!!
    • mike2005 Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 14:45
      1. Kiepskie to pocieszenie, ale gorzej by było, gdyby to jemu groziło
      wylądowanie na zielonej trawce - wtedy ewentualne zawarcie małżeństwa zapewne
      trzeba by było jeszcze raz przemyśleć (czytaj: zaniechać takowego).
      2. Jeśli jesteś dobrym specjalistą, masz wysokie kwalifikacje, to z pewnością
      znajdziejsz pracę w miejscu, gdzie chcecie razem mieszkać.
      3. Może warto rozważyć odłożenie ślubu do czasu, aż znajdziesz pracę, taką,
      jaką chcesz, tam, gdzie chcesz, tym bardziej jeżeli brak takowej ma Cię
      przyprawiać o frustracje już od samego początku małżeństwa. Co się odwlecze, to
      nie uciecze.
      Nie chcę Cię starszyć, ale istnieje prawdopodobieństwo, że staniesz na ślubnym
      kobiercu, nie znalazłszy wpierw satysfakcjonującej Cię pracy, myśląc, że "jakoś
      to będzie", energię swą zaczniesz coraz bardziej kierować ku wspólnemu życiu i
      coraz trudniej będzie Ci się skupić na życiu zawodowym, wybić się w Twojej
      dziedzinie, bo czas płynie i płynął będzie nieubłaganie, a Ty nie będziesz się
      rozwijać.
      • annajustyna Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 15:00
        Odpowiem w stylu wealeyasmile)):


        > 1. Kiepskie to pocieszenie, ale gorzej by było, gdyby to jemu groziło
        > wylądowanie na zielonej trawce - wtedy ewentualne zawarcie małżeństwa zapewne
        > trzeba by było jeszcze raz przemyśleć (czytaj: zaniechać takowego).
        Wlasnie dlatego zdecydowalismy sie na slub, bedac swiadomi, ze byc moze bede
        musiala zrezygnowac z pracy, ze narzeczony ma swietny zawod (programista-
        konstruktor silnikow odrzutowych) i w zwiazku z tym ma duze szanse nie byc
        bezrobotnym.


        > 2. Jeśli jesteś dobrym specjalistą, masz wysokie kwalifikacje, to z pewnością
        > znajdziejsz pracę w miejscu, gdzie chcecie razem mieszkać.

        Niekoniecznie: chociazby dlatego, ze jestem kobieta tuz przed 30, bede mloda
        mezatka, do tego urodzona w innym kraju, czyli praca sekretarki od ukladania
        listow odpada (a takiej roboty jest najwiecej). Od razu dodam, ze mam
        wyksztalcenie uniwersyteckie, ale ambicje "jaki to wielki ze mnie specjalista,
        ho,ho" juz dawno schowalam do kieszeni...

        > 3. Może warto rozważyć odłożenie ślubu do czasu, aż znajdziesz pracę, taką,
        > jaką chcesz, tam, gdzie chcesz, tym bardziej jeżeli brak takowej ma Cię
        > przyprawiać o frustracje już od samego początku małżeństwa. Co się odwlecze,
        to nie uciecze.

        A jak NIGDY nie znajde pracy akurat tam, gdzie byloby dla nas obojga
        korzystnie??? To tak, jak z mieszkaniem dla mlodych malzenstw: jesliby wszyscy
        nowozency mieli zaczynac zycie we wlasnym mieszkaniu, to pokolenie naszych
        rodzicow nigdy by nie zalozylo rodziny...

        > Nie chcę Cię starszyć, ale istnieje prawdopodobieństwo, że staniesz na
        ślubnym kobiercu, nie znalazłszy wpierw satysfakcjonującej Cię pracy, myśląc,
        że "jakoś to będzie", energię swą zaczniesz coraz bardziej kierować ku
        wspólnemu życiu i coraz trudniej będzie Ci się skupić na życiu zawodowym, wybić
        się w Twojej dziedzinie, bo czas płynie i płynął będzie nieubłaganie, a Ty nie
        będziesz się rozwijać.

        Tego akurat, ze zapomne o wlasnych ambicjach, sie nie boje: mam ich az nadto,
        ponadto narzeczony juz mnie "nastraszyl", jaka czeka nas perspektywa, jesli
        tylko on bedzie pracowal: nie umrzemy z glodu, mieszkanie tez wyposazymy, ale
        np. nigdy nie wybudujemy domu, nigdy nie kupimy pieska, wyjazdy na wczasy
        odpadaja, bedzie nas stac tylko na 1 dziecko etc. Niby zadna tragedia, ale
        generalnie czlowiek chcialby lepiej skonczyc niz rodzice, ktorzy tez zyli na
        zasadzie przetrwania...

        A najbardziej boje sie mojego zgorzknienia!!! Aha, bedac bezrobotna raczej nie
        zdecyduje sie dziecko swiadomie, wiec chyba skonczymy we dwojke w 1 pokoju (na
        2 pokoje w Monachium nie bedzie nas stac przy 1 pensji)...
        • glupie_kocie Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 16:40
          > A najbardziej boje sie mojego zgorzknienia!!!

          Tu uderzyłaś w sedno sprawy...
          Przyznam się, że obawiam się tego samegosad
          Obecnie jestem na studiach doktoranckich na PAN-ie. Gdy zaczynałam, wydawało mi
          się, że chwyciłam Pana Boga za nogi, że będę mogła się rozwijać i, że wyzwolę
          się wreszcie z bujania w obłokach, które z braku możliwości finansowych
          pozostaje tylko marzeniem o własnym domku z kotem, kominkiem, ogrodem...
          Znalazłam mężczyznę, który jest wspanialszy od wyśnionego ideału smile))) i...
          I niestety walczymy z jego bezrobociem, z układami u mnie w pracy, przy których
          moje ambicje, ideały poszły w zapomnienie.
          Po prostu potrzebujemy pieniędzy! Rodzice nam nie pomogą, bo sami jak napisałaś,
          całe życie usiłowali przetrwać od 1-go do pierwszego.
          Wiem, że Moje Szczęście to największy cud, jaki zdarzył się w moim życiu, ale
          nie chciałabym, by był jedyny. Nie możemy się pobrać, moja marna i od
          października niepewna pensja (bo instytut ma długi, a oszczędności zaczną pewnie
          od zlikwidowania stypendium doktoranckich) na to nie pozwoli. Prócz finansów
          także charakter pracy (genetyk molekularny) nie pozwala mi do obrony doktoratu
          mieć dziecka. I powiedzcie mi, jak nie być zgorzkniałym, gdy młodzi ludzie,
          pracowici, wykształceni, ambitni nie mają szansy stworzyć rodziny?
          Bo przecież nie zwalę się z mężem na głowę moich rodziców-rencistów by mnie
          utrzymywali, do mojego pokoiku 3/3 m2. Nie tak wygląda dojrzałość potrzebna w
          małżeństwie, prawda?
          Co o tym myślicie?
          • annajustyna Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 16:45
            Dziewczyno, przy Twojej specjalizacji wyjezdzaj za granice!!!! (oczywiscie,
            jesli mozesz wziac ze soba mezczyzne)!!!! Wlasnie z powodu finansow nie
            zrobilam doktoratu na UAM-ie (marne 800 zl, wynajecie pokoju w Poznaniu jest
            drozsze), tylko zasuwam jako wyrobnik (specjalista od wszystkiego) w
            Prusiechsmile, wsrod okropnych typow teskniacych za komunizmem i Honeckeremsad((.
            Mam nadzieje, ze sie zbytnio nie wystrasze bezrobocia i nie przedluze umowy...
            POzdrawiam!
            • glupie_kocie Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 16:56
              annajustyna napisała:

              > Dziewczyno, przy Twojej specjalizacji wyjezdzaj za granice!!!! (oczywiscie,
              > jesli mozesz wziac ze soba mezczyzne)!!!!

              Wiesz, zastanawiam się nad tymsmile
              Długo się broniłam, bo nie raz dane mi było pracować za granicą i twierdziłam,
              że miejsce Polaka jest w Polsce. Tyle, że moja ojczyzna nie bardzo daje mi
              możliwościuncertain Marzy mi się Szwecja.. Ciepli, uprzejmi ludzie (zupełni inna
              mentalność niż w Polsce - wiem, bo byłam), zielony, niezagorący wink kraj... No i
              takie tam wink
              Niestety doktorat skończyć muszę, bo taka umowa - inaczej muszę oddać całe
              stypendium dotychczas otrzymane. Zresztą marnować te lata? Czyli jeszcze latka
              przede mną uncertain
              A my chcemy być razem już, teraz! Wiem, że brzmi to jak tyrady rozpieszczonej
              małolaty, ale ja mam prawie trzydziechę na karku i dwa lata to dla mnie różnica!
              Ileż można czekać? Ile starać bez szans na lepsze życie?
              • annajustyna Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 17:01
                Szwecja to fantastyczny kraj (ja mieszkalam w Danii), oczywiscie zycie tam nie
                oznacza od razu raju, ale jesli taka mozliwosc by zaistniala... A moze byscie
                jednak wzieli skromniutenki slub (tylko Wy, rodzice + swiadkowie), wiem byc
                moze to nie szczyt Waszych marzen, ale... To jednak pewnie zadne rozwiazanie,
                bo za zmiane stanu cywilnego automatycznie panstwo nie funduje mieszkania...A
                swoja droga 2 lata to nie tragedia, dzieci rodza dziewczyny duzo po 30-stce i
                jest wszystko OK (latwo oczywiscie komus radzic, sama mam 29 lat i sie martwie,
                czy jeszcze bede miec dzidziusia). Pozdrawiam b.b.b. serdecznie, trzymam kciuki
                za Was oboje i... za Wasza przyszlosc w Szwecji!
                • glupie_kocie Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 17:11
                  annajustyna napisała:

                  > Szwecja to fantastyczny kraj (ja mieszkalam w Danii), oczywiscie zycie tam nie
                  > oznacza od razu raju, ale

                  ..ale jest daleko przyjemniejsze i "godziwe" niż w Polsce smile

                  A moze byscie
                  > jednak wzieli skromniutenki slub (tylko Wy, rodzice + swiadkowie), wiem byc
                  > moze to nie szczyt Waszych marzen, ale... To jednak pewnie zadne rozwiazanie,
                  > bo za zmiane stanu cywilnego automatycznie panstwo nie funduje mieszkania...

                  No więc właśnie. Myśleliśmy o tym, oczywiście. Ale to nie byłoby zbyt
                  odpowiedzialne i dojrzałe. A ponieważ nie zamierzamy się w tak poważnej sprawie
                  kierować kaprysami, zostaje nam czekać na lepszą przyszłość (wierzymy, że się
                  uda) no i w chwilach załamania ponarzekać (vide: mój pierwszy postwink)).

                  >A swoja droga 2 lata to nie tragedia, dzieci rodza dziewczyny duzo po 30-stce i
                  > jest wszystko OK (latwo oczywiscie komus radzic, sama mam 29 lat i sie martwie,
                  >
                  > czy jeszcze bede miec dzidziusia).

                  smile)) Tu także masz rację i w chwilach optymizmu też tak myślę smile) Natomiast
                  niestety rozmawiam też z dziewczynami u mnie w instytucie, które po latach pracy
                  przy tych całych chemicznych (za przeproszeniem) syfach, nie mogą zajść w ciążę,
                  to te dwa lata mnie przerażają i zastanawiam się, czy gra jest warta świeczki.

                  > Pozdrawiam b.b.b. serdecznie, trzymam kciuki
                  > za Was oboje i... za Wasza przyszlosc w Szwecji!

                  Dziękuję bardzo za ciepłe słowa, wsparcie i... życzę Tobie i Twemu Wybrankowi
                  rozwiązania wszystkich problemów, szczęścia, oraz... Maleństwasmile)
        • sol_bianca Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 03.08.05, 10:29
          > Wlasnie dlatego zdecydowalismy sie na slub, bedac swiadomi, ze byc moze bede
          > musiala zrezygnowac z pracy, ze narzeczony ma swietny zawod (programista-
          > konstruktor silnikow odrzutowych) i w zwiazku z tym ma duze szanse nie byc
          > bezrobotnym.

          Jeżeli ma dobry zawód, to czemu on nie przeprowadzi się do twojego miasta?
          Łatwiej będzie znaleźć nową pracę jemu niż tobie...
          • annajustyna Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 03.08.05, 11:13
            W moim miescie bezrobocie wynosi 30% i nie ma centrow badawczych, a jako
            administrator pracy by nie dostal, bo brak mu doswiadczenia w tym kierunku +
            nadkwalifikacje.
    • annajustyna Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 01.08.05, 15:52
      Wiem, wiem, ze marudze, ze powinnam sie cieszyc, ze aktualnie mam prace i moge
      odlozyc oszczednosci na nowa droge zycia itd. Sorry, jesli kogos urazilam
      moim "rozpieszczeniem". Serdecznie pozdrawiam!
      • greta18 Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 03.08.05, 12:46
        Dziewczyny, obie macie problem i to spory! Naprawdę nie zazdroszcze,
        ale pamietajcie, że macie TO - CO NAJWAZNIEJSZE
        - MIŁOŚĆ I WSPARCIE UKOCHANEJ OSOBY.
        Wiem, ze moze to wyświechtany frazes, ale jak najbardziej prawdziwy.
        Juz pisałam tu na forum, ze w zeszłym roku przeżyliśmy tragedię - mój
        narzeczony miał udar (wylew) krwotoczny do mózgu (z porazeniem prawostronnym i
        afazją jako konsekwencjami.
        Nie bede sie rozpisywac, jak było tragicznie, bo nie o to chodzi. W kazdym
        razie przetrwaliśmyu to dzięki swietnym specjalistom, szczęściu, charakterowi
        Mojego narzeczonego itp., ale gó..e dzięki naszej wierze w siebie i w naszą
        miłość. A wierzcie, ze poza sprawami czysto duchowymi mieliśmy takze wizję
        duzego kredytu mieszkaniowegp, którego ja sama po prostu bym nie spłaciła.

        Poza tym, znam dużo par, którym sie swietnie wiedzie finansowo, ale zwiazek
        jest do bani, regularnie sie zdradzają, oszukują i... w zasadzie nie wiem
        dlaczego jeszcze trwają w zwiazku małżeńskim. U nas fonansowo jest średnio, na
        szczęście narzeczony wrócił do pracy, mam swoje wymarzone 3-pokojowe mieszkanie
        i jakoś sobei radzimy. A koleżanki z kupą kasy, tylko mi płaczą, ze mi
        zazdroszczą i też by chciały oddać swoje finanse za taki zwiazek.
        Dodam, że wcale nie jestesmy idealni, bo takich ludzi po prostu nie ma, kłocimy
        się, obrażamy etc. jak to w zwiazku... Ale sie kochamy i to właśnie jest naszym
        kapitałem na przyszłość!

        Tak wiec wierzę, ze mozna wszystko pzretrwać, aby we dwoje!!

        Duuuuużo szczęścia, miłosci i dobrych decyzji zycze!
    • pepperann Re: Nowa droga zycia: bezrobocie... 03.08.05, 13:25
      Chociaż nigdy nie uważałam się za romantyczkę, muszę się zgodzić z Gretą. Są
      rzeczy ważne i bardzo ważne. Zwłaszcza w Twoim przypadku AnnoJustyno wydaje mi
      się, że nie ma co się zastanawiać i że ukochany mąż i chwilowe bezrobocie więcej
      znaczy niż praca z dala od męża. Szczególnie, że z tego co piszesz nie grozi Wam
      kompletna katastrofa finansowa. Jestem pewna, że znajdziesz pracę. Może razem
      gdzieś wyjedziecie, jeśli na miejscu okaże się, że to zbyt trudne? W końcu -
      małżeństwo to bycie razem na dobre i złe.

      Z własnego doświadczenia widzę, że czasem sytuacja zawodowa robi różne
      niespodzianki. Jeszcze rok temu nie przypuszczałam, że założę dobrze
      propseprującą własną i wąsko wyspecjalizowaną firmę (jak w jakiejś bajeczce o
      tym jak młodzi absolwenci sobie radzą z bezrobociem). Ale udało mi się. I teraz
      bym już nie chciała iść pracować do tych firm, które mi przysyłały odmowy. Serio!

      Jestem pewna, że Tobie też się uda, jak nie to, to tamto. A z dobrym mężem u
      boku - wszystko się udaje.

      Śmieszne, bo nigdy nie myślałam o was jako o kimś innym niż panny młode. A tu
      mamy różnych specjalistów i fachowców. ( Ja jestem tłumaczką)
      • annajustyna Serdeczne dzieki! 03.08.05, 13:31
        Wielkie dzieki za wspaniale slowa! Pepperann, czytam dokladnie Twoje posty od
        paru m-cy i jestem coraz wieksza fankasmile)). Z jakkiego jezyka tlumaczysz?
        Angielski (wniosek z pseuda?)??? Gratuluje sukcesu! A propos literatury
        angielskiej: chyba trzeba bac jak Pollyanna i szukac dobrych stron (nawet jesli
        momentami traci to dziewczeca naiwnoscia) w kazdej sytuacji!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka