ja juz chyba nie jestem obiektywna nie wiem, rozsadzcie to prosze bo nie mam
sily. Kuzynka orgaznizuje wesele w srodku sesji , na dodatek slub i wesele nie
sa w miescie w ktorym mieszkam a 150 km dalej. Studiuje 2 kierunki i jak
pomysle o sesji to robi mi sie ciemno przed oczami ( ucze sie i ucze ale
zamiast ubywac to pzybywa), na dodatke moj ukochany wydzial nie zdradzil
jeszcze terminow wszystkich egzaminow ( wspaniale).Ale do rzeczy, od tygosnia
kloc sie z matka ktora ne wyobraza sobie ze moglabym nie pojechac, oczywiscie
dowiedzialam sie ze jestem egoistka , wstretnym samolubem, ze sie trzeba dla
rodziny poswiecic i oni na 100 % na moje wesele by przyjechali (watpie w to
szczerze). Dodam jeszcze ze z przyczyn osobistych mam do dyspozycji tylko 5
dni sesji poprawkowej i chocbym chciala wiecej niebiosom wydrzec to nie ma
szans na wiecej. Do rodzicow nie trafia to ze wyjechanie switkiem bladym z
Warszawy po nocy zakuwania, prowadzenie auta przez okolo 2 godziny (a przeciez
to tez wymaga wysilku) udawanie ze sie sweitnie bawi w nerwach i powrot w
niedziele rano do Warszawy jest cholernie meczacy i na dodatke mam okolo 2 dni
z glowy ( chcialabym kiedys pospac choc z 5 godzin). Na moja propozyycje ze
przyjade tylko na slub i wroce do domu- nie bo nie wypada, i ze on sobie zycza
zebym byla i ze jest to moja powinnosc bo rodzince bedzie przyjemnie. A no i
dowiedzialam sie rowniez ze wyjde na ciula jak nie przyjade
Co ja mam zrobic, wiem ze nei jestem obiektywna, no ale jak mam byc
Panny Młode co myslicie o takim gosciu?