Dodaj do ulubionych

Wakacje na Synaju

15.02.09, 15:33
Jeszcze raz ja -tym razem w całości.


Tego lata podobnie jak w zeszłym roku nasze wakacje postanowiliśmy
spędzić w Egipcie. Tym razem jednak nie planowaliśmy szalonej
eskapady przez cały kraj, lecz spokojne rodzinne wakacje na Synaju.
Powróciliśmy również do wypróbowanego biura podróży –EXIM TOURS. Z
kilku kurortów Synaju wybraliśmy Sharm el Sheik. Nieco dłużej
zastanawialiśmy się nad hotelem –ostatecznie padło na Falcon Hills.
Poza spędzaniem czasu w hotelu, planowaliśmy też kilka wypadów na
lokalne wycieczki, sprawdzając przy okazji jak to jest z tymi
biurami w Sharmie.

Wylatywaliśmy z Katowic o godzinie 2130 -17.06.2008 roku. Naszym
przewoźnikiem były linie Egipskie Lotus Air. Lot do Egiptu przebiegł
bez najmniejszych zakłóceń. W Sharmie wylądowaliśmy przed trzecią
nad ranem. Egipt powitał nas natychmiast po opuszczeniu samolotu
temperaturą przekraczającą 30oC. Zastanawiałem się jakie temperatury
przyniesie ranek. Jednak w tej chwili musieliśmy zająć się całą
procedurą opuszczenia lotniska i dotarcia do wybranego hotelu.
Wszystko poszło bardzo sprawnie, a kontrolerzy widząc moją starą
wizę z uśmiechem witali mnie ponownie. W hotelu zameldowaliśmy się
około czwartej nad ranem. Po dostawieniu łóżka dla synka i rozdaniu
pierwszych bakszyszy od razu poszliśmy spać.

HOTEL FALCON HILLS

Poranek zaczął się szybciej niż się spodziewałem. Potężny huk tuż
obok naszego okna pozbawił mnie resztek złudzeń o relaksującym śnie.
Początkowo myślałem, że to jakiś samolot awaryjnie ląduje na
basenie, po chwili jednak stwierdziłem, ze musi to być kosiarka do
trawy lub jakieś inne diabelskie urządzenie. Tajemnica wyjaśniła
się dopiero wieczorem gdy zobaczyłem, owe maszyny na własne oczy.
Służyły one do odymiania trawników w celu zlikwidowania wszelkich
insektów. Cel zbożny ale ten hałas, smród spalin i środków
owadobójczych był paskudny. Tak więc chcąc nie chcąc wstaliśmy
przywitać pierwszy dzień na Synaju. Pierwsze kroki po opuszczeniu
pokoju skierowaliśmy w kierunku restauracji. Bóg RA tego dnia miał
chyba zły humor, bo postanowił dopiec naiwnym turystom wybierającym
się na Synaj w czerwcu. Było niesamowicie ciepło a przecież to
dopiero początek dnia. Restauracja nie różniła się od tych, które
widywałem do tej pory w innych hotelach. Część główna znajdowała się
niedaleko głównego holu i recepcji. Dodatkowo kilka stolików
znajdowało się na tarasie przy basenie. Tuż obok znajdował się bar
czynny od 11 rano do 11 wieczorem. Po śniadanku i długim smarowaniu
filtrami ruszyliśmy na podbój basenów. Hotel posiada dwa takie
obiekty. Jeden o głębokości maksymalnej 1,7 metra, drugi o 10 cm
płytszy.

Tego dnia do hotelu dotarła grupa Egipcjan, która postanowiła
spędzić tu kilka dni. Na basenie zaroiło się od małych tubylców, a
na leżakach rozlokowały się Habibi. Zrobiło się naprawdę orientalnie
i bardzo głośno. Mi się to jednak podobało i byłem zadowolony, że
goście hotelowi to nie tylko sami Europejczycy. Przy basenie
znajdują się leżaki i materace, a po okazaniu kawałka plastiku,
który otrzymaliśmy na recepcji można było dostać ręcznik plażowy.
Gdy już nieco nacieszyliśmy się basenem poszliśmy przyjrzeć się
nieco ofercie all inclusive, godzinom odjazdów hotelowego busa na
plaże i ofertom wycieczek fakultatywnych. Spotkanie z rezydentem
było zaplanowane na godzinę 1300, więc chcieliśmy się nieco
przygotować.

All Inclusive w hotelu wygląda następująco:

- Powitalny drink przy zameldowaniu (cóż może akurat brakło),
- Śniadanie (7-10), Obiad (13-15), Obiado-kolacja (19-2130) w
formie bufetu,
- Śniadanie kontynentalne na tarasie (11-12),
- Snaki z frytkami (1630-1730) –czasem nieco później,
- Nocne przekąski (23-24),
- Napoje bezalkoholowe (Pepsi, Fanta, Sprite, Soki), lokalne
alkoholowe (piwo Luksor, wino białe i czerwone), drinki, kawa,
herbata (11-23),
- Sesja szkoleniowa nurkowania w hotelowym basenie,
- 15 minut masażu (raz na pobyt),
- Możliwość korzystania z siłowni,
- Wizyta u kosmetyczki (raz na pobyt)
- Plac zabaw dla dzieci,
- Bilard i tenis stołowy
- Bezpłatny dowóz hotelowym busikiem na hotelowe plaże i do
Naama Bay,
- Dwa razy w tygodniu występy artystów na hotelowym tarasie,
- Występy DJ –pięć razy w tygodniu (20-2330)


Hotelowy Busik zapewniał bezpłatny transport na następujące plaże:

- Plaża Marhba (Maya Bay) –Bezpłatna, piaszczysta plaża
dostępna dla każdego. Odjazdy miały miejsce w godzinach –9, 12, 14.
Powrót do hotelu odbywał się w godzinach –930, 1230, 1430, 1730.
- Plaża z Rafami (Hadaba) –Płatna 15 LE w recepcji. Plaża
posiada dwa zejścia do wody. Tuż przy brzegu znajdują się wspaniałe
koralowce, a tuż za nimi zaczynają się głębiny. Jest to z pewnością
najlepsza z plaż oferowanych przez hotel. Odjazdy miały miejsce w
godzinach –10,13. Powrót do hotelu odbywał się w godzinach –1030,
1330, 1800.
- Plaża Wind (Naama Bay) –Płatna 15 LE w recepcji. Piaszczysta
z niewielkimi rafami. Odjazd o godzinie 11. Powrót do hotelu w
godzinach 1130 i 1830.

- Dojazd do centrum Naama Bay o godzinie 2130 –powrót do
hotelu o 0030.

Spotkanie z rezydentką przebiegło szybko i sprawnie, jednak tego
dnia nie zakupiliśmy, żadnej wycieczki, gdyż chcieliśmy się najpierw
trochę rozejrzeć w ofertach miejscowych biur podróży. Sam hotel był
położony w centrum Hadaby przy ulicy Motels. Na ulicy tej znajdowało
się również kilka innych hoteli dostępnych w ofertach polskich biur
podróży. Całkiem niedaleko znajdowała się ulica El Marcato i
kompleks Alf Leila wa Leila. Do Old Market było już nieco dalej i
musieliśmy korzystać z pomocy taksówek. Do Naama Bay również tylko
taksówki wchodziły w grę.
Obserwuj wątek
    • 78dario Re: Wakacje na Synaju 15.02.09, 15:34

      HOTELOWE PLAŻE

      Plaża Marhba znajduje się w Maya Bay. Wstęp na nią jest bezpłatny. Z
      jej zalet korzystają zarówno turyści jak i Egipcjanie. Na tej
      piaszczystej plaży pierwszy raz wypróbowałem moją maskę i rurkę. Po
      pokonaniu kilkunastu metrów zobaczyłem pierwsze kolorowe rybki i
      małą skrzydlicę, która widocznie zabłądziła, gdyż w tych okolicach
      rybek było jak na lekarstwo. Jednak na trening w snurkowaniu plaża
      była znakomita. Po udanych początkach, udało się nie utonąć po
      wlaniu wody do rurki, mogłem się nieco zrelaksować na leżaku. Widok
      na zatoczkę był naprawdę niezły, do pełni szczęścia brakowało mi
      tylko sziszy o aromacie jabłuszka. Ale za 20 LE i to dało się
      zorganizować. Reasumując na pewno warto się wybrać na tą plażę.

      Plaża z Rafami znajduje się w Hadabie niedaleko hotelu Shores Aloha.
      Wstęp jest płatny i kosztuje 15 LE. Jest to najlepsza plaża, na
      której byłem w Sharmie. Posiada dwa zejścia do wody pełnej
      kolorowych rybek. Leżaki i materace są bezpłatne. Największą zaletą
      tej plaży jest wspaniała rafa koralowa, przylegająca tuż pod
      powierzchnią wody do skalnych półek. Z prawej strony do wody można
      zejść ze specjalnego pomostu. Pierwsze wrażenie jakie zrobiło na
      takim szczurze lądowym jak ja włożenie głowy pod wodę było
      piorunujące. Zaraz za ostatnim szczebelkiem drabiny rozciągała się
      głębia morza. Z początku nie miałem ochoty wpłynąć w tą niebieską
      czeluść, lecz po godzinie obserwacji małych dzieci zrobiło się mi
      wstyd i –raz kozie śmierć –bach do wody. O dziwo nie tonąłem lecz
      unosiłem się na wodzie i bez większych problemów mogłem płynąc
      wzdłuż rafy oglądając ten przepiękny podwodny świat. I muszę
      przyznać, że spodobało mi się jak diabli. Z wody wyszedłem dopiero
      po godzinie jak do maski zaczęła wlewać się woda i doszła już do
      oczu.

      Plaża Wind znajdowała się w Naama Bay. Wstęp na nią również był
      płatny i kosztował 15 LE. Plaża ta była swoistą hybrydą dwóch
      poprzednich. Posiadała łagodne zejście do wody, była piaszczysta a
      kilka metrów od brzegu można było się natknąć na dwie martwe rafy ze
      spora ilością pięknych rybek. Sporo frajdy sprawiało mi opływanie
      tych niewielkich raf i obserwowanie treningu nurków. Plaża była
      dosyć mocno zatłoczona. Oprócz opalania i snurkowania można było
      również zjeść obiad w pobliskiej restauracji. Jednak gdy usłyszałem,
      że za puszkę coli te barrakudy wołają 60 LE, to przeszedł mi głód i
      pragnienie razem wzięte. Jednak ogólne wrażenie pomimo zbójeckich
      cen było bardzo pozytywne, cała okolica tętniła życiem,. Poza tym
      zaraz przy plaży znajdowało się centrum Naama Bay, które jednak o
      tej porze nie robiło większego wrażenia.





      SHARM EL SHEIKH

      Na pierwszy rozpoznawczy spacer udaliśmy się już pierwszego dnia
      pobytu. W hotelu nie było kantoru więc chcąc nie chcąc musiałem
      znaleźć takowy na mieście. Zaraz po wyjściu z klimatyzowanego holu
      znaleźliśmy się w piekarniku, który ograniczał popołudniowe spacery
      do minimum. Po przejściu kilkuset metrów w oddali zamajaczył przed
      nami bank. Po wymianie dolarów na funciaki poszliśmy zerknąć na
      Morze Czerwone, które niczym błękitna wstęga opasało całe miasto.
      Pomimo, iż spacer nie był wcale długi wróciliśmy do hotelu
      wykończeni, co najmniej jakbyśmy zdobyli Kilimandżaro. Kilka
      chłodnych drinków w hotelowym barze szybko przywróciło nas jednak do
      życia.

      Wieczorem zgodnie z wcześniej podjętym postanowieniem pojechaliśmy
      do Naama Bay by rozejrzeć się w ofertach tamtejszych biur podróży.
      Za taksówkę zawsze płaciliśmy 10 LE.
      Uzbrojeni w ulotkę z Aaba Sharm wkroczyliśmy do tej turystycznej
      wyspy pośrodku pustyni. Chcieliśmy również odwiedzić biuro Ciao
      Carlo i inne jaki się znajdą na naszej trasie. Naama Bay tętniło
      życiem, na każdym kroku restauracje, dyskoteki, bazary i centra
      handlowe wabiły turystów. Naganiacze na każdym kroku polowali na
      turystów usiłując wciągnąć blade twarze do sklepów czy kawiarni.
      Osobiście nie lubię takich miejsc, wolę bardziej klimatyczne.
      Najpierw odwiedziłem Aaba Sharm, które zrobiło na mnie dobre
      wrażenie. Z szerokiej oferty wycieczek, wybrałem dwie, które miały
      się odbyć za dwa dni. Pierwsza z nich wybrana dość spontanicznie to
      rejs statkiem z sekcją podwodną, umożliwiającą oglądanie podwodnego
      świata fauny i flory w cenie 40 $ od osoby, druga to nocne wejście
      na Górę Mojżesza i zwiedzanie klasztoru Św. Katarzyny za 25 $. W
      kolejnym biurze Ciao Carlo, zastaliśmy zamknięte drzwi i śpiącego na
      podłodze jakiegoś jegomościa. Już mieliśmy odejść gdy inny jegomość
      zaciągnął nas z powrotem i dość intensywnie zaczął budzić tego
      pierwszego. Po chwili zaspany biedaczek otworzył podwoje biura i
      zaprosił nas do środka. Mówił nawet nienajgorzej po polsku, czym
      nieco zrekompensował kiepskie pierwsze wrażenie jakie wywarło na nas
      to biuro. Wzięliśmy ulotkę i obiecaliśmy wrócić tu gdy sobie na
      spokojnie coś wybierzemy. Oferta była podobna do poprzedniczki a
      wybraliśmy z niej wycieczkę do Parku Narodowego Ras Mohammed drogą
      lądową za 25 $. Jednak tylko dzięki naszej determinacji udało się
      nam ja wykupić, gdyż biuro było przeważnie zamknięte. Udało się
      dopiero za trzecim razem, gdy już na dobre miałem zamiar sobie
      odpuścić. Ostatnim biurem jakie tego dnia odwiedziliśmy był Orbis,
      który pomimo, że otwarty i ładnie oświetlony zrobił na mnie
      najgorsze wrażenie, a to za sprawą pani sprzedającej tam wycieczki,
      która kompletnie nie była zainteresowana rozmową z nami i traktowała
      nas jak intruzów, którzy przeszkadzają jej w rokoszowaniu się nocnym
      życiem Sharm. Początkowo miałem zamiar z każdego biura wykupić
      jakieś wycieczki by porównać je pod względem organizacyjnym i mieć
      jakąś skalę odniesienia, ale tym razem sobie odpuściłem.

      Następnego dnia na kolejnym spotkaniu z panią rezydent pomimo, iż
      wycieczki z Exim Tours były najdroższe postanowiliśmy i im dać
      szansę. Kupiliśmy wycieczkę Super Safari + Kolorowy Kanion za 55$.
      Wycieczka była zaplanowana na końcówkę naszego pobytu, gdyż w
      czerwcu w kanionie temperatury są naprawdę wysokie, a my
      potrzebowaliśmy nieco czasu by się przyzwyczaić.
      Zwiedzanie Sharmu odbywało się głównie wieczorami gdy temperatury
      spadały do trzydziestu stopni. Kilkaset metrów od naszego hotelu
      znajdowała się nowo otwarta ulica El Marcato, stylizowana na styl
      włoski. Po przekroczeniu bramy głównej turystów witała wspaniała
      fontanna i kolejna brama, za którą rozciągało się morze luksusowych
      sklepów, restauracji i kawiarni. Centralnym punktem ulicy był owalny
      plac z grecką kolumnadą z jednej i ogromnym plazmowym ekranem z
      drugiej strony. Całość miała przypominać chyba antyczny teatr w
      arabskim kiczowatym stylu.

      Kolejnym ciekawym miejscem był położony nieopodal kompleks hotelowo –
      rozrywkowy Alf Leila Wa Leila, z dwóch stron oblepiony
      ponumerowanymi bazarami, z wszelakimi dobrami. Właśnie tam
      postanowiliśmy zakupić pamiątki, na które składały się szklane kule
      wypełnione różnokolorowym piaskiem przedstawiającym palmy i
      wielbłądy, oraz okazała orientalna lampa w sam raz do dużego pokoju.
      Co wieczór odbywały się tam pokazy dla turystów w różnych językach,
      niestety nasz nie był uwzględniony.

      Najstarszą częścią Sharmu był Old Market gdzie można było poczuć
      nieco arabskiego klimatu. Jest to zlepek kilku ulic otoczonych przez
      skały poza niezliczonymi sklepami dla turystów można było również
      zauważyć typowo egipską knajpkę przypominającą te w Kairze. Podobało
      mi się tam dużo bardziej niż w Naama Bay. Dla wiecznie spragnionych
      turystów –dobra informacja jest tam sklep monopolowy nawet
      nienajgorzej zaopatrzony.

      Obecnie cały Sharm przechodzi intensywną rozbudowę. Ciągle powstają
      nowe hotele i centra handlowe. Ulica za ulicą ta dawna rybacka
      wioska przeistacza się w nowoczesny kurort, który wdziera się coraz
      głębiej w pustynię.

      REJS ŁODZIĄ WIDOKOWĄ

      Początek wycieczki nie za
      • 78dario Re: Wakacje na Synaju 15.02.09, 15:35
        GÓRA SYNAJ I KLASZTOR ŚW. KATARZYNY

        Wycieczka na Górę Mojżesza miała rozpocząć się o godzinie 2110 ale z
        do tej pory niewyjaśnionych przyczyn zakodowałem sobie, że
        startujemy o 2130. Tak więc po przyjściu do pokoju zamiast spokojnie
        przygotować się do wyjazdu i odpowiednio przebrać pierwszą rzeczą
        jaką zrobiłem było odebranie telefonu z recepcji. No nieźle wszyscy
        już na nas czekają. W lekkim popłochu zabraliśmy tylko najważniejsze
        rzeczy. W autokarze było kilka osób, które jednak nie wydawały się
        zbytnio podenerwowane.

        Przez następne dwie godziny krążyliśmy po Sharmie zbierając całą
        wesołą gromadkę. Podczas podjeżdżania pod różne hotele po raz
        kolejny te pięciogwiazdkowe utwierdziły mnie w przekonaniu, że
        trzeba trzymać się od nich z daleka. Te kontrole, brak luzu i miny
        tych ludzi...

        Gdy w końcu wszyscy byli w komplecie ruszyliśmy w kierunku naszego
        celu. Sama jazda nie trwała zbyt długo, a klimatyzacja tym razem
        była ustawiona na umiarkowanym poziomie. Całe szczęście gdyż Górę
        Mojżesza na przekór wszystkiemu postanowiłem zdobyć w klapkach i
        koszulce. Ponieważ mieszkam w Beskidach i często chodzę po górach,
        byłem pewny, że nie będzie żadnego problemu. Podczas jazdy mieliśmy
        jeden postój, który moja żona wykorzystała na zakup koszmarnie
        drogich kanapek. Nim dojechaliśmy do celu przejechaliśmy przez punk
        kontrolny, gdzie sprawdzono nam paszporty i wizy.

        Po wyjściu z autobusu z ulgą stwierdziłem, że na wysokości startowej
        pod klasztorem jest przyjemnie i ciepło. Wszystkie zapasy, które
        mieliśmy ze sobą ulokowaliśmy w jakimś pomieszczeniu obok klasztoru,
        a od przewodnika (polskojęzycznego) dostaliśmy latarki. Jednak ich
        światło było tak nikłe, że z włączoną czy nie włączoną latarką
        widoczność była jednakowa. Tym razem jednak nie zapomniałem o moim
        źródle światła, którego tak bardzo brakowało mi wewnątrz Piramidy
        Łamanej w zeszłym roku. Latarka 18 ledowa dała wystarczająco
        dużo światła by oświetlić drogę całej grupie, choć bardzo wkurzała
        Beduinów, którzy mieli pecha i szli z przeciwnej strony.

        Po chwili nasz przewodnik oznajmił nam, że na szczyt poprowadzi nas
        jego pomocnik, a on będzie oczekiwał nas po powrocie. Pomocnik ów,
        nie bardzo władający angielskim, był dość sympatyczny, choć dla
        większości osób z naszej grupy stanowczo zbyt szybko maszerował.

        Wspinaczka na szczyt odbywała się ścieżką wielbłądzią. Oprócz naszej
        grupy na szczyt wchodzili chyba wszyscy turyści z Synaju. Czasem
        panował tak wielki tłok, że trzeba się było normalnie przeciskać.
        Mnie tam jednak niewiele rzeczy potrafi zniechęcić gdyż na wczasach
        zawsze jestem bardzo pozytywnie nastawiony, nawet uciążliwi,
        natrętni i do bólu nachalni poganiacze wielbłądów, nie byli w stanie
        zepsuć mi nastroju. W pewnych miejscach wielbłądów było więcej niż
        ludzi –dodatkowa atrakcja, ślizg na placku –dodatkowa atrakcja,
        perfekcyjnie wyćwiczone LE SZOKRAN – dodatkowa atrakcja, poświecenie
        w oczy temu najbardziej nachalnemu –mała złosliwość.

        Podczas marszu mieliśmy kilka przerw na odpoczynek. Ciemności nie
        pozwalały na podziwianie krajobrazu, ale tym bardziej niecierpliwie
        oczekiwałem na to co zobaczę po wschodzie słońca. W końcu dotarliśmy
        do miejsca gdzie wielbłądy nie mogły iść dalej, a ostatni kawałek na
        szczyt trzeba było pokonać po wykutych w skale stopniach. Mimo, że
        nie był to zbyt długi odcinek, to właśnie tam wraz z żoną poczuliśmy
        całe trudy wspinaczki. Podczas gdy powoli noga za nogą wdrapywaliśmy
        się na szczyt nasz niestrudzony ośmiolatek z trudem się hamował by
        tam nie wbiec. Gdy zobaczyliśmy kaplicę św. Trójcy wiedzieliśmy, że
        jesteśmy na miejscu.

        Na szczycie po raz pierwszy poczułem lekki chłód. Początkowo była to
        miła odmiana, po chwili jednak zaczęło mi być normalnie zimno. Na
        szczycie gdzie tylko się dało rozłożyli się turyści oczekujący na
        nastanie dnia. Trzeba było uważać by kogoś nie przydepnąć. Miejscowi
        wielbłądy zamienili na koce i powoli zaczynali otwierać swoje
        kramiki. Po drugiej stronie góry dumnie wznosił się najwyższy szczyt
        Synaju –Góra Św. Katarzyny. Cóż innym razem pomyślałem i wróciłem na
        nieco osłoniętą od wiatru pozycję za głazem.

        Stopniowo stawało się coraz widniej a z otchłani nocy zaczęły
        pojawiać się pierwsze zarysy gór. Wschód słońca był przepiękny i
        rekompensował wszelkie trudy wspinaczki. Gdy rozwidniło się
        całkowicie w końcu w pełni mogłem zobaczyć w jak pięknym miejscu się
        znalazłem.

        W drodze powrotnej postanowiliśmy zaproponować przewodnikowi by
        wybrał drogę schodami pokutnymi, o której słyszeliśmy, że jest
        bardziej atrakcyjna choć bardziej wymagająca. Ten choć niechętnie
        spytał grupy czy chcą wracać schodami czy tą samą drogą, którą
        przyszli. Wynik –trzy osoby poszły schodami, reszta ścieżką. Wśród
        tych trzech osób byłem ja, żona i nasz synek. Schody w liczbie 3050
        wykuł pokutnik w skale, a prowadziły one wprost do klasztoru. Trasa
        była wspaniała. Przechodziliśmy przez malownicze bramy skalne,
        mijaliśmy widowiskowe uskoki, w wielu miejscach skały mieniły się
        wieloma kolorami. W marszu towarzyszyła nam garstka turystów oraz
        całkowita cisza i spokój. Teraz naprawdę mogliśmy się w pełni
        nacieszyć tym miejscem.

        Wkrótce po tym jak minęliśmy przyklejoną do zbocza małą kapliczkę
        ujrzeliśmy po raz pierwszy w całej krasie Klasztor św. Katarzyny
        oraz otaczające go ogrody i zabudowania. Gdy minęliśmy kamiennego
        Herkulesa zaczęli się pojawiać pierwsi mali sprzedawcy kolorowych
        jajek. Postanowiliśmy wynagrodzić tego zucha, który wspiął się
        najwyżej i kupiliśmy od niego trzy jajka. Po kilkunastu minutach
        doszliśmy do klasztoru, przy którym zaczęły pojawiać się również
        przednie straże turystów idących ścieżką wielbłądów.

        Choć nogi trzęsły się podemną jak galaretka, byłem bardzo
        zadowolony, że to właśnie tą drogę wybrałem. Po chwili pojawił się
        nasz górski przewodnik i reszta wycieczki. Ponieważ do otwarcia
        klasztoru mieliśmy jeszcze chwilkę rozsiedliśmy się wygodnie w
        przyklasztornych włościach i wykorzystując fakt, że nie było jeszcze
        zbyt wiele osób zajęliśmy najlepsze ocienione pozycje. Słońce bowiem
        coraz mocniej dawało o sobie znać, a uczucie chłodu towarzyszące mi
        na szczycie dawno się ulotniło. W oczekiwaniu na zwiedzenie
        klasztoru syn postanowił się zdrzemnąć a i mi niewiele brakowało bym
        do niego dołączył.

        Po jakiejś godzinie pierwsi turyści zaczęli wchodzić do klasztoru a
        po naszym przewodniku ślad zaginął. Pomocnik mocno zestresowany
        poszedł na poszukiwania. Po trzydziestu minutach przewodnik się
        odnalazł (przysnęło się boroczkowi).

        Można było rozpocząć zwiedzanie tego pięknego przybytku. Najpierw
        kaplica z czaszkami dawnych mnichów, następnie studnia Mojżesza,
        kościół Świętej Katarzyny i na końcu główna atrakcja kaplica Krzewu
        Gorejącego. Dla chętnych za dodatkową opłatą mała wystawa ikon. Poza
        wnętrzem kościoła wszędzie można było robić zdjęcia i filmować.

        Reasumując wycieczka była bardzo udana i polecam ją każdemu. Trzeba
        być tylko dobrze nastawionym i mieć w sobie chęć przeżycia czegoś
        nowego.
        • 78dario Re: Wakacje na Synaju 15.02.09, 15:37
          RAS MOHAMMED

          Ras Mohammed to wizytówka Synaju. Wspaniałe rafy koralowe, woda
          mieniąca się wszystkimi odcieniami błękitu, uskoki tektoniczne,
          unikalne drzewa namorzynowe, wspaniałe plaże –słowem wszystko czego
          turysta może zapragnąć. Z dwóch opcji zwiedzania parku –ze statku
          (opcja dla podziwiających rafy) i drogą lądową –wybrałem tą drugą.
          Jak już wspomniałem wycieczkę organizowało biuro Ciao Carlo.

          Zgodnie z planem przed dziewiątą pod hotel podjechał niewielki
          busik, w którym oprócz kierowcy i przewodnika (angielskojęzycznego)
          znajdowały się jeszcze dwie osoby z Włoch. Cała ekipa liczyła więc
          sześć osób co znacznie ułatwiło zwiedzanie.

          Po pierwszym krótkim postoju przy wjeździe do parku, ruszyliśmy w
          kierunku pierwszego punktu widokowego. Było na co popatrzeć. Strome
          piaszczyste zbocza okalały spokojną zatoczkę wdzierając się w jej
          turkusowe wody. Daleko na horyzoncie mała flotylla stateczków
          właśnie zajmowała miejsca nad rafami. Był to jeden z piękniejszych
          widoków jakie do tej pory widziałem. Nim zdążyłem ochłonąć z
          wrażenia już zdążyliśmy minąć bramę Allacha i znaleźliśmy się w
          najbardziej na południe wysuniętym kawałku półwyspu Synaj. Tutaj
          opuściliśmy nasze pojazdy i dalsze zwiedzanie kontynuowaliśmy już
          pieszo.

          Nadszedł czas na największą atrakcję lądowej części parku –na drzewa
          namorzynowe. Porastały one spokojną zatoczkę, tworząc niezwykły
          widok. Korzenie zanurzone były w słonej wodzie Morza Czerwonego, a
          na liściach znajdowały się maleńkie grudki soli. Każde drzewo miało
          system filtrujący wodę morską (to te małe patyczki wystające na
          kilka centymetrów z wody). Myślałem, że widziałem już wszystkie
          odcienie wody morskiej – ale szybko się przekonałem, że jeszcze mi
          do tego daleko. W tym niewielkim kanaliku błękit mieszał się z
          turkusem tworząc nowe odcienie.

          Po zapoznaniu się z tymi unikatowymi na skalę światową tworami
          natury poszliśmy zobaczyć kilka miejsc po trzęsieniu ziemi, w
          których nagromadziła się woda. Szczeliny nie były zbyt wielkie, ale
          na wszelki wypadek otoczono je kamieniami, ponieważ urzeczony
          pięknem krajobrazu turysta mógłby przypadkiem, którejś nie zauważyć.
          Kilkadziesiąt metrów od uskoków, znajduje się Magiczne Jezioro,
          będące kolejną spokojną zatoczką otoczoną skałami i piaskiem. Owa
          magiczność bierze się stąd, że na dnie znajduje się dużo żelaza, co
          powoduje z kolei zmianę barwy wody w zależności od pory dnia. Cóż my
          nie mieliśmy aż tyle czasu by to sprawdzić, ale wystarczająco dużo
          by się nieco ochłodzić.

          Ostatnim punktem zwiedzania była wizyta na wspaniałej piaszczystej
          plaży, gdzie mogliśmy podejrzeć nieco podwodne atrakcje parku. Po
          wejściu do wody trzeba było przejść jakieś trzydzieści metrów by
          dojść do głębiny przy której zaczynały się rafy. Jednak tego dnia
          prąd był dosyć silny więc nie szalałem zbytnio, trzymając się raczej
          płycizny. Ale mimo to udało się mi zaobserwować kilka ciekawych
          okazów, wśród których najokazalsza była duża skrzydlica, pływająca
          tuż podemną. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że może być bardzo
          niebezpieczna, dobrze że jej nie głaskałem.

          Reasumując wycieczka jest absolutnie punktem obowiązkowym, dla
          każdego turysty odpoczywającego w Sharm.


          KOLOROWY KANION I BLUE HOLE

          Wycieczka do Kolorowego Kanionu była ostatnią przygodą na Synaju.
          Celowo zostawiliśmy tą przyjemność na sam koniec pobytu, aby się
          nieco zaaklimatyzować. Pod koniec czerwca w kanionie jest naprawdę
          gorąco, a my chcieliśmy się tam dobrze bawić, a nie chować się w
          cieniu.

          Wcześnie rano pod hotel podjechała Toyota z napędem na cztery koła,
          w której oprócz naszej trójki i dwojga znajomych siedział również
          kamerzysta z przedpotopową kamerą i przewodnik. Przewodników było w
          sumie dwóch –niestety odniosłem wrażenie, ze strasznie się męczyli
          na tej wycieczce. Całościowo nasza karawana liczyła dwa pojazdy. Do
          kanionu jechaliśmy przez większość trasy asfaltową drogą, która w
          drodze powrotnej się zaczęła topić. Prawdziwe atrakcje zaczęły się
          kiedy minęliśmy Nuwajbę i zjechaliśmy z drogi. Zaczęła się prawdziwa
          jazda terenowa, podczas której kierowcy wyprzedzali się na przemian,
          a my lataliśmy po całym samochodzie. Syn był wniebowzięty, reszta
          pasażerów -różnie. Mijaliśmy zasieki z drutu kolczastego, który był
          pozostałością po wojnie z Izraelem. Podobno w okolicy znajdują się
          jeszcze miny z tamtego okresu. Po szaleńczej jeździe mogliśmy w
          końcu rozprostować nogi i spojrzeć na rozciągający się pod nami
          przepiękny widok kolorowych skał.

          Jeszcze tylko zapakowanie do torby termoizolacyjnej butelek z wodą i
          można ruszać. Cały spacer po kanionie trwa około dwóch godzin. Zaraz
          po zejściu na dno kanionu zobaczyliśmy pierwsze kolorowe skały,
          których intensywność barw była zdumiewająca. W pobliży czerwonej
          skały natknęliśmy się na zielony krzak, który jakby ignorował
          warunki panujące wokoło i rósł sobie beztrosko. Ponoć jego liście są
          trujące i dlatego się ostał. Tuż obok zobaczyłem piękną zielono-
          żółtą jaszczurkę, która beztrosko wylegiwała się na kamieniu. Z
          każdym metrem stawało się coraz ciekawiej. Skały zaczęły się zbliżać
          do siebie i piąć coraz wyżej do góry. Po chwili byliśmy już w wąskim
          skalnym kanionie, gdzie miejscami było tak wąsko, że trzeba było iść
          gęsiego. Skały mieniły się coraz to nowymi barwami i wzorami, które
          w wielu miejscach przypominały malowidła naskalne z epoki kamienia
          łupanego.

          Po kilkunastu minutach karawana się zatrzymała. Przed nami pierwsza
          przeszkoda. W najwęższym miejscu kanionu dalszą drogę zagradzał
          wielki głaz, który zawisł pół metra nad ziemią. Był na tyle wielki,
          że przejście nad nim było niemożliwe, jedyną alternatywą było
          przeciśniecie się pod nim. Dobrze, że byłem przed obiadem –jakoś
          mnie przepchali. Kilkanaście minut później kolejna atrakcja, tym
          razem trzeba skakać.

          W pewnym momencie kanion nagle się otworzył i ponownie wyszliśmy na
          otwartą przestrzeń. Ponownie pojawiły się krzewy, tym razem w
          większej ilości. Po opróżnieniu trzeciej butelki wody ruszyliśmy
          dalej. Skały zaczęły się zmieniać. Co róż widziałem jakieś
          fantastyczne kształty, przypominające zwierzęta, rośliny, ludzkie
          twarze. Szczególnie jedna skała utkwiła mi w pamięci – do złudzenia
          przypominała ona głowę węża. Widok był niesamowity, przestałem nawet
          zwracać uwagę na wspaniałe kolory.

          Podczas ostatniego postoju przy wyschniętym drzewie, zobaczyłem
          siedzącą pod skałą beduinkę przy której spacerowała mała koza. Była
          to pierwsza mieszkanka tych terenów, jaką spotkałem podczas tej
          wycieczki.

          Ostatnim wyzwaniem była krótka wspinaczka po skałach, które
          oddzielały nas od naszych pojazdów. Cała grupa sprostała wyzwaniu,
          choć były osoby, które na górze miały wszystkiego dość. Pomimo, iż
          rezydentka odradzała ta wycieczkę w czerwcu, uważam że warto się tam
          wybrać nawet w okresie największych upałów. Jeżeli tylko jest się
          odpowiednio ubranym, posiada nakrycie głowy, okulary
          przeciwsłoneczne i odpowiedni zapas wody (najlepiej schłodzonej) to
          nie ma żadnego problemu. Trudy wędrówki sa niczym w porównaniu z
          wrażeniami jakie dostarcza to wspaniałe miejsce.

          Kolejnym punktem była Nuwajba, w której zaplanowany był obiad.
          Zatrzymaliśmy się w knajpce tuż przy morzu. A że mieliśmy tu około
          godzinki czasu to nie tylko zjeść obiad zdążyliśmy ale również
          nacieszyliśmy się tutejszą kamienistą plażą. Po drugiej stronie
          zatoki rysowały się przed nami góry Arabii Saudyjskiej, a przez sam
          jej środek przepływał wielki transportowiec. Woda była wspaniała,
          ciepła, przeźroczysta i zachęcająca do kąpieli.

          Ostatnim punktem wycieczki była wizyta w osławionym Blue Hole w
          Dahab. Dużo słyszałem o tym miejscu i z niecierpliwością wyglądałem
          przez okno wyglądając słynnej dziury w morzy. Po drodze widziałem
          kilka innych wspaniałych miejsc przy brzegu gdzie woda
          • 78dario Re: Wakacje na Synaju 15.02.09, 15:39
            Po drodze widziałem kilka innych wspaniałych miejsc przy brzegu
            gdzie woda mieniła się wieloma kolorami. W końcu dotarliśmy. Dla
            potrzeb naszej grupy przygotowany został jeden z pawilonów przy
            plaży, gdzie mogliśmy się przebrać i zostawić nasze torby. Uzbrojony
            w maskę i aparat do zdjęć podwodnych ruszyłem na podbój Blue Hole.
            Po drodze mijałem nurków, którzy jak mrówki na przemian wchodzili i
            wychodzili z wody.

            Rafy zaczynają się tuż przy brzegu, do wody wszedłem po
            zaimprowizowanym drewnianym podeście (Easy Entry). Jeszcze tylko
            kilka kroków i chlup jestem pod wodą. To co tam zobaczyłem ciężko
            opisać w słowach – to nie rafy to prawdziwe podwodne ogrody, które
            chciało by się oglądać bez końca. Sam nie wiem kiedy wypstrykałem
            cały film. Wtedy obiecałem sobie, że wrócę w to miejsce jeszcze raz –
            ale na dłużej i zgłębie je w całości. Ta niecała godzinka, która
            mieliśmy na snurkowanie to stanowczo za mało jak na te wspaniałości.
            Przed wyjściem na brzeg zafundowałem sobie jeszcze mały masarz
            tlenowy przepływając nad nurkami pływającymi kilka metrów podemną.

            W drodze powrotnej chcąc nie chcąc wstąpiłem do sklepu z papirusami
            i perfumami, ale po stwierdzeniu że w Hurghadzie za dużo mniejsze
            pieniądze mogę kupić kilka papirusów i to takich prawdziwych a nie
            bananowców jak tu –przestano się mną interesować.

            Myślałem, że po opuszczeniu Dahab wszystkie atrakcje dnia są już za
            mną, ale nic bardziej mylnego. Tuż przed Sharm, blokada policyjna
            uniemożliwiła nam przejazd do hotelu normalną drogą. Przewodnik
            wyjaśnił nam, że w kurorcie bawi Mubarak, który przyjmuje delegacje
            państw afrykańskich z okazji jakiegoś szczytu i droga jest
            zamknięta. Cały Egipt.

            Na szczęście dysponowaliśmy odpowiednim pojazdem i pojechaliśmy na
            przełaj- gorzej mieli ci, którzy utknęli w autobusach. Po kolejnym
            odcinku specjalnym znaleźliśmy się w końcu przed hotelem. Z całą
            pewnością była to pomimo najsłabszych przewodników najlepsza
            wycieczka, która jest punktem obowiązkowym dla wszystkich turystów
            na Synaju.


            ******
      • 78dario Re: Wakacje na Synaju 15.02.09, 19:37
        REJS ŁODZIĄ WIDOKOWĄ

        Początek wycieczki nie zaczął się najlepiej –od dwudziestominutowego
        spóźnienia kierowcy. Cóż Egipcjanom się tak nie śpieszy jak nam. Po
        krótkiej jeździe busikiem dotarliśmy do nabrzeża gdzie już czekał na
        nas wspaniały U-Boot. Podczas pierwszej części rejsu mogliśmy
        podziwiać widoki z pokładu, na którym kłębiło się towarzystwo z
        całego świata. Po kilkunastu minutach w końcu mogliśmy zejść do
        sekcji podwodnej. Początkowo poza zanurzoną burtą statki i błękitną
        wodą nic nie widziałem- no pięknie a w folderze takie piękne rybki
        pokazywali. Z każdą minutą robiło się jednak coraz ciekawiej. Powoli
        zaczęły pojawiać się rafy i rybki, które coraz śmielej podpływały do
        okien. Po kilku minutach tuż nad dnem śmignęła płaszczka, której
        niestety nie udało uchwycić w kadrze. Kilka razy przepływaliśmy obok
        snurkujących turystów nazywanych na okręcie grubymi rybkami. Jeszcze
        tylko ostry zwrot i wracamy z powrotem. Gdy już wydawało się, że
        wszystkie atrakcje za nami wydarzyło się coś nieoczekiwanego –nawet
        dla załogi. Na całym pokładzie zapanowało poruszenie gdyż dosłownie
        z nikąd pojawił się tuż obok rekin wielorybi. Ostre spienienie wody,
        korekta kursu i już płyniemy tuż obok największego z wielorybów. Aby
        zrobić dobre ujęcie musiałem przejść na początek sekcji, gdyż nie
        sposób było tego kolosa z mojego miejsca objąć w całości. Przez
        chwile niemal dotykał okien łodzi –wrażenie było piorunujące. Po
        wyjściu na pokład zobaczyliśmy kilka innych łodzi zapewne też
        szukających naszego rekina.
        • 8magda8 Re: Wakacje na Synaju 15.02.09, 20:10
          Rewelacja! Dziękuje ślicznie za takie opisy. Myślałam o 1 tygodni i
          tylko wejściu na gore Mojzesza ale widze że trzeba zostac tam na dwa
          tyg i zobaczyc wszystko co opisałes :-)

          Prosze tylko o info nt cen wykupowanych wycieczek - u rezydenta sa
          droższe niz z lokalnego biura, prawda? przy wejściu na góre M.
          chyba znajomośc języka nie jest potrzebna bo głownie sie idzie i
          przewodnik nie bedzie nic opowiadał za to kanion i lasy to chyba
          lepiej z polskojęzycznym przewodnikiem zwiedzac
          • halomy14042009 Re: Wakacje na Synaju 16.02.09, 13:38
            Ojejku,po prostu rewelacja. Bardzo wielkie podziękowanie za tak obszerny opis.
            Jadę do Sharmu w kwietniu i mam w planie Górę Mojżesza i Klasztor św.Katarzyny.
            Chcę też zobaczyć kolorowy kanion. Dzięki Tobie wiem czego mogę się spodziewać,i
            wiem że nie będę żałowała. Planuję jeszcze Kair, ale to bardzo daleko i trochę
            się obawiam o mój kręgosłup-wiedząc jednak, że muszę to zobaczyć pokonam te
            przeciwności i zobaczę piramidy na własne oczy. Gorące pozdrowienia.
    • ggw1 Re: Wakacje na Synaju 19.02.09, 00:26
      Super opis, bardzo dokładny i wyczerpujący. Jadę z rodziną w
      podobnym terminie (tylko w 2009), więc myślę, że wrażenia będziemy
      mieli podobne (oby). Planuję jeszcze Kair (moje dzieci nie widziały
      jeszcze Piramid i Muzeum), ale marzy mi się też Petra, ale w tym
      przypadku ceny są bajońskie (zobaczymy, czy będzie nas stać na tę
      wycieczkę). Bardzo dziękuję za tak wspaniały opis wakacji.
      Gosia

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka