Gość: byłylogowany
IP: *.radogoszcz.arise.pl
14.07.04, 21:10
Ten wieczór był paskudny. Zresztą jak większość tego lata. Bezchmurne niebo,
liście na drzewach w bezruchu, temperatura ledwie 23°C. Nic zatem dziwnego, że
mieszkańcy Łajby czmychali chyłkiem do swoich domów. Główna ulica miasta,
Bigiel, pustoszała. Ogródki piwne zamykały swe podwoja. Tylko w jednym, tym
najbardziej ekskluzywnym, tętniło życie. Zebrało się w nim grono znamienitych
osób. Jak jeden mąż, dosłownie wszyscy biesiadnicy, to nadzieja tego
przeklętego miasta. W nich można pokładać nadzieje, na lepszą przyszłość. To
Oni, już wkrótce, pokierują miastem. A może i całym krajem. Jednak w ten
lipcowy wieczór trapi Ich dość przyziemna sprawa. Muszą ją rozwiązać. Od
jakiegoś czasu, na Ich teren, Ich Forum Agorum, wtargnęły trolle! Zwłaszcza
trzy z tych paskudztw dawały się we znaki. To leon, kanadyjczyk i bylog. Te
kreatury zakłóciły błogi stan Forum. Ich knajackie wynurzenia kaleczyły
wrażliwe oczy forumowej społeczności. Niepoprawne wpisy tych zaprzańców siały
zamęt i defetyzm. Budziły demony. Na nic zdały się kierowane pod ich adresem
przyjacielskie pouczenia. Nie skutkowały niewinne połajanki. Nic nie robili
sobie z ojcowskich porad. Można myśleć, że język ludzki był dla tych
wykolejeńców czymś obcym. Aby pokazać swoją niczym nieskrępowaną naturę, stali
nieopodal luksusowego piwnego ogródka, w którym trwała narada. Niechlujni to
delikatne słowo. Obrzydliwi! Bezzębne, zarośnięte gęby. Olbrzymie brzuszyska.
Malutkie świdrujące, przekrwione oczki. Cuchnący. W łachmanach lepiących się
od brudu. Poprostu odrażający! Stali i bezczelnie gapili się na kwiat
młodzieży. W swoich kostropatych łapskach trzymali wyżebrane w pobliskim
sklepie "Ropuszka", puszki z jakąś lurą. Od czasu do czasu głupkowato
chichotali. Krótko mówiąc: degeneraci. Ten przykry widok, nie zniechęcał
naszej młodszej i starszej obradującej młodzieży. Chluba Łajby wiedziała: ten
problem trzeba rozwiązać!
- Proponuję, aby Służby Miejskie, utrzymywane z naszych podatków, zgarnęły tę
hordę i wywiozły za miasto! - zagrzmiał tubalny głos Hoovera. Prezes dumnie
dzierżył w dłoni 23 kufel guinessa. Znany był z mocnej głowy.
- Powiesić ich, powiesić! - dało się słyszeć głos z kuchni. To ubrany w
gustowną koszulkę z napisem LZS Dłutów al-kipone przekonywał do swoich racji.
- Jestem przeciw tak radykalnym posunięciom - pisnęła sardynka. To drobne
dziewczę, nosiło godnie wspaniały warkocz. Ten warkocz, delikatnie głaskał
prawą ręką prof. Pałacyk. W lewej trzymał smyczek, którym pieścił struny
wiolonczeli. To właśnie dzięki Niemu, towarzyszyła zebranym anielska muzyka.
Choć prof. Pałacyk był zmęczony (nagrania, koncerty, prowadzenie chóru, praca
dydaktyczna w pobliskich Błochowiakowicach), niestrudzenie pracował obiema rękoma.
- Jednego z tych trolli dobrze znam, to Korbasiński. Nasłał go na nas
Kropidłowski. Ten, który zniszczył naszą metropolię! - płaczliwie, acz
melodyjnie wyszeptał prof. Pałacyk.
- Kropka musi odejść! - padło z ust Toluena. Znany On był ze swoich
umiarkowanych poglądów.
- A ja bym wsadził całe to tałatajstwo na wygodny fotel. Dodatkowo podałbym
im miękie poduszeczki - rozmarzył się arad.
- Z jakim pierzem? Z jaskółki europejskiej czy afrykańskiej? - spytał Neon.
- Aaaa, tego nie wiem!? - rozpaczliwie odpowiedział arad, zapadając się w
jedną z rozpadlin Bigla.
- Ja zastosowałbym sztuczną inteligencję - zaproponował przytomnie grajek. -
Tylko zaawansowana technologia i cyfrowe zastosowanie komputerów najnowszej
generacji, jest w stanie unicestwić tych przedstawicieli ciemnogrodu! - pewnym
siebie wzrokiem wodził po siedzących.
- Zgadzam się, zgadzam! - to cd48, z satelickiego Rzgieza wtórowała ochoczo
grajkowi.
- Tak jest! Nie dzierżborować się! Patyczkowaliśmy się w swoim czasie z
Presleyem i ten trolik ma w związku z tym czelność zaśmiecać od czasu do czasu
nasz rynek! - pewny swego pangajowy z zaprzyjaźnionej Silesii zawyrokował.
- Phi - jak zwykle trafnie i zwięźle zabrała głos dweriken. Księżniczka tuląc
do siebie olbrzymiego persa, zerkała jednocześnie w kryształową kulę. Widziała
w niej, gdzie kryją się na drogach wiadome patrole. Musiała te miejsca omijać.
Wszak Jej Pelikan miał już swoje lata. Zerknęła też w rowerowe lusterko. Tak!
Musiała się podobać każdemu! Ta śniada cera, ta oprawa oczu, jędrne piersi, z
lubością wyliczała. - Rozkocham w sobie wszystkich, ale żaden nie będzie mnie
miał! A już Presley to napewno! - powtarzała sobie w myślach.
- Wiem, mam! Wiem jak ich załatwić! - zakrzyknęła słowiczym altem ixyzpalto.
- Wymuśmy na adminie, aby ich raz na zawsze zabanował! - zaświergotała
radośnie. Była nad wyraz silna. Już od 79 godz. nieprzerwanie obsługiwała
klientelę. Bliski już wypad z Prezesem do ciepłych krajów, dodawał Jej sił.
- Na Tobie zawsze można polegać - wyślinił Hoover, odbierając od ixyzpalto 49
kufel guinessa.
Nagle zadzwoniła komórka Prezesa.
- Czego tam - spytał łaskawie.
- Tu kłębekdrutu. Stało się nieszczęście. Mi-cing nie ma! Rzuciła palenie,
picie, ćpanie, jedzenie, kochanie, wreszcie mnie! Nie ma Jej w całym
Obcasowie! Ratujcie mnie! - zaskomlał kłębekdrutu.
- Nie dzisiaj. Dzisiaj mamy ważniejszy problem. Jeżeli admin pozytywnie
rozważy naszą sprawę, obiecuję zająć się Wami w najbliższym dogodnym terminie
- zakomunikował nieszczęśnikowi niezawodny Prezes.
A nieznośne trolle, truchlejące coraz bardziej ze strachu, wiedziały: ich czas
się kończy! Już w najbliższym czasie, po powrocie słusznej cenzury, ich
oszołomskie posty, tylko wybrani będą mogli wygrzebać z archiwum.
Tymczasem Łajba zasypiała. Nieświadomi niczego obywatele, już niebawem mieli
obudzić się w lepszym świecie. Amen.