Dodaj do ulubionych

Żegnaj szkoło?

    • Gość: dżolek Żegnaj szkoło? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18 lat temu
      Czasami też zastanawiam się, czy nie oszczędzić dziecku nadmiernego
      stresu jakie spotyka go w szkole.
      Moje dziecko chodzi do V klasy (11 lat). Od IV kl. wychowawczyni
      ciągle narzeka, krzyczy na dzieci, wpisuje im mnóstwo uwag (które
      przestały działać - jest ich za dużo i stawiane są za błahostki).
      Dzieci nie są agresywne, choć zdarzają się sprzeczki i coraz
      częściej dokuczają sobie na wzajem. Wcześniej była to zgrana klasa.
      Najwięcej jest gadulstwa i dopowiedzeń, komentarzy. Przeszkadzają w
      lekcji. Nauczyciel często wdaje się w dyskusje z dziećmi i one to
      wykorzystują. Błędne koło.
      Dzieci sobie żartują, owszem , nie znają czasem umiaru, ale jakoś
      inni nauczyciele sobie z tym radzą. Wychowawczyni zamiast bronić
      dzieci i im pomagać, stała się osobą która wpisuje najwięcej uwag,
      a ma lekcje z połową klasy – podział na grupy). I czego się te
      dzieci nauczą?...
    • Gość: wt Żegnaj szkoło? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18 lat temu
      To nie nowość. W średniowieczu najpierw rzemiosła uczono w domu
      rodzinnym, albo u najbliższego majstra, a potem następowała wędrówka
      po innych majstrach w celu dalszej nauki. I to jest pewnie najlepszy
      model, bo uczyć się można skutecznie tylko od mistrza. Można osiągać
      znakomite wyniku w domowej edukacji jeśli nauczycielem będzie nie
      tylko rodzic. Konkurencję znakomicie ułatwia okoliczność, że nie
      każdy nauczyciel jest mistrzem i dodatkowo traci kontakt z
      potrzebami gospodarki, ponieważ zwykle nie wykonuje zawodowo tego,
      czego uczy uczniów. Dlatego czasami wiedza szkolna okazuje się mało
      przydatna i absolwenta trzeba w pracy od nowa uczyć.
    • computerro Matka z zespołem Munchausena 16 lat temu
      albo zwyrodniały ojciec, jeśli są inteligentni, mogą bez końca
      pastwić się nad swoją ofiarą, jeżeli przepisy nie wymagają, by
      dziecko stawiło się w szkole.

      Oczywiście, na pewno istnieją wspaniali rodzice, którzy doskonale
      nauczą swoje dziecko bez pomocy szkoły.

      Ale jest też margines patologii. Nie chodzi tylko o alkoholików,
      biedaków, bezrobotnych czy rodzin, w których jest "zwykła" przemoc.
      Przerażające są przypadki rodziców sadystów (potwór z Amsteten),
      rodziców na tyle inteligentnych,, że często ofiary cierpią
      przerażająco długo i nikt o tym nie wie! Właśnie obowiązek szkolny
      chroni takie dzieci przed eskalacją przemocy, ratuje te dzieci dla
      społeczeństwa i dla nich samych. Daje im szansę

      Ile jest rodziców-ukrytych sadystów? A skąd to wiedzieć, skoro się
      kamuflują, często nawet nieświadomie? Mogą nie dostrzegać, że w
      domowym zaciszu zachowują się jak potwory, mogą sami nie zdawać
      sobie z tego sprawy.
      Dla ich dzieci szkoła jest ratunkiem i choćby dlatego warto
      powszechny obowiązek szkolny utrzymywać. A jeśli szkoła zła, to
      szkołę zmienić. Może bon edukacyjny? Może większa rozmaitość
      sposobów kształcenia - ale pod kontrolą MEN-u czy innego
      wiarygodnego organu (lub kilku organów)
    • Gość: Piotr Nie dla domowej edukacji IP: *.acn.waw.pl 16 lat temu
      Jestem przeciwny promowanemu ostatnio systemowi 'domowej edukacji'
      dzieci i mlodziezy. Moim skromnym zdaniem upowszechnienie tego typu
      edukacji bedzie mialo w przyszlosci
      dotkliwe dla nas konsekwencje. Zdaje sobie sprawe, za szkola jako
      taka w obecnej formie pelna jest roznego rodzaju wad
      a czasem nawet patologii. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby ta
      szkole reformowac. Coraz wiecej wplywowych osob woli jednak pojsc na
      tak zwana latwizne. Wychodza oni z zalozenia, ze skoro szkola jest
      zla, stresogenna itp to nalezy zabrac dzieci ze szkol i
      oddac je pod opieke rodzicow. Niestety (moim skromnym zdaniem) ze
      szkoda dla tych dzieci. A w dluzszej perspektywie i dla nas jako
      spoleczenstwa. Nauka wymaga czasu i cierpliwosci. Tak ze strony
      ucznia jak i nauczyciela. Ciekawe, czy statystyczny rodzic w
      dzisiejszych czasach jest w stanie poswiecic swojemu dziecku
      przynajmniej 5-6 godzin dziennie na nauke. Wlasnie tyle czasu
      potrzeba aby edukacja przyniosla jakis wymierny efekt. Jesli ktorys
      rodzic twierdzi, ze jest inaczej oszukuje sam siebie i robi krzywde
      swojemu dziecku. Jesli dziecko spedzi mniej czasu na nauce istnieje
      bardzo duze, graniczace z pewnoscia, prawdopodobienstwo, ze jego
      edukacja bedzie bardzo powierzchowna.
      Nauka to tez (jesli nie przedewszystkim) odkrywanie swoich wad i
      ograniczen. W tradycyjnej szkole uczniowie dostaja czesto zle oceny.
      Wielu rodzicow jest z tego powodu niezadowolonych. Uwazaja oni, ze
      dzieci sa krzywdzone, ze zle oceny dzialaja na nie stresogennie.
      Ja jednak uwazam, ze zle oceny sa potrzebne i spelniaja bardzo wazna
      role wychowawcza. Pokazuja dziecku, ze ma ono pewne ograniczenia, ze
      powinno pracowac nad soba i swoja wiedza. Dziecko musi miec okazje
      aby sie tego nauczyc! Jesli nikt nie da mu takiej szansy istnieje
      duze prawdopodobienstwo, ze wyrosnie na zadufanego w sobie
      frustrata, ktory z najdrobniejszej wlasnej porazki bedzie robil
      wielka katastrofe.
      Co zas najwazniejsze szkola zapewnia dzieciom i mlodziezy kontakt z
      rowiesnikami, czesto z roznych srodowisk, czesto o zroznicowanym
      statusie socjo-ekonomicznym. Dzieki temu dzieci moga poznac sie
      nawzajem, zrozumiec otaczajacy nas swiat. Przezyc pierwsze milosne
      sukcesy i porazki. Zrozumiec znaczenie slowa przyjazn,lojalnosc,
      zdrada. Dostrzec, ze sa wsrod nich osoby o roznych pogladach,
      roznych zdolnosciach jak rowniez i wadach. Inni ale nie gorsi.
      Czasem nawet pod pewnymi wzgledami lepsi.
      Tej roli szkoly nie zastapi zadna, nawet najlepsza z najlepszych
      domowa edukacja. Nigdzie indziej niz w szkole dziecko nie bedzie
      mialo szansy poznac tak wielu rowiesnikow z tak wielu roznych
      srodowisk. Zaden rodzic nie bedzie tego w stanie dziecku zapewnic.
      Nawet jesli dany rodzic zapisze dziecko do jakiegos klubu, czy
      bedzie organizowal spotkania z dziecmi swoich znajomych nigdy nie
      zastapi to znajomosci ze szkoly. Tym bardziej, ze 'towarzystwo'
      dobrane przez rodzica bedzie najprawdopodobniej bardzo jednorodne.
      A dziecko musi miec doczynienia z roznorodnoscia aby nauczyc sie
      prawidlowego i szczesliwego funkcjonowania w spoleczenstwie.
      Problem ten wydaje sie byc bardzo istotny rowniez z powodu znacznego
      (i niestety coraz wiekszego) zamkniecia naszego spoleczenstwa. My,
      Polacy coraz rzadziej kontaktujemy sie ze soba. Coraz rzadziej
      wychodzimy poza nasze wlasne srodowisko. Coraz powszechniejszy wsrod
      ludzi zamoznych staje sie poglad, ze wszyscy, ktorzy sa choc troche
      biedniejsi to cholota i nieudacznicy. Z kolei coraz wiecej ludzi
      srednio zamoznych uwaza, ze wszyscy ktorzy sa choc troche bogatsi od
      nich to z pewnoscia k... lub zlodzieje. Dzieci wychowane i zamkniete
      we wlasnych srodowiskach beda, swiadomie lub nie, powielac wlasnie
      takie negatywne stereotypy wyniesione z wlasnych domow. Coraz
      trudniej bedzie im nawiazac kontakt z rowiesnikami wywodzacymi sie z
      innego srodowiska. Coraz trudniej bedzie o wzajemne zrozumienie i
      tolerancje. Ze szkoda dla nas wszystkich.
      Niestety proces ten trwa juz obecnie i przybiera na sile. Tylko ktos
      kto bardzo nie chce tego dostrzec milczy i udaje ze nic zlego sie
      nie dzieje. Ale to juz jest temat na calkiem oddzielny watek....
      Jesli 'domowa edukacja' stanie sie powszechna to jestem prawie
      pewien, za kilkanascie lat bedziemy mieli zdecydowanie wiekszy
      odsetek zadufanych w sobie, przekonanych o wlasnej doskonalosci,
      nietolerancyjnych frustratow, ktorzy nie beda rozumieli (w szerokim
      tego slowa znaczeniu) otaczajacego nas swiata.
      Obysmy jednak zdazyli sie w pore opamietac i zamiast dawac coraz
      wieksze uprawnienia (czesto zupelnie nienadajacym sie do
      roli 'edukatorow') rodzicom zastanowili sie wspolnie jak
      zreformowac polska szkole tak aby i wilk byl syty i owca cala.
      pepikomentuje.blox.pl/html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka