cirano
19.05.12, 12:31
...choć tylko taka typowo polska, w Berezie.
~Konstanty Wolny: 25 września 1930 roku o godzinie 9 rano, przed rozwiązaniem II Sejmu Śląskiego Korfanty zostaje aresztowany i wywieziony do Brześcia Litewskiego (nad Bugiem), gdzie oddany zostaje w ręce pułkownika Kostka-Biernackiego. Konstanty Wolny stwierdzi potem w wywiadzie: „jako adwokatowi zdarzyło mi się po raz pierwszy w życiu, że nie mogłem się w prokuraturze dowiedzieć, gdzie się p. Korfanty znajduje i za co go aresztowano.”
Niezależny od władz organ prasowy „Polonia” zamieszcza codziennie podobiznę Korfantego z podpisem: „Budziciel polskości na Śląsku, wódz i opiekun ludu śląskiego, organizator i przywódca powstania śląskiego ten, który Śląsk przywiódł do Polski, współtwórca Państwa Polskiego, nieustraszony i nieugięty bojownik o prawo
i sprawiedliwość w Państwie, więzień brzeski.” W intencji uwolnienia śląskiego bohatera odbywają się w parafiach województwa śląskiego msze błagalne.
Jak ustalił Tadeusz Kaliński, aresztowań dokonywano między godziną 3 a 4
w nocy, w ukryciu przed opinią publiczną i dziennikarzami przy pomocy policji i żandarmerii wojskowej; aresztowanych wywożono do twierdzy Brzeskiej nad Bugiem pod komendę pułkownika Wacława Kostka-Biernackiego. Słynął on z okrucieństwa, skłonności sadystycznych i prymitywizmu. Witos relacjonował: „pułkownika Kostka-Biernackiego – znałem tylko z opowiadań i okrutnej działalności w legionach, osobiście nie widziałem go nigdy. Sam Daszyński przedstawiał go jako sadystę, lubującego się w okrucieństwie
i krwi”. Decyzje o aresztowaniach były podpisywane przez ministra spraw wewnętrznych,
a nie przez sąd czy prokuratora. Łącznie za działalność polityczną na szkodę państwa zatrzymano około 5000 działaczy opozycyjnych i mniejszości narodowych – głównie Ukraińców – oraz działaczy prawicy, tzw. chadecji oraz 80 senatorów.
Więźniów twierdzy brzeskiej izolowano od świata zewnętrznego. Nie wolno było im kontaktować się ani z obrońcami, ani z rodzinami. Strażnicy do byłych parlamentarzystów w rangach ministrów i posłów zwracali się bez szacunku per „ty”, obrzucano ich też obelżywymi wyzwiskami. Zmuszani byli do mycia podłóg i korytarzy, do czyszczenia ustępów gołymi rękami, odmawiano im kąpieli. Witos relacjonował dalej: „zostaliśmy zbudzeni straszliwym hukiem i nieludzkimi krzykami. Od oficera – żandarma i klucznika dowiedzieliśmy się, jak wielkie popełniliśmy przestępstwo idąc spać bez rozkazu. Kazano nam się natychmiast ubierać, łóżko posłać, gdyśmy to zrobili wśród niesłychanych wrzasków i wymyślań, obecny wciąż oficer kazał mi wynieść kubeł z odchodami, który stał tam nie wiadomo jak dawno. Zdębiałem. Sądząc, że to jakiś żart, albo pomyłka, odsunąłem się dalej na bok. Chciał go zabrać Wisłocki, ale mu nie pozwolono, obrzucając mnie rozmaitymi obelgami i sypiąc różne groźby”.
Racje żywnościowe były głodowe, a więźniowie w ramach kary otrzymywali chleb
i wodę. Odmawiano rodzinom przysyłania żywności z zewnątrz. Oddajmy ponownie głos świadkowi: „Na drugi dzień dano nam na śniadanie nieco brudnej cieczy bez woni ani smaku, którą nazywali „Kawą lub herbatą”. Podano nam również po kawałku żołnierskiego chleba”. Więźniowie otrzymywali czasem zupę z buraków pastewnych, gotowaną marchew, ziemniaki i mięso w niedzielę. Jakość posiłków pozostawiała wiele do życzenia: „we wszystkich był piasek i ziemia np. w pęczaku znajdowały się drobne kamyczki, na których sobie nawet ząb wyłamałem” – pisał Witos. Stosowano wobec aresztowanych byłych wysokich urzędników państwowych kary dyscyplinarne i cielesne oraz psychologiczne. Więźniowie spacerowali pod słupem, który do złudzenia przypominał szubienicę; mdleli
z wyczerpania i niedożywienia. Zdarzały się również ataki serca.
Podczas aresztowania posła Hermana Liebermana i Karola Popiela żandarmi byli wyjątkowo brutalni. Gdy Popiela wprowadzono do ciemnego pokoju, jeden z żandarmów chwycił go za głowę, drugi za nogi, po czym powalono go na stołek, rzucono na krzyż mokrą płachtę i wymierzono około 30 uderzeń żelaznym narzędziem, przy czym powtarzano: „to za Sikorskiego, to za Żymierskiego”. Podobnie potraktowano Bagińskiego i Wojciecha Korfantego. Pozostałych szturchano i bito po twarzy. Żandarmi w stopniach oficerskich grozili pięściami Witosowi, a Wisłockiego kopano po nogach. Więźniom grożono śmiercią. Pułkownik Kostek-Biernacki zwrócił się pewnego razu do jednego z aresztantów: „Pan obraziłeś mego przełożonego, tak jakbyś obraził mnie samego, mógłbym pana kazać tu pod ścianą rozstrzelać i nikt by mi słowa nie powiedział”; innym zaś razem: „Los aresztowanych zależy wyłącznie od decyzji marszałka Piłsudskiego; gdy on każe ich zabić, to oni ich zabiją, gdy każe ich okaleczyć, to ich okaleczą”.
Dokonywano czasem fikcyjnych egzekucji. Prowadzono więźniów dwójkami do osobnej celi i zamykano ich tam na jakiś czas. Zza drzwi dochodziły rozkazy takie jak: „odwrócić się do ściany” – i padały strzały. Następnie wyprowadzano więźniów z celi
i kazano im stanąć twarzą do ściany, po czym ograniczano się do rewizji.
Niehumanitarny sposób traktowania byłych parlamentarzystów głęboko utkwił
w psychice niektórych posłów. Część wyjechała na stałe za granicę. Ten los nie ominął też Korfantego, który wyemigrował do Czechosłowacji. Jak słusznie zauważa prof. dr hab. Henryk Przybylski Liebermann i Witos, podobnie jak inni emigranci brzescy nie odsunęli się od polityki. Witos z Czechosłowacji kierował swoim stronnictwem, Liebermann
w Paryżu prowadził kampanię prasową i był w ciągłym kontakcie z innymi emigrantami.
Do 20 grudnia 1930 roku Korfanty przebywa w więzieniu w Brześciu, jednak
z procesu brzeskiego zostaje wyłączony.
14 listopada 1931 roku Korfanty podczas 18 dnia rozprawy tzw. sprawy brzeskiej zostaje przesłuchany w charakterze świadka powołanego przez obronę. Atmosferę panującą na sali rozpraw bardzo dobrze charakteryzuje następujące fakty :
Na pytanie adwokata Szurleja: „czy jest coś prawdy w tych oszczerstwach, jakie niektórzy świadkowie mieli rzucić na Pana w śledztwie i poza śledztwem, że Pan jest w związku
z Niemcami i że Pan chciałby ten Górny Śląsk z powrotem im oddać?” prokurator Grabowski interweniuje, mówiąc, że nie było takiego zarzutu, natomiast adwokat ripostuje, iż jest on
w akcie oskarżenia. Świadek Korfanty: „Tak jest, to jest w akcie oskarżenia. Ta rzecz już poszła przez całą prasę, polską i zagraniczną. Zadaniem sędziów i prokuratora jest wszechstronne wyświetlenie prawdy. Jeżeli jakiś Joniec, którego nawet nie znam, postawił ten zarzut, to mam wrażenie, że przecież jestem człowiekiem, który może dla tej Polski coś zrobił — ryzykiem własnego życia i ofiarami swej przeszłości. Wyznaję jednak, że te ofiary, jakie ponosiłem w więzieniu pruskim, nie były takimi, jakich doznałem w Polsce, kiedy się znalazłem w więzieniu w Brześciu. W tamtych więzieniach jednak nie bito ani nie torturowano! Jeśli się pomyśli, że na terenie Rzeczypospolitej Polskiej... Nie spodziewałem się, abyśmy po to walczyli o Polskę.”
Świadek jest niesłychanie wzburzony, tak że z trudnością przychodzi mu mówić.
Przewodniczący: „Ja nie dopuszczę do podobnych manifestacji!”
Świadek Korfanty: „To nie manifestacja, to prawda!”
Przewodniczący: „Ponieważ świadek nie może panować nad swymi nerwami, zwalniam go od dalszych zeznań zarządzam przerwę na 5 minut.”
Na to powstaje gremialnie cała ława obrońców i cała ława oskarżonych. Wszyscy protestują.
23 listopada 1930 roku Korfanty zostaje wybrany do III Sejmu Śląskiego.
zwiń