jens11
22.04.05, 10:12
To treść artykułu, jaki miał ukazać się z ś.p. "Życiu". Autorem jest Szczepan
Twardoch, chyba z Pilchowic. Zarówno tekst, jak i jego dziennik (z którego to
czerpię), znajduje się na stronie: www.szczepan.twardoch.pl. Przeczytajcie -
na przekór utytułowanym błaznom, pisującym w "Sobótce", na przekór tym
wszystkim, którzy dowodzą, że nas - Ślązaków - nie ma.
Jak nie zostałem Polakiem - narodowość jako akt woli.
Ludzie dorośli, dumni ze swego sprytu, pytają swe dzieci, licząc na
konfuzję, jaką mogą wywołać tym podchwytliwym pytaniem: kogo bardziej
kochasz, mamę czy tatę? W podobny sposób, od stu z okładem lat, dwa wielkie
narody, tata - Niemcy i mama - Polska, pytają Ślązaków: kogo bardziej
kochasz, tatę czy mamę?
Tymczasem, przynajmniej w tym przypadku pytanie jest źle zadane, gdyż
powinno brzmieć: kogo bardziej nie cierpisz, Polaków czy Niemców? A Ślązak,
jak dobrze wychowane i ułożone dziecko a rebours, odpowiedzieć może, że nie
cierpi ich tak samo, ale za to bardzo mocno. Jako, że rodzice nie mieszkają
ze sobą, zasadniczo bardziej nie lubi się tego, z którym się mieszka.
Rezygnując z rozciągania powyższej metafory ponad miarę: obie strony
podzielają w zasadzie dwa założenie, leżące u podstaw owego nieszczęśliwego
pytania. Pierwsze zakłada, że człowiek, w tym wypadku mieszkaniec Śląska
(przez cały ten tekst, pisząc "Śląsk", mam na myśli Śląsk Górny. Dolny Śląsk
jest już wyłącznie nazwą krainy geograficznej), może być albo Polakiem, albo
Niemcem. Skoro Śląsk leży na pograniczu tych dwóch potężnych narodów (bo
któżby zawracał sobie głowę Czechami?), to opcje narodowe są dwie, nie ma
innych, ani tym bardziej pośrednich. Drugie założenie jest ważniejsze. Otóż
dla obu stron sens owego plebiscytowego pytania nie zakłada się na skłonieniu
pytanego do wyrażenia swej woli: "kim chcesz być, Polakiem czy Niemcem". Jest
to raczej pytanie-probierz. Obie strony przemilczają, pobrzmiewający gdzieś w
groźnym spojrzeniu wstęp: "Jesteś Niemcem/Polakiem. Pytamy cię teraz: czy
przyznajesz się do swojej niemieckości/polskości, czyś raczej zdrajcą i
zaprzańcem?" Nic dziwnego zatem, że tak wielu starszych Ślązaków na pytanie o
narodowość reaguje alergicznie. Znana jest mi opowieść o pewnym Ślązaku,
który podczas powstaniami zwanych polsko-niemieckich wojen o Śląsk, bez
gadania strzelał z rewolweru w stronę wchodzących na jego plac Polaków z POWu
lub Niemców z Selbschutzu , po równo i sprawiedliwie. Dzięki temu nikt nie
miał okazji zadać mu owego fatalnego pytania, zaś rewolwer gwarantował że
nikt nie spróbuje ukarać braku odpowiedzi. Zdjęcie owego Ślązaka wisi zresztą
w moim domu na ścianie zarezerwowanej na portrety przodków.
W spokojniejszych czasach naturalną reakcją z ponawiane tego
nieszczęsnego pytania jest stwierdzenie "Jestem Ślązakiem". Za tym idą
starania o zaistnienie w rzeczywistości oficjalnej, więc "zarejestrowanie
narodu", próby wymuszenia uznania. Próby te doprowadzić mogą Ślązaka do
desparacji - w końcu, nic dziwnego, gdy ciągle krzyczy już "nie jestem, nie
jestem, nie jestem Polakiem" i notorycznie spotyka się z odpowiedzą "jesteś,
tylko coś ci się pomyliło", lub "jesteś, tylkoś się Germanom sprzedał". Nie
odróżniając się niczym od swoich ziomków, całym sercem popieram te działania.
Gdy próbowano fałszować spis powszechny na zasadzie "nie ma takiej
narodowości jak śląska, może pan tu podać polską albo niemiecką" zawrzałem z
gniewu i oczywiście wraz z rodziną jestem jednym z tych 173 tysięcy, które
zdołały wymóc na rachmistrzu wpisanie słowa "śląska" w odpowiednią rubrykę i
uniknęły późniejszego wygumowania. A jednak, gdy ktoś używa zwrotu "naród
śląski" analogicznie do wyrażenia "naród polski" lub "naród niemiecki",
protestuję. Są Ślązacy. Ślązacy nie są Polakami ani Niemcami. Jednak Ślązacy
na razie nie stanowią narodu. Są nacją.
Mimo, że szkolna wersja historii stara się wywołać taką iluzję,
opowiadając jak to Polacy bili Niemców pod Grunwaldem, narody nie są tworem
odwiecznym. Gdy na przełomie XVIII i XIX wieku w Europie poddani jak za
dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieniali się w obywateli, z nacji,
ludów, tworzyły się też narody. Dużo jednak czasu musiało minąć, by
przynależność narodowa awansowała na najważniejsze zobowiązanie, jakie życie
nakłada na człowieka. Marszałkowi Blücherowi, od subtelnego podejścia do
strategii zwanemu "Marszałkiem Vorwärts" nikt nie robił wyrzutów, że za
młodu, służąc w szwedzkiej kawalerii bijał Prusaków. Nie przeszkodziło mu to
również stać się niemieckim bohaterem narodowym. Służba w armiach obcych
monarchów dla oficerów jeszcze w czasach wojen napoleońskich była rzeczą tak
naturalną, jak dzisiaj przejście menadżera z jednej korporacji do drugiej.
Jednak napoleońska taktyka wojska złożonego z niewyszkolonych rekrutów
sformowanych w głębokie kolumny, biegnących do ataku za Ojczyznę, okazała się
skuteczniejsza od pruskiej taktyki żołnierza wyszkolonego jak przygotowujący
się do skomplikowanego, choreograficznego układu tancerz. By napoleońska
taktyka zdała egzamin, potrzeba rekruta. Potrzeba mnóstwo rekruta!
Relacja poddany - władca jest de facto związkiem między ludzkim.
Opiera się na pewnej wymianie, dlatego poddany zrobi dla swojego króla wiele,
ale nie wszystko. Nie odda mu na przykład wszystkich sześciu synów do wojska.
Władza królewska pochodzi od Boga - to ją uzasadnia i legitymuje, ale również
ogranicza. Wystarczy jednak suwerenem w miejsce jednego, namaszczonego
człowieka uczynić Naród. Relacja jednego człowieka z czymś tak ogromnym jak
Naród nie jest relacją ludzką. Człowiek jest niczym wobec Narodu i dlatego
wobec Narodu człowiek zobowiązany jest do każdej ofiary. Musi oddać nie tylko
siebie, ale swoich synów, córki, dobytek, żonę na pohańbienie, wreszcie nawet
swoje zbawienie, jeżeli Naród tego wymaga. Naród jest bytem nie tylko
ponadjednostkowym - tym przecież jest także państwo, warunek cywilizacji -
Naród jest czymś ponadludzkim, sakralnym. Jak zły, bezrozumny bożek żąda
ofiar. Poddanym króla człowiek jest tylko jakąś częścią swojego jestestwa,
jest to jedna z jego ról, obok np. bycia ojcem, szewcem, katolikiem i
piwoszem. Bycie elementem narodu zajmuje osobę w całości. Wciąga, pochłania i
zobowiązuje do wszystkiego. Nie jest to jeszcze kwestia przymusu
zewnętrznego, jak w tyranii - przymus ten wypływa z człowieka. Jest tak
głęboko zinternalizowany, w procesie chyba najpierwotniejszej socjalizacji
(skoro nawet małe dziecko odpowiada na pytanie z wierszyka "Polak mały",
skoro już sześcioletniego malca znakiem "Orzeł biały"), że wydaje się
nieusuwalnym fatum.
Śląskość jest natomiast pojęciem średniowiecznym. Śląskość jest
nacją. Ślązacy, z racji zasadniczej plebejskości swojej kultury, może również
z powodu rozbieżności między religią wyznawaną a religią panująca w państwie
(od wojen śląskich), nie poddali się dziewiętnastowiecznej rewolucji
narodowej, do jakiej doszło w Europie. Gdy wynaleziono Niemców w czasie
wielkiego zrywu antynapoleońskich landwehr, nie stali się Niemcami. Gdy w
1848 odkryci zostali Czesi - nie stali się Czechami. Gdy przez cały XIX wiek
w warsztatach powstań i wieszczów wymyślano Polaków, nie zostali Polakami.
Prądom tym poddawały się jednostki - śląskie elity po części z
niemieckojęzycznych Ślązaków, poddanych króla Prus, stały się Niemcami. Część
Ślązaków, porwana szlachetnością polskich powstań stała się Polakami. Ale sam
żywioł śląski, sama ludzka masa pozostała śląska, a więc beznarodowa, śląska,
bo zakorzeniona w średniowieczu, nieświadomie konserwatywna.
Zgodnie ze średniowiecznym modelem relacji jednostka - ogół, w
miejsce wszechogarniającej przynależności narodowej, na Śląsku panowała - i
po części panuje nadal - lojalność wobec Państwa. Lojalność ta zakłada
poszanowanie prawa i instytuc