Dodaj do ulubionych

Czytajcie, bo warto...

22.04.05, 10:12
To treść artykułu, jaki miał ukazać się z ś.p. "Życiu". Autorem jest Szczepan
Twardoch, chyba z Pilchowic. Zarówno tekst, jak i jego dziennik (z którego to
czerpię), znajduje się na stronie: www.szczepan.twardoch.pl. Przeczytajcie -
na przekór utytułowanym błaznom, pisującym w "Sobótce", na przekór tym
wszystkim, którzy dowodzą, że nas - Ślązaków - nie ma.

Jak nie zostałem Polakiem - narodowość jako akt woli.

Ludzie dorośli, dumni ze swego sprytu, pytają swe dzieci, licząc na
konfuzję, jaką mogą wywołać tym podchwytliwym pytaniem: kogo bardziej
kochasz, mamę czy tatę? W podobny sposób, od stu z okładem lat, dwa wielkie
narody, tata - Niemcy i mama - Polska, pytają Ślązaków: kogo bardziej
kochasz, tatę czy mamę?
Tymczasem, przynajmniej w tym przypadku pytanie jest źle zadane, gdyż
powinno brzmieć: kogo bardziej nie cierpisz, Polaków czy Niemców? A Ślązak,
jak dobrze wychowane i ułożone dziecko a rebours, odpowiedzieć może, że nie
cierpi ich tak samo, ale za to bardzo mocno. Jako, że rodzice nie mieszkają
ze sobą, zasadniczo bardziej nie lubi się tego, z którym się mieszka.
Rezygnując z rozciągania powyższej metafory ponad miarę: obie strony
podzielają w zasadzie dwa założenie, leżące u podstaw owego nieszczęśliwego
pytania. Pierwsze zakłada, że człowiek, w tym wypadku mieszkaniec Śląska
(przez cały ten tekst, pisząc "Śląsk", mam na myśli Śląsk Górny. Dolny Śląsk
jest już wyłącznie nazwą krainy geograficznej), może być albo Polakiem, albo
Niemcem. Skoro Śląsk leży na pograniczu tych dwóch potężnych narodów (bo
któżby zawracał sobie głowę Czechami?), to opcje narodowe są dwie, nie ma
innych, ani tym bardziej pośrednich. Drugie założenie jest ważniejsze. Otóż
dla obu stron sens owego plebiscytowego pytania nie zakłada się na skłonieniu
pytanego do wyrażenia swej woli: "kim chcesz być, Polakiem czy Niemcem". Jest
to raczej pytanie-probierz. Obie strony przemilczają, pobrzmiewający gdzieś w
groźnym spojrzeniu wstęp: "Jesteś Niemcem/Polakiem. Pytamy cię teraz: czy
przyznajesz się do swojej niemieckości/polskości, czyś raczej zdrajcą i
zaprzańcem?" Nic dziwnego zatem, że tak wielu starszych Ślązaków na pytanie o
narodowość reaguje alergicznie. Znana jest mi opowieść o pewnym Ślązaku,
który podczas powstaniami zwanych polsko-niemieckich wojen o Śląsk, bez
gadania strzelał z rewolweru w stronę wchodzących na jego plac Polaków z POWu
lub Niemców z Selbschutzu , po równo i sprawiedliwie. Dzięki temu nikt nie
miał okazji zadać mu owego fatalnego pytania, zaś rewolwer gwarantował że
nikt nie spróbuje ukarać braku odpowiedzi. Zdjęcie owego Ślązaka wisi zresztą
w moim domu na ścianie zarezerwowanej na portrety przodków.
W spokojniejszych czasach naturalną reakcją z ponawiane tego
nieszczęsnego pytania jest stwierdzenie "Jestem Ślązakiem". Za tym idą
starania o zaistnienie w rzeczywistości oficjalnej, więc "zarejestrowanie
narodu", próby wymuszenia uznania. Próby te doprowadzić mogą Ślązaka do
desparacji - w końcu, nic dziwnego, gdy ciągle krzyczy już "nie jestem, nie
jestem, nie jestem Polakiem" i notorycznie spotyka się z odpowiedzą "jesteś,
tylko coś ci się pomyliło", lub "jesteś, tylkoś się Germanom sprzedał". Nie
odróżniając się niczym od swoich ziomków, całym sercem popieram te działania.
Gdy próbowano fałszować spis powszechny na zasadzie "nie ma takiej
narodowości jak śląska, może pan tu podać polską albo niemiecką" zawrzałem z
gniewu i oczywiście wraz z rodziną jestem jednym z tych 173 tysięcy, które
zdołały wymóc na rachmistrzu wpisanie słowa "śląska" w odpowiednią rubrykę i
uniknęły późniejszego wygumowania. A jednak, gdy ktoś używa zwrotu "naród
śląski" analogicznie do wyrażenia "naród polski" lub "naród niemiecki",
protestuję. Są Ślązacy. Ślązacy nie są Polakami ani Niemcami. Jednak Ślązacy
na razie nie stanowią narodu. Są nacją.
Mimo, że szkolna wersja historii stara się wywołać taką iluzję,
opowiadając jak to Polacy bili Niemców pod Grunwaldem, narody nie są tworem
odwiecznym. Gdy na przełomie XVIII i XIX wieku w Europie poddani jak za
dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieniali się w obywateli, z nacji,
ludów, tworzyły się też narody. Dużo jednak czasu musiało minąć, by
przynależność narodowa awansowała na najważniejsze zobowiązanie, jakie życie
nakłada na człowieka. Marszałkowi Blücherowi, od subtelnego podejścia do
strategii zwanemu "Marszałkiem Vorwärts" nikt nie robił wyrzutów, że za
młodu, służąc w szwedzkiej kawalerii bijał Prusaków. Nie przeszkodziło mu to
również stać się niemieckim bohaterem narodowym. Służba w armiach obcych
monarchów dla oficerów jeszcze w czasach wojen napoleońskich była rzeczą tak
naturalną, jak dzisiaj przejście menadżera z jednej korporacji do drugiej.
Jednak napoleońska taktyka wojska złożonego z niewyszkolonych rekrutów
sformowanych w głębokie kolumny, biegnących do ataku za Ojczyznę, okazała się
skuteczniejsza od pruskiej taktyki żołnierza wyszkolonego jak przygotowujący
się do skomplikowanego, choreograficznego układu tancerz. By napoleońska
taktyka zdała egzamin, potrzeba rekruta. Potrzeba mnóstwo rekruta!
Relacja poddany - władca jest de facto związkiem między ludzkim.
Opiera się na pewnej wymianie, dlatego poddany zrobi dla swojego króla wiele,
ale nie wszystko. Nie odda mu na przykład wszystkich sześciu synów do wojska.
Władza królewska pochodzi od Boga - to ją uzasadnia i legitymuje, ale również
ogranicza. Wystarczy jednak suwerenem w miejsce jednego, namaszczonego
człowieka uczynić Naród. Relacja jednego człowieka z czymś tak ogromnym jak
Naród nie jest relacją ludzką. Człowiek jest niczym wobec Narodu i dlatego
wobec Narodu człowiek zobowiązany jest do każdej ofiary. Musi oddać nie tylko
siebie, ale swoich synów, córki, dobytek, żonę na pohańbienie, wreszcie nawet
swoje zbawienie, jeżeli Naród tego wymaga. Naród jest bytem nie tylko
ponadjednostkowym - tym przecież jest także państwo, warunek cywilizacji -
Naród jest czymś ponadludzkim, sakralnym. Jak zły, bezrozumny bożek żąda
ofiar. Poddanym króla człowiek jest tylko jakąś częścią swojego jestestwa,
jest to jedna z jego ról, obok np. bycia ojcem, szewcem, katolikiem i
piwoszem. Bycie elementem narodu zajmuje osobę w całości. Wciąga, pochłania i
zobowiązuje do wszystkiego. Nie jest to jeszcze kwestia przymusu
zewnętrznego, jak w tyranii - przymus ten wypływa z człowieka. Jest tak
głęboko zinternalizowany, w procesie chyba najpierwotniejszej socjalizacji
(skoro nawet małe dziecko odpowiada na pytanie z wierszyka "Polak mały",
skoro już sześcioletniego malca znakiem "Orzeł biały"), że wydaje się
nieusuwalnym fatum.
Śląskość jest natomiast pojęciem średniowiecznym. Śląskość jest
nacją. Ślązacy, z racji zasadniczej plebejskości swojej kultury, może również
z powodu rozbieżności między religią wyznawaną a religią panująca w państwie
(od wojen śląskich), nie poddali się dziewiętnastowiecznej rewolucji
narodowej, do jakiej doszło w Europie. Gdy wynaleziono Niemców w czasie
wielkiego zrywu antynapoleońskich landwehr, nie stali się Niemcami. Gdy w
1848 odkryci zostali Czesi - nie stali się Czechami. Gdy przez cały XIX wiek
w warsztatach powstań i wieszczów wymyślano Polaków, nie zostali Polakami.
Prądom tym poddawały się jednostki - śląskie elity po części z
niemieckojęzycznych Ślązaków, poddanych króla Prus, stały się Niemcami. Część
Ślązaków, porwana szlachetnością polskich powstań stała się Polakami. Ale sam
żywioł śląski, sama ludzka masa pozostała śląska, a więc beznarodowa, śląska,
bo zakorzeniona w średniowieczu, nieświadomie konserwatywna.
Zgodnie ze średniowiecznym modelem relacji jednostka - ogół, w
miejsce wszechogarniającej przynależności narodowej, na Śląsku panowała - i
po części panuje nadal - lojalność wobec Państwa. Lojalność ta zakłada
poszanowanie prawa i instytuc
Obserwuj wątek
    • jens11 Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 10:15
      Zgodnie ze średniowiecznym modelem relacji jednostka - ogół, w miejsce
      wszechogarniającej przynależności narodowej, na Śląsku panowała - i po części
      panuje nadal - lojalność wobec Państwa. Lojalność ta zakłada poszanowanie prawa
      i instytucji, szacunek względem urzędników, wreszcie zaniechanie refleksji, na
      jakąż to wojnę Jego Cesarska Mość raczy wzywać. Lojalność ta nie jest ani
      bezwzględna ani absolutna - chociaż, paradoksalnie, przynależacym do narodów,
      wydaje się czymś przesadnym. Jakimż jednak poświęceniem jest punktualność,
      szacunek względem nauczyciela, tudzież podporządkowywanie się przepisom wobec
      ofiar, jakie ponosi się dla Narodu? Często lojalność wobec państwa ta jest
      rozumiana opacznie, jako zdrada wobec narodu - tak przecież często przedstawia
      się służbę Ślązaków w Wehrmachcie w czasie drugiej wojny światowej.
      W najlepszym razie owe wojenne losy Ślązaków przedstawiane są jako
      głęboko tragiczne. 1 września 1939 składająca się wyłącznie z Górnoślązaków
      mikołowska kompania batalionu ON "Katowice" pod dowództwem kpt. Tytusa
      Wikarskiego, zapisała piękną kartę, broniąc bohatersko wzgórza 341. Kompania
      straciła 50% stanu, mimo to prosiła by jej nie luzować, chcieli walczyć dalej.
      Ślązacy, wchodzący w skład polskiej 55 dywizji piechoty, bronili się przed 8 i
      28 dywizją piechoty Wehrmachtu, które również rekrutowały się przede wszystkim
      ze Ślązaków. Niewątpliwe bohaterstwo żołnierzy Wikarskiego łatwo uznać Polakom -
      jednak służba Ślązaków w Wehrmachcie jest uznawana jako zdradę. Wrażliwsi na
      pogmatwane śląskie losy Polacy zauważą tragiczność tych wydarzeń - pod
      Mikołowem, tak samo jak później na froncie wschodnim, pod Monte Cassino (wielu
      Ślązaków służyło u Andersa, wielu również u fallschrimmjegrów), w Ardenach
      (gdzie walczył w zimie 44/45 mój dziadek, Oskar), brat strzelał do brata,
      jeżeli nie dosłownie, to blisko tej dosłowności. Dlaczego jednak nikt nie
      zauważa wzniosłości postawy, która każe wykazać się lojalnością wobec swojego
      państwa? Czy nawet po pół wieku tak trudno zrozumieć, że i ci służący w WP i ci
      służący w Wehrmachcie, mogli postępować słusznie, zgodnie z własnym sumieniem?
      Oczywiście, wojna '39 ze strony Niemiec nie spełniała żadnego z warunków wojny
      sprawiedliwiej, i historyczna słuszność niewątpliwie stała po stronie Polski.
      Jednak historia nie zna wojen obustronnie słusznych, i nie zna narodów, które
      nigdy toczyły wojen zaborczych. Takie wojny znajduje się jedynie w
      podręcznikach historii dla szkół podstawowych. Zaś konserwatywny poddany,
      zwłaszcza konserwatywny najdoskonalej, bo w naturalny, nieświadomy sposób, nie
      usiłuje zastąpić generałów i marszałków i nie ocenia zasadności i słuszności
      wojny. Na nich spada moralna odpowiedzialność za wywołanie wojny - honorem
      poddanego jest spełnić swój obowiązek.
      Śląska "beznarodowość" jest we współczesnym świecie postawą
      anachroniczną i znika w bardzo szybkim tempie. Podobnie jak w XIX wieku śląskie
      elity stały się Niemcami, tak dzisiaj część Ślązaków staje się Polakami, zaś
      część pozostaje przy swojej nacji, lub tworzy zręby rzeczywistości jeszcze
      nieistniejącej, tworzy naród śląski, którego jeszcze nie ma tak, tak samo jak
      np. w XVIII wieku nie było narodu czeskiego, byli tylko Czesi.
      Przyjęcie samego siebie do jakiejś narodowości jest aktem wyboru. Na
      Śląsku widać to najwyraźniej, gdy z dwóch rodzonych braci jeden został
      Polakiem, drugi zaś Niemcem. Tymczasem, w Polsce narodowość rozumiana jest jak
      coś przyrodzonego, jak kolor oczu czy profil nosa. Oczywiście, w zasadniczo
      homogenicznym narodowo kraju, rzecz może tak wyglądać. Nic dziwnego więc, że
      próby zarejestrowania narodowości śląskiej wywołały nieco nerwową reakcję,
      chociaż utrzymaną w żartobliwym tonie. Ktoś próbował ośmieszyć fakt
      przyznawania się do narodowości śląskiej próbą zarejestrowania narodowości
      pipsztyckiej, od Pipsztyc Dolnych, ktoś z kolei twierdził, że skoro Polak
      (mieszkający na Śląsku) może powiedzieć, że jest Ślązakiem i przez to być
      Ślązakiem, to on deklaruje, że jest Bantu. Wynika taka postawa z przekonania,
      że Polakiem człowiek się rodzi, tak jak rodzi się blondynem lub brunetem.
      Oczywiście, fakt urodzenia w polskiej rodzinie ma znaczenie fundamentalne i
      podstawowe dla wyboru narodowości - ale jednak element wyboru pozostaje, nawet
      u tych Polaków, którzy nie urodzili się na terenach kulturowo zróznicowanych.
      Wystarczy chociażby wskazać na ogromną rzeszę urodzonych w Polsce Amerykanów.
      Amerykanów polskiego pochodzenia - ale już Amerykanów. Zostali Amerykanami w
      akcie świadomego wyboru. Tak jak Napoleon w którymś momencie zrezygnował z
      młodzieńczych marzeń o powstaniu na Korsyce i wybrał bycie Francuzem. Tak jak
      Teodor Parnicki w dalekiej Mandżurii wbrew wszystkiemu postanowił zostać
      Polakiem.
      Dlaczego więc 173 tysiące Ślązaków nie wybrało polskości? Nie mogę
      odpowiadać za wszystkich, mogę jednak odpowiedzieć na pytanie: dlaczego więc
      nie jestem Polakiem?
      Warunki, aby Ślązacy stali się Polakami wydają się być najlepsze w
      historii. Śląsk od sześćdziesięciu, w części nawet od osiemdziesięciu z góra
      lat znajduje się na terenie jednorodnego narodowo polskiego państwa. Fakt, że
      przez pięćdziesiąt z owych sześćdziesięciu było to państwo wasalne, nie ma
      tutaj znaczenia. Pierwszy raz w swojej historii Górny Śląsk nie ma ciągłej,
      geograficznej łączności z Niemcami. Przez całą swoją historię Górny Śląsk był
      pograniczem Polski i różnego rodzaju państw z przewagą żywiołu niemieckiego
      (cesarstwa habsburskiego, Prus, cesarstwa niemieckiego, Republiki Weimarskiej,
      III Rzeszy). Nagle stał się krainą posiadającą co prawda niewielką niemiecką
      mniejszość, ale od Niemiec odciętą zupełnie. Niemcy na Śląsku są w diasporze.
      Dolny Śląsk, w całości zasiedlony przez Polaków, sprawił, że Górny Śląsk
      przestał być pograniczem w sensie kulturowym, pozostając jedynie "byłym"
      pograniczem. Geograficzna bliskość z Czechami zdaje się kulturowych
      konsekwencji obecnie nie przynosić żadnych, zwłaszcza od czasu, gdy zrównały
      się w Polsce i Czechach ceny alkoholu.
      Obracam się w polskiej kulturze, jestem w niej zanurzony, piszę po
      polsku, czytam polskie książki - w XIX wieku, w warunkach odmiennych, ale
      równie sprzyjających, cała praktycznie śląska elita stała się Niemcami. Nie
      nazwę tego "zniemczeniem", gdyż to ukochane słowo peerelowskiej propagandy i
      historii już nieodwołalnie kojarzyć się musi z jednej strony ze zdradą,
      odszczepieństwem i zaprzaństwem, z drugiej zaś ze strasznym, brutalnym
      przymusem, "pruskim knutem", Hakatą, Bismarckiem, Kulturkampfem i innymi
      zaklęciami, które wypełniały i wypełniają podręczniki, by zaklinać dziecięce
      umysły. Tymczasem proces ów był historyczną codziennością - jak Galowie stali
      się Rzymianami, Anglowie, Sasi i Normanowie zmieszani razem w celtyckim garnku
      dali Anglików, tureccy nomadzi zmieszani ze Słowianami dali Bułgarów,
      Akwitańczycy stali się Francuzami, zaś w maju 1945 wszyscy Niemcy mieszkający w
      Austrii jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienili się w Austriaków
      (nie kpię, sądzę, że naprawdę doszło do takiej czarodziejskiej przemiany), tak
      śląska szlachta i inteligencja w XIX wieku stawała się Niemcami. Proces
      polonizacji Ślązaków w drugiej połowie XX w. jest równie naturalnym procesem.
      Oczywiście, zanik odrębności kulturowej zawsze wywołuje nostalgię, jednak
      przenikanie, zlewanie i dzielenie się narodów jest stałym elementem historii.
      Pytanie brzmi, dlaczego proces ów przebiega tak powoli, słabo i
      powierzchownie. Odpowiedź jest prosta. Zwyczajnie, polskość nie jest już
      atrakcyjna. W wieku XVI Stanisław Orzechowski pisał o sobie "gente ruthenus,
      natione polonus". Ślązacy nie piszą o sobie dzisiaj "gente silesius, natione
      polonus" ponieważ polskość dzisiaj nie oferuje tego, co oferowała pięćset lat
      temu. W połowie XVI wieku Rz
      • jens11 Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 10:16
        W połowie XVI wieku Rzeczpospolita była potężnym krajem, lokalnym mocarstwem,
        ale to nie siła wojsk decyduje o wyborze narodowości. Polski był językiem który
        w Moskwie był językiem dworu, zaś w całej środkowowschodniej Europie był lingua
        franca, w którym korespondencję dyplomatyczną czy handlową prowadzili między
        sobą mołdawski hospodar z sułtanem tureckim. Stając się Polakiem, wstępowało
        się w polityczną wspólnotę ludzi wolnych - o ileż lepiej było być polskim
        szlachcicem, niż ruskim bojarem! O kulturowej potędze I RP decydowała właśnie
        żywotność i atrakcyjność tego politycznego narodu, jednego z pierwszych narodów
        Europy.
        Polskość nie musi być zresztą imperialna. W zasadzie rdzeń nowoczesnej
        polskości ukształtował się, gdy mocarstwowość była już tylko bladym
        wspomnieniem minionego złotego wieku. A jednak nawet w dobie najgłębszego
        upadku państwa, polskość przyciągała. Przyciągali do siebie bohaterstwem
        napoleońscy żołnierze, tak jak podziw budzić musiał ogrom wysiłku wojennego
        małego Księstwa Warszawskiego. Polskość była atrakcyjna w czasach Cudu nad
        Wisłą, Powstania Warszawskiego, Monte Cassino, Tobruku, Narwiku, Bitwy pod
        Anglię.
        Na "wolnym rynku" narodowości, poszczególne towary mają różną "grupę
        docelową", różne więc cechy decydują o ich atrakcyjności. Nie zostaje się
        Anglikiem z miłości do spontaniczności i wylewności, ani Francuzem z
        zamiłowania do porządku. Chateaubriand pisał o Polakach: "ci Francuzi Północy",
        w czasach kiedy jeszcze francuska myśl wojskowość nie była synonimem
        tchórzostwa, zachwycając się polską walecznością, której niewątpliwe dowody
        oglądał przez kilkanaście lat. I to właśnie ta opluwana i wyśmiewana polska
        ułańska fantazja, waleczność, romantyzm żołnierza - poety, to właśnie to
        potrząsanie szabelką, było głównym walorem polskośći. Przecież nie "polski
        most", tak jak nie "niemiecki post, włoskie nabożeństwo", bo "wszystko to
        błazeństwo", jak mówiło XVII-wieczne przysłowie.
        Dzisiaj o Francuzach, potomkach zwycięzców spod Lipska, Wagram,
        Marengo, Borodino opowiada się dowcipy o czołgu posiadającym pięć biegów do
        tyłu i jeden do przodu, na wypadek, gdyby trzeba się salwować ucieczką w przód.
        Podobnie naród, który wydał obrońców mikołowskiego wzgórza 341,
        dzisiaj, straciwszy w trwającej rok wojnie 17 żołnierzy (chwała ich pamięci!) z
        przerażeniem żąda wycofania swoich wojsk z Iraku. Przemówienie Becka z sierpnia
        1939, wskazujące na hierarchię dwóch wartości - pokoju i honoru nie tylko
        zostało zapomniane - zostało wyśmiane i wyparte ze świadomości. Naród, który
        jako jeden z nielicznych w czasach II wojny światowej pozostał wierny swojej
        stronie, nie wydając zdrajców, dzisiaj na internetowych forach własnych
        żołnierzy nazywa bandytami i kibicuje wrogom. To już nie jest głupota, to
        zdrada. Jeżeli w XXI wieku Polak cieszy się ze śmierci polskiego żołnierza w
        Iraku, krzycząc na forum internetowym "śmierć polskim okupantom!", to nie jest
        już ważne jak odosobnione jest to zdanie. Skoro nie spotyka się z absolutnym
        społecznym ostracyzmem, skoro nie wyciąga się wobec niego karnych konsekwencji,
        to znaczy, że śmierć powstańców warszawskich, krew przelana w obronie honoru
        właśnie, rozlana została na marne i pięćdziesiąt lat po zakończeniu II WŚ
        desygnat pojęcia "polskość" jest czymś absolutnie odległym o desygnatu sprzed
        pięćdziesięciu, osiemdziesięciu czy dwustu lat. I taka polskość mnie już nie
        interesuje.
        Polakom przydarzyło się to, co przydarzyło się wszystkim narodom
        europejskim. Muzułmanie we Francji lub w Niemczech nie stają się Francuzami czy
        Niemcami, toczą raczej z Europą swoją cichą wojnę, w której główną bronią jest
        kołyska. Narody europejskie, między nimi Polacy, wyrzekły się swego narodowego
        charakteru. Zjednoczenie Europy nie odbywa się, jak chcieli jego ojcowie, na
        fundamencie wspólnoty chrześcijańskiej cywilizacji - zamiast wspólnotą
        wartości, Europa jest raczej wspólnotą pragnień i chuci.
        Naród amerykański, zawsze narodem był inaczej niż narody europejskie,
        gdyż stanowił bardziej wspólnotę polityczną, niż wspólnotę kulturową,
        historyczną czy społeczną. Dlatego zachował swoją żywotność i siłę
        przyciągania. Ale decydujące zdaje się być zachowanie narodowej mitologii - tak
        wyśmiewana w Europie wiara w "the american way of life", w selfmade-mana,
        wreszcie obecna wszędzie duma narodowa, publicznie, lecz naturalnie celebrowany
        patriotyzm. To dlatego Latynosi, dokonując swoistej rekonkwisty Ameryki
        Północnej, nie pozostają w diasporze, jak Arabowie we Francji, lecz stają się
        Amerykanami. Katolickimi, nawet hiszpańskojęzycznymi - ale Amerykanami. Nawet
        jeżeli za pięćdziesiąt lat USA będą miały dwa języki urzędowe, hiszpański i
        angielski, ciągle pozostaną amerykańskie. A tymczasem w Europie synowie
        Polaków, Niemców i Francuzów wybiorą sobie inną narodowość.

        Szczepan Twardoch
        • silesianmann Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 10:29
          Nic orginalnego.Jereczynski bis.tania "slonzakologia" dla ubogich,troche
          emocji+duzo ignorancji ;)))
          • Gość: . Re: Czytajcie, bo warto... IP: 81.210.102.* 22.04.05, 10:47
            Aleś się wypisał. Takie długie zdanie a zero treści.
            Sam jad.
            • nowycynik7 Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 11:25
              jak chcesz wiedziec co to je richtich jad to luknij na to co szkrobnou Arnold

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=639&w=22690157
              • bartoszcze Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 11:28
                nie ma to jak zapomnieć hasła do konta:)))
                • nowycynik7 Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 11:29
                  ja mosz recht :)))
                • eichendorff Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 11:32
                  bartoszcze napisał(a):

                  > nie ma to jak zapomnieć hasła do konta:)))

                  Qrcze! Ja myślałem, że to schizofrenia, a to tylko skleroza.
                  Przepraszam Piaście ;-)
                  • nowycynik7 Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 11:36
                    nie przeproszei wyboczom.kozdy moze sie roz abo dwa majgnonc :)
          • Gość: tow. stalin Re: Czytajcie, bo warto... IP: 62.29.136.* 22.04.05, 12:39
            silesianmann napisał:

            > Nic orginalnego.Jereczynski bis.tania "slonzakologia" dla ubogich,troche
            > emocji+duzo ignorancji ;)))

            eeee, bardzo dużo emocji + dużo ignorancji :)
            • slezan Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 18:17
              Ale merytoryczna krytyka! Jestem jak zwykle pod wrażeniem:-).
              • Gość: tow. stalin Re: Czytajcie, bo warto... IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 23.04.05, 21:53
                slezan napisał:

                > Ale merytoryczna krytyka! Jestem jak zwykle pod wrażeniem:-).

                poziom wypowiedzi dopasowuję do poziomu intelektualnego rozmówców, panie
                slezan. ale i tak mało kto czyta ze zrozumieniem...
                • slezan Re: Czytajcie, bo warto... 24.04.05, 09:54
                  Zauważyłem, że prezentujesz inteligencję z innej planety.
                  • Gość: tow. stalin Re: Czytajcie, bo warto... IP: 62.29.136.* 25.04.05, 08:34
                    slezan napisał:

                    > Zauważyłem, że prezentujesz inteligencję z innej planety.

                    nie, ja twardo stapam po Ziemi, w przeciwieństwie do kiektórych :)
    • eichendorff Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 11:00
      Trudno się nie zgodzić.
      Fragment o średniowiecznej anachroniczności śląskiego narodu (czy nacji - jak
      woli autor) jest bardzo trafny. Wszak Ślązacy nigdy na poważnie nie brali pod
      uwagę możliwości zabijania innych (Polaków czy Niemców) w imię wolności Śląska.
      Czasem przy piwie lub na internetowym forum, ktoś zażartuje, że ruszy na
      barykady przy przepędzić polskich najeźdźców, ale - podkreślam - to wszystko
      odbywa się w kategoriach żartu (tak, tak drogi Piaście!). Nie twierdzę jednak,
      że w pewnym momencie, za 10, 20 lat, śląski naród nie stanie
      się "nowocześniejszy" i takie pomysły nie będą traktowane na poważnie. Mam
      nadzieję, że śląska tożsamość będzie się rozwijać w innym kierunku, ale nie
      mogę teraz zagwarantować tego, że tak się stanie. Wszak mamy od kogo się uczyć
      ksenofobii i nietolerancji... :-(
      • silesia7 Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 12:33
        mimo wszystko wierze w zbiorową śląską mądrość- Eichendorff - bedzie dobrze i doczekamy sie autonomii Gornego Slaska (naturalnie zapraszamy inne regiony do starania sie o swoją autonomię)
        • aqua Re: Czytajcie, bo warto... 22.04.05, 21:17
          Poeta grosi nam zemstą Shlonzaków, ale za co? Pewno że ich Polacy nie kochają:)
          • rico-chorzow Re: Czytajcie, bo warto... 23.04.05, 01:13
            aqua napisał:

            > Poeta grosi nam zemstą Shlonzaków, ale za co? Pewno że ich Polacy nie kochają:)


            To tak jak z miłością dwóch gołąbków pokoju,i sobie gruchają,raz ten temu
            gruchnie,a innym razem ten drógi mu gruchnie - pokojowo -.
          • eichendorff Re: Czytajcie, bo warto... 23.04.05, 10:22
            aqua napisał:

            > Poeta grosi nam zemstą Shlonzaków, ale za co? Pewno że ich Polacy nie
            kochają:)

            Gdzieś Ty tam znalazł groźby?????????????????????
            • slazak.z.cieszyna Re: Czytajcie, bo warto... 23.04.05, 15:01
              Piekny tekst, obawiam sie jednak, że troche za mądry dla czesci "forumowiczów".
              Paza tym mam wrażenie, że autor zapomiał o "mojej" cześci tej krainy.
              pozdrawiam!
              • eichendorff Re: Czytajcie, bo warto... 23.04.05, 15:12
                slazak.z.cieszyna napisał:

                > Piekny tekst, obawiam sie jednak, że troche za mądry dla
                > czesci "forumowiczów".

                Być może masz rację. Nikt nie chce podjąc tego, jakże ciekawego tematu :-(

                > Paza tym mam wrażenie, że autor zapomiał o "mojej" cześci tej krainy.

                Chyba nie:
                "Skoro Śląsk leży na pograniczu tych dwóch potężnych narodów (bo
                któżby zawracał sobie głowę Czechami?), to opcje narodowe są dwie, nie ma
                innych, ani tym bardziej pośrednich"
                Wskazał tylko, że w Polsce i Niemczech myślenie jest dualne: albo Polska, albo
                Niemcy. Nigdzie nie ma napisane, że to są jego poglądy. Zresztą nawet gdyby
                były, to zapewniam Cię, że więszkość Ślązaków (o ugruntowanej śląskiej
                tożsamości) nie zapomina o braciach, którzy pozostali po czeskiej stronie
                granicy.
                • slazak.z.cieszyna Re: Czytajcie, bo warto... 23.04.05, 17:05
                  :))))))))
                  Dzięki za wyjaśnienie, ale wrażenie mimo to zostaje.

                  poza tym jestem "bratem" z polskiej strony.
                  a "bracia czescy" :)))))))))) to chyba oddalają się tochę, niestety.

                  pozdrawiam "bracie" poeto!

                  • rico-chorzow Re: Czytajcie, bo warto... 24.04.05, 02:21
                    slazak.z.cieszyna napisał:

                    > :))))))))
                    > Dzięki za wyjaśnienie, ale wrażenie mimo to zostaje.
                    >
                    > poza tym jestem "bratem" z polskiej strony.
                    > a "bracia czescy" :)))))))))) to chyba oddalają się tochę, niestety.
                    >
                    > pozdrawiam "bracie" poeto!


                    Moim Przodkom,też "ktoś" kiedyś napisał w ulotkach - Bracia Slązacy,my nie
                    chcemy Waszego węgla,my chcemy Was -,zostało przy tym przeklętym węglu i ten
                    "ktoś" został.
    • eichendorff Brak komentarzy! 24.04.05, 12:50
      Czy naprawdę nikt nie ma nic ciekawego do powiedzenia na temat tego artykułu?
      :-((((((((((((((((((((((((((((((
      • jens11 Re: Brak komentarzy! 25.04.05, 10:42
        Ano niestety, Eichendorff... Tak to już jest - gdyby Ballest zamieścił tu
        którąś ze swoich filipik, wątek pękałby od wpisów oburzonych obrońców "polskiej
        racji stanu" i "narodowej dumy" (cokolwiek by to nie było). Jednak spokojna,
        rzeczowa polemika to już inna para kapci - można trysnąć żółcią (jak kilku
        pierwszych "pyskutantów"), ale wystarcza tego zaledwie na jeden wpis. Później
        kończy się i wiedza, i zapewne żółć (choć w to drugie trudniej mi uwierzyć).
        Innymi słowy - naszym interlokutorom najwidoczniej brak po prostu
        intelektualnych kwalifikacji do czegoś, co wykracza ponad poziom knajpianej
        rozróby. I niech to będzie konkluzją.
        • eichendorff Re: Brak komentarzy! 26.04.05, 11:25
          Wielka szkoda!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          Bo to jeden z najciekawszych artykułów na temat Ślązaków, które przeczytałem.
          Nawet jeśli z niektórymi poglądami autora się nie zgadzam, uważam, że mógłby
          artykuł ten być wspaniałym wstępem do dyskusji na temat przyszłości Ślązaków i
          całego Śląska.
          • piast1025 Re: Brak komentarzy! 26.04.05, 11:29

            Dziwne eichendorff, że nie krytykujesz jensa (he,he,he) za wklejenie artykułu i
            brak jego merytorycznych wypowiedzi, jak masz czasem w zwyczaju ;-D A wręcz
            przeciwnie...Znów mierzysz inną miarą... ;-D Sorry, że się czepiam, ale - jak
            zauważyłeś - czuję się dziś rześko (mimo wieku) i jestem w bojowym
            nastroju... ;-D
            • jens11 Re: Brak komentarzy! 26.04.05, 12:18
              Aaa, witamy, Prezesie Spyra! Może jednak Prezes ustosunkowałby się najpierw do
              treści artykułu? Na personalne wycieczki przyjdzie jeszcze czas. No, chyba, że
              wiek pozwala już tylko na zgryźliwość.
              • piast1025 Re: Brak komentarzy! 26.04.05, 13:13

                Witaj! Masz jens mało kolegów? Czujesz się samotny? Czemu zatem odpowiadasz na
                posty adresowane nie do ciebie? Czy cierpisz na chorobę sierocą? Tak bardzo
                chcesz zaistnieć na tym forum? Dlaczego jesteś taki niegrzeczny (he,he,he) i
                zwracasz się do ludzi po nazwisku? Mogę ci pomóc - napisz na moją skrzynkę o
                swoich kłopotach, resztą się (he,he,he) już ja zajmę... ;-DDD
                • jens11 No co też Prezes... 26.04.05, 15:09
                  Nie sądziłem, że wstydzi się Prezes swego nazwiska. Choć to, gdy się
                  zastanowić, zrozumiałe - dekoruje ono wszak tak podejrzane imprezy, jak niejaki
                  ROPŚ. Żaden zatem zaszczyt być po nazwisku wywoływanym, wiedząc, jakie ma
                  żenujące konotacje. Zawsze jednak można zmienić nazwisko, albo też - przestać
                  się wygłupiać. To drugie jest i prostsze, i zdrowsze.
                  A gdybym chciał zaistnieć, udzielałbym się wszak nie na tym prowincjonalnym
                  śląskim forum, lecz innym - tłumnie obleganym i namiętnie czytanym forum ROPŚ.
                  Dlatego też upraszam Prezesa, by nie zarzucał mi braku skromności.
                  • piast1025 Re: No co też Prezes... 26.04.05, 15:15
                    Kiepski z ciebie "Sherlock Holmes", ale jak się dobrze bawisz - to świetnie, o
                    to właśnie w tym wszystkim chodzi! pyrsk!
                    • jens11 Pyrsk, Prezesie! 26.04.05, 15:21
                      • rico-chorzow Jens! 26.04.05, 19:00
                        dlaczego zakładasz taką dużą ilość głupowatych wątków na Silesianie?,dlaczego
                        tak często oferujesz niektórym adwersarzom pomoc lekarską,Piast 1025 Pajac
                        Główny takich rzeczy nie robi!!!,jest bardzo skromny,żeby nie powiedzieć jest
                        anachoretą forumowym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka