korfantydrugi
07.07.06, 10:11
Czy nawet w tej beznadziejnej - zdawało by się - sytuacji, na "5" minut przed
wybuchem wojny, nie istniała szansa na uratowanie Polski, na oszczędzenie
dużemu, ludnemu, jako tako uzbrojonemu i przecież już nie najbiedniejszemu w
Europie państwu losu, jaki stał się naszym udziałem kilka miesięcy czy tygodni
później ? Myślę, że w zaistniałych okolicznościach, przy spodziewanym braku
realnej pomocy wojskowej ze strony Francji oraz wyraźnie prowokującej Polskę
do wojny Anglii (interesy Anglii są wieczne, a sojusznicy się zmieniają) oraz
perspektywie uderzenie ze wschodu, należało jednak - póki to było możliwe, a
było jeszcze w sierpniu 1939 r.- wycofać się z wojny między mocarstwami, czyli
przyjąć, okresowo i taktycznie, postawę życzliwej neutralności w stosunku do
Niemiec. W jej ramach mieściłoby się między innymi: włączenie Gdańska do
Rzeszy, przeprowadzenie (choćby i 10!) eksterytorialnych autostrad przez
polskie Pomorze, zdecydowane, w razie konieczności wręcz brutalne, wyciszenie
propagandy antyniemieckiej w Kraju (trudno, Ojczyzna jest ważniejsza od
d...kracji) , regularne dostawy żywności dla III Rzeszy, być może dostarczenie
na potrzeby Wehrmachtu jakiejś polskiej ochotniczej mutacji hiszpańskiego
"Division Azul" (z przeważającym wszelako udziałem mniejszości narodowych:
Niemców i Ukraińców; strzeżonego Pan Bóg strzeże!) oraz... konsekwentne i
bezczelne wymuszanie od Niemców dostaw pełnowartościowego sprzętu wojskowego
na przyszłą (oczywiście nigdy nie braną poważnie przez Polaków pod uwagę)
"krucjatę antybolszewicką" na Wschodzie. Nim przejdziemy do wyimaginowanego
rozwoju wojennych wydarzeń oraz ich konsekwencji dla Polski, odpowiedzmy sobie
na pytanie, czy Adolf Hitler zaryzykowałby taki układ? Otóż, w odróżnieniu od
95% Polaków uważam, że był to wprawdzie polityk wyjątkowo brutalny, cierpiący
do tego na antyslawizm (bardziej jednak w odniesieniu do Czechów niż Polaków -
spuścizna po austriackiej części C.K. monarchii, gdzie się urodził i wychował)
, ale jednak nie wolny od swoistego (gdyż wybiórczego) realizmu i
umiarkowania, które zresztą od czasu do czasu nie opuszczały go w latach
ostatniej wojny (propozycje pokojowe wobec Anglii, tolerowanie "szczwanego
lisa", marszałka Petain, "miękka" okupacja Danii bez przesuwania granicy na
płw. Jutlandzkim, stosunkowo "lekkie" przymuszanie gen. Franco do udziału w
wojnie itd.). Myślę zatem, że propozycję Polski by przyjął, gdyż - po pierwsze
i ostatnie- miałby zapewniony spokój na Wschodzie przed ofensywą na Zachodzie
oraz perspektywę (zresztą złudną) udziału 50 - 60 dywizji polskich w wojnie
przeciwko ZSRR. Proszę przy tym zwrócić uwagę na pozycje wyjściowe "koalicji
niemiecko - polsko - jakiejś tam" : linia od Połocka na północy (plus być może
państwa bałtyckie) po niemal Kamieniec Podolski na południu, nie zaś, jak to
miało miejsce w 1941 r., linia Bugu, Sanu itd. Tak, dla Hitlera lepiej było
graniczyć w 1939 r. z "przyjazną", "sposobiącą się do wojny po stronie
Niemiec" i obiektywnie słabszą Polską niż tolerować z musu szwendających się
na granicy Prus Wschodnich, czy w Przemyślu żołnierzy równie brutalnego (i
stanowiącego wielką niewiadomą) Józefa Stalina. W takim układzie spodziewany
rozwój wydarzeń wyglądałby moim zdaniem następująco. Po pokojowym
"spacyfikowaniu" Polski Hitler uderza na sprzymierzoną z Anglią Francję... i
tu czeka go pierwsza przykra niespodzianka. Francuzi i Anglicy biją się z
ogromną determinacją (Anglicy oczywiście uprzedzają niemiecką inwazję
Norwegii, co fatalnie odbija się na produkcji wojennej III Rzeszy), gdyż zdają
sobie sprawę, że w razie zdecydowanego sukcesu Hitlera nie mogą liczyć (ani
nawet zakładać, jak to miało miejsce w roku 1940), iż zupełnie "wyautowana"
Rosja niedługo przystąpi do gry (Stalin, rzecz jasna, nawet nie śni o
wkroczeniu do wschodnich rejonów RP obsadzonych przez mrowie dozbrojonych
przez Niemcy polskich jednostek wojskowych ; poza tym od strony Chin szachują
go Japończycy).Opór aliantów nadto tężeje po stosunkowo szybkich i obfitych
dostawach amerykańskiego sprzętu wojskowego (międzynarodowa finansjera nie
może sobie pozwolić na absolutną przewagę w Europie Niemiec "tego zwariowanego
i nieobliczalnego ").W konsekwencji front zastyga "gdzieś we Francji".Nie ma
zdecydowanego przełomu w działaniach wojennych. "Im Westen nicht Neues".
Jednocześnie alianci coraz częściej zerkają w stronę neutralnej Polski, dając
jej niedwuznacznie do zrozumienia, że jej ewentualne wejście do wojny
przeciwko Niemcom byłoby jak najbardziej pożądane. Polacy, owszem, godzą się,
ale stawiają określone postulaty terytorialne. Mają ku temu podstawy: Kraj
jest niezniszczony, rząd , dajmy na to, p. premiera Studnickiego rządzi z
Warszawy (bardziej to komfortowa sytuacja od wycierania parysko- londyńskich
hotelowych posadzek przez biedniutko- szlachetnych emigrantów ), natomiast
nasz atut podstawowy, Wojsko Polskie, zdolne jest wykonać na ograniczoną skalę
ofensywę. Wzięte w dwa kleszcze Niemcy kapitulują (Hitler w tym momencie jest
już zapewne politycznym niebytem). Na konferencji pokojowej polska delegacja
żąda Śląska Opolskiego wraz z przyległościami (zapewne po Kotlinę Kłodzką ; w
geście dobrej woli przekazujemy jej południowo-zachodnią część naszym
naturalnym sojusznikom- Czechom), ziem tzw. pogranicza (Babimojszczyzna,
Wschowa, Milicz, zachodnie skrawki historycznej Wielkopolski, Złotów, zapewne
Wałcz itd.) oraz istotnego rozszerzenia na zachód w kierunku Pomorza
Środkowego (Bytów, Lębork, tereny aż po jezioro Łebsko oraz Słupsk do Polski).
Ponadto bezdyskusyjnie otrzymujemy całe Prusy Wschodnie, czyniąc drobne
ustępstwa terytorialne na rzecz Litwinów, którzy raz na zawsze muszą zapomnieć
o pretensjach do polskiego Wilna. Tym samym brak Szczecina rekompensuje
Królewiec. W ten sposób, po oczywistym zaakceptowaniu realistycznych
postulatów strony polskiej przez naszych "starych-nowych" sojuszników
(oczywiście żądamy więcej, tak aby móc "z żalem" ustąpić np. w sprawie
"odwiecznie polskiej Jeleniej Góry") , niezniszczona Rzeczypospolita z
promieniejącą Warszawą, dumnym Lwowem, pięknym Wilnem, strategicznym
Królewcem, Gdańskiem, Poznaniem, Opolem i urokliwym Kłodzkiem, uzyskuje
mieszany-"piastowsko- jagielloński" kształt terytorialny. Jest to państwo
silne, stabilne, o ugruntowanej i wzrastającej (tu ukłon w stronę narodowców)
przewadze żywiołu polskiego. Nie może być inaczej: naprawdę wygraliśmy tę wojnę!