Dodaj do ulubionych

Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nimcami

07.07.06, 10:11
Czy nawet w tej beznadziejnej - zdawało by się - sytuacji, na "5" minut przed
wybuchem wojny, nie istniała szansa na uratowanie Polski, na oszczędzenie
dużemu, ludnemu, jako tako uzbrojonemu i przecież już nie najbiedniejszemu w
Europie państwu losu, jaki stał się naszym udziałem kilka miesięcy czy tygodni
później ? Myślę, że w zaistniałych okolicznościach, przy spodziewanym braku
realnej pomocy wojskowej ze strony Francji oraz wyraźnie prowokującej Polskę
do wojny Anglii (interesy Anglii są wieczne, a sojusznicy się zmieniają) oraz
perspektywie uderzenie ze wschodu, należało jednak - póki to było możliwe, a
było jeszcze w sierpniu 1939 r.- wycofać się z wojny między mocarstwami, czyli
przyjąć, okresowo i taktycznie, postawę życzliwej neutralności w stosunku do
Niemiec. W jej ramach mieściłoby się między innymi: włączenie Gdańska do
Rzeszy, przeprowadzenie (choćby i 10!) eksterytorialnych autostrad przez
polskie Pomorze, zdecydowane, w razie konieczności wręcz brutalne, wyciszenie
propagandy antyniemieckiej w Kraju (trudno, Ojczyzna jest ważniejsza od
d...kracji) , regularne dostawy żywności dla III Rzeszy, być może dostarczenie
na potrzeby Wehrmachtu jakiejś polskiej ochotniczej mutacji hiszpańskiego
"Division Azul" (z przeważającym wszelako udziałem mniejszości narodowych:
Niemców i Ukraińców; strzeżonego Pan Bóg strzeże!) oraz... konsekwentne i
bezczelne wymuszanie od Niemców dostaw pełnowartościowego sprzętu wojskowego
na przyszłą (oczywiście nigdy nie braną poważnie przez Polaków pod uwagę)
"krucjatę antybolszewicką" na Wschodzie. Nim przejdziemy do wyimaginowanego
rozwoju wojennych wydarzeń oraz ich konsekwencji dla Polski, odpowiedzmy sobie
na pytanie, czy Adolf Hitler zaryzykowałby taki układ? Otóż, w odróżnieniu od
95% Polaków uważam, że był to wprawdzie polityk wyjątkowo brutalny, cierpiący
do tego na antyslawizm (bardziej jednak w odniesieniu do Czechów niż Polaków -
spuścizna po austriackiej części C.K. monarchii, gdzie się urodził i wychował)
, ale jednak nie wolny od swoistego (gdyż wybiórczego) realizmu i
umiarkowania, które zresztą od czasu do czasu nie opuszczały go w latach
ostatniej wojny (propozycje pokojowe wobec Anglii, tolerowanie "szczwanego
lisa", marszałka Petain, "miękka" okupacja Danii bez przesuwania granicy na
płw. Jutlandzkim, stosunkowo "lekkie" przymuszanie gen. Franco do udziału w
wojnie itd.). Myślę zatem, że propozycję Polski by przyjął, gdyż - po pierwsze
i ostatnie- miałby zapewniony spokój na Wschodzie przed ofensywą na Zachodzie
oraz perspektywę (zresztą złudną) udziału 50 - 60 dywizji polskich w wojnie
przeciwko ZSRR. Proszę przy tym zwrócić uwagę na pozycje wyjściowe "koalicji
niemiecko - polsko - jakiejś tam" : linia od Połocka na północy (plus być może
państwa bałtyckie) po niemal Kamieniec Podolski na południu, nie zaś, jak to
miało miejsce w 1941 r., linia Bugu, Sanu itd. Tak, dla Hitlera lepiej było
graniczyć w 1939 r. z "przyjazną", "sposobiącą się do wojny po stronie
Niemiec" i obiektywnie słabszą Polską niż tolerować z musu szwendających się
na granicy Prus Wschodnich, czy w Przemyślu żołnierzy równie brutalnego (i
stanowiącego wielką niewiadomą) Józefa Stalina. W takim układzie spodziewany
rozwój wydarzeń wyglądałby moim zdaniem następująco. Po pokojowym
"spacyfikowaniu" Polski Hitler uderza na sprzymierzoną z Anglią Francję... i
tu czeka go pierwsza przykra niespodzianka. Francuzi i Anglicy biją się z
ogromną determinacją (Anglicy oczywiście uprzedzają niemiecką inwazję
Norwegii, co fatalnie odbija się na produkcji wojennej III Rzeszy), gdyż zdają
sobie sprawę, że w razie zdecydowanego sukcesu Hitlera nie mogą liczyć (ani
nawet zakładać, jak to miało miejsce w roku 1940), iż zupełnie "wyautowana"
Rosja niedługo przystąpi do gry (Stalin, rzecz jasna, nawet nie śni o
wkroczeniu do wschodnich rejonów RP obsadzonych przez mrowie dozbrojonych
przez Niemcy polskich jednostek wojskowych ; poza tym od strony Chin szachują
go Japończycy).Opór aliantów nadto tężeje po stosunkowo szybkich i obfitych
dostawach amerykańskiego sprzętu wojskowego (międzynarodowa finansjera nie
może sobie pozwolić na absolutną przewagę w Europie Niemiec "tego zwariowanego
i nieobliczalnego ").W konsekwencji front zastyga "gdzieś we Francji".Nie ma
zdecydowanego przełomu w działaniach wojennych. "Im Westen nicht Neues".
Jednocześnie alianci coraz częściej zerkają w stronę neutralnej Polski, dając
jej niedwuznacznie do zrozumienia, że jej ewentualne wejście do wojny
przeciwko Niemcom byłoby jak najbardziej pożądane. Polacy, owszem, godzą się,
ale stawiają określone postulaty terytorialne. Mają ku temu podstawy: Kraj
jest niezniszczony, rząd , dajmy na to, p. premiera Studnickiego rządzi z
Warszawy (bardziej to komfortowa sytuacja od wycierania parysko- londyńskich
hotelowych posadzek przez biedniutko- szlachetnych emigrantów ), natomiast
nasz atut podstawowy, Wojsko Polskie, zdolne jest wykonać na ograniczoną skalę
ofensywę. Wzięte w dwa kleszcze Niemcy kapitulują (Hitler w tym momencie jest
już zapewne politycznym niebytem). Na konferencji pokojowej polska delegacja
żąda Śląska Opolskiego wraz z przyległościami (zapewne po Kotlinę Kłodzką ; w
geście dobrej woli przekazujemy jej południowo-zachodnią część naszym
naturalnym sojusznikom- Czechom), ziem tzw. pogranicza (Babimojszczyzna,
Wschowa, Milicz, zachodnie skrawki historycznej Wielkopolski, Złotów, zapewne
Wałcz itd.) oraz istotnego rozszerzenia na zachód w kierunku Pomorza
Środkowego (Bytów, Lębork, tereny aż po jezioro Łebsko oraz Słupsk do Polski).
Ponadto bezdyskusyjnie otrzymujemy całe Prusy Wschodnie, czyniąc drobne
ustępstwa terytorialne na rzecz Litwinów, którzy raz na zawsze muszą zapomnieć
o pretensjach do polskiego Wilna. Tym samym brak Szczecina rekompensuje
Królewiec. W ten sposób, po oczywistym zaakceptowaniu realistycznych
postulatów strony polskiej przez naszych "starych-nowych" sojuszników
(oczywiście żądamy więcej, tak aby móc "z żalem" ustąpić np. w sprawie
"odwiecznie polskiej Jeleniej Góry") , niezniszczona Rzeczypospolita z
promieniejącą Warszawą, dumnym Lwowem, pięknym Wilnem, strategicznym
Królewcem, Gdańskiem, Poznaniem, Opolem i urokliwym Kłodzkiem, uzyskuje
mieszany-"piastowsko- jagielloński" kształt terytorialny. Jest to państwo
silne, stabilne, o ugruntowanej i wzrastającej (tu ukłon w stronę narodowców)
przewadze żywiołu polskiego. Nie może być inaczej: naprawdę wygraliśmy tę wojnę!
Obserwuj wątek
    • pit-zeolit Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 10:24
      Nie doceniasz Adolfa drogi Korfanty. Wizja piękna ale nierealna. Skończylibyśmy
      wojnę w granicach Królestwa Kongresowego.

      Pozdr.

      Pit
      • zamek10 Niemcy oddają nam Królewiec! 07.07.06, 10:31
        chłopie, jestes lepszy od Disneya
        • oppelner_os Re: Niemcy oddają nam Królewiec! 07.07.06, 15:32
          Poza tym jak mozna oddac cos, co nigdy polskie nie bylo:)))))
          Nie przypominam sobie, by Königsberg byl kiedykolwiek polski.
      • korfantydrugi Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 10:31
        Tak czy inaczej należało iść tym tropem. A nie bezsensownie wykwawiać naród.
        Wiesz że francuzi prosli śmigłego-rydza. o to aby w pierwszych dniach wojny nie
        drażnił niemców i aby sie "bezpiecznie wycofywał" i nie wdawal sie w bitwy.przez
        ta dzialania bylo juz po wojnie.zniszczenie polski w 1939 roku to byl
        angielsko-francusko-niemiecko-sowiecki spisek!IV rozbior Polski. choc osobiscie
        bardzo sobie cenie walke Polskiego żołnierza w kampani wrześniowej.
        • herman28 Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 10:54
          nie uważasz ze popelniasz plagiat?. Chyba powinieneś ten tekst wstawic w
          cudzysłów i podac autora.
          • korfantydrugi Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 11:00
            Nie zrobie tego poniewaz admin wycial by mi watek. Tylko dlatego.
            • herman28 Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 11:05
              korfantydrugi napisał:

              > Nie zrobie tego poniewaz admin wycial by mi watek. Tylko dlatego.



              oooooooooooooooo a to czemu ?. Coz to za autor hhhhehhhe.
              • korfantydrugi Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 11:08
                dr z Opola.
                • herman28 Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 11:14
                  korfantydrugi napisał:

                  > dr z Opola.

                  ??????????????. znam tylko Ewalda Stefana
                  • pit-zeolit Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 11:24
                    herman28 napisał:

                    > korfantydrugi napisał:
                    >
                    > > dr z Opola.
                    >
                    > ??????????????. znam tylko Ewalda Stefana



                    A może to Dariusz Ratajczak ?
                    • korfantydrugi Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 11:27
                      Morze jest szerokie i głebokie a w nim pływa ryba chyba.
                      • herman28 Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 13:00
                        korfantydrugi napisał:

                        > Morze jest szerokie i głebokie a w nim pływa ryba chyba.


                        Według mnie moze to byc nawet Erich Fromm. Ważne, abyś przepisując czyjeś
                        wypociny wiedział iż nie robi sie w ten sposób. Zawłaszczenie czyjegoś artykułu
                        jest świństwem korfancioku, a ty należysz do elity lysych lebow i tobie nie
                        wypada. Wez rownież pod uwage fakt ze to wy wybrancy Giertycha czyli
                        nieskazitelni patryioci z opaska na ramieniu bedziecie nauczac polskie dzieci
                        historii i szacunku (nie wspominam już o przymusowej gimnastyce ręki). Tak wiec
                        popraw się korfancioku – podawaj autora i pamiętaj o cudzysłowie.
                        • korfantydrugi Re: Ekonomia krwi! Trzeba byłao dogadać sie z Nim 07.07.06, 15:25
                          Herman28 nie myl nas z giertychem. Ludzie z mw to pizzzdy w garniturach.
                          Karierowicze, liberałowie i fascynaci demokracji. To że czasem sa z nami na
                          manifestacji to tylko dlatego ze obchodzimy te same swieta. Nie chcemy kontaktu
                          z mw oraz nie lubimy sie.My bierzemy sprawe w nasze rece nie czekajac na cuda.
                      • oppelner_os Czy mozna bylo sie dogadac z Hitlerem? 07.07.06, 13:02
                        Widze, ze czytasz www.patriota.pl:)
                        Napewno mozna bylo sie z nim dogadac ale za cene utraty suwerennosci.
                        Co prawda Hitler popelnial bledy, ktore ostatecznie doprowadzily do kleski III
                        Rzeszy ale nie byl idiota. Koncepcja przez ciebie (D.R.) przedstawiona jest
                        ciekawa aczkolwiek malo realna. Dlaczego zaklada sie niepowodzenie Niemiec na
                        zachodzie? Przeciez Francja sama skazala sie na kleske wybierajac zla koncepcje
                        prowadzenia wojny. Przciez wiadomo, ze Kleska Rzeczy byla wynikiem conajmniej
                        paru bledow Hitlera o znaczeniu strategicznym:

                        - wypowiedzenie wojny Stanom Zjednoczonym
                        - Wstrzymanie ofensywy na kierunku moskiewskim po zajeciu Smolenska
                        - Stalingrad
                        - Luk Kurski

                        Najistotniejsze pytanie to, czy Polska mogla uniknac tak wielkich strat?
                        Napewno mogla ale nie chciala (polscy przywodcy tak zadecydowali)
                        • herman28 Re: Czy mozna bylo sie dogadac z Hitlerem? 07.07.06, 13:13
                          oppelner_os napisał:

                          > Najistotniejsze pytanie to, czy Polska mogla uniknac tak wielkich strat?
                          > Napewno mogla ale nie chciala (polscy przywodcy tak zadecydowali)


                          Z szabelką na czolgi. to typowe dla polaka. Przepic wszystko, nie zbroic sie bo
                          i po co. A jak przychodzi co do czego to masz ci babo placek.

                          Polska mentalnosc - walczyc choc nie ma czym. Doprowadzic do zrownania z ziemia
                          caly kraj. Nie istotne jak sie to odbije na obywatelach. Ważne aby wrzeszczec
                          huraaaaaaaaa.


                          Czeska mentalnosc - ocalic prage. Poddac sie, gdyz siły wroga sa wielokrotnie
                          wieksze itd.


                          Można by ksiazke napisac o głupocie polaków i ich braku wiedzy.

                          Pytanie: kto wygrał ta wojne? Polacy? hhheheee. Nie - Niemcy, Francja, Anglia
                          itd. Polacy przegrali bardziej niż czesi, bo ci choc zachowali zabytki i
                          przeczekali wszystko.
                        • oppelner_os Re: Czy mozna bylo sie dogadac z Hitlerem? 07.07.06, 13:13
                          Najwazniejsza slabosc tej koncepcji przedstawionej przez D. R. jest zalozenie,
                          ze w pierwszej kolejnosci nastapi wojna na zachodzie. Autor zapomnial o malym
                          szczegole, otoz wypoweiedzenie wojny Niemcom przez Anglie i Francje bylo
                          nastepstwem ataku Niemiec na Polske. Zgodnie z ta koncepcja Hitler wraz z Polska
                          uderzylby na ZSRR i majac ciche przyzwolenie zachodnich aliantow i spokojne
                          zaplecze opanowalby Rosje po Ural a w nastepnych latach wspolnie z Japonia
                          spacyfikowal reszte. Potem zwrocilby sie przeciw Francji i pozostalaby jedynie
                          Anglia. Jak zachowalyby sie USA? Czy Japonia nie wciagnelaby Niemcow w wojne z
                          USA? Zbyt duzo jest niewiadomych. Co wreszcie staloby sie z Polska po pokonaniu
                          Stalina?
                          • oppelner_os Re: Czy mozna bylo sie dogadac z Hitlerem? 07.07.06, 13:18
                            Juz mielismy taki temat na innym forum:

                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26192&w=31843253
                            • caesar.pl Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 15:29

                              Pójdę do Canossy, ukorzę się, ale gdzie drogowskaz? - pyta Dariusz Ratajczak,
                              "kłamca oświęcimski”, rewizjonista Holocaustu wyrzucony z UO.



                              Jestem byłym Ratajczakiem i chyba wszystkim jest z tym lepiej.

                              Siedzimy w ogródku piwnym obok opolskiego ratusza.
                              Postarzeliśmy się. Siedem lat temu fotoreporterzy zdejmowali Ratajczaka od dołu.
                              Świetnie wyglądał, gdy z wyciągniętą ręką perorował przed sądem, że wolność
                              badawcza nie może być ograniczana przez sejmowe układy partyjne i prawa
                              narzucane przez Wysoką Izbę. Mówił: - Każdy szanujący się historyk jest z natury
                              rzeczy rewizjonistą. Bo zadaje sobie pytania: czy aby na pewno? Czy aby na pewno
                              wyrżnięto tylu Ormian, ile się podaje? Czy aby na pewno Napoleon przegrał
                              wskutek zdrady? Czy aby na pewno Pearl Harbour było dla prezydenta USA zaskoczeniem?
                              Ale sąd nie zajmował się dylematami Ratajczaka. Kierując się zapisanym w
                              stanowionym przez Sejm prawie nakazem karania kłamców Holocaustu, Ratajczaka nie
                              uniewinnił.

                              Dziś autor przyznaje:
                              - Te moje "Tematy niebezpieczne” były zbiorem dość kiepskich esejów. Pisałem je
                              na kolanie. OK - Powiem wprost: chciałem wydać książkę, która wywołałaby
                              dyskusję, stąd w niej pewne przegięcia. Bo jak inaczej spowodować reakcję, niż
                              przesadzając? Ale nigdy nie przypuszczałem, że może ona wywołać aż takie skutki.
                              "Tematy niebezpieczne” - książka autorstwa Ratajczaka - okazały się gwoździem do
                              jego trumny. Referował opinie tzw. "rewizjonistów Holocaustu”, zaprzeczających
                              oczywistej prawdzie, że w Auschwitz-Birkenau mordowano Żydów w komorach gazowych.

                              Grzechem Ratajczaka było, że nie wziął w cudzysłów referowanych przez siebie
                              poglądów. Można więc było przypisać mu akceptację dla poglądów neonazistów. Było
                              wrażenie: Nie wziął w cudzysłów, zatem je wspiera…

                              Ratajczak: - Najbardziej mnie boli to, że znalazłem się w gronie historyków,
                              którym nakłada się kaganiec. No bo proszę zobaczyć: od 45 roku do teraz liczba
                              Żydów wymordowanych w Auschwitz-Birkenau zmalała z 6 milionów do poniżej jednego
                              miliona. To dane oficjalne. Owszem, nawet gdyby tam zginął jeden człowiek, to
                              już byłaby to tragedia. Ale jak to się dzieje, że jedni historycy mogą zgodnie z
                              prawem kwestionować liczby Zagłady, a inni nie? Jak to jest, że jedni mogą
                              zjechać z 6 milionów do poniżej miliona i nic się złego im nie dzieje? Są
                              koncesjonowanymi rewizjonistami? Są więc tacy, którym nie wolno badać i nawet
                              się mylić, i są tacy historycy, którym wolno wszystko?

                              Uparł się Ratajczak
                              Mówi, że przypięto mu łatkę antysemity. Gdy Ratajczak w kwietniu 1999 roku wydał
                              swoją książkę "Tematy niebezpieczne”, był pracownikiem Instytutu Historii
                              Uniwersytetu Opolskiego. Był znanym, lubianym przez studentów wykładowcą.
                              Cenionym przez zwierzchników.

                              - Władze Uniwersytetu Opolskiego uznały, że ja kwestionuję okoliczności
                              Holocaustu. Zacząłem być postrzegany jako ktoś, kto nie tyle wątpi, co zaprzecza
                              oficjalnej wykładni dziejów. To prawda - chciałem, żeby na ten temat odbyła się
                              debata. Oto staję ja - historyk paskudny - a z drugiej strony staje cała ekipa
                              najwspanialszych, co mówię bez cienia ironii, przedstawicieli nauk historycznych
                              z uczelni. I oni roznoszą mnie w pył i w proch... Ale oni nie chcieli
                              konfrontacji. Uciekli przed nią. Owszem, gdzieś tam, po kątach mówili mi, że
                              może i ja mam rację, ale - panie, tego - ja mam działkę do obrobienia, daczę do
                              podmurówki, a w ogóle to co kogo tak naprawdę Żydzi obchodzą?

                              Chciałbym odwrócić czas
                              - Rozbeczałem się pierwszy raz w życiu - mówi Ratajczak. - Gdy odgarniałem śnieg
                              w firmie, w której się zatrudniłem. Podjechał do mnie w wypasionej furze jakiś
                              gość i zapytał, co ja, doktor i niedawno jego wykładowca, tu robię.
                              Odpowiedziałem, że śnieg zwalam na kupę. Pokiwał głową, powiedział, że to jakieś
                              draństwo, a mnie gardło ścisnęło. Trzy dni ryczałem…

                              Ratajczaka utrzymuje ojciec. Ma osiemdziesiąt lat, za sobą adwokacką przeszłość
                              zawodową. Daje synowi pieniądze, ale nigdy nie mówi: ukorz się. Bo to syn
                              Wielkopolski - twardy, ambitny człowiek. Z tych, co jeśli wiedzą, że mają rację,
                              nie ustąpią.

                              Rodzina Ratajczaka się rozpadła. Żona nie wytrzymała presji środowiska:
                              - Jest młodsza ode mnie. Na początku całej tej zadymy była przy mnie, potem
                              coraz bardziej się oddalała. Ja zostałem okrzyknięty kłamcą oświęcimskim, a z
                              takim piętnem trudno żyć. Nawet mnie samemu. Mam przed sobą sprawę rozwodową, bo
                              ileż może przynieść do domu facet, który pracuje jako portier? Niewiele. A to
                              jest już powód, by skarżyć się, że bieda w oczy zagląda rodzinie. Jestem
                              zrozpaczony. Chciałbym odwrócić czas, gdy pisałem to jedno zdanie w książce. Ale
                              to niemożliwe.

                              Poglądy Ratajczaka dotknęły jego rodzinę nie tylko w kwestii spodziewanego rozwodu:
                              - Mój syn poszedł swego czasu w marszu żywych w Oświęcimiu. I traf chciał - w
                              przypadki jednak nie wierzę - że dziennikarka lokalnej "Gazety Wyborczej”
                              podeszła do niego i zapytała, czy jest synem tego słynnego kłamcy
                              oświęcimskiego. Syn odparł, że jest, a przede wszystkim, że dumny jest z ojca.
                              Lecz cóż się potem ukazało w gazecie? Otóż zdjęcie z podpisem, że syn Ratajczaka
                              uczestniczył w marszu, gdy tymczasem jego ojciec zaprzecza istnieniu
                              Auschwitz-Birkenau! Istnieniu obozu!!! No, ręce opadają…

                              - Żadnych pochopnych wniosków - zastrzega Ratajczak. - Nawet z tego, że z
                              "Gazety Wyborczej” dzwonili do mnie, mówiąc: panie Ratajczak - weź pan sobie
                              trochę odpuść, bo my pana lubimy, nawet pomożemy panu znaleźć pracę. Choćby w
                              Zieleni Miejskiej. A ja mam na to jedną odpowiedź: walcie się! Jestem
                              niezależnym człowiekiem, pozostanę historykiem, który zawsze będzie miał
                              wątpliwości, zawsze będzie się starał negować uznane prawdy, niezależnie od
                              tego, czy będą dotyczyć Żydów czy Ormian…

                              Ratajczakowi tylko trochę żal, gdy widzi swoją byłą, jak jeździ po mieście w
                              luksusowych samochodach: - Wygłaszałem w sądzie płomienne mowy w obronie
                              wolności słowa. Myślałem, że do kogoś to dotrze, ale się myliłem. Słowa
                              uleciały, dla zwykłych ludzi liczy się tylko doraźność. Szmal stał się bożkiem,
                              któremu coraz więcej ludzi bije pokłony…

                              TEN Ratajczak?!
                              Ratajczak, któremu w październiku 2003 roku upłynął trzyletni okres banicji jako
                              nauczyciela historii (nałożony przez UO), do dziś nie może znaleźć pracy w
                              zawodzie, który kocha.
                              - Ja jestem TEN Ratajczak. Więc nawet jeśli zgłaszam się z prośbą o zatrudnienie
                              jako nauczyciel historii do szkoły gdzieś na wsi, to dyrektorzy unoszą brwi: TEN
                              Ratajczak?! Ten od Żydów i Radia Maryja? No to powiem panu w zaufaniu, że ja się
                              nie będę podkładał! Ja pana zatrudnię, a nie wiadomo, kto z tego jakie wnioski
                              wyciągnie…
                              Ratajczak: - Za 600 złotych znalazłem pracę poza granicami województwa. Dyrektor
                              tej szkoły miał twardy kręgosłup, ale ja się nie mogłem tej pracy podjąć. Więcej
                              bym zapłacił za dojazdy, niż zarobił…

                              Naukowiec, doktor historii, niegdyś pupil Uniwersytetu Opolskiego, dziś pracuje
                              pod komendą pań z wykształceniem zawodowym jako portier. Niedawno dostał rower,
                              by szybciej objeżdżać teren, którego pilnuje.
                              - Tak, jestem skończony - mówi. - Nie wrócę na uczelnię, nie zatrudnią mnie jako
                              nauczyciela nawet w szkole podstawowej. Bo jestem człowiekiem, który nie
                              wyrzeknie się prawa do wątpliwości nawet za cenę działki przy domu, na której
                              mógłbym uprawiać warzywa i zapraszać gości na grilla.

                              - Zresztą, któż do mnie z moich dawnych znajomych z uczelni chciałby przyjść?
                              Gdy zacząłem mieć kłopoty z powodu tego jednego zdania, telefon odzywał się
                              coraz rzadziej, a teraz przestał w ogóle.
                              - Jestem byłym Ratajczakiem i chyba wszystkim jest z tym lepiej…

                              Mirosław Olszewski
                              • pit-zeolit Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 18:14
                                Biedny pan Dariusz. Natomiast Jerczyński ma się w R.P. dobrze q...wa mać.
                              • oppelner_os Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 18:40
                                Szkoda faceta:(
                                Troche sie dzisiaj naczytalem jego tworczosci i mam mieszane odczucia, co do
                                slusznosci calej nagonki na niego.
                                • pit-zeolit Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 18:47
                                  oppelner_os napisał:

                                  > Szkoda faceta:(
                                  > Troche sie dzisiaj naczytalem jego tworczosci i mam mieszane odczucia, co do
                                  > slusznosci calej nagonki na niego.

                                  Oppl. znam tę sprawe, facet ino zacytował "rewizjonistów" ale wcale nie pisał
                                  że zgadza się z ich poglądami. Dostał "arbajtlos" z uniwerku tylko za cytowanie
                                  niepoprawnych autorów. Do dupy z taką demokracją. A władze U.O. to tchórze.
                                  • oppelner_os Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 19:03
                                    Na to wyglada, ze facet stal sie ofiara nagonki:(
                                    • pit-zeolit Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 19:05
                                      oppelner_os napisał:

                                      > Na to wyglada, ze facet stal sie ofiara nagonki:(

                                      Poruszył temat wiesz jaki.......Przecież ginął tylko jeden naród. Np. takim
                                      Cyganom się wiodło bardzo dobrze.
                                      • oppelner_os Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 19:10
                                        Naturalnie, bo inni przebywali na "wczasach"
                                        • pit-zeolit Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 19:14
                                          oppelner_os napisał:

                                          > Naturalnie, bo inni przebywali na "wczasach"

                                          No właśnie. Innym się świetnie wiodło pod Hitlerem i baćką Kobą.
                                          • oppelner_os Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 19:20
                                            Jeszcze raz potwierdza sie, ze demokracja to takie ciasteczko-zakalec,
                                            przynajmniej dla niesfornych naukowcow.

                                            Podobno to GW odegrala wazna role w udupieniu tego goscia
                                            • pit-zeolit Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 19:23
                                              oppelner_os napisał:

                                              > Jeszcze raz potwierdza sie, ze demokracja to takie ciasteczko-zakalec,
                                              > przynajmniej dla niesfornych naukowcow.
                                              >
                                              > Podobno to GW odegrala wazna role w udupieniu tego goscia

                                              Nie tylko ona. To był psychologiczny lincz przekaziorów na facecie. Pokazali,
                                              że od pewnych tematów to wara "niewtajemniczonym"
                                              • oppelner_os Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 19:26
                                                Obilo mi sie o uszy, ze sie nawet niszczy Zydow, ktorzy za bardzo mieszaja w
                                                tych tematach.
                                                • pit-zeolit Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 19:31
                                                  oppelner_os napisał:

                                                  > Obilo mi sie o uszy, ze sie nawet niszczy Zydow, ktorzy za bardzo mieszaja w
                                                  > tych tematach.

                                                  Profesor Filkenstein z USA. Napisał "przedsiębiorstwo holocaust ". Amerykański
                                                  Żyd, za tę książkę sekowany przez towarzycho.

                                                  Bywaj !!!!

                                                  Pit
                                                  • oppelner_os Re: Żydożerca szuka pracy 07.07.06, 19:41
                                                    No wlasnie o nim slyszalem.

                                                    Trzym sie:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka