Gość: mk
IP: 87.204.173.*
18.09.15, 06:15
A tak kiedyś wiernie służyli tej jedynie słusznej linii. Kto ich teraz zliczy chociaż by dla niewątpliwych wcześniejszych zasług dla preaesa i jego PiS-u? Co czeka następnych spisanych na straty w tej piso-epopei? Czy PiS jesr rzeczywiście tym, za co chciałby uchodziś, a nie jego przewrotną emanacją sterowaną jednoosobowo?
W czerwcu 2010 r. Jarosław Kaczyński obwieścił w Jaśle, że on jest głosem społeczeństwa. W Gdańsku prezes podzielił naród na tych, którzy stoją tu gdzie on i na tych, którzy stoją tam, gdzie stało ZOMO. Jego sugestie, że demokratycznie wybrana władza w ustach byłego premiera jest z jakiegoś kosmosu, to jest jednak już nieprawdopodobny wyskok. Czy należy rozumieć, że kiedy był premierem, to władza była tożsama ze społeczeństwem??? Czy podczas rządów PiS, Kaczyński nie chciał "chwycić społeczeństwa za gardło? Czy określanie siebie samego i pozwalanie na takie nazewnictwo jak: "zbawca Polski" nie jest swoistą produkcją typu "prawdy objawione" dla głupiego społeczeństwa, które wszystko kupi? Maniakalne przekonanie o własnej wielkosci przy jednoczesnym całkowitym braku dokonanania czynów nie tylko wielkich, ale nawt najmniejszych dowodzi, że tak kreowana przyszłość faktycznie może trącić nieznanym jeszcze kosmosem.
Kaczyński przed wyborami w 2005 r. twierdził, że jak dojdzie do władzy, to wymieni polskie państwo. Zmieni prokuraturę, zmieni służby, zmieni administrację. Czy teraz do tego wymienianego kalejdoskopu zła doda jeszcze na końcu tego procesu zmianę narodu?
Przez cały czas swej politycznej egzystencji stara się udowodnić o swojej wyjątkowości. Ponieważ medycy nic takiego nie stwierdzili, to może antropologowie uporają się z tym problemem wyjątkowości? Bo jak dotychczas mamy do czynienia wyłącznie z demagogią. Szkoda tylko, że jak tylko pan prezes sobie pier..., to media robią zaraz z tego tajfun.
bi.gazeta.pl/im/fotomon/TOKFM/f640x640/67/57/07/01f093e0f2.jpg