Dodaj do ulubionych

Trylogia pruska 08/15

28.12.06, 20:35
Miło mi dołaczyć do przysłów mazurskich Kirsta także wybrane zagadnienia
Hellmuta Hansa Kirsta w/g ksiązki z Trylogi pruskiej 08/15 :
"Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha"

"Tak zwane nieszczęście kanoniera Vierbeina, z ktorego narodziła się
awanturnicza rewolta bombardiera Ascha, rozpoczęła sie w pierwszych dniach
sierpnia 1938 roku. W ciągu tygodnia wszystko zostało zlikwidowane."
Obserwuj wątek
      • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 28.12.06, 20:51
        - Co kanonier robił dotychczas ?
        - Trzepałem dywany, panie plutonowy. Dla pana szefa.
        Plutonowy zamilkł i pomyślał:

        "Przełożeni nie podlegają żadnej krytyce. Byłoby podkopywaniem dyscypliny,
        gdybym wobec podwładnego wypowiedział nawet najbardziej uzasadnione słowa
        krytyki. Ściśle mówiąc, byloby to pośrednie wezwanie do buntu, o którym dobry
        żołnierz nie waży się myśleć nawet we śnie."
            • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 28.12.06, 21:12
              Łoj, Tralala cytała am tyn Pargraf 22. Fejn ksiójżka. W sam raz na tyn kóntek.
              Jek pamnientam to buł paragraf , chtóry nie stnieje , bo nie do spełnienienia.
              Taki co zamykał się w kole i wyjśc z niygo ni mozna buło. Bez mgłe pamnientam
              tó ksiójżke. To bulo ło lotnikach bombowców.
                • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:22
                  pewnie tak, choć tam mówiono po niemiecku.
                  Fajna ksiązka - prawda ?

                  "Duszą całego przedsięwzięcia była dyscyplina, sercem - program szkolenia.
                  Dyscyplina była siłą napędową, program szkolenia można było określić jako
                  mechanizm.
                  Głównodowodzący pragnął niepokonanego Wehrmachtu."
                      • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:24
                        "Kara dyscyplinarna to ostateczny środek, kiedy zawiodą wszystkie inne metody;
                        ten, kto ją u mnie stosuje, musi liczyć się z podejrzeniem, że w
                        niedostatecznym stopniu opanował owe metody"

                        Tak nikt nie chciał dawać kar dyscyplinarnych , bo to źle świadczyło o samym
                        szkoleniu i o dowódcy
                        • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:25
                          "Kapitanem buł nijaki Derma, ktory jako Austriak poruszał się po pruskich
                          koszarach jak po zaminowanym polu. Nie orientował się w finezjach pruskiego
                          chowu.
                          Musi zręcznie lawirować. Musi pruskiej niezłomności przeciwstawić austryjacją
                          uprzejmość."
                          A chodziło o karę dyscyplinarną, której kanonierowi Vierbeinowi (od ktorego sie
                          wszystko zaczeło, cała ta rebelia) chciano dać. Więc kapitan Derna zaczął
                          negocjować:
                          - Powinniście się wstydzić - powiedział Derna do kanoniera - Macie zaszczyt być
                          żołnierzem i nosicie mundur, a zachowujecie się jak, jak....
                          - Jak cętkowana świnia - rzekł Schulz ochoczo.
                          Derna skinął głową. Uważał wprawdzie, że określenie Schulza poszło nieco za
                          daleko, ale wolał mu tego nie wytykać, zwłaszcza w obecnosci podwładnego.

                          Taki był Austriak Derna w koszarach pruskich. Wśród Prusaków uchodził nie jako
                          dowódca ale jako duszpasterz. A starszego ogniomistrza Schulza wyprowadzało to
                          z równowagi. Twierdził że ciągle sianem sie wykręca.
                          Świetne sceny dialogowe, odsyłam do ksiażki.
                          • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:25
                            A oto scena z wizyty u lekarza koszarowego:
                            "Kanonier Vierbein zameldował się u podoficera dyżurnego jako chory.
                            Lekarz otworzył ksiązkę raportów.
                            - Popatrz no tutaj, ty małpo zielona. Co tu jest napisane ? Napisane
                            jest: "Chorych nie ma" Nie zameldowałeś się na czas, a więc nie jesteś chory.
                            Musiasz zaczekać do jutra, ty wieprzu cętkowany. "
                            • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:26
                              "Słońce padało na stanowiska na strzelnicy i wżerało się w nie. Powietrze było
                              geste jak roztopione szkło. Od ziemi szło zmęczenie.
                              W myśl podstawowego przykazania, ktore dla każdego żołnierza na strzelnicy
                              brzmi:
                              spokoj, spokój i jeszcze raz spokój, nikt się nie śpieszył."
                              • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:27
                                Kanonier Vierbein jest u schyłku załamania.
                                - Robiłem co mogłem, próbowałem wszystkiego, co było w mojej mocy, zadawałem
                                sobie wiele szczerego trudu, ale z tym światem pełnym żołmierzy uporać się nie
                                potrafię.
                                Asch roześmiał się:
                                "Świat ten nie jest całym światem, choć wielu usiłuje twierdzić, ze jest
                                jedynym prawdziwym. Ale tak czy owak musisz się z nim uporać, bo inaczej on się
                                z tobą upora i to gruntownie."
                                  • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:28
                                    Kiedy Asch został wydelegowany do kuchni wpadł na pomysł ważenia potraw
                                    wydawanych w koszarach. Zdobył wagę, spokojnie ważył, a wagę potraw zapisywał
                                    na co naraził sie podwłanemu w kuchni:
                                    - Małpo zatracona ! - wrzasnął szef kuchni. - Świnio centkowana! Na co sobie
                                    pozwalasz ! Byku niechrzczony ! Co wy sobie właściwie myślicie ? Czy nie wiecie
                                    z kim mowicie ?

                                    Taki był wściekły szef kuchni.
                                    • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:29
                                      "Są ludzie, którzy mają prymitywny popęd i z niego umią zrobić dobry interes.
                                      Jeden chce tego, co posiada drugi. Więc oświadcza po prostu, ze ten drugi jest
                                      dzikim zwierzęciem, rozbojnikiem, obłąkańcem i wrogiem.
                                      Zawsze dwie strony prowadzą wojnę, obie zazwyczaj przy błogosławieństwie
                                      kościoła. Obie chcą mieć rację, bronić honoru i pokoju, obie twierdzą, ze się
                                      tylko bronią. Ale jedna z nich musi być chyba świnią ? A może obie.
                                      • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:30
                                        " I dlatego czlowiek musi pozwolić, by go nurzano w błocie, musi przyjmować bez
                                        słowa protestu, jak jakiś boski wyrok, każdy rozkaz opętanego manią wielkości
                                        malarzy, musi sie dać moralnie zlikwidować, wyłączyć swój mózg, aż zupełnie
                                        wyjałowieje, iść na rozkaz do wychodka, stać na baczność przed każdym pierwszym
                                        lepszym osłem. Musi zamienić się w robaka, jeżeli chce żyć ! "
                                        • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:31
                                          "Metody Wehrmachtu są takie same jak przed wojną światową, a moze jeszcze
                                          gorsze! Dręczenie, aby wymusić bezwzględne posłuszeństwo ! Albo dryl dla
                                          zabicia samodzielnej reakcji. Ciągłe upokorzenia, by łamać kości każdemu
                                          indywidualnemu odruchowi. Żołnierz ma żyć tak, jak mu każą żyć jego przełożeni.
                                          Decydujące są ich zachcianki i ich nastroje. Tylko i wyłącznie!"
                                          • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:31
                                            "Cała ta hołota doprowadza mnie do rzygania.
                                            - Ktoś musi coś z tym zrobić, ktoś musi kiedyś zacząć. Miałem przyjaciela.
                                            Miłego, inteligentnego, rozgarniętego chłopca, pełnego wdzieku i niezwykle
                                            przyzwoitego. Likwidowali go systematycznie. Złamali mu kręgosłup, jak się
                                            łamie na kolanie kawał drewna. Doprowadzili go do tego, ze usiłował popełnić
                                            samobojstwo."
                                            • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:32
                                              "W każdym razie nie będę się zachowywał jak słoń w składzie porcelany. Będę się
                                              raczej starał bić w nich ich własnymi metodami. Mają zadziwiające słabości.
                                              Dla Pana Boga i dla Prus nie ma rzeczy niemozliwych."

                                              I tak zaczeła się 'Awanturnicza rewolta bombardiera Asche'.
                                              Ciekawa akcja - nie ?
                                              Jedną z tych metod rewolty , bardzo smieszną zamieszcze w Sylwestra byście
                                              zobaczyli jakie to słabości mieli wyżsi podoficerowie. Dosłownie kupa smiechu.
                                                • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 29.12.06, 21:46
                                                  Tak , jydnym tchem , łoderwać sia łod nij ni mozna. To eszcze ni wszystko.
                                                  Jutro bandzie tyż. A na Sylwester przebój bandzie - gimnastyka po sylwestrowa,
                                                  tak woju wyćwicze co paniecie ze zmanczenia i chichotu. Tak coby wesoło naczóńć
                                                  Nowy Rok.

                                                  Tak, fejn to łokreśliłaś Tralala, jek z cekaema wink
                                                  • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 30.12.06, 22:57
                                                    I zaczyna się rewolta. Asch zaczyna prowokować.
                                                    Zaczyna się od pobudki na rozkaz:
                                                    "Pan panie podoficerze, przeszkadza mi, wyprowadził mnie z równowagi. Dlaczego
                                                    nie pozwala nam pan wstawać w spokoju i w spokoju przygotować się do zajęć ?
                                                    Przecież nie jesteśmy automatami. Chcemy korzystać nie tylko we śnie z odrobiny
                                                    życia prywatnego. Tymczasem traktowani tu jesteśmy, jakbyśmy odbywali
                                                    pańszczyznę. A pan nie jest instruktorem lecz dozorcą, innymi słowami jest pan
                                                    "naganiaczem niewolników".

                                                    bombowo bombardier Asch prowokuje smile
                                                  • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 30.12.06, 22:58
                                                    Kapitan Derna ten Austriak czeka na kierowce. Kierowca zjawia się punktualnie
                                                    mimo to:
                                                    - Punktualny żołnierz zjawia sie zawsze o pięć minut wcześniej - odpowiedział
                                                    kapitan Derna.
                                                    Zapamiętał sobie to północno- niemieckie powiedzonko, prawdopodobnie pruskiego
                                                    pochodzenia.
                                                    Przebywanie w Prusach nie było dlań rzeczą łatwą. Używając tutejszych określeń,
                                                    musiał sie mocno trzymać w cuglach. Okret powierzony jego pieczy trzeba było
                                                    sterować wśród raf."
                                                  • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 30.12.06, 22:59
                                                    I zaczyna się zamieszanie na dryfującym okręcie. Schulz chce aresztować
                                                    bombardiera Asche lecz nikt nie chce wierzyć jego skargom i słowom.
                                                    - Panie kapitanie - powiedział Schulz dygocąc w furii. - Komu się to właściwie
                                                    wierzy ? Starszemu ogniomistrzowi czy bombardierowi ?
                                                    - Wyższy stopień służbowy - odparł kapitan zaczepnie - nie musi być równoważny z
                                                    wyższymi wartościami charakteru.

                                                    I tu zaczynają sie schody, niszczenie raportów itp.
                                                  • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 30.12.06, 23:00
                                                    Chcąc wyjść obronna ręką i nie robić więcej kłopotów, wsadzili Asche do izolatki
                                                    jako psychicznie chorego. Innego wyjścia na ułagodzenie bombardiera nie znaleźli.
                                                    Tego też się nie spodziewał sam nasz bohater Asch, ktory powiedział:
                                                    Cały ten system jest całkowicie zaświniony. Co im nie odpowiada, to dla nich nie
                                                    istnieje. A oczekiwał innej reakcji. Liczył na to, ze uda mu się wysadzić w
                                                    powietrze beczkę z prochem, ale natrafił tylko na gnijące bajoro. Chciał
                                                    usłyszeć ryk lwów, tymczasem do akcji przystąpiły barany. Nikt nie dawał się
                                                    sprowokować, nikt nie wylazł ze skóry "

                                                    na co liczył bombardier.
                                                  • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 30.12.06, 23:01
                                                    Rozmowa w izolatce z kapitanem sam na sam - posłuchajmy , warto:
                                                    " Macie racje Asch, jest tu wiele zgnilizny, wiem o tym nie od dzisiaj. Żołnierz
                                                    bowiem to nie maszyna, a koszary to nie fabryka do produkowania obrońców
                                                    ojczyzny. Każdy kto chce utrzymać armię w gotowości bojowej, wie o tym. Młyny
                                                    mielące kosci pracują znakomicie, rozproszkowują mocne charaktery, miażdzą każde
                                                    życie osobiste - tłumaczył kapitan.
                                                    - Mnie tego mówić nie trzeba - zawołał Asch.
                                                  • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 30.12.06, 23:02
                                                    Misja kapitana w izolatce Ascha dobiegła końca, pogadali , pogadali, nawet sie
                                                    zaprzyjaźnili.

                                                    "Ten bombardier Asch to straszliwie rogata bestia. Nie chce po prostu uznać, ze
                                                    żaden system nie jest doskonały i ze rozsądek dyktuje przyjmowanie faktów
                                                    takimi, jakie są wraz z całą ich niedoskonałością - pomyślał kapitan
                                                  • rita100 Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 30.12.06, 23:03
                                                    "Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Bombardier Asch, nieco zmęczony walką,
                                                    którą uznał za beznadziejną, przyjął awans na podoficera. W naiwności swej
                                                    przypuszczał, ze jako podoficer będzie mógł żyć tak , jak tego sam domagał się
                                                    od podoficerów bedąc bombardierem. Ale wkrótce musiał uświadomić sobie, że
                                                    niewolnicza uległość pewnej części żołnierzy była jednym z istotnych czynników,
                                                    które wrażliwych przełożonych, bez względu na to, czy tego chcieli czy nie,
                                                    doprowadziły do manii wielkości."
                                                  • rita100 Re: Koszary po wojnie 30.12.06, 23:04
                                                    "Koszary jeszcze ciągle stoją. Nic im się nie stało. Dobrze przetrwały złe lata
                                                    i dziś jeszcze utrzymują uparcie swe miejsca. Stały się teraz w nowej dzielnicy
                                                    mieszkaniowej przedmieścia, ktora podsunęła się aż do ich kanciastych murów,
                                                    ciałem zupełnie obcym. Są tutaj nawet do pewnego stopnia kamieniem obrazy. Mają
                                                    w sobie coś z więzienia, nie harmonizują z okolicą.
                                                    Kiedy wymaszerował na wojnę dywizjon majora Luschke, znalazły tu pomieszczenie
                                                    różne odziały rezerwowe. Wtłoczono do nich szpital zapasowy, urządzono baraki
                                                    dla jeńców. Po zakończeniu wojny koszary nagle opustoszały. Ale po kilku dniach
                                                    wczorajsi żołnierze stali się tu jeńcami dnia dzisiejszego. Zluzowali ich dipisi
                                                    (jeńcy którzy nie wrócili po wojnie do ojczyzny). Potem rozlokowały się w
                                                    koszarach odziały okupacyjne. Teraz robi się w nich porządki, remontuje się je
                                                    znowu i oczyszcza."

                                                    Ciekawe gdzie znajdują sie te koszary ?
                                                  • rita100 Re: Koszary po wojnie 30.12.06, 23:05

                                                    "Oby żołnierzom, którzy muszą tam pełnić służbę, oszczędzone zostało to, co się
                                                    tu rozgrywalo piętnaście lat temu ! Niejedno musi sie zmienić. Wtedy dopiero
                                                    będzie można napełnić koszary ludźmi, którym mozna zaufać."

                                                    Koniec
                                                  • rita100 Re: 08/15 Tom I 30.12.06, 23:07

                                                    Hans Hellmut Kirst
                                                    08/15
                                                    Tom I
                                                    Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha.
                                                    Wszelkie prawa zastrzeżone przez
                                                    Verlag Kurt Desch Munchen - Wien - Basel
                                                    przełożył
                                                    Jacek Fruhling
                                                    Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej
                                                    Warszawa 1956
                                                    str. 347
                                                  • rita100 Re: 08/15 Tom II 05.01.07, 21:04
                                                    08/15 Tom II
                                                    "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha"

                                                    Tak zianc poznalim cz.I i cias zapoznać Woju z cz. II.
                                                    Nie ziam , chtóró czajść czytoł Gietpe, bo cytania co ni mniara. Każdyj tom ma
                                                    prazie 500 stron.

                                                    Jak wskazuje tytuł w tej częście jesteśmy na wojnie. Już gdzieś na ziemi
                                                    rosyjskiej. Ta sama brygada, garnizon w tym samym składzie tylko bez Schulza,
                                                    który siedzi dalej w koszarach na ziemiach Prus Wschodnich.
                                                    Jesteśmy w Rosji moi drodzy. Na froncie. Wprawdzie nie opisane są tu działania
                                                    wojenne jeszcze, ale życie żołnierzy niemieckich na froncie. Długi zimowy postój
                                                    i rozmowy , kombinacje żołnierzy. Tworzenie tam na miescu warunków godnych do
                                                    życia. Na froncie tym znaleźli się plutonowy Vierbein, starszy ogniomistrz Asch
                                                    do zadań specjalnych i jego przyjaciel znany nam już kapral Kowalski, ktory był
                                                    na froncie kierowcą cięzarówki. Kapitanem był Wedelmann, a szefem kuchni nijaki
                                                    Soeft.
                                                    Wszystko do tej pory szło gładko, nawet plutonowy Vierbein dorobił się krzyż
                                                    żelazny I klasy.
                                                    Kłopoty się zaczęły kiedy kapitana Wedelmana uznano za za młodego i przysłano
                                                    drugiego kapitana Witterera - tak więc garnizon miał dwóch sprzecznych ze sobą
                                                    kapitanów.
                                                    I tak się zaczyna akcja na froncie. Tyle przygód, tyle ciekawych zdarzeń, głowa
                                                    nie może pomieścić co jeszcze na tym froncie może się wydarzyć.

                                                    "Śmierć nie była dla nich opromieniona blaskiem glorii. Jedynie tym, co należało
                                                    rozumieć przez pojęcie "Niemcy", poglądy ich rózniły się zasadniczo."

                                                    Zapraszam do czytania razem ze mną.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 08.01.07, 21:21
                                                    Plutonowy Vierbein został oddelegowany z frontu w Rosji do Prus Wschodnich, do
                                                    swoich koszar w celu załatwienia radiostacji niezbędnej przy działaniach
                                                    wojennych.
                                                    Samolotem 'Ju 52' przyleciał do Prus Wschodnich. Bardzo szkoda , że autor nie
                                                    podaje nazwy miejscowości.
                                                    Tak więc prosto z Rosji przylatuje przyjaciel Asche plutonowy Vierbein. Na
                                                    miejscu oczekuje na niego kierowca. A tak wyglądał dzień w Prusach Wschodnich
                                                    roku 1939, po rocznej nieobecności Vierbeina:
                                                    "Był to dzień jakby utkany z jedwabiu. Pełen słońca i szczęścia. Dzień miedzy
                                                    wyprawami wojennymi we Francji i w Rosji. Wojna jak gdyby gdzieś się ukryła.
                                                    W ciemności powoli wyrastało przed nami miasto. Domy stawały się wyzsze i
                                                    szersze. Ale nie było w nich światła. Jakiś potęzny kompleks budynków nie
                                                    pozwalał spojrzeć na wieczorne niebo.
                                                    - Przecież to chyba jeszcze nie koszary ? - zapytał Vierbein.
                                                    - To nowe zakłady paliw syntetycznych - powiedział kierowca. I dodał nie bez
                                                    dumy: - Zbudowaliśmy to, można powiedzieć, w ciągu jednej nocy. Te budy dookoła
                                                    to robotnicze baraki.
                                                    Mnóstwo bud drewnianych, baraków z blachy falistej i jednopiętrowych domków z
                                                    płyt kamiennych otaczało szosę.
                                                    - Jest pan zdumiony, co ? Wszystko w ciągu jednej nocy ! Wyrwane po prostu z ziemi !
                                                    Potem wyłoniły sie przed nami, jakby ktoś nagle szarpnął kurtynę, ogromne koszary.
                                                    Jedźmy do miasta, do centrum na rynek - powiedział Vierbein.
                                                    Miasto leżało jak martwe. Małe miasto tonęło całkowicie w ciemnościach
                                                    "Tak , to rodzime powietrze" - powiedział sobie.
                                                    Puścił sie w nocną wędrówkę po swym dawnym mieście garnizonowym. Ojczyzna mimo
                                                    toczącej się wojny znała jeszcze regularny sen."
                                                    A koszary miały znów swego Vierbeina. Jak sie dalej okazuje w koszarach rządzi
                                                    pamiętny nasz porucznik Schulz, określany jako dusza świńskiej gnojówki.
                                                    I kto by to pomyślał - Vierbein powraca w łapy Schulza.
                                                    A sprawa odesłania radiostacji na front nie jest taka łatwa, jak się okazuje.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 11.01.07, 21:19
                                                    łostawimy w spokoju plutonowego Vierdena i przeniesiemy sie na front.

                                                    Trzecia bateria w której znajdowali się nasi bohaterzy walczyła na froncie w
                                                    Rosji. Była to bateria złożona z przeważnie z ludzi przeszkolonych w koszarach w
                                                    Prusach Wschodnich. Trzecia bateria była jedną z wzorowych do czasu przybycia
                                                    nowego kapitana. Nastały nowe porządki.
                                                    Dwóch ludzi władało jedną baterią.
                                                    Porucznik Wedelmann i kapitan Witterer. Miało to być tylko tymczasowe.
                                                    Tak się zaczyna historia wojenna trzeciej baterii w ktorej służy nasz wspaniały
                                                    Niemiec i bohater Asch.
                                                    Nad nimi czuwał pułkownik Luschke. Miał trudne zadanie, ale powiem wam , ze
                                                    wywiązywał się znakomicie i był bardzo przykładnym dowódcą.
                                                    Pułkownik Luschke mówił tak do kapitana Witterera, który wprowadzał swoje jak
                                                    się dalej przekonacie głupie porządki.
                                                    - Lubię ludzi z inicjatywą - jeszcze bardziej szanuję ludzi z rozumem. Energia
                                                    to rzecz piękna i godna uznania. Ale wszystko musi odbywać sie systematycznie i
                                                    planowo.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 11.01.07, 21:20
                                                    Znajdujemy sie w miejscu , gdzie żołnierze niemieccy mają przerwę frontową,
                                                    rozłożyli obóz i czekają na dalsze rozkazy. Zajeli domy, obory, stodoły na wsi w
                                                    Rosji i układają sobie tam życie wojskowe. Warunki wojenne.
                                                    Taką jedną chałupkę zajeli ogniomistrz Asch i porucznik Wedelmann. Znali się oni
                                                    jeszcze z koszrów to i rozmawiali ze sobą szczerze.

                                                    "- Dziwne - powiedział Asch - są teraz noce, w które próbuje się spojrzeć.
                                                    - Wkrótce przyjdzie wiosna - powiedział porucznik. - Już ją czuję we wszystkich
                                                    kościach. I przeczuwam, że przyjdzie wiele nocy, podczas których znowu oka nie
                                                    zmrużymy.
                                                    Asch milczał. Wedelmann uczestniczył w tej wojnie z przekonania, dla Ascha była
                                                    ona raczej złem nieuniknionym. Wedelmann utożsamiał narodowy socjalizm z
                                                    Niemcami i uważał Hitlera za człowieka honoru. Asch widział, jak sprawy
                                                    wyglądają naprawdę, i rozmyślał, co z tego może wyniknąć. Pierwszy wierzył, że
                                                    świat musi być zmieniony, drugi dbał tylko o utrzymanie istnień ludzkich przy
                                                    życiu."
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 11.01.07, 21:22
                                                    Trzecia bateria miała też wspaniałego zaopatrzeniowca. Był nim Soeft. Soeft to
                                                    urodzony handlarz, a wojna dla niego była wyjątkowym interesem. Nie istniał dla
                                                    niego front, dla niego to był wieki plac targowy.
                                                    Soeft - wielka postać tej powieści, pokuszę się dalej powiedzieć, ze przez
                                                    takich ludzi albo wojnę można przegrać, albo wygrać, ale nigdy zremisować.
                                                    Często będziemy wracać do niego z uśmiechem.
                                                    Jeszcze dodam, ze ogniomistrz Asch ma w Prusach Wschodnich żonę i dziecko,
                                                    kocha ich bardzo, tęskni. Tą żoną jest córka starego Mazura, który jak
                                                    pamietacie w poprzedniej części poczestował Ascha 'zupą wariatów'.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 11.01.07, 21:24
                                                    Jest roku 1941.
                                                    Kapitan Witterer chcąc zająć Ascha w tej przerwie bojowej polecił mu zadanie
                                                    specjalne - ogniomistrz Asch ma zorganizować w pobiżu linii frontu gościnny
                                                    zespół rozrywkowy. Asch przyjął nowe zlecenie jak każde inne. Nic go nie mogło
                                                    już zaskoczyć. Stał się specjalistą od niezwykłych rozkazów.
                                                    "W tej zafajdanej wojnie prowadził już grupy szturmowe i czyścił latryny,
                                                    opatrywał rannych i kopał groby, uruchamiał zdobywcze samochody i rozbijał
                                                    nieprzyjacielskie czołgi, przeprowadzał rekwizycję na tyłach i kopał studnie,
                                                    organizował warsztaty krawieckie i robił ze starych gazet namiastki futer. A
                                                    teraz ma zorganizować występ gościnny zespołu rozrywkowego w pobliżu linii
                                                    frontu. Dlaczego nie ? "
                                                    Kazał sobie dać motocykl i pojechał do miasteczka etapowego, tam znajdowały się
                                                    dziewczyny sprowadzone z Niemiec, ktore dobrowolnie dla pieniędzy sprowadzane
                                                    były na tyły wojsk. Śpiewaczki, tancerki itp.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 12.01.07, 20:39
                                                    Mamy wyjaśnienie tytułu ksiązki trylogii H.H. Kirsta. Moze być on niezrozumiały
                                                    dla czytelników szczególnie polskich.
                                                    "Cyfry 08/15 okreslają wzór lekkiego karabinu maszynowego systemu Maxim, który w
                                                    armii niemieckiej dwukrotnie unowocześniono - w roku 1908 i 1915. Mimo
                                                    wprowadzonych zmian konstrukcja pozostała w zasadzie taka sama i w związku z tym
                                                    określenie "Null-acht-funfzehn" (zero-osiem-piętnaście) ma idiomatyczne
                                                    znaczenie w potocznym języku niemieckim. Ma ono też inne znaczenie i odpowiada
                                                    ono mniej więcej polskiemu "znowu to samo" albo "według starego schematu".
                                                    Nadając taki tytuł swej książce Kirst pragnął niewątpliwie podkreślić, ze
                                                    militaryzm i szowinizm hitlerowski III Rzeszy nie były nowymi zjawiskami i
                                                    stanowiły kontynuację niechlubnej tradycji czasów wilhelmowskich."
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 12.01.07, 20:55
                                                    Wracamy do Vierbeina, ktory w II tomie tej książki jest największym bohaterem.
                                                    Jak wiemy Vierbein został oddelegowany z frontu w Rosji do kaszar w Prusach
                                                    Wschodnich celem załatwienia radiostacji dla frontu wraz z obsługą.
                                                    Koszary miały znów swego Vierbeina , a porusznik Schulz jest tam aktualnie, żeby
                                                    tak powiedzieć, duszą całej tej świńskiej gnojówki. Jest szpicem nadal. Tak sie
                                                    złożyło , ze dowódca żeni się i wszyscy są pochłonięci przygotowaniami na tą
                                                    uroczystość. Koszarami rządzi znany nam Schlz.
                                                    Wszyscy byli przekonani, że w sprawie radiostacji nie będzie żadnej trudności.
                                                    Ale okazuje się że Schulz ma tyle roboty w koszarach, ze o froncie nie myśli.
                                                    Vierbein spotyka się oko w oko z Schulzem:

                                                    - Prosze spojrzeć na niego, szefie - powiedział Shulz. Była to kiedyś największa
                                                    pokraka w naszej baterii. A teraz - plutonowy ! I to jaki ! Ma już nawet krzyż
                                                    żelazny I klasy.
                                                    - Za coscie to dostali, Vierbein ?
                                                    - Zniszczyłem czołgi, panie poruczniku. Siedem sztuk.
                                                    - Moja szkoła ! - wykrzyknął Szulz. - Patrzcie szefie ! To była największa
                                                    oferma. A teraz siedem czołgów ! I plutonowy !
                                                    - Cygaro ! - zapytał Schulz - Może pokażę się kiedyś z wami w kasynie
                                                    oficerskim. Niech się zdumiewają nad wynikami mojej szkoły. A zdumiewać się
                                                    będą, tego mozecie być pewni ! A potem opowiecie nam hietorię z tymi siedmioma
                                                    czołgami.
                                                    - Niewiele mam do opowiadania, panie poruczniku.
                                                    - Tylko bez fałszywej skromności, mój drogi. Kiedy powiem: opowiadać, będziecie
                                                    opowiadać, zrozumiano ?
                                                    Ze wszystkimi szykanami. - Glos jego brzmiał tak samo jak dawniej, przypominał
                                                    trąbę jerychońską, miał w sobie coś niebezpiecznie życzliwego.
                                                    - Tak jest, panie poruczniku - wyrecytował posłusznie Vierbein."

                                                    Zostawiamy na razie Vierbeina w 'dobrych' rekach u Schulza i przenosimy się znów
                                                    na front do Naszych głównych bohaterów Ascha, Kowalskiego i Wedelmanna.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 12.01.07, 20:57
                                                    I już jesteśmy w Rosji na froncie gdzie kapitan Witterer ukrył sie za drugim
                                                    działem i patrzył badawczo w stronę wroga. Linie nieprzyjacielskie leżące na
                                                    przeciwległych wzgórzach były widoczne. Nieprzyjaciel 'Iwan' również 'oparł'
                                                    część swych stanowisk o zabudowania jakiejś wioski. Kilkunastu ludzi poruszało
                                                    się tam bez lęku w otwartym terenie.
                                                    - Po prostu nie do wiary - powiedział Witterer - Istna wędrówka narodów ! I to
                                                    ma być wojna !
                                                    I tak kiedy sobie wszyscy żyli w spokoju oczekując na dalsze rozkazy, kiedy
                                                    życie żołnierzy zostało unormowane kapitan Witterer miał ochotę na walkę, na
                                                    wielką wojnę, na zdobycie odznaczeń , na wielkie po swojemu bohaterstwo kosztem
                                                    swoich ludzi.
                                                    Należy dodać, że nieprzyjaciel nie miał tam wcale artylerii i była to linia
                                                    frontowa w bezruchu na której wszyscy oczekiwali odpowiednich rozkazów - tylko
                                                    nie kapitan Witterer, on sam najlepiej wszysko niby wiedział. Postawił cały
                                                    batalion na nogi i krzyczy:
                                                    - Ogień !
                                                    - Do kogo ? - żołnierze się dziwili
                                                    - Bałagan, świński chlew - mruknął Witterer.
                                                    Następnie kapitan udał się do porucznika Wedelmanna na konsultacje. A Wedelmann
                                                    siedzi i uczy się jezyka rosyjskiego co bardziej wzburzyło Witterera :
                                                    - Na odwrót byłoby chyba słuszniej - powiedział Wittner wesoło - Już czas, żeby
                                                    się ludziska tutaj powoli zaczęli uczyć niemieckiego.
                                                    - Ludziska tutaj nie znajdują się przecież w Niemczech
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 12.01.07, 20:58
                                                    Dalej jesteśmy jeszcze na froncie, a kapitan Witterer:
                                                    - Moi państwo - powiedział - zbyt długo leniuchowaliśmy. Wkrótce zacznie sie tu
                                                    znowu taniec. Zarządzam ćwiczenia alarmowe.
                                                    - Panie kapitanie - powiedział Asch - od tygodni nie padł na naszym odcinku ani
                                                    jeden strzał.
                                                    - Dowodzi to tylko , ze tu się śpi głeboko i to po obu stronach - powiedział
                                                    Witterer.
                                                    A Asch na to :
                                                    - O kilkaset metrów przed nami leży piechota. Częsciowo w nędznych i błotnistych
                                                    jamach. Kiedy następuje zmiana, żołnierze szukają schronienia w kilku pobliskich
                                                    chałupach. Naprzeciw naszej piechoty, w zasięgu obserwacji, rozlokowany jest w
                                                    tych samych warunkach nieprzyjaciel. I on ma swoje chałupy. W tej sytuacji
                                                    piechota nasza uważa walkę ogniową za nonsens.
                                                    - Od kiedy to przyczynianie strat wrogowi jest nonsensem ?
                                                    - Nieprzyjaciel panie kapitanie, może nas przyprawić o takie same .
                                                    Panie kapitanie - powiedział Asch - kązde działanie bojowe musi przecież mieć
                                                    sens. Albo jest się zmuszonym do obrony własnej pozycji, albo istnieje zamiar
                                                    przepędzenia nieprzyjaciela z pozycji zajmowanych przez niego. Żadna z tych
                                                    ewentualności nie zachodzi. W naszej sytuacji każde odosobnione działanie jest
                                                    nonsensem. Piechota dokładnie to zrozumiała. Na przykład nie ostrzeliwuje
                                                    rosyjskich żołnierzy niosących pożywienie a Rosjanie nie ostrzeliwują naszych.
                                                    - Czy mamy tu jeszcze włąsciwie wojnę ? zapytał ironicznie Witterer - czy też
                                                    bawimy sie w grę "Człowieku , nie irytuj się " ?
                                                    - Unikamy niepotrzebnego przelewu krwi, oto wszystko.
                                                    - I przy tym zapominacie w swoim humanitaryzmie, ze mamy nad nieprzyjacielem
                                                    przewagę altyrerii.
                                                    - To może w ciągu jednej nocy się zmienić - odpowiedział Asch - Gdybyśmy
                                                    przeciwnikowi rozbili jego rowy i schrony, sciągnął by swą artylerię i
                                                    rozwaliłby nasze. Żołnierze musieli by leżeć wyłącznie w swych jamach.
                                                    - Ogniomistrzu Asch - powiedział Witterer ostro - Brak wam potrzebnego hartu,
                                                    brak ducha bojowego. Daje mi to dużo do myślenia. Przeciez nie po to prowadzimy
                                                    wojnę, zeby w spokoju spożywać posiłki. U nas strzela się ostro !
                                                    - Moim zdaniem - wtrącił spokojnie Wedelmann - nie należy podejmować żadnych
                                                    działań samodzielnych bez porozumieniem się z dowódcą piechoty naszego odcinka.
                                                    - Zaraz go poszukam - odpowiedział Witterer - co za świńska gospodarka !
                                                    Przysięgam , ze to zmienie !
                                                    A co sie tyczy ogniomistrza Ascha, właśnie ! To chętnie się chcę dowiedzieć jak
                                                    dalece wykonuje mój rozkaz przygotowania występu zespołu rozrywkowego .....
                                                    Uważam , dodaje Wittere, ze szybkie i gruntowne wykonanie polecenia słuzbowego
                                                    to sprawa o wiele ważniejsza niż przemówienia dotyczące wątpliwych zwyczajów na
                                                    froncie ."
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 12.01.07, 21:01
                                                    I tak oto zapoznaliśmy się z życiem na froncie. To oczywiście tylko malutka
                                                    iskierka tego co tam sie działo. Jak bardzo pomyślność działań zależy od
                                                    dowódcy, od mądrego dowódcy. Porucznik Wedelmann był lubiany, był bardzo mądry,
                                                    ale nie miał odpowiedniego stopnia by zarządzać. Zwróćmy też uwagę na porucznika
                                                    Wedelmanna, wielka to postać w trylogi Kirsta.
                                                    Cztery najwazniejsze pozytywne postacie o róznych charakterach to: Asch,
                                                    Wedelmann, Kowalski i Vierbein.
                                                    Ale najserdeczniejszą postacią w/g mnie jest pułkownik i chyba dowódca
                                                    batalionów , w tym i trzeciego - piłkownik Luschke, ktory przyjmując Wedelmanna
                                                    tak mówi:
                                                    - Zawsze kiedy widzę pańskie wiernopodańcze niemieckie oblicze, uświadamiam
                                                    sobie , ze bedzie to długa wojna. Mimo to niech pan siada. (Rozmawiali zawsze
                                                    tym tonem i z ironią, bardzo sie lubili.)
                                                    Jesteśmy w Rosji, mój drogi. Mój schron nie jest o wiele większy od wychodka,
                                                    który w garnizonie pozostał do mojej wyłącznej dyspozycji.
                                                    (Śmierć nie była dla nich opromieniona blaskiem glorii. Przez pojęcie 'Niemcy',
                                                    poglądy ich rózniły sie bardzo.)
                                                    Kiedy Wedelmann wykonywał wszystkie zadania i zgałasza raport z dobrze
                                                    wykonanych przygotować Luschke tak dziękował :
                                                    - Brawo , panie poruczniku ! - mówił ironicznie - Podczas gdy pan robił to
                                                    wszystko, Rosjanie spali co ? Bo Hitler jest geniuszem, a Stalin matołem. My
                                                    mamy samych bohaterów, tamci zaś nikogo prócz marnych kreatur. Niemcy ponad
                                                    wszystko, wszystko inne jest pod zdechłym psem. Drogi poruczniku Wedelmann,
                                                    niech mi pan zrobi przynajmniej te grzeczność i zachowa swój zdrowy rozum ludzki
                                                    ! Także w sprawach dotyczących Wielkich Niemiec, poruczniku Wedelmann ! Własnie
                                                    w tych sprawach !"
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 13.01.07, 20:26
                                                    Porucznik Wedelmann poznaje Rosjankę Nataszę. Odwiedza ją od czasu do czasu w
                                                    chatce na herbatce.
                                                    - Napije się pan herbaty ? - zapytała - Miałam prawdziwy samowar....
                                                    - Wiem - powiedział Wedelmann - Miała pani prawdziwy samowar ! Niemcy go
                                                    zarekwirowali. Poza tym miała pani kilka filiżanek i szklanek. I to
                                                    zarekwirowali Niemcy. Teraz ma pani tylko jedną filiżankę. Wiem o tym wszystkim.
                                                    Niemcy też zabijają.
                                                    Wedelmann zakochuje się w Nataszy i zwierza się jej ze swoich problemów.
                                                    W planie szykuje się odwrót wojska niemieckiego o jakieś 40 km. Muszą się cofać
                                                    tak by Rosjanie nic nie zuważyli.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 13.01.07, 20:27
                                                    I znów jesteśmy w koszarach w Prusach Wschodnich. W czasie wojny stają sie one
                                                    krajowym obszrem wojennym z zakładem paliw syntetycznych, artylerią
                                                    przeciwlotniczą, składem zapasowym, obozem jeńców wojennych i tak dalej, ale
                                                    gdziekolwiek spluniesz zawsze trafisz na Schulza. Bez Shulza nawet trawa nie rośnie.
                                                    Vierbein znalazłszy się tam w celu otrzymania radiostacji zrozumiał w latach
                                                    swojej służby, które przedłużały się dzięki fuhrerowi, ze istnieje wiele spraw
                                                    miedzy dziedzińcem koszarowym a frontem, o których lepiej milczeć.
                                                    - Plutonowy Vierbein - powiedział Shulz - przecież nauczyliscie się czekać, więc
                                                    bedziecie czekać. Naprzód musi być zakończone przeszkolenie żołnierz, musimy
                                                    wypróbować stację , sprzęt; potem dopiero będę mógł wziąśc na siebie
                                                    odpowiedzialniość za postawieni ludzi i sprzętu do dyspozycji na front.
                                                    - A kiedy to nastąpi ?
                                                    - Za pieć dni. Przez ten czas - powiedział Schulz będziecie tu zatrudnieni.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 15.01.07, 20:55
                                                    Wracamy na front, gdzie Asch załatwia dla wojska rozrywkę. Oczywiście przy
                                                    pomocy naszego niezastąpionego zaopatrzeniowca wojska i niesamowitego handlowca
                                                    Soeft.
                                                    Hasłem Soefa jest , tak jest :
                                                    "U Prusaków, fuhrera i Pana Boga wszystko jest możliwe."

                                                    Żołnierz potrzebuje odmiany i powinien ją mieć - mówi kapitan Wittnerer do Soefa.
                                                    - Słowa pana kapitana powinny dojść uszu fuhrera - powiedział Soef
                                                    - Rozrywki były tu chyba dziedziną całkowicie zaniedbaną co ?
                                                    - Całkowicie panie kapitanie - zawtórowali inni.
                                                    - Nie ma dla tych spraw zrozumienia.
                                                    Soeft bierze się za interes tłumacząc:
                                                    Znam liczne jednostki wojskowe, u których na liście plac figuruje po pół tuzina
                                                    dziwek. Dlaczego nie miałoby to być możliwe tu na froncie ? Przecież tutaj
                                                    potrzebujemy tego najbardziej.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 16.01.07, 20:12
                                                    Jesteśmy na froncie dalej:
                                                    Gramolił się nowy, zmęczony dzień.
                                                    Wartownik spojrzał poprzez parów na przeciwległe wzgórze wojsk
                                                    nieprzyjacielskich. W odległości zaledwie kilku kilometrów zobaczył człowieka
                                                    stąpającego po śniegu. Był to również wartownik.

                                                    "Wartownik ten - myślał - ma azjatyckie rysy twarzy i mówi po rosyjsku; jest
                                                    łysy, nosi brązowy mundur, ale robi to samo, co ja. Dokładnie to samo."
                                                    "Zabawne - pomyślał wartownik - Dokładnie to samo."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 16.01.07, 20:12
                                                    Gramolił się ten sam dzień w koszarach gdzie żołnierz niemiecki w umywalni
                                                    puszcza strumień wody mówiąc do Vierbeina:

                                                    " - Jestem żołnierzem. Mam żylaki, płaską stopę, wrzody w żołądku, dwoje dzieci,
                                                    które powoli schodzą na psy, i żonę, ktora sie puszcza, ale jestem żołnierzem."
                                                    Vierbein milczał.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 16.01.07, 20:13
                                                    Gramolił się ten sam dzień na froncie gdzie przy porannej brunatnej wodzie zwaną
                                                    kawą rozmawiają ogniomistrz Asch i porucznikiem Wedelmannem.

                                                    - Można wam pozazdrościć Asch - rzekł Wedelmann - macie żonę i dziecko
                                                    - A pan poruczniki ma Niemcy i fuhrera.
                                                    - Nie róbcie dowcipów Asch
                                                    - Panie poruczniku - zapytał Asch - czy pan porucznik widział juz kiedyś Niemcy
                                                    ? Czy przyjrzał sie pan porucznik dokładnie fuhrerowi ?
                                                    - Nie rozmawiam z wami o takich rzeczach, Asch - odpowiada Wedelmann - Niezły z
                                                    was człowiek, Asch, ale dobrym Niemcwem nie bedziecie nigdy.
                                                    - A może jednak. Jeżeli kiedyś powstaną dobre Niemcy.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 16.01.07, 20:14
                                                    Gramolił się ten sam dzień i w chacie Nataszy na froncie, gdzie stała radziecka
                                                    radiostacja ukryta. Natasza myślami była przy Wedelmanie, przyjacielu Ascha i
                                                    .... Natasza i Wedelmenn mnieli się ku sobie.
                                                    Narzyczony Nataszy został zamordowany w czasie walk przez Niemców, postanowiła
                                                    pracować dla Rosjanów.
                                                    Wedelamn coraz częściej do niej zaglądał.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 16.01.07, 20:14
                                                    Wartownik na stanowisku ogniowym został zluzowany. Nowy wartowanik wyglądał tak
                                                    samo jak poprzedni, nawet myślał tak samo. Wartownik spojrzał poprzez parowy na
                                                    przeciwległe wzgórza, na ktorych okopał się przeciwnik.
                                                    Myślał sobie:

                                                    "Te świnie, te nieszczęsne świnie. I ty także jesteś biedną świnią ! Jak dużo
                                                    jest na świecie takich biednych świń !"
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 17.01.07, 20:25
                                                    I dalej jesteśmy na froncie.
                                                    Raz na tydzień w do baterii przychodził Soeft. Tym razem celem tej wizyty była
                                                    chęć zorientowania się w smakach i apetytach oraz gustach zaopatrywanych przez
                                                    niego żołnierzy. Pamiętamy , ze dla Soefa nic nie było czego nie można byłoby
                                                    załatwić. Tym razem zbierał zamówienie na niedzielny objad. Soeft wyciągnąl
                                                    notes i notuje smaki:
                                                    - Chcielibyśmy wątróbki ! - zawołali zołnierze pierwszego oddziału pochłonięci
                                                    myślą o nieniedzielnym żarciu.
                                                    - Jakiej wątróbki ? zapytał Soeft - Wieprzowej czy cielęcej ? Smażonej czy
                                                    gotowanej ? Na słodko , na kwaśno, a może ?....
                                                    Żołnierze patrzyli na Soefta jakby był z jakiejś bajki, lub dziwolągiem lub
                                                    geniuszem. Prawie każdy wiedział , że Soeft był paserem, ale nikt tego nie brał
                                                    mu tego za złe - przecież paskował również dla nich. Niech żyje Soeft ! Dzieki
                                                    niemu żyjemy i my !
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 17.01.07, 20:27
                                                    Obsługa drugiego odziału zażądała od Soefta gotowanej wieprzowiny z kiszoną
                                                    kapustą. Obsługa trzeciego objawiła chęć spożycia baraniny z grochem. A
                                                    działowny czwartego działa zażądał "Kawior" smile
                                                    - U mnie nie ma rzeczy niemożliwych - oświadczył Soeft.
                                                    - Rozpuszczasz tylko chlopaków - powiedział ktoś.
                                                    - Drogi przyjacielu, tę sprawę zostaw łaskawie mnie - powiedział Soeft
                                                    przysiadając. - Żołnierz ma prawo do świni w kotle, dopoki moja armia gotuje
                                                    gulasz. Na razie lezymy tu na brzuchach i czekamy. Własciwie na co ? Czy na to,
                                                    że straciwszy na wadze walczyc i umierać ?
                                                    - Mamy ostatecznie wojnę , Soeft.
                                                    - Mamy wojnę w dupie - powiedział Soeft po prostu i serdecznie. - Przede
                                                    wszystkich chcę dobrze jeść. Zyć i pozwolić żyć innym!

                                                    "Ten , kto nie trawi normalnie albo przynajmnie nie dąży do tego, jest moim
                                                    osobistym wrogiem"

                                                    - A czego życzyłoby sobie dowództwo baterii ? - zapytał Soeft Witterera . Kaczki
                                                    pieczone.
                                                    Tu dowiaduje się Soeft, że trzeba będzie wyrównać linię frontu i wojska zmienią
                                                    pozycję. Soeft będzie musiał cały swój kołchoz przetransportować. Kołchoz
                                                    plutonowego Soefta znajdował się w odległości 12 km za frontem.
                                                    W kołchozie Soert posiadał jeszcze cztery krowy, dziewięć świń, siedemnaście
                                                    owiec, dziewiętnaście kaczek, dwadzieścia osiem kur. Produkty służyły też jako
                                                    obiekt wymienny. I wiele, wiele ciekawych produktów.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 18.01.07, 20:29
                                                    Był taki dzień na froncie, gdzie pewnego pochmurnego dnia kapitana Witterera
                                                    rozpierała żądza działania. Starszy ogniomistrz tłumaczył to sobie tak:
                                                    widocznie wczoraj wieczorem nie powiodło mu się z kociakiem z zespołu
                                                    rozrywkowego, więc wyżywa się w przykręcaniu śruby żołnierzom. Witterer pchał
                                                    sie po prostu do wojny.
                                                    Wziął lornetkę i zaczął obserwować Iwanów (Rosjanów) na drugiej stronie wzgórza.
                                                    Nagle zawołał:
                                                    - Człowiek ! Chodzi sobie po okolicy jakby nigdy nic ! Przecież to wyraźna
                                                    prowokacja! Przygotować działa !
                                                    - Tak jest, panie kapitanie. To niewątpliwie prowokacja. Ale oni robią to w
                                                    popołudniowej porze od wielu tygodni. Po naszej stronie też nie dzieje sie inaczej.
                                                    Witterer na widok nieprzyjacielskiego żolnierza, który najspokojniej niósł
                                                    jedzenie, zagryzał wargi. Wróg ! Bezszczelnie w samym środku pola ostrzału ! Ten
                                                    łajdak po prostu spaceruje sobie najspokojniej przed lufami jego baterii,
                                                    baterii Witterera. Tego było za wiele !
                                                    Zawołał:
                                                    - Alarm ogniowy !
                                                    - Co takiego ? - zapytał wartownik. - Co się stało ?
                                                    - Alerm ogniowy ! - powtórzył kapitan
                                                    Wartownik wzruszyl ramionami.
                                                    "Dlaczego nie - pomyślał. - Widocznie stary chce się zabawić w próbny alarm.
                                                    Jest to wprawdzie kłopotliwe, ale nic na to nie można poradzić". I puścił w ruch
                                                    reczną syrenę.
                                                    Obsługa dział szybko sie zebrała tylko kierowca Kowalski
                                                    docinał słowami:
                                                    - Bądźcie na niejedno przygotowani, chłopcy. Kapitana swędzi skóra.
                                                    I tak rozgorzała całkiem nieoczekiwana walka.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 18.01.07, 20:30
                                                    Kapitan Witterer stał i rozkazywał oraz liczył trafienia.
                                                    - Pudło ! - zawołał rozczarowany
                                                    - Strzelać dalej ? - zapytał działowy
                                                    - Dopóki nie zniszczycie swego celu. Dopóki ta marionetka po tamtej stronie nie
                                                    zostanie roztarta na miazgę.
                                                    Wtem rozległ się telefon polowy:
                                                    - Dowódca piechoty każe zapytać, co za idiota puka tu po okolicy. Wyprasza to
                                                    sobie jak najbardziej kategorycznie.
                                                    Witterer dostał ataku i ryknął:
                                                    - Powiedzcie temu czlowiekowi, zeby mnie pocałował w dupe.
                                                    Wkrótce Witterer musiał się zjawić u pułkownika Luschke, który oznajmił mu:
                                                    Wkrótce po tym świństwie, na które pozwoliła sobie pańska trzecia bateria,
                                                    Rosjanie otworzyli ogień z moździerza. Trzech moich żołnierzy odniosło rany,
                                                    jeden z nich ciężkie.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 18.01.07, 20:31
                                                    Rozmowa miedzy Aschem a Wedelmannem po tym niecodziennym wyskoku Witterera.
                                                    Asch goda:
                                                    "Przecież pan porucznik wie równie dobrze jak ja, co to za ziółko z tego
                                                    Witterera. To aspirant do strzału w plecy, jeżeli coś takiego istnieje. Widzi
                                                    pan, pułkowniku prowadzi te wojnę w imię swojej ojczyzny; nie wie jeszcze tylko
                                                    na razie, gdzie jest ta jego ojczyzna. Pan panie poruczniku, wierzy w fuhrera i
                                                    Wielkie Niemcy; i pan chciałby, zeby na wojnie obowiązywała jakaś przyzwoitość.
                                                    Ale ten Witterer - to zupełnie inny kaliber. Prowadzi wojnę dla wojny. Chce żeby
                                                    był huk i strzelanina. Chce zabijać ludzi, zeby za tę cenę dochrapać się
                                                    odznaczeń. Dla takiej kreatury szkoda mnie, panie poruczniku. Dziewięćdziesiąt
                                                    procent baterii myśli tak samo jak ja."
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 19.01.07, 20:08
                                                    Powracamy do koszar w Prusach Wschodnich. Tam znajduje sie w celu załatwienia
                                                    radiostacji na front Vierbein (przyjaciel Ascha) Ponieważ załatwienie takiej
                                                    radiostacji trochę dłużej potrwa Vierbein został przydzielony do usługiwania
                                                    admirałowi w stanie spoczynku, a przyszłemu teściowi dowódcy dywizjonu w Prusach
                                                    Wschodnich. Admirał Jacoby służył dawniej cesarskiej mości w wojskach morskich.
                                                    Dla miłego spędzenia czasu Admirał zaproponował:
                                                    - Trzy karafki i dwa kieliszki 'witrażu kościelnego'.
                                                    - Witrażu ? - spytał Vierbein
                                                    - Nie służył pan w marynarce, nie jeżdził pan nigdy po morzu ? Nigdy pan nie był
                                                    zaproszony na polowanie w Prusach Wschodnich ?
                                                    A więc "witraż" składa się z równych ilości rumu, araku i czerwonego wina. Te
                                                    trzy różne barwy przypominają wyroby ze szklanej mozaiki w pewnych gmachach.
                                                    Stąd nazwa "witraż koscielny"
                                                    I tak sobie rozmawiali na luzie , nawet sobie bardzo przypadli. Doradca jego
                                                    cesarskiej mości zabierał się właśnie do udzielenia zwykłemu plutonowemu
                                                    wielkoniemieckiego Wehrmachtu historycznych pouczeń w skali światowej.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 19.01.07, 20:08
                                                    I znów jesteśmy na froncie gdzie pułkownik Luschke w kościele gdzie dawniej
                                                    stał ołtarz udzielał najwazniejszych informacji Wittererowi mowiąc:

                                                    "Kiedy już raz taczki wojenne pójdą w ruch, trudność polega niemal wyłącznie na
                                                    tym, zeby je znowu zatrzymać."

                                                    Jutro rozpozna pan z Wedelmannem nowe stanowisko. Ale wszystko bez hałasu.
                                                    Sprawa pozostaje tajna. Kiedy przyjdzie pora, pomaszerujemy w nocy - oderwiemy
                                                    się od przeciwnika pod osłoną ciemności. Niespodziewanie. Rosjanie będa musieli
                                                    następnego ranka patrzeć na pustkę.
                                                    --
                                                    "żaden zając nie potrafi namówić psa gończego, by razem z nim żarł koniczynę."
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 19.01.07, 20:10
                                                    "Wedelmann i Asch siedzieli w ciasnej izdebce Rosjanki i pili herbatę. Mowili o
                                                    wojnie, bo i żaden inny temat nie istniał.
                                                    - Taka wojna - powiedział Asch - to jak wielki wychodek. Każdy musi kiedyś wejść
                                                    do niego, ale tylko pewien określony rodzaj ludzi czuje się tam dobrze.
                                                    - Byłoby wskazane - powiedział Wedelmann karcąco - posługiwać się trochę
                                                    bardziej dobranymi wyrazami.
                                                    - Chyba nie ma okreslenia na to świństwo.
                                                    - Dla nas - powiedziała Natasza bardzo poważnie - wojna ta, której nie
                                                    rozpoczynaliśmy, jest patriotycznym obowiązkiem.
                                                    - I my - oświadczył Wedelmann - prowadzimy tę wojnę jako narodową konieczność.
                                                    Nasz atak jest włąsciwie obroną prewencyjną.
                                                    - Moi państwo - powiedział Asch złośliwie - kilka lat temu grasował w naszej
                                                    okolicy morderca-erotoman. To bydle nazwiskiem Schalapprosch modliło się zawsze
                                                    przed dokonaniem zbrodniczego czynu. Był bowiem przekonany, ze Bóg chce go mieć
                                                    takim jakim jest.
                                                    Wy oboje - ciągnął słowa Asch w kierunku Wadelmanna i Nataszy - maszerujecie w
                                                    nowy czas. Ale każde z was w przeciwnym kierunku. Każde z was jest przekonane,
                                                    ze ma w kieszeni gotowy światopogląd. I co jeszcze gorsze: każdy wierzy, ze jego
                                                    światopogląd jest jedynie słuszny.
                                                    Siedzicie więc tu wy, czerwoni i brunatni akrobaci partyjni, przypuszczam, że
                                                    się kochacie, ale miłość między ludzmi jest w tym świecie sprawą drugorzędną. Na
                                                    pierwszym miejscu jest Związek Radziecki albo Rzesza; jedni i drudzy chcą
                                                    uszczęśliwić świat.
                                                    - Pan nie wie, co to jest ojczyzna - powiedziała Natasza z dumą. - Bronię jej,
                                                    by później móc żyć w niej spokojnie.
                                                    - Chyba nie zrozumiecie Asch nigdy - powiedział Wedelmann niemniej dumnie - ze
                                                    naród jest wszystkim, a jednostka bez narodu - niczym.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 19.01.07, 20:12
                                                    A teraz coś o korespondencie wojennym.
                                                    Korespondent wojenny w stopniu sonderfuhrera B.M.Eberwein, przybył do pułku,
                                                    aby jako dziennikarz wykorzystać planowane oderwanie sie od nieprzyjaciela -
                                                    "nową kartę chwały naszych wojsk".
                                                    Eberwein uważał się za asa wśród korespondentów wojennych. Posiadał bujną
                                                    fantazję, oraz jeszcze bujniejszy brak skrupułów. W jego mózgu, pracującym
                                                    stosunkowo szybko i śmiało, formowały się już nagłówki poszczególnych
                                                    fragmentów: "Ciężka bateria zabezpiecza odwrót", "Nasze pancerne dziadki do
                                                    orzechów znowu w ruchu", "Prosto z przedstawienia na pole bitwy".

                                                    Teraz coś o zdjeciach, malutka tajemnica fotograficznasmile
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 19.01.07, 20:13
                                                    "Zdjecie pierwsze: Decydujący moment! Kapitan Witterer, dowódca sławnej baterii,
                                                    stoi wyprostowany w lornetką w ręku, z wzrokiem utkwionym w stronę wroga, przy
                                                    jednym z dział. Działo to, czwarte z kolei, zostało pieczołowicie wybrane, stało
                                                    za wzgórzem i było dla nieprzyjaciela niewidoczne. Podoficer amunicyjny w
                                                    bezpiecznej dla fotograafowanych i fotografującego odległości przygotował
                                                    niewielki ładunek wybuchowy. Kiedy nastąpił wybuch, Eberwein sfotografował go.
                                                    Dopiero przy trzecim wybuchu zdjęcie udalo się tak jak sobie życzył Eberwein.

                                                    Zdjecie drugie: Niebezpieczny wypadek. Jakiś ciągnik omal nie wpadł do bocznego
                                                    rowu. Ale żołnierze zeskoczyli na czas i z odważną brawurą - zbliżenie ! -
                                                    ostatnim wysilkiem podparli ciagnik: wykrzywione twrze, zsunięte do tyłu hełmy,
                                                    buty warte w ziemię. Wszystko to sfotografowane z boku, po tym jak podoficer
                                                    samochodowy uniósł podnośnikami drugą stronę ciagnika.

                                                    Zdjęcie trzecie: Nacierający czołg rozbity w walce wręcz ! Rosyjski kolos
                                                    stalowy stoi w płomieniach. O kilka metrów od niego, w płytkim leju, żołnierz
                                                    który własnie miał rzucić w kierunku czołgu jeszcze jedną wiązkę granatów. Czołg
                                                    ten stał już od czterech miesięcy. Była to zdemontowana zupełnie, stalowa trumna
                                                    bez gąsienic. Podoficer samochodowy wylał na niego karnister benzyny i podpalił
                                                    go. Dymił wspaniale. Podoficerem z wiązką granatów recznych był nie kto inny jak
                                                    Soeft, który wspaniale grał swoją rolę.

                                                    - Ma pan w swojej baterii tęgich zuchów, panie kapitanie - zapewniał Eberwein z
                                                    całą szczerością po zrobieniu dwóch tuzinów dobrych zdjęć."
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 19.01.07, 20:13
                                                    Noc wisząca nad frontem była ciężka i wilgotna. Wartownik okrążył działo. Po
                                                    jakimś czasie przystanął i zaczął w nocnej ciszy nasłuchiwać. Zdawało się, ze
                                                    noc przystanęła również, żeby posłuchać, jak żołnierz oddycha. W pewnej chwili
                                                    wydawało mu się, ze słyszy odległy huk silników.
                                                    - Bzdura ! - powiedział po chwili. Przytłumiony huk szedł od strony rosyjskiej,
                                                    a wartownik był święcie przekonany, ze Rosjanie śpią.
                                                    Niech sobie śpią !
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 19.01.07, 20:14
                                                    Soeft ryczał piosenkę, razem z nim śpiewali przyjaciele należący do ściślejszego
                                                    kółka.

                                                    Tak jak ją strowrzył Bóg
                                                    Zbijała żołnierzy z nóg.
                                                    Widząc to generał wrzasł:
                                                    Dobra, jeszcze raz !

                                                    W lokalu snuły się kłęby dymu. Blat stołu był mokry od rozlewanej wódki. Soeft
                                                    wymamrotał ciężkim głosem:
                                                    - Chlanie jest zawsze lepsze od braku kobiet.
                                                    - I jeżeli już mają być trupy, to od wódki.
                                                    Jutro w nocy wojna znowu się zaczyna. Ale jedno wam powiadam: Wyżywienie jest
                                                    zawsze ważniejsze od amunicji. A najważniejszy jest Soeft.
                                                    - Wytłumacz to Wittererowi.
                                                    - Wojan to za mnie załatwi. Nie takim krzykaczom wypolerowała geby.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 19.01.07, 20:15
                                                    Noc leżąca nad ojczyzną wydawała się spokojna i cicha. Na ulicach miasteczkach
                                                    wojna zgasiła wszystkie światła.
                                                    W kawiarni ojca Ascha rozmawia stary Mazur Freitag ze starym Aschem,
                                                    włascicielem kawiarni w miasteczku koszarowym w Prusach Wschodnich.

                                                    Kawiarz Asch zapytał:
                                                    - Własciwie dlaczego słuchamy, kiedy ten Fuhrer rozkazuje ?
                                                    - Cecha narodowa, czlowieku ! U nas rozkazy są święte. I to wszystkie.
                                                    Obojętnie, czy wydają je ludzie honoru, czy idioci albo zbrodniarze.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 19.01.07, 20:17
                                                    Noc leżąca nad frontem zaczęła się powoli ulatniać.
                                                    Zdawało się, ze niebo i ziemia rozpływają się w sobie.
                                                    Wartownik przy dziale skulił sie pod płachtą namiotu.
                                                    Słuchał z napieciem. Daleki huk silników zbliżał sie coraz bardziej. Były to
                                                    ciężkie silniki, huczały głucho. Wartownikowi zdawało się, ze widzi, jak pojazdy
                                                    nieprzyjaciela przedzierają się przez błotniste drogi.
                                                    - Głupstwo - powiedział wartownik po chwili. - To nie moze być nic wielkiego !
                                                    Był teraz tylko zmęczony jak pies, śmiertelnie zmęczony. Dlaczego i Rosjanie nie
                                                    mieliby być zmęczeni ?
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 10:15
                                                    Kiedy wojna zaczeła powoli znowu rozprostowywać swe kości, znikł jako pierwszy
                                                    korespondent wojenny. Drugim, który zawczasu podał tył był Soeft. Przenoził
                                                    skrzynie , kufry, worki cały swój kołchoz o dwanaście godzin w tyły frontu.
                                                    Przed zapadnięciem ciemności ruch odziałów był zabroniony, ale Soeft przesuwał
                                                    swe mienie grubo wcześniej korzystając z róznych kruczków i w tajemnicy.

                                                    Kapitan Witterer dostaje nagły telefon od pułkownika Luschke.
                                                    - Czy wiadomo panu, gdzie się właściwie obija poczciwy Soeft ?
                                                    - Przypuszczalnie na stanowisku przodków - odpowiada Witterer.
                                                    - Tak pan przypuszcza, panie kapitanie ? - Wolałbym gdyby pan to wiedział. Bo
                                                    wtedy wiedziałby pan, co pański Soeft teraz urządza, wiedziałby pan również, że
                                                    pańska bateria gówno sobie robi z pańskich rozkazów. Otóż Soeft wywozi już w tej
                                                    chwili żywność do tyłu, i to przy pomocy tylu wozów, jakby miał do zaopatrzenia
                                                    trzech generałów.
                                                    - Natychmiast, zamknę tego ptaszka - odpowiada Witterer.
                                                    - Jeśli tak jest ? Pan powątpiewa w moje dane, panie kapitanie ? Nie ? Jak to
                                                    uprzejmie z pana strony. Chce go pan zamknąć ? Mój drogi, niech sie pan łaskawie
                                                    troszczy o porządek w zasiegu swej władzy, ale nie zaraz za pomocą ostrej
                                                    amunicji. Niech pan zapyta Wedelmanna, ogniomistrza Ascha. Niech pan spokojnie
                                                    zasięgnie rady zołnierzy. Wszyscy oni już nieraz wąchali, kiedy tu mocno
                                                    śmierdziało. I wiem przypadkowo, ze nawet taki Soeft nie ulatniał się nigdy
                                                    dawniej bez uprzedniego uzgodnienia ze swoim dowódcą. To powinno dać panu do
                                                    myślenia.
                                                    - Tak jest, panie pułkowniku.
                                                    - Panie kapitanie Witterer - powiedział teraz pułkownik niebezpiecznie cicho -
                                                    jeżeli zaświni mi pan trzecią baterię, niech pana ręka boska broni, oczywiście
                                                    jeśli Bóg ma jeszcze coś z tymi Niemcami wspólnego. Ma pan tam mnóstwo
                                                    znakomitych żołnierzy, powinien pan prowadzić wojnę razem z nimi , a nie
                                                    przeciwko nim. Gdyby wybuchły jakieś tarcia, Witterer, i gdyby się okazało, ze
                                                    to je pan rozpętał, wtedy, czlowieku, pozna pan moją twarz..
                                                    --
                                                    i łobaczcie co dalyj sia dzieje...
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 10:18
                                                    Wszystko już przygotowane do cichego odwrotu. Tak by obóz nieprzyjacielski
                                                    niczego się nie domyślił, wszyscy w napięciu kiedy Witterer wpadł na na pomysł:
                                                    - poślemy teraz Iwanowi na pożegnanie taką porcyjkę, ze długo bedzie wspominać.
                                                    Zaalarmował obsługę dział, wskazał cele i wydał rozkaz:
                                                    - Ognia !
                                                    Silne wystrzały odrzuciły lufy, pociski wystrzeliły w stronę wroga i wybuchły
                                                    pośród szeregu domów nieprzyjacielskich. Ukazały się plomienie, potem popłynął
                                                    ku niebu słup gęstego, czarnego dymu.
                                                    - Dalej, dalej tak ! - wołał żądny walki Witterer ze swej szczeliny. Teraz Iwan
                                                    może spokojnie podsunąć swą artyrerię. Zanim tu nadejdzie, bedziemy dawno za
                                                    górami i lasami.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 10:21
                                                    Nagle rzygnęły na nich ciężkie pociski. Jęczały głucho i groźnie. Witterer znikł
                                                    cały w swoim leju.
                                                    - Mają artyrerię, kryć się , kryć !
                                                    - Sanitarusz ! - wrzeszczał - przeklęte świnie !
                                                    --
                                                    I ranni i zabici, a to tylko początek wojny zapoczątkowanej przez kapitana
                                                    Witterera.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 10:22
                                                    Kiedy ustała przerwa w walce, Witterer zarządził natychmiastowy odmarsz. Asch
                                                    nie był z tego zadowolony i rozmawia o tym z Wittererem:
                                                    - Rozkazy do wymarszu na dzisiejszą noc, ogniomistrzu Asch, zostały przemyślane
                                                    przez nasze najtęższe głowy. To, co się tu rozgrywa, jest majstersztykiem strategii.
                                                    - Ale nie wkalkulowano pogodę i jeszcze inne rzeczy - odpowiedział Asch. - Panie
                                                    kapitanie - powiedział Asch - drogi są zapchane. Od rana pada śnieg. W tych
                                                    warunkach normalna szybkość marszu jest po prostu nie do utrzymania. Jeżeli
                                                    teraz odmarszujemy, to już po kilku kilometrach będziemy zakorkowani. Utkniemy w
                                                    drodze. Jesli jednak zaczekamy aż ta fala przepłynie ....
                                                    - Dość tego !- ryknął Wittnerer - Trzymajcie łaskawie wasz pysk. U mnie rozkaz
                                                    jest jeszcze rozkazem
                                                    Na wozy ! Zapuścić silniki ! Odmarsz !
                                                    Tabory wytoczyły sie z podwórza na wiejską drogę. Wyładowane po brzegi pojazdy
                                                    poruszały się bez świateł. Silniki wyły i krztusiły się. Na samym końcu jechał
                                                    na swym motocyklu ogniomistrz Asch.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 10:23
                                                    Oczywiście jak było do przewidzenia
                                                    - Tabor ugrzązł, w odległości niespełna dwóch kilometrów. Drogi są całkowicie
                                                    zapchane. Było to do przewidzenia. Świeży śnieg , kolumny tłoczą się jedna za
                                                    drugą...
                                                    Po chwili, nad frontem jak gdyby niebo sie rozerwało. Na horyzoncie pojawił sie
                                                    olbrzymi płomień, pedzący z szaloną prędkością. Wkrótkich odstępach casu
                                                    wybuchły następne. Potem powietrze zostało rozdarte na strzępy. Pociski grały
                                                    wśród nocy jak organy.
                                                    Witterer słuchał z natężeniem. I on zorientował się, ze to wróg Iwan rozpętał
                                                    ten nocny huraganowy ogień. Pociski jego spadały z dzikim wyciem na front niemiecki.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 13:43
                                                    W miejscu postoju pułkownika Luschke

                                                    Pułkownik Luschke siedząc na swoim miejscu jeszcze , przed mapami, czekając na
                                                    wymarsz radzi sie sego adiutanta.
                                                    - Pogoda ?
                                                    - Śnieg coraz gęstszy
                                                    - Sytuacja na drogach ?
                                                    - Wszystko zakorkowane.
                                                    Można to było przewidzieć: okropna pogoda i zablokowane drogi przemarszu. Ta
                                                    nocna wędrówka narodów była czystym idiotyzmem, ktory wyskoczył z ptasiego
                                                    móżdzku jakiegoś stratega od siedmiu boleści.
                                                    Dopuścić przeciwnika do korzystnej dla siebie sytuacji, aby rozpocząć ogień,
                                                    czekać aż się mocno zakorkuje. Tego przy biurku nauczyć nie można. I jeśli
                                                    przypuszczenia pańskie na prawde są słuszne, jeżeli nieprzyjaciel istotnie
                                                    zebrał siły, by je tu pchnąć naprzód, wtedy niech Bóg sie zlituje nad nami.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 13:44
                                                    W miejscu postoju pułkownika Luschke
                                                    A więc żyje pan jeszcze - powiedział pułkownik gniewnie i spojrzał na Witterera
                                                    - Cieszy mnie to - Urodzony wojak. Gdyby sie pan tak w jasny dzień pokazał
                                                    Rosjanom, strach by ich obleciał.
                                                    Omawiali razem 'ogólny punk widzenia'
                                                    Tutaj na naszym odcinku, rozpętało sie piekło, ale inni śpią sobie najspokojniej
                                                    dalej.
                                                    - Kiedy jednak artyreria nieprzyjaciela ucichnie, kiedy wróg wystrzela całą swą
                                                    amunicję, wtedy ......
                                                    Pułkownik podniósł rękę i nastawił ucha. Witterer również.
                                                    Nie słyszeli nic.
                                                    Pułkownik zgasił światło, podszedł do okna, otworzył je. Nie było nic słychać
                                                    poza dalekim hukiem silników.
                                                    - Zawsze to samo - powiedział Luschke i dodał :

                                                    " Z początku symptomy z celi wariatów: obłąkany wali głową w ścianę, ktora będąc
                                                    z gumy ustępuje nieco, ale po chwili wraca do dawnej pozycji. Obłąkany wali
                                                    znowu, nadwerężając gumową ścianę. Jeżeli głowę ma z żelaza i atakuje z
                                                    rozmachem, a materiał będący przedmiotem ataku jest kiepski, to przedrze się
                                                    jednak w końcu."
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 13:45
                                                    Następnie u Luschke zjawił się Wedelmann:
                                                    Tylko bez ćwiczeń gimnastycznych ( chodzi o powitanie)
                                                    - Siądź prosze i postaraj się dobrze usiąść. - Opowiem ci o pewnej historii.
                                                    To historia o pewnej radiostacji nadawczej, która nie była niemiecką stacją, a
                                                    mimo to stała włąsnie tam, gdzie się znajdowało stanowisko przodków, na którym
                                                    pełnił służbę wierny sługa fuhlera. Stacja ta wypaplała wszystko, co ulubieńcowi
                                                    fuhrera było wiadome.
                                                    Wedelmann zbielał jak wapno. - To niemożliwe, panie pułkowniku
                                                    - To dowiedzione, panie poruczniku
                                                    - Nie !
                                                    - Ten, który tę stację obsługiwał, wiedział wszystko, co poza bohaterskim
                                                    wychowankiem fuhrera wiadome było tylko pewnemu staremu matołowi o twarzy Luschke.
                                                    Wedelmann wyszedł , a Luschowi w oczach pozostał smutek i chłód.

                                                    Żadnych konsekwencji nie wyciągnął, bo to był dobry i mądry pułkownik Luschke.
                                                    Wedelmann udał się do Nataszy.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 13:46
                                                    Ogniomistrz Asch wiedział, co się teraz stanie. Wszystko to, tylko o wiele
                                                    większej skali przeżył przed kilkoma miesiącami, w grudniu 1941 roku.
                                                    Wtedy, rzekomo w celu zainkasowania Moskwy, cała armia wysunęła się za daleko -
                                                    jej straże przednie sięgały aż do Tuły. No i potem cała ta armia dała drapaka. A
                                                    komunikat Dawódctwa Naczelnego brzmiał:
                                                    "Planowe cofnięcie frontu".
                                                    Drogi stały się wówczas długimi na pięćset kilometrów rzędami grobów dla ludzi i
                                                    pojazdów.
                                                    Od owych czasów kursowało na froncie, powiedzonko:

                                                    "Generałowie również mają tyłki, w które można kopać".

                                                    - Tak czy owak zdaje się nie ulegać wątpliwości, ze tę noc spedzimy na szosie.
                                                    - Zawsze to lepiej niż w rowie przydrożnym. Albo w grobie masowym.
                                                    - Kiedy się wydostaniemy na główną szosę, odwalimy pozostałe trzydzieści
                                                    kilometrów w ciągu dwóch godzin.
                                                    - Urodzony z ciebie wyścigowiec powiedział Asch. - Nie zapomnij jednak, że nie
                                                    mozna maszerować prędzej od najwolniejszego pojazdu, i to pod warunkiem, ze
                                                    dadzą nam maszerować. Ale jest przecież pogoda, która nie słucha fuhlera, są
                                                    sowieci, którzy wcale się z nami nie liczą, i są również nasi generałowie, z
                                                    których zaden jeszcze nie odmroził sobie łap.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 13:46
                                                    Ogniomistrz Asch zbliżał sie do stanowiska ogniowego.
                                                    Na froncie huczała wojna, która z trudem znowu otwierała oczy. W oddali
                                                    szczekały działa jak zmęczone psy. Karabiny maszynowe wypluwały monotonnie swe
                                                    serie. Sera wybuchów pocisków moździerzowych przypominały odwalanie zwałów węgla
                                                    w kopalni.

                                                    - Wymarsz natychmiast ! - rozkazał Witterer - Żądam nienagannej dyscypliny
                                                    podczas marszu. Biada temu, kto się wyłamie. Niech Bóg zlituje się nad tym, kto
                                                    nie będzie umiał zapanować nad nerwami. Kto się załamie albo też spowoduje
                                                    zniszczenie pojazdu, tego oddam pod sąd wojenny.
                                                    - Człowieku! - powiedział Kowalski do Ascha - co ten tu wygaduje !
                                                    - Miejmy nadzieję - odparł Asch - ze jest to tylko gadanina.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 13:47
                                                    Wedelmann u Nataszy:
                                                    - Ma z tobą do pomówienia - oznajmił Wedelmann odsuwając Nataszę, która chciała
                                                    go objąć.
                                                    - Jak dobrze, ze znów jesteś tutaj.
                                                    - Nie zostanę - odpowiedział.
                                                    Przemierzyłem wśród nocy te trzydzieści pięć kilometrów na swoim motocyklu.
                                                    Widziałem teraz wszystko, pojazdy w okropnym stanie, ludzi, którzy na siebie
                                                    wrzeszczą, rannych krzyczących w nieboglosy. A na środku szosy leżał trup, o
                                                    którego nikt się nie troszczył. Ciężkie wozy przejeżdzały po nim i zrobiły z
                                                    niego miazgę.
                                                    - Wojna jest straszna ! - powiedziała
                                                    - Wiem, jak wygląda na froncie. Jeżeli jeszcze tej nocy uda się poważniejsze
                                                    przełamanie frontu, katastrofy nie da się już uniknąć.
                                                    - Nie powinieneś ciągle o tym mysleć - powiedziała
                                                    - Będę o tym myśleć, dopóki będę żył. W tej chwili pragnę szczerze, zebym ,
                                                    długo już żyć nie musiał.
                                                    - Nie wolno ci tak mówić, nawet myśleć - powiedziała
                                                    - Trupy ! - powiedział Wedelmann - Setki, tysiące trupów. Tego nie wytrzyma
                                                    żadne sumienie.
                                                    - O czym ty mowisz ?
                                                    - Widziałem bardzo wielu umierających żołnierzy. Umierali, stałem obok nich,
                                                    również gotowy na śmierć - i sumienie moje było czyste. Ale to teraz minęło.
                                                    Teraz jestem świnią i szubrawcem.
                                                    - Nigdy ! - zawołała
                                                    - Świnią i szubrawcem.
                                                    - Co się stało "
                                                    - Odsłoń łóżko, rozerwij siennik, opróznij szafe, opróżnij skrzynię
                                                    - Nie ! i sama postawiła pudło.
                                                    Zobaczył nadajnik radiowy
                                                    - Tak - powiedział po chwili. - Więc to prawda.
                                                    Odpowiedziała po dłuzszej przerwie: - To prawda. A ja cię kocham !
                                                    - A potem z człowieka, którego rzekomo kochasz, zrobiłaś szubrawca, co ?
                                                    - Nigdy nie pozostawiałam ci wątpliwości, ze kocham moją ojczyznę, co najmniej
                                                    tak, jak ty swoją.
                                                    (...)
                                                    - Nie chcę cię już nigdy widzieć. Nigdy cię nie znałem. Nigdy cię w moim życiu
                                                    nie było - powiedział Wedelmann
                                                    - A ja kocham cie ponad wszystko - z jej smutnych oczu popłynęły łzy.
                                                    Wedelmann wyszedł w ciemność nocy, by ukryć, że i on płacze.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 13:48
                                                    Wracamy do Vierbeina.
                                                    Dostał rozkaz natychmiastowego wstawienia się na froncie. Specjalny samolot z
                                                    Prus Wschodnich zabiera Vierbeina, pięć radiostacji i załogę na front....wprost
                                                    do pudełka zapałek.
                                                    Samolot ląduje , załoga wysiada wprost w objecia Soefta, ktory transportuje i
                                                    handluje skrzyniami.

                                                    Ogień, krew, woda, śnieg ziemia - wszystko to razem zmieszane tworzyło kaszę wojny
                                                    "Każdy kto walczy na froncie jest bohaterem. Wszystko to wypisane jest w
                                                    gazetach. Gdziekolwiek pluniesz, sami bohaterowie. No cóż, bądźmy i my bohaterami !

                                                    powiedziała załoga wysiadając z samolotu
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 13:49
                                                    Wedelmann stawia się u Luschke do poniesienia wszelkich konsekwencji.
                                                    - Co to ma znaczyć ? zapytał pułkownik i stanął tuż przed Wedelmannem - Czy
                                                    oznacza to, ze nie mógłby pan teraz spojrzeć w wodzowskie oczy swego ukochanego
                                                    fuhlera ?
                                                    Jestem Luschke, Ale czymże jest jeden taki Luschke ! Jest ich pare tuzinów,
                                                    Szarzy ludzie, pastorzy, urzędnicy, oficerowie. Uczciwi ludzie. Żyli
                                                    przyzwoicie, płodzili przyzwoite dzieci, umierali cicho i spokojnie. Ja należę
                                                    do ostatnich, Ale nie żyję przyzwoicie, nie spłodziłem dzieci, nie umrę w ciszy
                                                    i w spokoju.
                                                    Z ostatniego z Luschków własna ojczyzna zrobiła świnię ! Dla kogo spełniam swój
                                                    obowiązek, Wedelmann;
                                                    kto to taki ? Człowiek, ktory rozpętał te wojnę, jest nieuczciwy i dlatego cała
                                                    ta wojna jest nieuczciwa.
                                                    - Nie , panie pułkowniku.
                                                    - Tak, panie poruczniku, to wojna bez czci i honoru.
                                                    Rozpętana z wyrachowania. Prowadzona metodami sutenera! Pełna pogardy dla
                                                    istnień ludzkich, zarówno obcych, jak i swoich. Podsycana przez upadający patos,
                                                    przez tanie frazesy o sławie. Bohaterstwo ogarniętych amokiem, ojczyzna dla
                                                    jednostek opętanych manią wielkości. To trucizna, ktora moze zarazić całą
                                                    ludzkość. Bez ratunku !
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 21.01.07, 13:50
                                                    - Nie rozumię tego wszystkiego - powiedział Wedalmann
                                                    - Nadszedł czas, zeby się pan nauczył rozumieć, Wedelmann. Błoto ciskane dziś na
                                                    cały świat brudzi każdego człowieka. Jedni mordują tysiące ludzi, inni dwa
                                                    tysiace, potem jedni pięć, inni dziesięć tysięcy. Na porządku dziennym są
                                                    grabieże i gwałty. Naprzód płonące domy, potem zbombardowane tłumy ludzkie na
                                                    szosach, później gorejące miasta, Naprzód trupy mężczyzn, potem kobiet i
                                                    wreszcie dzieci. Nie jest to już wojna prowadzona przez żołnierzy, Wedelmann.
                                                    Trzeba być zierzęciem, zeby ją uważać za wspaniałą.
                                                    - Ja rnież nienawidzę wojny.
                                                    - Wiem o tym; nienawidzi pan wojny, ale kocha swoją ojczyznę, a ojciec tej
                                                    ojczyzny nazywa się dla pana Hitler. Człowiek ten twierdzi, ze był żołnierzem
                                                    frontowym. Bardzo prędko o tym zapomniał. Żołnierze walczą, ale nie napadają,
                                                    nie oszukują, nie nienawidzą. Czyż prawdziwy żołnierz rozstrzeliwuje Żydów,
                                                    ograbia całe połacie kraju, zmusza cywilów do pełnienia słuzby wojskowej,
                                                    marduje masowo zakładników ?
                                                    Kiedy w grudniu ubiegłego roku pierwsza fala paniki ogarnęła nasze wojska,
                                                    przestępcy już zaczęli górować nad naszymi żołnierzami. Rozpoczęły sie gwałty,
                                                    rabunki , szachrajstwa, napady, rzekomo w obronie własnej, koledzy mordowali się
                                                    wzajemnie. Niechze się pan wreszcie zastanowi, zrozumie. Niech się pan obudzi i
                                                    uświadomi sobie, do jakiego stopnia świat ten jest zaświniony, ogłuszony przez
                                                    szczekaczy, ryki, oślepiony przez czarną farbę drukarską.

                                                    Wedelmann był głęboko wstrząśnięty.
                                                    Po tych słowach pułkownik Luschke uśmiechnął się i powiedział:
                                                    - Panie Wadelmann ! Winszuję panu awansu na kapitana. Z dniem dzisiejszym
                                                    obejmuje pan dowództwo pierwszego dywizjonu mego pułku.
                                                    I zakończył rozmowę słowami:
                                                    - Radziłbym panu, panie kapitanie Wedelmann, zająć się teraz swoim dywizjonem, a
                                                    zwłaszcza trzecią barerią.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 25.01.07, 21:26
                                                    Ruchliwość kapitana Witterera miała piętno nerwowości.
                                                    Kowalski przywiózł z lotniska plutonowego Vierbiena z radiostacjami i załogą.
                                                    Vierbien w całej gotowości wstawił się przed obliczem Witterera.
                                                    - Plutonowy Vierbien melduje swój powrót z odkomenderowania do wywizjonu zapasowago.
                                                    - Czy udało wam się wykonać zlecenie ?
                                                    - Tak jest, panie kapitanie - zameldował Vierbein z dumą - Dwóch podoficerów i
                                                    dziesięciu kanonierów oraz sześć radiostacji. Czekają na lotnisku.
                                                    Kowalski zawiózł Vierbieina i kapitana Witterbena na nowe stanowisko. Jednostki
                                                    walczące objeły teraz pole walki. Działa stały w pobliżu domów kołchozu.
                                                    Ogniomistrz Asch zakwaterował je wszystkie dla trzeciej baterii
                                                    Asch wskazał swoje stanowisko mowiąc do Witterera:
                                                    - Bardzo zdrowa okolica, panie kapitanie - Zdaje się , ze wojna łazi obok nas.
                                                    - Nie było styczności z nieprzyjazielem ? Ani sukcesów ?
                                                    - Nie było sukcesów, ponieważ nie było zetknięcia z wrogiem - powiedział Asch -
                                                    Wojna toczy się i pięć kilometrów dalej.
                                                    Witterer milczał wyraźnie zaniepokojony. Wojna rozpętała sie już na dobre, ale
                                                    jego bateria nie miała do czego strzelać.
                                                    - Panie kapitanie, czy mogę z powrotem objąć mój działon ? - zapytał plutonowy
                                                    Vierbein.
                                                    - Możecie - oświadczył Witterer
                                                    - Mój ty Boże ! - zawołał Kowalski i spojrzał na Ascha. - Bohaterów nie można
                                                    już powstrzymać.
                                                    - Plutonowy Vierbein ! - zawołał Witterer - będziecie mogli zaraz pokazać, co
                                                    umiecie. Jesteście chyba dostatecznie wypoczęci. A więc bez wiekich ceregieli do
                                                    dzieła.
                                                    Jeżeli czołgi nie przyjadą do nas, to my poszukamy czołgów. Trzy do pieciu
                                                    kilometrów to niedaleko. Przygotujcie swój działon do marszu Vierbein ! Niech
                                                    nas Iwan pozna.
                                                    - Ogniomistrzu Asch - powiedział Witterer - zadanie dla was i dla plutonowego
                                                    Vierbeina, nad którego wykonaniem będę czuwał osobiście brzmi:
                                                    Podjechać pod teren objęcty walką, ustawić dzialo na stanowisku i wejść do akcji
                                                    bojowej. Cele główne: czołgi.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 25.01.07, 21:27
                                                    Walka zaczeła się straszna, padały komendy - ognia! ognia! ognia! Jeden czołg,
                                                    drugi czołg liczył Witterer i coraz więcej czołgów Iwana. Dookoła wzgórza
                                                    zaczeły wykwitać grzyby wybuchów. Potem wytoczyły się jejszcze pięć czołgów. Na
                                                    zołnierzy bryznęła fala błota, śniegu i odłamków.
                                                    - Jeszcze tylko dwanaście nabojów - powiedział plutonowy Vierbein.
                                                    - Wystrzelać wszystkie! - zawołał Asch.
                                                    Asch rozejrzał się dookoła. Witterera nie było. Jak gdyby znikł z powierzchni
                                                    ziemi. Zbiegł ze wzgórza i zauważył , ze ciągnika nie ma. Jest tylko samochód
                                                    Kowalskiego. Witterer uciekł. Asch z Kowalskim wskakują do wozu i ruszyli sz
                                                    kopyta dołapać Witterera.
                                                    - A to świnia z tego Witterera ! - zawołał Kowalski naciskając z furią pedał.
                                                    Dogonili. Asch wyskoczył z wozu i ryknął - Natychmiast zawracać !
                                                    - Z drogi ! - wrzasnął Witterer - jadę po posiłki.
                                                    - Zawracać !
                                                    Nie zastanawiając się długo Asch wyciągnął pistolet i skierował go na Witterera,
                                                    następnie chwycił go uniósł i wyrzucił na ziemię z ciągnika.
                                                    - Wracać natychmiast ! - zawołał Asch do kierowcy.

                                                    Kiedy jednak przybyli na stanowisku działa, plutonowy Vierbein już nie żył.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 25.01.07, 21:28
                                                    Słońce próbowało swiecić, ale niebo było bez blasku. Nie padał już ani śnieg,
                                                    ani deszcz.
                                                    Znowu pełnili służbę wartownicy i znowu spoglądali na wartowników po tamtej
                                                    stronie frontu. Chełpliwy komunikat głosił, ze cel został osiągnięty. A przecież
                                                    bez względu na to, co się osiągnęło, chodziło właśnie o ten cel. Wartownicy
                                                    wiedzieli o tym, ale nie zastanawiali się. Wszystko było tak jak dnia
                                                    poprzedniego; tu stały działa, tam były okopy nieprzyjaciela. Chałupy były
                                                    podobne jedna do drugiej, wszy gryzły tu równie gwałtownie jak na poprzednich
                                                    stanowiskach. Cóż się więc zmieniło ?

                                                    Z paru tysięcy pojazdów zrobiła się miazga. Kilka tysięcy ludzi przestało
                                                    oddychać. Wśród nich jeden, nazwiskiem Johannes Vierbein , podoficer.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 25.01.07, 21:29
                                                    Plutonowy Soeft dokonuje transakcji. Soeft nie należał do rabujących na oślep.
                                                    Kapitał zbierał z sensem.
                                                    Zdobył następny łup wojenny ciagnik. Był zadowolony, zmieści odzież i zywność.
                                                    Tabor jeego staje się coraz większy, a żołnierzy coraz mniej.

                                                    Na jego wykazach nazwiska Vierbeina i siedmiu poległych żołnierzy zostały już
                                                    skreślone.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 25.01.07, 21:30
                                                    Kapitanowie Wedelmann i Witterer stali nad świeżo usypaną mogiła i patrzyli na
                                                    krzyż, na którym wisiał podziurawiony kulami hełm.
                                                    Napis na tablicy głosił: "Tu spoczywa plutonowy Vierbein z obsługą sego działa".
                                                    Następowało siedem nazwisk poległych żołnierzy. Poniżej można było odczytać:
                                                    "Polegli, ponieważ byli żołnierzami."
                                                    - Polegli - powiedział kapitan Witterer - za fuhlera i Wielkie Niemcy. Pan
                                                    szczególnie, panie kapitanie, bezie umiał to ocenić.
                                                    - Plutonowy Vierbein był mi za bardzo bliski - powiedział Wedelmann.
                                                    - Jak kazdy chyba żołnierz baterii.
                                                    - Jak zaden inny.
                                                    - No tak, ale musimy przecież ponosić ofiary.
                                                    - Vierbein, który już nie żyje, był najprzyzwoitszym człowiekiem, jakiego
                                                    znałem. Mam niemal uczucie, ze bez niego wojna stanie się nie dość czysta !
                                                    - Ależ proszę pana, panie kolego !
                                                    - Nie jestem pańskim kolegą ! - powiedział Wedelmann i odszedł.
                                                  • rita100 Re: "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha" 25.01.07, 21:32
                                                    I tak wspólnie kończymy czytanie książki. Wybrałam najciekawsze fragmenty z tej
                                                    II części. Ostatnią kartkę sfotografowałam i dołożyłam do kolekcji książek.
                                                    Oto ona w całości
                                                    schlesien.nwgw.de/board/viewtopic.php?t=390
                                                    Mam nadzieję, ze kiedyś w wolnej chwili sięgniecie po tą pozycję i o autorze,
                                                    który urodził się na tej ziemi nie zapomnicie. Wojny nie usprawiedliwia, ale
                                                    pokazuje mechanizm tej wojny i ludzi biorących udział w niej.

                                                    - Muszą być inne Niemcy, dla których warto będzie umrzeć - rzekł Asch.
                                                    - Człowieku - powiedział Kowalski - Może nawet powstaną kiedyś Niemcy, w których
                                                    przyjemnie i zabawnie będzie żyć !

                                                    Koniec tomu drugiego
                                                  • gietpe Re: 08/15 Tom II 11.01.07, 23:16
                                                    rita100 napisała:

                                                    > 08/15 Tom II
                                                    > "Osobliwe przygody wojenne żołnierza Ascha"
                                                    >
                                                    > Tak zianc poznalim cz.I i cias zapoznać Woju z cz. II.
                                                    > Nie ziam , chtóró czajść czytoł Gietpe, bo cytania co ni mniara. Każdyj tom ma
                                                    > prazie 500 stron.
                                                    >
                                                    > Jo czytał 08/15 wszystkich psianć tomów i kilka innych tysz.
                                                  • gietpe Re: 08/15 Tom II 12.01.07, 23:21
                                                    rita100 napisała:

                                                    > Gietpe, ale sa tylko trzy tomy 08/15. To jakie tytuły sa następnych ?
                                                    smilełu noju je psianć
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=42277250&a=42278045
                                                  • rita100 Re: 08/15 Tom II 13.01.07, 20:25
                                                    Gietpe
                                                    Ach to rozumie Gietpe, choć nie rozumię - Bo w książce 08/15 pisze część I w
                                                    koszarach, potem jest cz.II i III.
                                                    Nic nie wspomniano o przedczesci pierwszej w partii i dalej. Wszystkie te
                                                    pozycje są wyśmienite. Teraz zaczełam czytać cz.III o końcu wojny. Jedno możemy
                                                    powiedzieć, ze podręczniki historii tak nie nauczą jak włąsnie te książki.
                                                    Znaliśmy ofensywe radziecką od jednej strony, ale nie znaliśmy drugiej strony
                                                    medalu, jak to wyglądało. A wyglądało jak wyglądało. Jest to ogromna pozycja ,
                                                    bo za mną 1000 kartek, a wątek tylko zawiera cytaty krótkie i wydarzenia ogólne,
                                                    a prawde mówiąc, co karteczka to akcja. Prawie żadnych opisów przyrody. I Tobie
                                                    widzę ta książka przypadła do gustu.
                                                    Postaram się poszukać inne pozycje mówiące o Mazurach bardziej.
                                                  • gietpe Re: 08/15 Tom II 15.01.07, 21:21
                                                    To je ciekawe.Łu noju psisze co Bertelsmann wydał 08/15 w partii w 78r ;08/15
                                                    dzisiaj 63r;a pozostasłe trzy w 77r.Ni moga znjść z którygo roku buło Twoje
                                                    wydanie.smile
                                                  • rita100 Re: 08/15 Tom II 15.01.07, 21:34
                                                    Moje wydanie jest chyba z 1956 roku. Przypuszczam, że najpierw zostały napisane
                                                    te trzy ksiązki wzięte jako trylogie , a potem dopisane ksiązki inne.
                                                    Ale tak prawdziwi Niemcy są pokazani w III części, jak zachowują się po wojnie.
                                                    Czasami sami siebie zabijają dla zysku. Pamiętasz skrzynie ? No nie wyprzedzajmy
                                                    wypadków.
                                                  • gietpe Re: 08/15 Tom II 16.01.07, 21:25
                                                    Am wczoraj zaczoł czytać ,to je 08/15 w koszarach;ale jak mówi ojciec o
                                                    szer.Vierbeinie:był inny niż wszyscy.Wprawdzie tylko troszeczkę,ale jednak
                                                    niewątpliwie:czytał książki!::smile)
                                                    I tero nie zim czytoć dali czy niesmile)
                                    • gietpe Re: "Awanturnicza rewolta bombardiera Ascha" 16.01.07, 21:15
                                      rita100 napisała:

                                      > Kiedy Asch został wydelegowany do kuchni wpadł na pomysł ważenia potraw
                                      > wydawanych w koszarach. Zdobył wagę, spokojnie ważył, a wagę potraw zapisywał
                                      > na co naraził sie podwłanemu w kuchni:
                                      > - Małpo zatracona ! - wrzasnął szef kuchni.
                                      >
                                      > Taki był wściekły szef kuchni.
                                      I tak jest w kuchniach wszystkich Armii podejrzewam smile))
                                        • rita100 Re: Gietpe 19.01.07, 22:46
                                          Jek to je, akcja dzieje sia w koszarach w miasteczki w Prusach Wschodnich , a
                                          wyzwalają go w III częsci Amerykanie , nic o Rosjanach ni ma. Czy to fikcja
                                          literacka tego ternu ?
                                            • rita100 Re: Gietpe 25.01.07, 21:34
                                              Skończyła Gietpe i tą trzecią część. W skrócie ją już napisze, chyba tylko
                                              końcówkę. Ale warto było ją przeczytać, naprawde warto.
                                              Faktycznie akcja, za akcją ,a za akcją jeszcze jedna akcja, że nie sposób
                                              wszystkiego pamiętać i zapamiętać.
                                              • rita100 Re: 8/15 Tom III 26.01.07, 20:00
                                                8/15 Tom III
                                                Tom III trylogi Kirsta ma tytuł "Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha"
                                                Opisuje Kirst końcówkę wojny, a w szczególności zajmowanie terenów przez
                                                Amerykanów i ustanawianie władzy. Pokazuje prawdziwe oblicze poddania się
                                                Niemców w ręce Amerykanów oraz rozliczanie się Niemców miedzy sobą.
                                                Do akcji wchodzą też nowi bohaterowie książki jak szabrownicy niemieccy, którzy
                                                w końcówce wojny chcieli zabezpieczyć sobie życie.
                                                • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:01
                                                  Dowódzctwo nad resztkami batalionu objął pułkownik Hauk, wraz ze swoim kolegą
                                                  porucznikiem Greiferem.
                                                  Akcja rozpoczyna sie w kotle okrążonym przez Amerykanów.

                                                  Dywizjon kapitana Wedelmanna został dosłownie zmieciony z powierzchni ziemi.
                                                  Jedna bateria dostała się do niewoli, druga została zniszczona przez
                                                  nieprzyjaciela, trzecia, właśnie bateria Ascha, jest odcięta i dostała się pod
                                                  dowódzctwo pułkownika Hauk.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:02
                                                    Pułkownik Hauk planuje sie przedrzeć przez Amerykanów. Namawia Ascha,
                                                    Kowalskiego i otyłego majora Hinrichsena do jego planu przedarcia się.

                                                    " - Jeżeli temu pułkownikowi Haukowi uda sie przedrzeć, wtedy wszyscy
                                                    pożeglujemy za nim.
                                                    Kierunek dom. A tam girlandy, komitet powitalny, honorowe dziewice. Na rynku
                                                    transparenty: "Witamy naszych powracajacych żołnierzy". Wieczorem bal żołnierzy
                                                    frontowych w Bismarckshole, a wszystko to bedziemy zawdzięczać naszemu
                                                    ukochanemu pułkownikowi Haukowi - powiedział Asch
                                                    - Nie przerwiemy się - upierał się Kowalski.
                                                    - Najwyżej dotrzemy do skrzyżowania, ale na tym koniec. A na tym skrzyżowaniu
                                                    rozsiadły się dwa amerykańskie czołgi, kto je sprzątnie ?
                                                    - My ! A potem jazda naprzód z całą bandą, z całym bagażem. A w ojczystym
                                                    miasteczku wielkie rozbrojenie i zdrowe wymyślanie na fuhlera. - odpowiedział Asch.
                                                    - To mi się nie podoba - powiedział Kowalski -a z drugiej strony bardzo mi się
                                                    podoba. Ale to byłoby za piękne, zeby było prawdziwe. Przeszkadza mi tylko pysk
                                                    tego Hauka; wygląda na takiego, który zostawił w domu wszystkie swoje uczucia.
                                                    Chociaż kto wie , moze poniewierają sie gdzieś w Rosji. Ale jedno, człowieku,
                                                    wiem na pewno: tę wojnę, ja ci to powiem, szlag już trafił - nareszcie ! Gdybym
                                                    ja decydował Asch, to powinieneś teraz zaraz rozpuścić tą bandę.
                                                    - Ale nie ty tu decydujesz, Kowalski !
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:03
                                                    "Żaden prawdziwy żołnierz niemiecki nie idzie dobrowolnie do niewoli" -
                                                    powiedział major Hinrichsen.

                                                    Major Hinrichsen - niesamowicie ciekawa postać w tej części ksiązki. Razem z
                                                    Haukiem i batalionem Ascha starali sie przedrzeć przez amerykańskie wojska.
                                                    Jak sie okazało Hauk się przedarł, ale wszystkich zostawił na pastwę losu, na
                                                    pewną śmierć. Otyłego majora Hinrichsena uratował Asch. Major Hinrichsen
                                                    przysiągł sobie dołapać tego drania i dać pod sąd wojenny. Pomagał mu w tym Asch
                                                    z Kowalskim.
                                                    Tymczasem generał Luschke zwolnił z wojny Wedelmanna, a sam przedarł sie do
                                                    miasteczka gdzie dalej honorowo dowodził akcją. Po wkroczeniu Amerykanów do
                                                    miasteczka oddał sie dobrowolnie w ich władanie. Przed tym wykonał sąd wojenny
                                                    na pomocniku Hauka i mordercy , który szabrował wojsko i cywilną ludność.
                                                    Samego Hauka poszukiwał jeszcze major Hinrichsen.
                                                    Amerykanie z koszar zrobili obóz jeńców niemieckich, a tym obozem kierował dalej
                                                    tylko pod innym zarządem sam Schulz. Tak , tak , ten sam co za czasów niemieckich.
                                                    Amerykanie widząc wiszącego trupa zadecywowali postawić pod sąd wojenny generała
                                                    Luschke.
                                                    Okazało sie , ze zbrodniarzem wojennym okazał sie w oczach Amerykanów
                                                    najbardziej ludzki generał jak Luschke.
                                                    Dlatego też rozbrojony już batalion Ascha postanowił zrobić rewolte Amerykanom.

                                                    Nie wiem czy cokolwiek rozumiecie, ale akcje w książce tak szybko biegną, ze nie
                                                    sposób jest wszystko to opisać. Dlatego decyduje się na ostatnie momenty tej
                                                    książki trochę opisać.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:04
                                                    Major Hinrichsen, jak już wspomiałam został wyratowany w czasie wojny przez
                                                    Ascha. Dostał sie w rece Amerykanów, a znając bardzo dobrze jezyk angielski,
                                                    współpracował na wysokim stanowisku w ujmowaniu jeńców niemieckich. Jego głównym
                                                    celem było dorwanie i wydanie sprawiedliwości na pułkowniku Hauk. To było dla
                                                    niego wyzwanie.
                                                    Rodzina majora Hinrichsena prowadziła wielkie interesy w Ameryce, z tego też
                                                    tytułu był w wielkim zaufaniu z Amerykanami. Kiedy sie dowiedział o tragedii
                                                    genrała Luschke przyszedł z pomocą Aschowi.
                                                    Najpierw zaczął rozmawiać z dowództwem amerykańskim:

                                                    - Czego wy własciwie chcecie ode mnie ? - zapytał się dowódca Amerykański
                                                    - Dwóch rzeczy - odpowiedział major Hinrichsen - Przede wszystkim zajmie się pan
                                                    natychmiast tym, żeby generała Luschkiego nie traktowano jako zbrodniarza
                                                    wojennego. Przyjaciele jego przyjmą to z zadowoleniem. Po drugie, postawi pan
                                                    natychmiast w stan oskarżenia pułkownika Hauka, który pod nazwiskiem Hochheima
                                                    znajduje się w obozie jeńców. Jeżeli to sie stanie, bedzie można uwierzyć, ze
                                                    wojska amerykańskie starają sie postepować sprawiedliwie.
                                                    - Zarządzę dochodzenie - powiedział Amerykanin - jutro rano.
                                                    - Jutro może być za późno.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:05
                                                    Bunt dwudziestu dziewięciu żołnierzy, pierwszy i prawdopodobnie jedyny bunt z
                                                    bronią w ręku, jaki sie kiedykolwiek podniósł przeciw zwycięskim mocarstwom
                                                    zachodnim, rozpoczął się w dziewięćdziesiąt minut po północy.
                                                    Plan rokoszu opracował major Hinrichsen, kierował nim kapitan Wedelmenn,
                                                    przeprowadził go podporucznicy Asch i Brack, organizatorami byli bombardier
                                                    Kowalski i bombardier Stamm. Kapral Soeft po raz ostatni w tej wojnie zajął sie
                                                    sprawą dostarczenia ludzi i materiału.
                                                    Bunt trwał trzy godziny.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:06
                                                    Najbliższym i rozstrzygającym punktem ataku był odział amerykański strzegący
                                                    obozu niemieckich jeńców. Wedelmenn nakreślił od reki szkic sytuacyjny i wydał
                                                    następujace rozkazy.

                                                    1. Godzina X minut zero. Major Hinrichsen wkracza w mundurze amerykańskim do
                                                    koszar i wciąga wartownika przy bramie w romowę.

                                                    2. Godzina X minut pięć: Major Hinrichsen jeżeli to możliwe razem z wartownikiem
                                                    wchodzi do wartowni. Grupa Bracka wkracza tuż za nim i bierze do niewoli
                                                    żołnierzy znajdujących sie na wartowni. Grupa Ascha przebija się przez wartownie
                                                    do budynku sztabu i zatrzymuje stacjonujących tam żołnierzy.

                                                    3. Godzina X minut piętnaście: Umieszczenie wartowników amerykańskich w celach
                                                    na wartowni. Dwóch ludzi z grupy Ascha obejmuje nad nimi straż.

                                                    4. Godzina X minut dwadzieścia: Major Hinrichsen wciąż jeszcze w mundurze
                                                    amerykańskim, przybywa pod bramą obozu jeńców. Grupa Asch obejmuje wieżę
                                                    wartowniczą A, grupa Bracka wieżę wartowniczą B.

                                                    5. Godzina X minut trzydzieści pięć: Rozbrojenie Amerykanów jest zakończone.
                                                    Wzieci do niewoli żołnierze niemieccy otrzymują swobodę ruchów. Samochód
                                                    generała -majora Luschkego kierowany przez bombardiera Kowalskiego , zajerzdza
                                                    przed bramę. Pułkownik Hauk zostaje wydany majorowi Hinrichsenowi.

                                                    6. Major Hinrichsen otrzymuje pełnię władzy nad pułkownikiem Haukiem na przeciąg
                                                    piętnastu minut.
                                                    Podporucznik Asch towarzyszy majorowi Hinrichsenowi.
                                                    Kapitan Wedelmenn skupia swoją uwagę na wziętych do niewoli żołnierzy amerykańskich.

                                                    7. Godzina X plus jedna godzina: Akcja "Koszary" ukończona. Żołnierze strzegący
                                                    Amerykanów pozostają jeszcze dziesięć minut, po czym sie rozchodzą.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:07
                                                    Znajdujemy się na koszarowym placu ćwiczeń gdzie trwa akcja odbijania generała
                                                    Luschkego, a Hinrichsen rozprawia sie z Haukem.

                                                    Hinrichsen kazał przywlec Hauka.
                                                    - Czego che pan ode mnie ? - zapytał Hauk
                                                    - Chcę pana zastrzelić - rzekł Hinrichsen.- Ale daję panu szanse bronienia się,
                                                    jakkolwiek pan na to nie zasługuje.
                                                    - To morderstwo - zaprotestował pułkownik Hauk
                                                    - To sprawiedliwość - rzekł major Hinrichsein
                                                    - Nie bedę się bronił - powiedział Hauk
                                                    - Zmuszę pana do tego - rzekł Hinrichsen
                                                    Podporucznik Asch patrzył na Hinrichsena zw współczuciem - Żyje miedzy dwoma
                                                    epokami. Od chwili kiedy sie załamał na moich oczach, pała tylko jedną żądzą:
                                                    zabić tego łotra. Bo ten Hauk nie jest dla niego tylko mordercą, lecz wcieleniem
                                                    owych sił, które z niego, zdecydowanego na honorową śmierć, zrobiły świntucha.
                                                    - Dlaczego nie zaczeka , aż postawią go przed sądem ? - zapytał inny żołnierz.
                                                    - Przestał wierzyć w sprawiedliwość. Niemcy nie mogą juz wydać wyroku na Hauka,
                                                    a Amerykanie tego nie uczynią.

                                                    Hinrichsen strzelił raz. Hauk zwalił się na ziemię, ręce jego ujęły pistolet
                                                    maszynowy i wystrzeliły w strone Hinrichsena
                                                    Hinrichsen strzelił jeszcze raz, i jeszcze....
                                                    - Załatwione - powiedział Hinrichsen do Ascha

                                                    Po paru dniach od ran zmarł też Hinrichsen.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:08
                                                    Panie generale Luschke, wóz pana generała ! - zawołał bombardier Kowalski.
                                                    Podszedł kapitan Wedelmenn, zasalutował i obwieścił:
                                                    - Można bez specjalnych trudności jechać. W jeepie jest broń, panie generale -
                                                    są tam również płaszcze amerykańskie i stalowe hełmy.
                                                    - Mam się ukrywać, bawić w chowanego ? - rzekł Luschke
                                                    - Musi pan pomyśleć o jakimś bezpiecznym miejscu.
                                                    - Chyba nie z mego powodu zaaranżował pan to nocne widowisko panie Wedelmanie.
                                                    - Po części - odparł Kowalski wobec milczącego Wedelmenna - i to po wiekszej
                                                    części. Z naszej winy pan awansował na zbrodniarza wojennego, bośmy domagali się
                                                    osądzenia tego draba.
                                                    - Nie przypuszczacie chyba na serio, Kowalski, ze pozwolę się wam albo waszym
                                                    przyjaciołom wpakować siłą w taką sytuację.
                                                    - Ależ oczywiście ! - zawołał Kowalski beztrosko - Generałowie są ostatecznie
                                                    także tylko ludźmi, choć większość ich nie wie, co to właściwie jest czlowiek.
                                                    - Dokąd mam uciekać ? - zapytał Luschke.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:08
                                                    - Dokąd mam uciekać ? - zapytał Luschke. - Do moich odziałów ? Nie mam już
                                                    żadnych odziałów. A gdzie jest teraz moja ojczyzna ? Gdzie są Niemcy ?
                                                    - W takim razie niech pan generał przynajmniej nie zapomni, ze wyrwaliśmy pana
                                                    generała stąd po to, zeby mu ułatwić ucieczkę - powiedział Wedelmenn
                                                    - Nie zapomnę o tym nigdy, nigdy zapomnieć nie potrafię!
                                                    Nie tylko posyłałem ludzi na śmierć, ale byli nawet tacy, ktorzy dobrowolnie
                                                    chcieli się dać dla mnie zabić. Dla mnie !
                                                    - Tak jest, panie generale, wyłącznie dla pana.
                                                    - Kimże ja jestem ? - zawołał Luschke - Jednym z tysiąca generałów. Zawodowym
                                                    krwiopijcą, i to w wielkim stylu. Nie wierzyłem, ale dopuszczałem do tego, zeby
                                                    poświęcano ludzi. Wiedziałem , ze byli generałowie, chorzy na przerost ambicji,
                                                    którzy dla zrobienia kariery nie wahali się iść po trupach, że wśród kolegów
                                                    moich w stopniu generała byli wazeliniarze, koniunkturaliści i tchórze. Wszyscy
                                                    wiedzieli , ze dokonuje się gigantycznej zbrodni, ale nikt, poza małymi
                                                    wyjątkami, nie bronił się przeciwko temu. A ci nieliczni zostali bardzo szybko
                                                    opuszczeni i pozostawieni samym sobie przez tych, którzy nazywali się ich kolegami.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 26.01.07, 20:09
                                                    - W naszych oczach pan generał należy do tych wyjątków. Wiedzielismy to od lat -
                                                    powiedział Wedelmenn.
                                                    - Byłem tchórzem, tak samo jak wszyscy inni. Nazywałem w kasynie Hitlera łotrem,
                                                    a powinienem był powiedzieć moim żołnierzom: Ten Hitler to łotr ! Miedzy sobą
                                                    mówiliśmy o hitlerowcach z pogardą, tymczasem należało dawać wyraz tej naszej
                                                    pogardzie publicznie.
                                                    - Niepotrzebnie sobie pan generał łamie głowę - powiedział Kowalski z prostotą.
                                                    - Od samego początku wiedzieliśmy, jaka to zabawa, bo przecież nie upadliśmy na
                                                    łeb. W takiej wojnie nie chcieliśmy niczego zdobyć - ani majątku, ani orderu,
                                                    ani szacunku przez stopnie służbowe. Chcieliśmy tylko uratować naszą skórę, na
                                                    którą istniał wielki popyt. Tylko pan , panie generale, nie palił się do tej
                                                    skóry, zauważyliśmy to od razu.
                                                    - Dziekuję panu, panie Kowalski - rzekł Luschke z godnością.

                                                    Po chwili niski, szczupły generał wyprostował się i powiedział: - Wojna ta była
                                                    zbrodnią. Pomagałem ją prowadzić, a więc jestem zbrodniarzem wojennym.
                                                    Wrócił do obozów jeńców. Pochłonęły go ciemności nocy. Zdawało sie , ze go tutaj
                                                    nigdy nie było.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 27.01.07, 21:12
                                                    Kończymy już Trylogie Kirsta ostatnim bardzo wymownym rozdziałem. Jako, że
                                                    Warmia jest katolicka Kirst zakończył swoje dzieło słowami księdza.
                                                    Akcentów Prus Wschodnich jest dużo. Wspomnę tylko, że ojciec Ascha - prowadzący
                                                    karczmę musiał udawać hitlerowca, a żeby ratować pewnego Mazura 'antyhitlerowca'
                                                    wsadził go do więzienia w miasteczku.
                                                    Po wojnie Maur wyszedł z więzienia i jako czysty człowiek objął funkcję
                                                    burmistrza miasteczka. I tak dwaj przyjaciele uchronili sie od zgiełku i burz
                                                    wojennych.

                                                    A teraz obiecany ostatni rozdział.
                                                  • rita100 Re: Niebezpieczny tryumf końcowy żołnierza Ascha 27.01.07, 21:13
                                                    "Panie - modlił sie ksiądz Westhaus w swoim gabinecie - pomóż mi, żebym mógł
                                                    pomagać. Jestem słaby, dodaj mi sił. Nadzieja moja niknie coraz bardziej,
                                                    umocnij mniej w mojej wierze.
                                                    Ksiądz Westhaus modlił się: - Ludzie stoczyli się zbyt głęboko, więc jakżeż ich
                                                    podnieść ? Są nadzy, czymże okryć tę nagość ? Nie wiedzą, gdzie się, mój Boże,
                                                    znajdujesz. Dokąd mam ich zaprowadzić ?
                                                    Ksiądz Westhaus modlił się w dalszym ciągu. - Grzechy były wielkie, kary są
                                                    surowe, ogromna jest ilość umarłych, nieskończona liczba potępionych.
                                                    Ksiądz Westhaus zawołał: - Pokonałeś Niemcy, o Panie, i niechaj Imię Twoje
                                                    będzie pochwalone. Pozwoliłeś zginąć milionom i niechaj Imię Twoje będzie
                                                    pochwalone. Zrządziłeś, zeby ludzkość poznała, co to przerażenie, lęk i strach,
                                                    żeby wreszcie dowiedziała się, czym jest wojna. Niechaj Imię Twoje, o Panie,
                                                    bedzie pochwalone.
                                                    Wszystko to - zakończył Westhaus zdławionym głosem - stało sie po to, by w
                                                    uszach brzmiał po wsze czasy ryk wojny, by oczy ślepły od łez z powodu
                                                    okropności, które musiały oglądać, by ludzie wreszcie wiedzieli, czego im już
                                                    nigdy uczynić nie wolno. Nigdy ! Czy tak jest, o Panie ?
                                                    Nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

                                                    KONIEC
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka