Gość: pioter
IP: *.osd.vectranet.pl
29.09.04, 23:12
Oto co mnie dziś spotkało.
Jechałem do Olsztynka. Stację paliw na Warszawskiej mijałem, jak właśnie w
RMF FM zaczynały się wiadomości o 13. Zaraz za skrzyżowaniem na Bartąg
pierwszy postój - od razu za wiaduktem kolejowym droga zwężona do jednego
pasa, bo pomarańczowi chłopcy kładą asfalt (przy lejącym deszczu??? Ach, te
nowe technologie ...)
Po zapaleniu zielonego nie można wjechać, bo jeszcze sznurek aut spływa z
góry (od strony Olsztynka). W końcu wjeżdżam, za mną sznurek aut. Tuż po
wyjeździe z tego dwukierunkowego pasa mój kierunek stoi w korku. Za zakrętem
na szczycie nie widzę, co jest przyczyną braku możliwości jazdy. Podjeżdżamy
w tempie metra na minutę. We wstecznym lusterku widzę, że zapaliło się
zielone dla jadących do Olsztyna, ale Ci nie mogą ruszyć, bo stoją samochody,
które jeszcze na zielonym wjechały za mną!!!
W końcu po kilkunastu minutach docieramy do ... następnego sygnalizatora. I
odkrywamy przyczynę korka - mimo zielonego dla nas nie możemy wjechać na pas,
bo blokują je samochody jadące do Olsztyna! Totalny obłęd! Ci nie mogą
zjechać, bo przed nimi z kolei nie mogą wjechać, bo blokują ich ci, co nie
mogą zjechać, bo my nie możemy wjechać!
Zagłoba w takich wypadkach mówił "Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb
trzyma!"
W końcu dowiaduję się, czemu mój rządek jednak posuwał się w tempie metra na
minutę. Jakiś pomarańczowy macha, abyśmy wjeżdżali na pas, którzy
drogowcy ... robią! Zjeżdżam z asfaltu, 15 cm w dół (w głowie kłębią się
myśli - czy nie zahaczę miską?), jadę po ubijanym piachu, za chwile walec,
wjazd pod 15-to centymetrowy próg na asfalt (dało radę, bo stojący na pasie
podjechali do prawej krawędzi i można się było przeciskać), znowu na piach,
znowu na asfalt, ślimacze tempo. O 13:39 mijam sygnalizator ustawiony dla
jadących do Olsztyna - świeci się zielone, ale nikt nie wjeżdża, bo stoi juz
tam sznurek, który wjechał kilka zmian świateł wcześniej. Korek ciągnie się
aż do skrzyżowania na Tomaszkowo i ani myśli ruszyć!!!
Brawo, drogowcy. Przyczyną zamętu jest ograniczona poczytalność ustawiających
sygnalizator - wyłączać dwa odcinki w odległości 500 m od siebie na drodze z
takim natężeniem ruchu??? To musiało tak się skończyć.