Gość: Ed
IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl
08.09.02, 05:30
Mam bardzo mieszane uczucia zarówno z punktu widzenia społecznego jak i
prawnego. Wprowadzono je w naszym mieście na zasadzie małpiego
naśladownictwa rozwiązań przyjętych w innych miastach mając na celu
rozwiązania kłopotów związanych z zakorkowanym centum miasta. Cel został
osiągnięty (mimo protestów właścicieli samochodów - teoria interesów) i
okazał się opłacalnym źródłem dochodów. Stało się to podstawową przyczyną
rozszerzania tej strefy i podnoszenia stawek "biletów". I co w zamian?
Zabudowywanie ostatnich rezerw terenowych obiektami wątpliwej jakości
architektonicznej i użyteczności publicznej z punktu widzenia przeciętnego
olsztyniaka. Wystarczy popatrzeć na inwestycje w centrum mikasta z lat 90-
tych. Plac Karola Świerczewskiego zabudowano wyjątkowej jakości szpetem
architektonicznym nawiązującym raczej do XX w. niż do historycznej zabudowy,
która miała być niby warunkiem rekonstrukcji. Pod ratuszem powstaje nowy
obiekt mający się tak do potrzeb jak malarstwo Leonarda da Vinci do stodoły.
Wszystko to sie dzieje pod oczyma bardzo "kompetentnych" notabli
ratuszowych, których umiejętności nie jednokrotnie były już sygnalizowane na
forum. Praktycznie do dzisiaj nie wiem, na co idą te pieniądze.
Strona prawna? Zupełna kicha. Brak podstawy (mało tego, jest to sprzeczność
z prawem) upoważnia (zgodnie z prawem) każdego obywatela do położenia
przysłowiowej lachy na takie rozwiązania. Jednak o prawie możliwości
zastosowania prawa (czyt. uchylenia się od bezprawia) przez obywatela musi
wypowiedzieć się Trybunał Konstytucyjny.
W cyrku Abraszki mógłbym chociaż się pośmiać.
Czy jest jakaś sznsa, by miasto w końcu stało się czymś przyjaznym dla jego
mieszkańców?