Dodaj do ulubionych

Na Warniji i zjysz i wypsijesz ze smakam !

01.03.06, 21:04
Witam wszystkich sympatyków ziemi warnijskiej. Nieśmiało proponuję zapoznanie
się z kulinariami typowego jadła warmińskiego. Przewodnikiem będą cytaty ze
wspomnień książkowych ....a życie toczy się dalej...Edwarda Cyfusa, którego
cieplutko pozdrawiam z naszego skromnego internetowego Forum Olsztyn GW.

ps. Wątek nie jest pierwszy, wcześniej na temat 'jydła' rozmawialiśmy na
wcześniejszych wątkach.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=34253638
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=32745592&a=32745592
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=31873896&a=31873896
zapraszam
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Zielony ślydź 01.03.06, 21:05
      Zielony ślydź

      "Przygotowywanie potraw ze śledzi, a raczej nauka ich przyrządzania, to
      swoistego rodzaju sama w sobie szkoła mistrzostwa kulinarnego. Na Warmii śledź
      był bardzo popularny. Na wsi można było go kupować tylko w dwóch postaciach:
      Jako śledź solony, sprzedawany prosto z dużych drewnianych beczek, i tzw. grune
      Heringe, czyli zielone śledzie. Z solonych śledzi warmińskie kobiety potrafiły
      wyczarować co najmniej kilkanaście potraw. Zielony śledź to śledź surowy,
      prosto z morza, nie solony. Najczęściej zmażono go na oleju i zaprawiano octową
      zalewą, dodając wiele różnych przypraw. W glinianych dzieżkach lub szklanych
      słojach śledzie mogły w chłodnym miejscu stać dłuższy czas. Ale ponieważ
      smakowały wyśmienicie, nic dziwnego, że zbyt długo nie mogły się ostać.
      • rita100 Re: Ślepy ślydź 01.03.06, 21:09
        Ślepy ślydź
        Ślepy ślydź, był już u nas dyskutowany i tak naprawdę jego nazwę tak dokładnie
        nie rozszyfrowaliśmy. Ten wpis dedykuję Szwagrowi_Labandowi z Glywic, który to
        zaraził mnie tradycjami. A więc Laband :) ślepy ślydz to danie bez ślydza :)
        hehe
        Przypuszczam, że była to potrawa tak słynna ja śląska 'wodzionka czyli zupa na
        wodzie. Warmiacy mają swoją potrawę, ktorej należą się pieśni i hymny
        pochwalne. 'Ślepy ślydź' ,on bowiem pozwolił przetrwać ludziom ubogim w okresie
        głodu. Dla przypomnienia podaję bratni wyśpiewany przepis śląski
        słynnej 'wodzionki' marząc o warmińskiej wersji 'ślepego ślydzia" :)
        www.cider-records.de/feet/
        kliknijcie na pierwsza pozycję śpiewaną

        "Popularne na Warmii było również danie, ktore nazywano 'ślepy śydź'. Ślepy ,
        bo oszukany. Wszystko w tym daniu było. Octowa zalewa, trochę słodka, ale i z
        lekka kwaśna, cebula, listek bobkowy, kuberka, pieprz i co tam jeszcze. Tylko
        śledzia nie było. Danie to przygotowywano albo w postne dni, albo latem, kiedy
        było bardzo gorąco. Ślepy ślydź był dodatkiem do gotowanych kartofli.
        • rita100 Re: czym chata bogata 01.03.06, 21:12
          A jutro moi drodzy będziemy się uczyć robić zalewę octową oraz zasiejemy sól.
          Że śól jest najważniejszym składnikiem potraw to nie trzeba mówić, ale , że
          kiedyś , kiedajś była ona droga to wyobraźcie sobie , że pewien Warmiak
          usiłował ją zasiać, ale o tym potam, no to do potam.
          Słyszałam , że niektórzy sadzili cukierki by wyrosły ;)
          Tedy aż na drugi roz
          • tralala33 Re: czym chata bogata 01.03.06, 21:15
            Na gotowaniu się nie znam, to choć dorzucę jedno warmińskie przysłowie na
            Wielki Post:
            Ni ma w chlebzie łości,
            kiedy się ciało wypości.
            • rita100 Re: czym chata bogata 01.03.06, 21:18
              Dzieki Tralala, ja też się nie znam na gotowaniu ale tu napewno nam pomoże
              Klyjmens i Gayjowy :)
              W każdym razie zapachy będzie czuć ;)
              • tralala33 Re: czym chata bogata 01.03.06, 21:20
                Wiadoma rzecz - najlepsi szefowie kuchni to mężczyźni! Ja to tylko mogę pyry
                skrobać.
        • szwager_z_laband Re: Ślepy ślydź 01.03.06, 21:30
          :)))

          i kto by to pomyslou - to sie nazywo pomysuowosc ludzi kere zaznali biydy -
          Rita moje uznanie za wytrwauosc:))
          • rita100 Re: Ślepy ślydź 01.03.06, 21:42
            To dopiero początek tajemnic warmińskiej kuchni
            pozdrawiam
            • rita100 Re: Ślepy ślydź 01.03.06, 21:44
              Jak widzę to mamy tu kuchnie warmińska, poznańską i śląską - czy góralska do
              nas zawita ?
              • rita100 Re: Oscypki 02.03.06, 20:50
                Jeżeli na Warmii hodowane były również baranki to ciekawe dlaczego nie robiło
                sie oscypków ? ;)
                W tej wędrówce ludów nie znalazł się tam żaden góral, ktory by tą technikę
                wyrobu przekazał ?
                A może mielismy coś podobnego do oscypków ?
                • rita100 Re: Szlachtujemy świnię i cielaka ;) 02.03.06, 20:52
                  "W zeszłym tygodniu na przymanki Joachim z ojcem zaszlachtowali dużą świnię i
                  cielaczka. Nic nie miało prawo się zmarnować. Lyberka, blutóka, grycówka
                  (pasztetowa, czarny salceson, kaszanka), to w pierwszej kolejności we flaki i
                  do weków. W tym samym czasie trzeba było zapeklować mięso, szpeki (boczek,
                  słonina) i szynki do łurojchrowania (uwędzenia). Rychtyczną wosztę (prawdziwa
                  kiełbasa) też trzeba było przygotować, zilca łuwarzyć (galaretę ugotować) i w
                  weki pozamykać. Pozostałe mięsa zasolić w glinianych dzieżach i postawić w
                  chłodnym sklepsie (piwnicy).
                  Specjalistą od wędzenia czyli łurojchrowania był wtedy w rodzinie Joachim , a w
                  dziesiejszych czasach ten zwyczaj przejął Gayjowy.
                  Trzeba się było na tym naprawdę dobrze znać, żeby wędzenie było smaczne.
                  Wędzono nie tylko szynki, boczek i kiełbasę, ale również częśc pasztetowej,
                  specyficzną warmińską kaszankę, którą potem jadło się tylko na zimno i czarny
                  salceson w cienkim jak zwyczajna kiełbasa jelicie. Smaku tych trzech ostatnich
                  produktów rodem z Warmii nie da się z niczym innym porównać.
                  Czyżby też tak jak nasza piękna warmińska gwara popadły w niebyt i zapomnienie ?
                  Marzy mi się, że któraś z prywatnych olsztyńskich masarni dopisze te
                  smakowitości do listy swoich produktów, a karczma warmińska w Gietrzwałdzie
                  spopularyzuje."
                  • rita100 Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie 02.03.06, 21:38
                    Prawie w każdej warmińskiej chałupie były wędzarnie. Najczęściej urządzano je
                    na strychu w przewodzie kominowym. Wszystkie artykuły do wędzenia wieszano na
                    specjalnych drążkach, wchodząc do środka wędzarni. To był naprawdę długi i
                    złożony proces. Trzeba było wiedzieć, co czym wędzić, jakim drewnem lub
                    trocinami. Co najpierw podsuszyć, co wędzić na ciepło, co na zimno. Wędzono
                    również owoce, śliwki i gruszki ulęgałki, z których robiono pyszne kompoty.
                    Uwędzone produkty wisiały potem na strychu, wysoko przy belkach. Nie psuły się,
                    gdyż na strychu - niezależnie czy dom był kryty strzechą, czy dachówką - zawsze
                    było przewiewnie, a i gryzonie nie mogły dosięgnąć smakołyków.

                    No i najważniejsze, żeby tylko zdążył przed łurojchrowaniem to przeczytać
                    Gayjowy, bo by się ucieszył z tej wiadomości. Więc szybko będę pisać ;)
                    Najczęsciej przy tej ciężkiej pracy nie mogło zabraknąc coś co się nazywa
                    podpiwku, czyli ciemnego piwa na drożdzach. Można przed łurojchrowaniem i po
                    łurojchrowaniu spokojnie degustować w miłym towarzystwie łuszlachtowanych
                    cielaków ;),
                    a łurojchrowanie napewno będzie smakowitsze od łurojchrowania bez tego podpiwku.
                    Udanego łurojchrowania
                    Alem sia łurojchrowała
                    No jó to tedy aż drugi roz.
                    • gajowy555 Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie 03.03.06, 10:36
                      Dobrze Rita, że z tym opisem zdązyłaś, bo właśnie jutro bandzie zielgie
                      rojchrowanie łu noju...
                      Właśnie dzisiaj mięsko - schaby, boczki, szynki - bandziewa w siateczki oblykać
                      , podsuszać a jutro z rena rojchrować ...
                      Bandzie tyż ryba na 'o', czyli osoś , typowa warnijsko ryba z naszych potoków,
                      he, he...
                      A jek już wszyćko bandzie łurojchrowane to i podpiwek sia łu noju nojdzie, coby
                      łurojchrowane degustacyje smakowitsze było...
                      No jó, to tedy aż drugi roz .
                      • rita100 Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie 03.03.06, 21:13
                        Oj, Gajowy dobrze, że łurojchrowujesz i masz przyjemne zajęcie, bo ja siedzę w
                        książce i zamykam się w jej treści. Fajnie się zapowiadało, sielskie-anielskie
                        życie przedwojenne wraz z łurojchrowaniem a teraz doszłam do tragicznych i
                        strasznych momentów głodu i niesmowitego jedzenia, ktore może opiszę choć tytuł
                        wątku całkowicie nie bedzie pasował do treści zawartego pokarmu, który w
                        kieszeniach ludzie wędrujacy na wschód czasmi posiadali.
                        Nie zawsze się jadło nawet ten ślepy ślydz, były jeszcze gorsze czasy.
                        no to do potam
                        • rita100 Re: Pamiętajcie o soli ! 03.03.06, 21:15
                          Sól na Warmii była droga
                          Kiedyś sól nie była taka tania. I przyszedł rok, że we wsi zaczęło jej
                          brakować, ale w Olsztynie kupić jej nie było łatwo. Zeszli się wtedy wszyscy
                          chłopi z całej wsi do nas i uradziliśmy , że bedziemy mieć swoją sól.

                          A więc wszystkim zebranym chłopom propozycja własnej soli sie podobała i
                          ustalili że ją będą siać. Każdy z chłopów przyniesie z domowych zapasów tyle
                          soli, ile tylko będzie módł, a on (Joachim) udostępni do tego projektu dziesięć
                          arów bardzo urodzajnej ziemi, która akurat na następne lato miała leżeć ugorem
                          i jeden sezon odpoczywać. Owe dziesięć arów było zaraz za chatą i cały czas na
                          oku wszystkich.
                          Przyniesiono więc sól, a nazbierało się tego wielka ilość. Joachim dokładnie
                          ziemię zaorał i wybronował, a potem na oczach wszystkich chłopów zasiał sól z
                          płachty tak jak się sieje zboże. Po dwóch tygodniach zaczeło się robić zielono.
                          Chłopi często przychodzili i przyglądali się zadowoleni, że ich sól tak ładnie
                          wschodzi.
                          Żaden jednak nie odważył się wejść na poletko, żeby broń Boże nie podeptać tak
                          przecież cennej soli. Z każdym dniem rośliny były coraz dorodniejsze i chłopi w
                          obawie, żeby ktoś nie wtajemniczony, nawet niechcący nie zniszczył ich
                          plantacji, postanowili dniem i nocą trzymać wartę przy poletku. Któregoś ranka
                          jeden z warujących, bardzo zdenerwowany, przybiegł do Joachima po radę, bo
                          stało sie nieszczęście. Przyfrunął bocian i chyba już z pół godziny chodzi po
                          ich polu i depcze uprawę. To wstrętne ptaszysko nie da się wypłoszyć żadnym
                          krzykiem, a kamieniem dorzucić jest za daleko. Stary Joachim kazał więc temu
                          zmartwionemu szybko zwołać wszystkich, żeby wspólnie omówić, jak można temu
                          nieszczęściu zaradzić. Długo słuchano róznych propozycji i nie znaleziono
                          innego wyjścia, jak tylko jedno, że on osobiście musi przegnać tego wrednego
                          bociana i to szybko, dopóki ten doszczętnie nie zdepcze uprawy.
                          W końcu podjęto decyzję, że trzeba zdjąć wrota ze stodoły. Joachim ma na nich
                          usiąść z długą rózgą w ręku, a sześciu chłopów (ojej, ale śię śmieję, ze pisac
                          nie mogę) zaniesie go na tych wrotach w pobliże bociana, żeby on sam nie
                          podeptał swojej uprawy.
                          Zrobiło się cicho jak w kościele. Dopiero wtedy ludzie zorientowali się, że
                          Joachimowi znowu udalo się ich ogłupić.

                          Ojciec Cyfusa miał dużą siłę perfazji, tak potrafił przekonująco mówić, że
                          ludzie cząsto nie potafili odróznić faktów od idiotycznych zmyśleń.
                          ...a życie toczy sie dalej
                          Edward Cyfus
                          • rita100 Re: Tylko poczujemy ocet :) 04.03.06, 20:44
                            Tylko poczujemy ocet :)
                            Tak naprawdę to nie wiem do czego potrzebny był i tak popularny ocet na wsi ?
                            Przykładano do tej produkcji dużą wagę. A tak opisuje Cyfus rolę octu w
                            potrawach warmińskich :
                            " W obejściu każdy był czymś zajęty. Mama z Anną wyjmowała z pieca pierwsze
                            bochny chleba, ktore wynosiło sie z dużej izby i układało się na ławie, bo tam
                            było najchłodniej w całym domu. Mama już następne blachy wsuwała do pieca.
                            Marta smażyła ryby i już układała na dużej misce, a w wielkim garze gotowała
                            sie zaprawa octowa. Octem było czuć już przed chatą. Agnes na ławce przed chatą
                            skubała kokoszy, ktore Joachima dopiero co zarżnął".....i tak toczyło sie życie
                            na wsi przed wystawną ucztą, która na wsi była wyjątkowa i bardzo , bardzo
                            pracowita.
                            Ale nie wiem dalej jak ten ocet produkowano. Może się znajdzie ta ciekawa
                            produkcja w nowej pisanej książce kulinarnej.
                        • gajowy555 Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie 06.03.06, 15:42
                          Wszystko się udało jak trzeba, ale ponieważ galeria chodzi tak sobie , to żeby
                          zaspokoić potrzebę obejrzenia efektów wklejam tutaj mini reportaż z łurojchrowania.
                          Niektóre fotki są nie w kolejności, lecz na to moja głowa za mała.
                          Przyjemnego oglądania...
                          :)
                          www.jpg.pl/panel/?2538
                          • gajowy555 Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie 06.03.06, 15:46
                            Adresik trochę za ogólny, może ten będzie dokładniejszy.
                            Nie mam głowy do netu ...
                            ...wtedy płynę, płynę ...

                            www.rojchrowaniemarcowe.jpg.pl/
                            • Gość: Pepper Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie IP: *.olsztyn.mm.pl 06.03.06, 16:33
                              Wszystkich posiadajacych orginalne przepisy Kuchni Warmińskiej zapraszam do
                              udziału w konkursie na potrawy Regionalne organizowanym na stronie M.Kuronia.
                              www.kuron.com.pl/phpBB2/viewtopic.php?t=776( Nie Damy Się!!!)( W
                              pierwszej Edycji Wygrałem książke..ale niestety:( nie było więcej warmińskich
                              potraw)
                              A Ciebie Panie gajowy zapraszam na stronę
                              www.wedlinydomowe.pl/
                              Gdzie może wkońcu Dzieki Tobie znajdzie się przepis na "Kiełbasę Warminską
                              Prawdziwą"
                              p.s Obie stronki...wydają sie mi uczciwe i uczynne..co na sobie sprawdziłem
                              Pozdrawiam Niezmiernie i Niezmiennie.
                              • rita100 Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie 06.03.06, 20:36
                                Czyli mamy całą wiedzę o łorojchrowaniu w wątku i na zdjeciach. Świetnie i
                                apetycznie to wszystko wygląda, szczegolnie ten finał po łorojchrowaniu. Działa
                                na wyobraźnię smakową. Ciekawe jak to wygląda po przekrojeniu i czy mozna to
                                jeść prosto po wyciągnięciu z wędzarenki ? Jak przeżyła takie zapachy Sonia i
                                czy sie doczekała kęska tej smakowitości ?
                                Szkoda, że nie można dać tych zdjęć do galerii, bo w tych albumach jest pełno
                                reklam przeszkadzające w oglądaniu.
                                • gajowy555 Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie 07.03.06, 13:32
                                  Dokładniejszy opisik wrzuciłem do kuchni warmińskiej i wszystkie odpowiedzi na
                                  pytania też.
                                  Kto powiedział, że nie możemy wkleić zdjęć do naszej galerii?
                                  Jeżeli jest taka potrzeba to można wrzucić ...
                                  A co do opisu "Prawdziwej warmińskiej kiełbasy", to kto wie, pomyślę ...
                                  Może coś wymyślę ...
                                  Pozdrawiam ...
                                  :-))
                                  • rita100 Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie 07.03.06, 21:42
                                    Tak , zauważyłam Gajowy ten opis. Można zalożyć fanklub wędzarenki ;)
                                    Ale nad kiełbasą warmińską mozna popracować :)
                                    Będzie kiełbasa nazwana - kiełbasa gajowego, nie mylić z kiełbasą wyborczą.
                                    Ale temat kiełbas będzie pewnie popularny w czasie grillowania :)
                              • rita100 Re: Łurojchrowanie czyli wędzenie 06.03.06, 20:40
                                Pepper - będą jeszcze inne przepisy, przepisy , o których malo kto zna, bo sa
                                bardzo biedne. Nie zawsze na Warmii można było dobrze i jeśc i pić. Były czasy,
                                kiedy .... ale to już inna sprawa.

                                Prezentujemy kuchnie warmińską taką nietypową, taka inną.

                                A ta wędzarenka to taka jak u Gajowego :)faktycznie
                                • rita100 Re: Kapusta z krupami 07.03.06, 21:43
                                  Danie bardzo popularne na Warmii, szczegolnie na warmińskiej wsi. A więc
                                  zapraszam na niydzielny łobziod - czym chata bogata. Idziemy przez rozgort do
                                  chaty, w której czeka nas smakowite jadło uwarzone przez najlepszą kuchareczkę
                                  Warmi Agnes. Ostrożnie wchodzimy do sieni chaty. Już od sieni roznosi się
                                  niepowtarzalny zapach tak wspaniałej potrawy jak kapusta z krupami.
                                  Danie to właściwie bardzo proste w przyrządzaniu jednak bardzo smaczne i syte.
                                  W dużym garnku gotuje się kiszona kapusta razem z wędzonką. Mogą to być wędzone
                                  żeberka, boczek lub jakakolwiek inna wędzona wieprzowina. W trakcie gotowania
                                  dosypuje się do tego grubej kaszy. Dość sporo. Kasza powoduje zawiesistośc tego
                                  gęstego dania, a połączone walory smakowe kiszonej kapusty i wędzonki nie
                                  wymagają właściwie dodatkowego przyprawiania. W jizbie na środku stołu stoi już
                                  duża micha okraszonych, tłuczonych kartofli, a przed każdym gościem i
                                  domownikiem jest talerz z pachnącą parującą kapustą oraz łyżka.
                                  Wszyscy już jesteśmy przy stole, czekamy jeszcze na zapracowanego Gajowego. Juz
                                  jest, wprawdzie jeszcze z mokrymi włosami.
                                  To wstajemy wszyscy, odmawiamy jak w dawnych czasach modlitwę po niemiecku, a
                                  potam całó gambó po naszemu.
                                  W tej cudownej gwarze rozmawiali również między sobą sąsiedzi i znajomi. I to
                                  zarówno ci, którzy czuli się Niemczmi, jak i ci, którzy uważali sie za Polaków.

                                  ......a życie toczy sie dalej i jeść trzeba
                                  Jeśli chodzi o picie to zaraz bedzie dobre zinko. Nie zapraszam na herbatę na
                                  dworzec główny, bo tam herbata jest w kolorze słomki ;)

                                  herbata w barze na dworcu
                                  w kolorze wspanialej slomy
                                  na głównym nie czyta sie wierszy nikomu
                                  na dworcu jest smutno
                                  • gajowy555 Re: Kapusta z krupami 08.03.06, 12:26
                                    Tośmy sobie pojedli i wypsili ze smakam ...
                                    Mokre włosy wyschły (dobrze, że nie wyszły) a zinko rozgrzało wszystkich do
                                    czerwoności.
                                    Kapusta z krupami fejn była, Agnes dobrze się spsisała...a naszo łurojchrowano
                                    wędzonka też się przydała .
                                    To teraz, żeby dobrym chrześcijaninem być, przez tydzień tylko wodzionka będzie
                                    na stole ...i słomkowa herbatka ?
                                    Chyba, że na kiermas pojedziem i łodpuszczenie grzychów falorz noju łoddo...
                                    To tedy, aż drugi roz...
                                    • rita100 Re: podpołudnik 08.03.06, 21:01
                                      Gajowy jak już Warmiacy sobie pojedli to wtenczas przystępowali do zażywania
                                      tabaki. A to już był cały ceremoniał podobny do łurojchrowania.
                                      Posiadasz jakąś tabakierkę w domu ?
                                      Na wodzionke jeszcze czas, póki jest co w spiżarce i w łoborze krowa, mozna
                                      sobzie zrobzić podpołudnik czyli chleb z masłem i zbożowa, lekko słodzona kawa
                                      z mlekiem, albo mleko lub maślanka.
                                      No i pomniantoj o tym , że w samo południe odmawiano Anioł Pański. I tak z
                                      takim jydłem dotrwamy do nastepnego dnia :) Ziecierzó swojskie zinko lub
                                      podpiwek może być, ale już gorzałeczki z racji postu nie należy wypsić.
                                      Jutro bardzo ciekawy temat będzie - jak żywić świnki, by było z nich dobre
                                      mięsko do łurojchrowania na śwenta.
                                      Bo mamy już wędzarenkę, mamy nawet mięsko, ale żeby to wszystko było musimy
                                      wcześniej dobrze podkarmić świnki w łoborze. I chyba w tym jest tajemnica
                                      domowej warmińskiej chodowli, by produkty były z nich równie domowe. Wrócimy do
                                      żródeł.
                                      .... a życie toczy sie dalej
                                      • rita100 Re: jak wyżywić zwierzęta w łoborze ? 10.03.06, 21:30
                                        - Zbzieroj no sia Agnesko, bo zapózniewam - powiedziała Halinka do Agnes
                                        - Ty ma tam nie pogonioj - odpowiedziała zdenerwowana Agnes, ktora właśnie była
                                        była przy świniach. Gotowała cały dampfer (parnik) kartofli dla świń ma jutro.
                                        Po nagotowaniu trzeba było jeszcze odlać kartofle, przesypać do starej tynki
                                        (wanny), zasypać otrębami albo śrutą i usztampfować (potłuc).
                                        Ale ten dzień dla Agnes był jakiś niewydarzony, bo najpierw nie mogła zapalić
                                        pod parnikiem, potem czas ciągnął się w nieskończoność, zanim się kartofle
                                        ugotowały, a jak już parnik dobrze funkcjonował; okazało się, że dekiel nie był
                                        wystarczjąco dokręcony i para pod ciśnieniem - jak z parowozu - buchała tak że
                                        podejsć strach. A woda bulgocąc groziła zagaszeniem paleniska.
                                        Parnik stał w małym wydzielonym pomieszczeniu przylegającym do świniarni. Wejść
                                        do niego można było przez drzwi łobory. Tędy Agnes karami (taczkami) dowoziła
                                        ze sklepu (piwnicy) kartofle i śrut. Wewnątrz , na lewej ścianie były drzwi do
                                        świniarni. Po prawej stronie od drzwi obory był wydzielony specjalnym
                                        ogrodzeniem kąt, gdzie leżały surowe kartofle. Dalej stały worki ze śrutą i
                                        otrębami oraz metalowa beczka na wodę. Parnik stał naprzeciwko wyjściowych
                                        drzwi.
                                        W sobotę albo przed świętami trzeba było nagotować kartofli na zapas, bo w
                                        świeta takich prac nie wykonywano. Wtedy kartofle z parnika wędrowały prosto do
                                        skrzyni i tam je sztampfowano (rozdrabniali) ze zlewkami, śrutą, wodą .... i
                                        już mamy gotowe zdrowe jedzenie dla świń.
                                        W łoborze były wszystkie narzędzia do tych prac. Prócz tego w rogu musowo
                                        musiała stać drapaka z brzozowych witek, przy niej szypa , szpadel, wiadro no i
                                        oczywiście sztampfer. Nie wiem czy ktoś pamięta ten sztampfer, ale był to
                                        przyrząd nieodzowny do sztampfowania kartofli.
                                        Był to przyrząd metalowy w kształcie litery 'S', wyostrzony od spodu,
                                        zamocowany na prostym drewnianym trzonku. Służył do rozdrabniania ugotowanych
                                        ziemniaków. Prawdziwi gburzy napewno to pamietają.
                                        Po skończonej pracy wszystkie te narzędzia musiały być wymyte i postawione na
                                        swoim miejscu. Cementowe klepisko dokładnie zamiecione , a nawet wymyte. Dwa
                                        razy do roku bielono ściany.
                                        Jedno co trzeba koniecznie tu zaznaczyć, że wieś warmińska i gospodarstwa były
                                        nadzwyczaj czyste i uporządkowane ale już o tym po tym .... bo życie toczy się
                                        dalej i jest już inne.
                                        Może jutro
                                        No to tedy aż na drugi roz
                                        • gajowy555 Re: jak wyżywić zwierzęta w łoborze ? 13.03.06, 19:21
                                          witojcie, drogie ludziska i Ty Rita, warnijsko kobzita !
                                          Jak tak pięknie opisałaś sztampfowanie kartofli ze śrutą, tom sobie od razu
                                          przypomniał jak to u moich teściów, na gburstwie takie rzeczy się robiło...
                                          Wszystko dokładnie jak w tym opisie się działo.
                                          Był i dampfer (parnik), i stara tynka (wanna) i sztampfer.
                                          Rozpalało się pod kotłem, ze sklepu (piwnicy) dowoziło się kartofle i po
                                          ugotowaniu rozdrabniało je ze śrutą, ale dolewało się mlyka, bo siła krów była w
                                          oborze.
                                          To i mięsko potem było smaczniste jak się patrzy.
                                          A do łurojchrowania służyła beczka i wykopany w ziemii tunel, gdzie szedł dym z
                                          paleniska. Wędziło się przeważnie olszyną, świeżo wyciętymi konarami.
                                          Było dużo dymu, a o to przecież chodzi...
                                          A tabakiery to se jakoś nie mogę przypomnieć, może dlatego że moi teściowie nie
                                          byli rodowitymi warmiakami...
                                          A życie toczy się dalej...
                                          No tedy aż na drugi roz...
                                          • rita100 Re: jak wyżywić zwierzęta w łoborze ? 13.03.06, 19:45
                                            łoj, łoj , łoj ale smaku ma narobziłeś, a jo banda zaro ziecierzać ;)
                                            • rita100 Re: jak wyżywić zwierzęta w łoborze ? 15.03.06, 21:24
                                              hehe i o łurojchrowaniu nie zapomnijmy ;)
                                              Ale dziś mąż mi kupił wędzonkę i mózi, jak fajnie uwędzona w Żywcu , a ja
                                              mózie , nie uwędzona , a łurojchrowana ;)))))
                                              • tralala33 Re: jak wyżywić zwierzęta w łoborze ? 15.03.06, 21:28
                                                hi hi - a zauważyłaś Rito pod jakim tematem umieściłaś ten wpis? Lepiej, żeby
                                                Twój mąż tego nie widział.
                                                Czekam na podforum, i wracam do nadganiania roboty. Dobranoc :)
                                                • gajowy555 Re: jak wyżywić zwierzęta w łoborze ? 10.04.06, 15:27
                                                  niedługo koniec postu i Wielkanoc.
                                                  Warto zachować te wpisy o ślepym śledziu i sposobach wyżywienia zwierząt w łoborze.
                                                  Nasze forum czeka na takie smakowite kąski.
                                                  No to do góry...
                                                  Hej siuuuup !!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka