Gość: łacinnik
IP: *.olsztyn.mm.pl
02.04.06, 18:42
Jan Paweł II to Wielki Człowiek, ale jednak człowiek. Zmarł jak każdy i nikt
mu nie zaoszczędził upokorzenia starości ani cierpienia człowieka chorego.
Jeśli nawet przyjąć, że w nagrodę odszedł do Ojca, to ten Ojciec jawi się
nieco wirtualnie. Przypomina mi to współczesnego ojca wielu dzieci, który z
powodu bezrobocia dopuszcza absolutną nędzę i upokorzenie swoich dzieci. Jest
jednak różnica, bo ten Ojciec mógł wszystko a wobec swego nie musiał się
kierować zasadą, że zemsta jest rozkoszą bogów.
Jan Paweł II to Wielki Polak, ale jednak Polak. Całe życie reprezentował parę
wyłącznie polskich cech i w ich doskonaleniu osiągnął mistrzostwo. Wezmę
pierwszy lepszy przykład: w oparciu o żarliwą religijność dochodził do
ustalenia prawdy na jakiś temat. A potem już był nietolerancyjny - dla innych
poglądów na ten temat i dla przeciwników jego poglądu. Trochę było to
widoczne podczas pontyfikatu, ale z powodu braku mechanizmów demokratycznych
w Kościele, prawda znana jest tylko niektórym. Z tych niektórych tylko
jezuita Obirek cokolwiek powiedział, ale przypłacił to swoją karierą.
Obecny „kaczym” to krasnale w reprezentowaniu tej cechy. A ile to złej krwi
robi. I dziwię się, że elita katolicka woła o pojednanie. Z kim chcecie się
pojednać, jeśli niszczycie przeciwników. Z kim chcecie się pojednać, jeśli
przeciwników eliminujecie z zatrudnienia? Pojednajcie się najpierw sami z
sobą, tzn. własne charaktery pogódźcie z Ewangelią. Zróbcie przegląd tych
zasad, zobaczcie, co do powiedzenia miał Papież, a potem zaproponujcie nam
równe zasady współżycia. Wasza tolerancja to tylko przyzwolenie dla nas na
niegodne życie.
Jan Paweł II to Wielki Papież, ale jednak papież. To znaczy, że nie mógł
posunąć Kościoła w teraźniejszość. Ale i nie chciał, bo Kościół
uwspółcześniony straciłby wpływ na politykę. Nie byłoby konkordatów i itp.
zniewoleń. A szkoda, bo łatwiej byłoby wielu krajom, w tym naszemu. Pomógł
wprawdzie zdemontować system komunistyczny, ale na zasadzie ostrego
pogłębienia różnic światopoglądowych. Tzw. pokolenie JPII jest niestety
nijakie, bo albo ma słomiany zapał, albo wnosi nietolerancję we wszystkie
szczegóły życia. Jest to pokolenie JPII jako sama forma, bez treści. Jest to
powielenie katolicyzmu zwanego kiedyś ludowym, później maryjnym - tym razem
nagranym na odtwarzaczu MP3.
Jan Paweł II to Wielki Aktor, ale jednak aktor. Wspaniale reżyserował własną
rolę. I trzeba przyznać, że był aktorem a nie komediantem. I w tym
aktorstwie, właściwym misterium sceny religijnej, przeistoczył nasze wady w
zalety. Po prostu, zaprzągł je w skład dumy narodowej. Jeśli mówimy,
że „kochamy cię Ojcze Święty”, to znaczy, że czujemy to, iż polskie wydało
cię plemię a ty wszystkie znamiona plemienne wziąłeś z sobą. Już nie mamy ani
wad, ani przywar. Jesteśmy dobrymi i wspaniałymi ludźmi. Z wdzięczności
zrobiliśmy wszystko, o czym myślałeś. Nie możesz umrzeć, musisz być wiecznie
żywy, bo kto za nas będzie myślał…
W rocznicę śmierci JPII wspominam ten medialny kociokwik, jaki miał miejsce
we wszystkich mediach rok temu. Tym razem już o dziewiątej rano otrząsnąłem
się z tej służalczości mediów. Wyłączyłem wszystko, co może do mnie mówić o
Wielkim Człowieku, Polaku, Papieżu i Aktorze.