Gość: andy
IP: *.makronet.pl
01.01.07, 19:26
To, że się nie można dodzwonić w godzinę, to jeszcze nic, ciekawe za ile by
przyjechali. Ja po zgłoszeniu zakłócenia ciszy nocnej czekałem (ze dwa lub
trzy lata temu) około 1,5 godziny. Przyjechali, pokiwali głowami, że żadnych
hałasów już nie ma, spisali mnie i pojechali. W tzw. międzyczasie
imprezowicze nawaleni jak "pershingi" wsiedli do aut i odjechali. Z tak
sprawną łącznością do policji, to tylko czekać, kiedy zarżną cię bandziory i
nawet nikt o tym nie będzie wiedział.