Dodaj do ulubionych

Ach ten nasz weryfikator

06.04.07, 18:39
Dzicy likwidatorzy


Ludzie Macierewicza bez certyfikatów ABW

Antoni Macierewicz do dziś nie ujawnił nazwisk ludzi, którzy likwidowali i
weryfikowali Wojskowe Służby Informacyjne. I nie ma się co dziwić. Większość
to jego koledzy z prawicowych partyjek, w których działał lub z gazetek przez
niego wydawanych. Do tego część z nich, w chwili gdy przystąpili do
rozwalania wojskowych służb, działało na dziko – bez prawa dostępu do
tajemnic państwowych wydawanego przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

isaliśmy o tym w październiku ub.r. Wtedy sprawą zainteresowała się sejmowa
Komisja ds. Służb Specjalnych. Zapytała głównego weryfikatora, jak to z tymi
dopuszczeniami jest, a on z uśmiechem powiedział, że jest w porządku. Na tym
wyjaśnienie się skończyło, bo obecna komisja pod względem dociekliwości nawet
nie umywa się do takiej samej komisji w poprzedniej kadencji Sejmu. Tamci w
przypadku podobnego skandalu z Siemiątkowskiego albo z Dukaczewskiego
zrobiliby kaszankę. Ale oto obecna Komisja do spraw Służb Specjalnych dostaje
szansę rehabilitacji. Wiemy już, którzy z weryfikatorów i którzy z
likwidatorów WSI w momencie przystępowania do pracy nie mieli dostępu do
tajemnic państwowych.

Niektórzy pracowali bezprawnie przez kilka tygodni, inni nawet przez kilka
miesięcy. Wśród nich m.in. Piotr Bączek, były rzecznik Macierewicza i
naczelny wydawanego przez szefa kontrwywiadu pisma „Głos”, Marcin Gugulski,
publicysta tego pisma i rzecznik prasowy rządu Jana Olszewskiego, sam Jan
Olszewski, a także Piotr Walerych i Mariusz Marasek, działacze ZChN, Akcji
Polskiej i Ruchu Odbudowy Polski. Wśród speców Macierewicza bez certyfikatów
byli także słynny legalista, młot na komuchów, były rzecznik interesu
publicznego Bogusław Nizieński, prof. Andrzej Zybertowicz, twórca „toruńskiej
szkoły wywiadu” oraz Adam Taracha, wiceszef UOP, którego Konstanty Miodowicz
(PO) publicznie oskarżał o nielegalne działania.

Macierewicz ukrywał ten skandal jak tylko mógł. Kręcił, mamił dziennikarzy,
że nazwisk weryfikatorów podać nie może „dla ochrony tych osób i dobra
państwa...” Przyznając, że ukrywanie tych informacji nie ma żadnych podstaw
prawnych, łgał przy okazji w żywe oczy: – „Nie mam co do tego żadnej
wątpliwości, że wszyscy, którzy mieli dostęp do tajnych akt, najpierw
uzyskali uprawnienia, a dopiero potem uzyskali tajne dokumenty”.

Zybertowicz, ekspert komisji weryfikacyjnej, zapytany przez nas, jak to
możliwe, że ludzie bez dopuszczeń pracowali przy likwidacji tajnych służb,
stwierdził, że to normalna sytuacja. – Wystarczy przeczytać ustawę o dostępie
do informacji niejawnych. Są tam podane sytuacje, w których można dopuścić do
tajemnicy osoby nieposiadające certyfikatów – stwierdził. – To normalnie
stosowana procedura. O ile wiem, to w momencie, kiedy wszczęte jest
postępowanie sprawdzające, które kończy się wydaniem lub odmową wydania
certyfikatu, podmiot, który jest dysponentem tajemnic może upoważnić do
dostępu – dodał. Potwierdził, że w momencie, kiedy rozpoczął pracę jako
ekspert, poświadczenia bezpieczeństwa nie miał. Wtedy dopiero rozpoczęto
wobec niego procedurę jego wydania. – Dopiero wtedy minister Sikorski
(poprzedni szef MON – przyp. red.) mnie i innym osobom w podobnej sytuacji
wydał zgodę na dopuszczenie – powiedział.

Tym samym Zybertowicz potwierdził, że największe tajemnice państwa powierzono
osobom, co do których nie było pewności, że tajemnice zachowają. I pewnie
stąd jeszcze przed opublikowaniem raportu Macierewicza mieliśmy do czynienia
z plagą przecieków do mediów z tego, co wyszperano w kwitach WSI.

Macierewicz jednak spać spokojnie nie może. Jego kłamstwa wcześniej czy
później zostaną ukarane. Janusz Zemke (SLD), szef sejmowej speckomisji,
poinformował nas, że sprawa dopuszczenia do tajemnicy weryfikatorów nie
została zamknięta. – Będziemy tę sprawę drążyć – zapowiedział. Dodał, że
sytuacja jest niebywale poważna. – Jeśli z dokumentami tajnych służb
zapoznawały się osoby niedopuszczone do tajemnic państwa, to jest to poważne
naruszenie prawa.
Na najbliższym posiedzeniu komisji posłowie poproszą Macierewicza o kolejne
wyjaśnienia. Mamy nadzieję, że tym razem nie poprzestaną na zapewnieniach,
tylko zażądają dokumentów potwierdzających jego słowa.

Jeżeli dobrze pamiętam ustawę, która wprowadzała służbę wywiadu i
kontrwywiadu wojskowego, to art. 58 ust. 2 mówi, że członkowie komisji
weryfikacyjnej i likwidacyjnej powinni mieć ważne poświadczenie
bezpieczeństwa dostępu do informacji ściśle tajnych – powiedział nam gen.
Marek Dukaczewski, ostatni dowódca WSI. Według niego oznacza to, że w
momencie, kiedy ludzie zostają członkami tych komisji muszą mieć ważne
certyfikaty bezpieczeństwa. Jego zdaniem sytuacja prof. Zybertowicza była o
tyle inna, że był doradcą, a nie członkiem jednej z tych komisji. W przypadku
członków komisji obowiązywała ustawa, której zapis jest kategoryczny. –
Jeżeli była taka sytuacja, że któryś z członków komisji likwidacyjnej lub
weryfikacyjnej w momencie powołania nie posiadał ważnego poświadczenia
bezpieczeństwa dostępu do informacji ściśle tajnych, to było to złamanie
prawa – dodał.

Piotr Ożadowicz


***


Pracowali bez dostępu do tajemnic

Likwidatorzy: • Piotr Walerych • Krzysztof Łączyński • Jerzy Urbanowicz • Jan
Olszewski • Artur Rojek • Marcin Gugulski.

Weryfikatorzy: • Mariusz Marasek • Artur Górecki • Piotr Bączek • Michał
Bichniewicz • Henryk Szulejewski • Adam Taracha • Bogusław Nizieński.

Eksperci i inni: • Andrzej Zalewski • Adam Zakrzewski • Adam Chmielecki •
Marek Utracki • Gabriela Kacprzyńska • Piotr Tomaszkiewicz • Karolina Dylik •
Aleksandra Zielińska • Jacek Olszewski • Urszula Arkuszewska • Joanna
Celińska • Stefania Modelewska • Aneta Jałoszyńska • Mateusz Mońko • Radosław
Sojak • Andrzej Zybertowicz • Antoni Wręga • Krzysztof Majcher • Marcin
Jastrzębski • Sławomir Mucha • Bogumiła Burzyńska • Karolina Arkuszewska •
Patrycja Cieśla • Magdalena Buchowska-Szczyp • Paweł Wojciechowicz • Łukasz
Górecki • Michał Warszawski.


***


USTAWA z 9 czerwca 2006 r.

Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie
Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu
Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego


Art.58.

2.Pełnomocnikiem do spraw organizacji SKW, Pełnomocnikiem do spraw
organizacji SWW, członkiem Komisji Likwidacyjnej oraz członkiem Komisji
Weryfikacyjnej może zostać osoba, która posiada ważne poświadczenie
bezpieczeństwa upoważniające do dostępu do informacji niejawnych oznaczonych
klauzulą „ściśle tajne”.
www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2007040602
Obserwuj wątek
    • edico Re: Ach ten nasz weryfikator 06.04.07, 22:12
      Jeżeli PiS chce zmienić Konstytucję pod swoje potrzeby, yo czy można spodziewać
      się, by poważnie traktował inne obowiązujące regulacje prawne?
      • kecawa Re:Prawo i moralność moralnośc i prawo 06.04.07, 22:17
        Zmienimy konstytucję nie pod swoje potrzeby lecz dla narodu !Wolno nam to
        czynić zgodnie z procedurami konstytucją przewidzianymi!

        Jakie to proste gdy prawo moralne w nas a niebo gwiaździste nad nami
        • Gość: loco narodowy bolszewizm IP: *.olsztyn.mm.pl 06.04.07, 22:24
          kecawa napisał:

          > Zmienimy konstytucję nie pod swoje potrzeby lecz dla narodu !Wolno nam to
          > czynić zgodnie z procedurami konstytucją przewidzianymi!
          >
          > Jakie to proste gdy prawo moralne w nas a niebo gwiaździste nad nami


          A te gwiazdki, to czerwone, pięcioramienne? A moralność to z katechizmu
          pt "Krótka historia WKP(b)"?
          • kecawa Re: narodowy bolszewizm 06.04.07, 22:28
            Cztałęś choć ową historię WKPb?

            zaciekawiony kecaw
            • Gość: loco Re: narodowy bolszewizm IP: *.olsztyn.mm.pl 06.04.07, 22:30
              Czytałem i tobie też radzę... świetnie się odnajdziesz w tej bajce.
              • kecawa Re: narodowy bolszewizm 06.04.07, 22:35
                Jesśli czytałęś to chyba bez zrozumienia!Bolszewizm to i ateizm to marksizm !

                przeczytaj raz jeszcze
                • edico Re: narodowy bolszewizm na dzień dzisiejszy 06.04.07, 23:04
                  biznes.onet.pl/14,1403120,,3254,ft.html
                • Gość: hen Re: narodowy bolszewizm IP: *.ols.vectranet.pl 06.04.07, 23:06
                  Bolszewizm to sposób myślenia. To przede wszystkim przeświadczenie, że władza
                  wie lepiej, czego chce lud. Zwłaszcza, jeśli wg władzy jest to lud "ciemny",
                  który kupi wszystko, byle ładnie opakowane. Gdzie indziej zwane jest
                  ortodoksyjnym islamem (judaizmem, katolicyzmem), faszyzmem, kaczyzmem, wieloma
                  innymi określeniami. To w tym sposobie myślenia działa przeświadczenie, że
                  "jeśli prawo nam nie pasuje, tym gorzej dla prawa".
                  Ciekawe, jakże często taka władza, mimo jasno określonych skutków historycznych,
                  co chwilę pojawia się w różnych krajach biednego świata.
                  • edico Re: narodowy bolszewizm 07.04.07, 00:46
                    Stara prawda ludowa, nie znająca granic ani ras - "Czemuś głupi? Boś biedny!
                    Czemuś biedny? Boś głupi!"
                    • Gość: sam_sob Re: narodowy bolszewizm IP: *.gorowo.macrosat.pl 07.04.07, 07:29
                      Do "starych prawd" zaliczyć trzeba i taką, że: "okazało sie, że dzisiaj głownym
                      źrdłem wiedzy o komunie są filmy Stanisława Barei. Trudno uwierzyć, ale część
                      dzisiejszej widowni uważa je wyłącznie za komedie .."
                      Zatem masz usprawiedliwienie, jako wielbiciel talentu Barei. Tak trzymaj!:))
                      • edico Re: narodowy bolszewizm 07.04.07, 09:23
                        Oj sam_sob, a kto pozwolił Ci wyjść z ukrycia? Wracaj do schowka i to juz! :))
        • mike.recz Wiesz co kecaw 07.04.07, 09:29
          Marzy mi się żeby beknęli wszyscy zamieszani w rozwiązanie WSI.

          Taka niekompetencja jest poniżej jakiejkolwiek krytyki.
          • mike.recz O tym jak kecaw jak wsypaliśmy swoich 07.04.07, 09:42
            Jak wsypaliśmy naszych


            Polska przyznała się do szpiegowania Białorusi



            IV RP jest pierwszym krajem świata, który dobrowolnie wsypał kilkuset
            rezydentów swoich służb specjalnych na całym świecie. Wśrod nich np.
            pracującego na Białorusi płk. Kazimierza Witaszczyka. Wszystko za sprawą
            słynnego już raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

            Niewiele brakowało, a polski wywiad dobiłaby jeszcze nowa ustawa lustracyjna.
            Groziła ona dekonspiracją oficerów pracujących za granicą pod przykrywką
            dyplomatyczną. Coś takiego trudno sobie w ogóle wyobrazić, ale rządząca Polską
            ekipa wpisała do ustawy lustracyjnej punkt nakazujący wszystkim pracownikom
            dyplomacji składać jawne oświadczenia lustracyjne. Dotyczy to także oficerów
            służb specjalnych, którzy oficjalnie są dyplomatami, a nieoficjalnie
            przedstawicielami polskiego wywiadu w danym kraju. Zgodnie z obowiązującym
            prawem, muszą przyznać się do swojego faktycznego zawodu, co zostanie podane do
            publicznej wiadomości.

            Skutków uchwalonego przez koalicję bubla nietrudno się domyślić, a wydalenie z
            placówki jest najmniej dokuczliwym. Prezydent zwalił winę za przeoczenie tego
            katastrofalnego błędu na „szefów odpowiednich służb” i zgłosił nowelizację
            ustawy lustracyjnej. Teraz oficerowie specsłużb w dyplomacji będą składać dwa
            oświadczenia lustracyjne – jedno prawdziwe, a drugie fałszywe, w którym
            zaprzeczą swoim związkom z tajnymi służbami. Pierwsze zostanie utajnione, a
            drugie upublicznione. To pierwszy przypadek, gdy polskie prawo nałoży na
            obywateli obowiązek kłamania w oficjalnych dokumentach.

            Prezydent liczy, że w ten sposób ugasi pożar, który wywołał ten jego bubel.
            Problem w tym, że Polska już dwa miesiące temu – decyzją Lecha Kaczyńskiego –
            ujawniła dużą część swoich oficerów wywiadu. I to dobrowolnie! Kompromitując
            się przy tym na skalę międzynarodową.

            Tak jak w przypadku płk. Kazimierza Witaszczyka, byłego attaché wojskowego na
            Białorusi. O pułkowniku zrobiło się głośno w kwietniu 2004 r., gdy został on
            zatrzymany przez białoruskie służby bezpieczeństwa, uznany za persona non grata
            i wydalony z kraju. Razem z nim przyłapano „wysokiej rangi pracownika
            Ministerstwa Obrony”, który miał polskiemu oficerowi przekazywać tajne
            informacje. Polskie władze złożyły protest w białoruskim MSZ sugerując, że
            wszystko jest prowokacją mającą skompromitować Polskę tuż przed wstąpieniem do
            UE oraz organizacją w Warszawie Europejskiego Szczytu Gospodarczego. Oczywiście
            zaprzeczono, by Witaszczyk kogokolwiek szpiegował.

            Na początku lutego br. białoruska telewizja poświęciła m.in. Witaszczykowi film
            dokumentalny oskarżający polskich dyplomatów i organizacje pozarządowe
            działające na Białorusi o szpiegostwo. Wśród zinfiltrowanych i znajdujących się
            pod wpływem polskiego wywiadu organizacji miały być m.in. Związek Polaków na
            Białorusi, Fundacja im. Batorego, Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności i
            Fundacja Europejska Dialog. Wszystko zaś – zdaniem białoruskiej telewizji Kanał
            1 – na zlecenie rządu amerykańskiego i za pieniądze płynące z USA. Polska rzecz
            jasna wszystkiemu zaprzeczyła twierdząc, iż mamy do czynienia z przypadkiem
            propagandy wymierzonej w nasz kraj.

            Ale już w połowie lutego polskie władze do wszystkiego się przyznały! A to za
            sprawą raportu Antoniego Macierewicza z likwidacji WSI. Płk Witaszczyk
            ujawniony bowiem został na str. 38 jako jeden z kilkuset oficerów wojskowych
            służb specjalnych, którzy szkoleni byli w ZSRR. Aby żaden wrogi nam kontrwywiad
            nie miał wątpliwości, czy akurat o tego Witaszczyka chodzi, podano, że w latach
            1993 – 96 był zastępcą attaché w Austrii, w latach 2002 – 2003 pracował w
            Brukseli, a potem – właśnie na Białorusi.

            Takich Witaszczyków jest w raporcie Macierewicza ponad 300. Próbkę tego, co
            obce służby mogą zrobić znając nazwisko oficera wywiadu działającego na ich
            terenie, można było obejrzeć właśnie w materiale białoruskiej telewizji, gdzie
            pokazano rozpracowane kontakty polskich oficerów, jakie informacje ich
            interesowały, do czego one im służyły i komu je przekazywali.



            * * *



            Powiedzieli „TRYBUNIE”



            Wyglądamy śmiesznie



            Janusz Zemke (SLD), szef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych:
            – Niestety, jeszcze sporo oficerów polskich służb specjalnych, którzy znaleźli
            się w raporcie Macierewicza, powinno tak jak płk Witaszczyk bać się o swoje
            losy. Jeden z fatalnych błędów raportu polegał na tym, że podano tam ponad 300
            nazwisk oficerów operacyjno-rozpoznawczych. A do sądu skierowano sprawy 107. W
            związku z tym nie mając żadnych podstaw ujawniono dodatkowo 200 osób pod
            różnymi pretekstami. Jako państwo wyglądamy śmiesznie. Szefowie służb
            powiadają, że wszystko jest dobrze. Ale na odbudowanie służb potrzeba wielu
            lat – sądzę, że ok. 8 – 10.



            Nawet laik się połapie



            Gen. Marek Dukaczewski, b. szef Wojskowych Slużb Informacyjnych:

            – Niedopuszczalne jest, że pracownicy placówek zagranicznych, którzy przy
            okazji zadań oficjalnych wykonują również inne zadania ważne dla naszego
            państwa, musieliby się ujawnić. Tego nie robi żaden kraj. Przyznajemy się
            przecież w ten sposób do łamania Konwencji Wiedeńskiej. A to jest szkodliwe nie
            tylko dla bezpieczeństwa państwa, ale również relacji dyplomatycznych. Mam
            nadzieję, że nowelizacja prezydencka zapobiegnie ujawnianiu takich informacji.
            Ale nie można o tym mówić spokojnie, jeśli wcześniej ujawnia się w raporcie
            nazwiska kilkuset oficerów WSI, którzy nie popełnili żadnych przestępstw i nie
            złamali prawa, a jedyną ich winą była praca w WSI. Nawet laik, czytelnik
            powieści szpiegowskich Toma Clancy’ego i Roberta Ludluma jest w stanie
            przewidzieć, co się w takiej sytuacji dzieje. Kontrwywiad natychmiast analizuje
            wszystkie kontakty oficera, rozmawia z osobami, które się z nim spotykały,
            pyta, co interesowało polskiego dyplomatę. Efektem może być nawet ujawnienie
            osób, które udzielały nam pomocy. O praktycznych skutkach ujawnienia raportu
            nie dowiemy się, ponieważ nieprzyjazne nam służby kontrwywiadowcze zachowają
            wyciągane na jego podstawie wnioski w tajemnicy. Zorientujemy się o wszystkim
            po wielu latach, gdy dana informacja okaże się dla nas druzgocąca.
            www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2007040705
        • mike.recz Re:Prawo i moralność moralnośc i prawo 07.04.07, 10:30
          kecawa napisał: Jakie to proste gdy prawo moralne w nas a niebo gwiaździste
          nad nami

          Prawo ,moralne w nas?
          I żadnych wątpliwości?
          Bolszewiki też tak miały.
          • antoniw2 Bez certyfikatów MOSKWY... 14.04.07, 09:36
            "Pracowali bez certyfikatów" - Moskwy. I tyle...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka