Gość: jd
IP: *.acn.waw.pl
06.03.08, 20:45
Nawet, gdy w latach 60-tych jako średnio rozgarnięty małolat
wyczekiwałem w telewizji (telewizor Szmaragd) głównie na kolejny
odcinek Zorra, i zdarzało się, że w Teatrze Telewizji lub na
przykład w filmie "Gangsterzy i filantropii" mignął mi Gustaw
Holoubek, nie umknęło mi ani trochę, że to ktoś z okolic innego
świata. A potem miałem całkiem sporo okazji, by trochę uszczknąć od
Arcymistrza kawałków i odprysków tej wyższej rzeczywistości. Z tym,
że bez naszej rzeczywistości Gustaw Holoubek może zupełnie
niepotrzebnie się zmarnować.