Gość: jothagie
IP: *.olsztyn.mm.pl
02.04.09, 20:51
Ot, weźmy św. Augustyna. Jego życiorys zaczyna się od nawrócenia. A więc
darujemy mu wszystkie odwiedziny w burdelach Pireusu. A na dzisiejsze czasy
był to człowiek uzależniony od seksu. I słusznie doceniamy to, co zrobił po
nawróceniu, bo to było wielkie.
W przypadku Wałęsy też można wyznaczyć taki "kamień milowy", który odcina od
przeszłości, z której notabene nie powinien się tłumaczyć, w porównaniu z tym,
co zrobił później.
U mnie osobiście Wałęsa zyskał wiele tym, że nasikał do święconej wody, ale
jest to "szacunek" na 5 minut. Później mogę o tym nie pamiętać, bo są to duperele.