Gość: MARKUS
IP: 217.76.112.*
23.04.10, 16:23
Alkoholowa patologia---Alkoholik — homochlapiens
Polacy znaleźli się w szczególnej sytuacji wynikłej z historycznych
uwarunkowań czasów Rzeczypospolitej Szlacheckiej.
Po załamaniu się gospodarki zbożowej, właściciele wielkich
latyfundiów zaczęli opłacać poddanych najpierw zbożem a potem
wyprodukowanym za bazie tego zboża alkoholem.
Stworzony przymus spowodował że przez stulecia wykształcały się w
organizmie Polaków zmiany genetyczne doprowadzające do uzależnienia
od alkoholu. To uzależnienie było odwrotnie proporcjonalne o
statusu społecznego.
O ile w okresie Drugiej RP zauważyć można było znaczny spadek
spożycia alkoholu to Polska Ludowa. powróciła do tradycji
rozpijania Narodu. Na bazie produkcji alkoholu konstruowano budżet
Państwa.
Po 1989 roku otwarto wszystkie furtki by zorganizowane grupy
przestępcze mogły zrobić interes na handlu alkoholem - podobnie jak
amerykańskie gangi lat dwudziestych i trzydziestych.
Dziś mamy sytuację że różne Gudzowate, Palikoty i inne przygłupy
kontrolują polskie zakłady spirytusowe.
Rząd wydaje ogromne pieniądze na tak zwaną kampanię trzeźwości,
różne agencje zbijają na tym kasę a wszystko zostaje po staremu.
Dlatego wyrażam swoją opinię na temat działania tych prostaków. Tej
chorobie Społeczeństwa winni są w pierwszym rzędzie politycy - w
tym różne przygłupy wymyślające "abstynenckie" hasła.
Więc w ramach czegoś co nazywa się "kampanią antyalkoholową"
wzywam, byśmy walczyli z przyczynami a nie ze skutkami.
Zacznijmy od osądzenia polityków.
Pijaństwo a państwo - czyli jak odmóżdźyć obywatela?
Dość dawno temu miałem wątpliwą przyjemność oglądać zapijaczoną
gębę pewnego obywatela naszego pięknego kraju o bogatych
tradycjach, który w alkoholowym amoku krytykował otaczającą go
rzeczywistość. Pomyślałem sobie: "brawo! Skoro już wiesz co jest
nie tak czas żebyś to zaczął naprawiać". Spotkało mnie jednak
rozczarowanie gdyż wspomniany wyżej obywatel (czy raczej
odbytwatel) oczywiście był zirytowany panującą sytuacją w kraju ale
nie podjął żadnych działań mających ją naprawić. Przyczyny były
dwie:
1. Mózg obywatela był zbyt przeżarty alkoholem żeby podjąć
jakikolwiek proces myślowy.
2. Obywatel po prostu nie wiedział jak naprawić kraj. Brakowało mu
odpowiedniej wiedzy którą oczywiście mógłby nabyć gdyby czas
przeznaczony na picie przeznaczył na zdobywanie tej niezwykle
przydatnej wiedzy.
I w ten sposób dochodzimy do sedna problemu. Może nie każdy zdaje
sobie z tego sprawę ale ilość spożywanego alkoholu w społeczeństwie
rośnie wtedy kiedy występują różnego rodzaju kryzysy ekonomiczno-
społeczne. Innymi słowy - ludzie tankują wtedy kiedy wystawieni są
na stres Chcą zapomnieć o swoich problemach systematycznie niszcząc
komórki nerwowe które są odpowiedzialne za postrzeganie tego
problemu. W ten sposób problem znika - dla nich! Nie zostaje on
jednak rozwiązany - jest wręcz przeciwnie! Obywatel nadźgany
bimbrem wcale nie ma odpowiednich kompetencji żeby zmienić panujący
ustrój polityczny.
Jest na szczęście jedno lekarstwo na to żeby żyć w lepszym państwie
i jednocześnie uniknąć problemu alkoholizmu. Wystarczy żeby każdy
obywatel za każdym razem kiedy będzie miał ochotę sobie golnąć,
zajął się czytaniem literatury fachowej dotyczącej ogólnie
rozumianej polityki. Tylko wtedy istnieje gwarancja że problem
zniknie na prawdę. Wykształcony obywatel po prostu złapie byka za
rogi i dopnie swego. Natomiast zapijaczoną hołotą najłatwiej się
rządzi. Nie wie taki co i jak i można mu wciskać różne ściemy które
połknie ze smakiem nie zastanawiając sie nawet nad tym czy w środku
nie ma trucizny.
Można nawet odnieść wrażenie że ten stan rzeczy podtrzymywany jest
celowo. Pewien narodowo-socjalistyczny polityk - Adolf Hitler
powiedział nawet: "żeby otumanić społeczeństwo wystarczy przydział
każdemu obywatelowi 8 litrów spirytusu na rok".
Czy rzeczywiście to celowa robota - nie wiem. Wiem natomiast że
jeśli chcemy coś znaczyć jako społeczeństwo powinniśmy odstawić
picie na rzecz edukacji.