Gość: Ola
IP: *.gwo.pl
09.09.04, 08:01
Moja wychowawczyni w liceum robiła tak. Kilkanaście minut po rozpoczęciu
pierwszej lekcji w danym dniu wchodziła na naszą lekcję, zabierała dziennik,
sprawdzała, kogo nie ma, i dzwoniła do rodziców. Pytała, gdzie jest pani/pana
dziecko. Czasem się oczywiście dowiadywała, że po prostu jest chore, ale
bardzo często bywało tak, że słyszała zdziwioną odpowiedź: "w szkole,
oczywiście".
Metoda była bardzo skuteczna. Tylko na początku pierwszej klasy zdarzały się
wagary, potem już nie.