k4free
14.01.05, 11:11
Jak brakuje, skoro nie brakuje :-)
Jak Sokratesowi może brakować "szczebiotania" Ksantypy, skoro woli być
Sokratesem. Kobiety "porozumiewając się" zbyt często jedynie przekazują
rzeczywistości swój komunikat o tym, że jej nie rozumieją i że wolałyby
aby rzeczywistość była bajką, bo przecież tak jest przyjemniej.
I facet zamienia tę rzeczywistość w bajkę, żeby już przestały "jojczyć".
Wymyśla te pralki, lodówki, nawet idzie na wojnę po błyskotki, aby kobieta
mogła się obwiesić cekinami. A Sokrates nie chce iść na wojnę... więc
Ksantypa dalej jojczy, że jej mąż nie rozumie, że jej nie szanuje, że się
nią za mało interesuje. On już naprawdę zaczyna zmieniać tę rzeczywistosc
w bajkę, żeby także inne kobiety i mężczyźni mieli miło, bo jest generalnie
bardzo prospołeczny, a tymczasem Ksantypa znów marudzi, że koleżanki mają
ładniejsze bajki, a ona przecież nie jest gorsza. Potem idzie do innych
facetów, kombinuje, jak by tu pozbyć się tego przebrzydłego Sokratesa.
W końcu udaje jej się namówić tych gości, aby oskarżyli Sokratesa o "psucie
młodzieży (bo ich zaraża swoim idealizmem - opowiadając jakieś bajki),
o sprzeniewirzenie się bogom itp, itd...". No i w końcu każą mu wypić
cykutę albo odwołać te swojej bajki i zmienić się tak, żeby Ksantypa była
zadowolona, żeby już przestała jojczyć, bo im też za długo dupę zawraca
ciągle ich na Sokratesa napuszczając...
A Dejanira też nie lubiła Herkulesa? Musiała mu taką złośliwą koszulkę
założyć?
Czemu tylko Penelopa była taka wierna Odyseuszowi? Może dlatego, że nie
mogła mu marudzić co wieczór do usioru? A czemu Odyseusz tak bardzo był
uparty, aby do swej Penelopy wrócić? Może dlatego, że nie musiał słuchać
przez tyle lat jej jojczenia?
Ona miała swoich zalotników i była zadowolona...
On doświadczył śpiewu syren, pokonał czarodziejską Kirke,
miał swoją nimfę Kalipso przez lata...
Czy ta mądra książka owej mądrej pani sięga głęboko do mitologicznych
archetypów, czy też ślizga się po wierzchu rzeczywostości, jak często
bywa z tym "babskim gadaniem"?
PS. Lubię kobiety za tembr głosu (taki niższy, spokojny, delikatny)
nie za "szczebiot", jazgot i wieczne jojczenie - tego się niestety słuchać
nie da, nie pomogą ani piękne oczy, ani piękne ciało, ani święta cierpliwość.
Mądre kobiety nie gadają po próżnicy. I nie piszą książek dla samych siebie...