mafik
22.04.06, 10:16
Jak już wielokrotnie pisałem - zajmuje się prasą lokalną, regionalną (dawniej jeszcze używano nazwy prowincjonalna, a już prawdziwymi mistrzami w nazywaniu prasy nie - ogólnokrajowej są Francuzi, którzy jak pamiętam mieli ponad 10 określeń). Uważam, że każda szanująca się gazeta powinna mieć swoje strony lokalne. Nie ważne czy będzie to oddzielna wkładka, jak to robi np. Gazeta Wyborcza, czy też będą to strony mutowane, jak to czynią w Fakcie. Ważne jest to, aby czytelnik otrzymał informacje z własnego regionu. Tak naprawdę czytelnika z Białej Podlaskiej najbardziej interesuje Biała Podlaska, w drugiej kolejności ważne dla niego są informacje z Białegostoku czy Supraśla, a już najmniej interesują go wieści z Katowic, czy Poznania. Istnienie tzw. małych społeczności jest faktem. Małe społeczności chcą zabierać głos w ważnych dla siebie sprawach. Dla nich wcale najważniejsza nie jest "duża polityka". Tak naprawdę, wielu ludzi polityka warszawska wcale nie interesuje. Nie mówiąc już o polityce międzynarodowej. Wspomniana wcześniej Wyborcza daje informacje z regionu, kraju i świata, i w tym przewyższa dzienniki regionalne, które chociaż podejmują próby informowania o kraju i świecie, to tak naprawdę robią to słabo. Z mojej prywatnej i subiektywnej oceny wynika, iż media regionalne i lokalne powinny zajmować się tym, do czego zostały zaplanowane, czyli lokalnością, problemami zwykłych ludzi. Pamiętam jak wzrosły notowania "Dziennika Zachodniego", kiedy kilka lat temu zaczął wprowadzać dodatki powiatowe (ich liczba cały czas rośnie). Choć tak naprawdę czytelnik otrzymuje zaledwie od 8 do 12 stron informacji (a odejmując reklamy od 5 do 9 stron), to i tak ma satysfakcję, że na zdjęciu rozpoznał swojego wujka, kolegę, czy sąsiadkę. Czytelnik biorąc do ręki "Dziennik" wie, że takiej możliwości nie ma. I chcąc dowiedzieć się czegoś o swoim regionie, musi wydać dodatkowy 1,50 na zakup gazety regionalnej, czyli de facto 3 złote dziennie. Według prostego rachunku 3 zł x 6 wydań x 4 tygodnie (a wiadomym jest, że zawsze mamy o kilka dni więcej) to 72 złote, czyli niejednokrotnie kilka procent domowego budżetu. Czy zatem "Dziennik" chce skazać się na niszowość i na to, by kupowali go tylko ludzie z wypchanymi portfelami? Dla jednych z nich będzie to produkt "za mądry" (to ci panowie ze złotymi łańcuchami na szyjach), a dla drugich za prosty (bo czytają już "Puls Biznesu" czy "Gazetę Prawną). Zatem unikanie lokalności przez "Dziennik" może skończyć się katastrofalnie. Potrzebą chwili jest dla "Dziennika" utworzenie co najmniej kilku redakcji lokalnych: Katowice, Kraków, Poznań, Gdańsk, Olsztyn/Białystok to absolutne minimum. Pamiętam reklamę Radia Bielsko - "Wiadomości z Twojej ulicy". Myślę, że czytelnik też chce wiadomości ze swojej ulicy. I kiedy przeglądam "Dziennik" zastanawiam się, czy to gazeta adresowana do czytelnika, czy też ma służyć politykom, by mieli dobre samopoczucie, że mogli o sobie poczytać w dużym tytule. Gazetę robi się przede wszystkim dla ludzi. Trzeba znać ich potrzeby, zasobność ich portfela, a przede wszystkim mentalność. I myślę, że tutaj "Dziennik" popełnił błąd, tak bardzo ograniczając swój serwis informacji regionalnych i lokalnych. Wiem, że nie od razu Kraków zbudowano i że wspomniany już "Fakt" też zaczynał bez mutacji lokalnych, z czasem okazały się jednak niezbędne. I z tego co wiem, cały czas rozrasta się ich sieć. Specom z ASP nie musze chyba tłumaczyć, jak ważne przełożenie na wpływy reklamowe ma dobór czytelników. Można stworzyć pismo luksusowe adresowane do bogatych, w którym będą reklamować się wyłącznie producenci luksusowych samochodów, ale tak naprawdę ważne jest również to, by reklamę dużej powierzchni mógł wykupić również producent proszków do prania. Bo w Białej Podlaskiej proszek do prania kupuję się o wiele częściej niż mercedesa klasy C.