Gość: lekarz
IP: *.resetnet.pl
10.05.06, 08:32
Pan Zbigniew za wymianę uszczelki w łazience, która zajęła mu trzydzieści
minut, zażądał 100 zł. Pan Henryk za trzy dni pracy, w ciągu których ułożył,
wycyklinował i polakierował pięćdziesiąt metrów kwadratowych parkietu,
zainkasował 1700 zł. Podobno niedużo… A pan Józef za pomalowanie mieszkania, z
którym uporał się w ciągu dwóch dni, skasował klienta na 500 zł. Ile w tym
czasie zarobił pan Andrzej – lekarz medycyny, który w ciągu dnia uratował
życie pięciu osobom, piętnastu innym pomógł uporać się z chorobą,
zinterpretował wyniki kilku skomplikowanych badań i wykonał przy okazji pracę
wykwalifikowanej sekretarki wypełniając szereg formularzy i dokumentów?
Dokładnie tyle, ile pani Beata, studentka anglistyki bierze za dwie godziny
korepetycji, czyli nie więcej niż 60 zł. Tak właśnie w Polsce ceniona jest
praca wysoko wykwalifikowanej kadry medycznej.
Polski system ochrony, a raczej niewolniczej służby zdrowia, od lat opiera się
na wyzysku jej pracowników. Przypomina średniowieczny feudalizm, w którym
chłop w pocie czoła pracował na pańskim polu. Polski lekarz odrabia
pańszczyznę w publicznym szpitalu otrzymując nie tylko nędzne ochłapy z
państwowego stołu, ale i obietnice powołania w kamasze i spotkania z
prokuratorem. Bynajmniej nie przy kawie… W dodatku podejmowane są działania
mające na celu zdyskredytowanie naszego środowiska. Nieustanna obecność
informacji kompromitujących lekarzy w prasie, radiu i telewizji jest w sensie
statystycznym całkowicie nieadekwatna w stosunku do ich rzeczywistych
proporcji. Nietrudno w takiej sytuacji dojść do logicznego wniosku, że
wszystkie te działania mają zamierzoną intencję i są obrzydliwą manipulacją.
Jakich argumentów, prócz brudnej medialnej gry używają nasi politycy? Nie
wyrażając zgody na sprawiedliwe wynagrodzenia w sektorze opieki zdrowotnej,
coraz częściej powołują się nie tylko na brak pieniędzy w dziurawym jak sito
budżecie, ale i na brak przyzwolenia społecznego.
Niezgodne z prawdą wiadomości należy z całą stanowczością dementować! Choć
faktem jest, że większa część społeczeństwa oczekuje tanich lub najlepiej
bezpłatnych porad i usług. Nieprawdą jest, że na godziwe zarobki lekarzy
obywatele naszego kraju nie wyrażają zgody. Politycy, którzy tak twierdzą,
albo kłamią w nadziei zmanipulowania opinii publicznej, albo nie mają
zielonego pojęcia, o czym mówią. Centrum Badania Opinii Społecznej w latach
90. i w roku 2004 sondowało opinie Polaków na temat wysokości zarobków osób
wykonujących różne zawody i pełniących różnego rodzaju funkcje publiczne.
Pytano zarówno o szacunki dotyczące obecnych zarobków przedstawicieli
poszczególnych grup, jak też o postulowaną wysokość tych zarobków. W 2004 roku
statystyczny Polak – Jan Kowalski uważał, że przeciętny lekarz, załóżmy
wymieniony wcześniej doktor Andrzej, zarabia 3925 zł miesięcznie, również
według tego samego ankietowanego powinien on zarabiać więcej, bo 4435 zł.
Warto podkreślić ,że ankietę przeprowadzono na reprezentatywnej próbie losowej
dorosłych Polaków.
Jak uczy nas historia, politycy uwielbiają manipulować społeczeństwem, nie
cofając się przed mataczeniem, półprawdami nawet cynicznym kłamstwem. Pojawia
się pytanie, którego nie sposób dzisiaj nie zadać. Czy po raz kolejny
zaryzykować i zaufać politykom, czekając cierpliwie na spełnienie słusznych
żądań, być może w 2007 roku? Odpowiedź jest chyba oczywista.
Pracownicy ochrony zdrowia zdali sobie w końcu sprawę, że przez ostatnie
kilkanaście byli ofiarami psychologicznej manipulacji i moralno-etycznego
szantażu. Zrozumieli, że czas zburzyć dotychczasowy system i od podstaw
zbudować nowy, skuteczny i satysfakcjonujący zarówno pacjentów, jak i jego
pracowników. Najwyższa pora przeznaczyć rocznie dodatkowo nie 4 mld zł, które
niczego nie zmienią, ale 20 mld, które doprowadzą do wzrostu wydatków na
ochronę zdrowia do 6% PKB, tak jak w innych krajach Unii Europejskiej. Polska
przeznacza na zdrowie tylko 3,87% PKB, co zapewnia nam mało zaszczytne
ostatnie miejsce w UE. Dane te doskonale obrazują fakt ignorowania potrzeb
zdrowotnych polskiego społeczeństwa przez polityków różnych opcji politycznych
rządzących od wielu lat krajem. Wniosek nasuwa się sam. Zdrowie obywateli nie
było i nie jest dla nich jakimkolwiek priorytetem. Ważniejsze są złote klamki
w mieszkaniach, luksusowe auta i zaszczyty, o których wielu z nich marzy,
robiąc niemal wszystko by je zdobyć.
Obecne, pojedyncze ogniska protestów, które wybuchają z coraz większą
częstotliwością, najprawdopodobniej już w ciągu kilku najbliższych miesięcy
staną się przyczyną dużego pożaru. Jest jednak szansa, że skutkiem pożogi
będzie nie tylko poprawa sytuacji finansowej pracowników ochrony zdrowia, ale
i wzrost bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. Wydaje się, że pacjenci o tym
wiedzą i będziemy mogli liczyć na nich poparcie w obliczu niechybnie
zbliżającego się strajku.