Dodaj do ulubionych

Dzwonek i koniec

    • Gość: ewelina Dzwonek i koniec a moze nie dla wszystkich? IP: *.biznesklasa.lisek.pl 19.12.07, 21:34
      a ja mysle tak ze w nauczaniu poczatkowym praca domowa jest bardzo wazna, ale np. teraz jestem w liceum i powiedzmy: lekcje mam do gogz 14 zanim wróce do domu i zjem obiad to juz jest 16. Potem mam zajecia taneczne czyli do jakiejs 19, a jak z nich wracam to juz tylko mam ochote na sen, oczywiscie moge odrobic mase lekcji( mniej lub bardziej madrych bo skoro mam np spisac z internetu biografie jakies autora ksiazki i musze ja przepisywac 20 minut, a nie moge wydrukowac to chyba nie ma to wiekszego sensu-a jest wiele takich zadan). Ale wracam do tematu: jesli juz odrobie te lekcje do jakiejs 21 to potem uczyc musze sie nocami do jakiejs 24, jeszcze co tydzien musze miec przeczytana jakas lekture,uczyc sie do matury i pisac prace maturalna. a Wiec jesli ta nauke skoncze o 24- bo najprawdopodobniej zasne nad ksiazka, to anstepnego dnia nie mam na nic siły juz po 2 lekcji.... a wiec?? czy ta praca domowa jest konieczna?
    • Gość: łukasz Dzwonek i koniec IP: 195.136.164.* 19.12.07, 21:45
      Witam

      Nareszcie jakiś mądry człowiek zobaczył prawdziwy problem! Tak trzymać tam na
      górze! Dzieciaki nie maja żadnych praw, szkoły tzw. elitarne(najwyższe rankingi)
      sa po prostu katorgą dla uczniów! Proszę sobie wyobrazić, że dziecko wstaje o
      6.20, szykuje sie na 8 rano do szkoły, spedza tam czas do godziny 15.20, pozniej
      w domu po obiedze sedzi do 20-22 i idzie spać i tak w kółko. Njagorsze jednak
      to, ze w takich szkołach np. Koszalin, liceum im. Broniewskiego uczeń nie moze
      sie ubrac w bluze ciepła, bo nauczycielą sie nie podoba. Uczniowie sa traktowani
      okropnie, sa poniżani, wyśmiewani, oceny sa stawiana w ajkies nienormalnej
      skali(zawyżonej). Bywało tak, ze niektore klasy miały tyle przedmiotów, ze
      wychodziło dużo powyżej maksymalnej dozwolonej ilosci godzin w tygodniu!! Jestem
      oburzony, ale to są fakty i ciesze sie, ze cos sie zaczyna dziać wreszcie!
      Zadaje sie wiecej niz jest w podrecznikach, uczy sie wiecej niz przewiduja
      roporzadzenia ministorow, kazdy nauczyciel traktuje swoj przemiot jak
      rozszerzony i jakby uczniowie mieli zdawac z nich mature. Tak Proszę państwa,
      tak wygląda właśnie II liceum w Koszalinie im. Broniewskiego. Jak
      nauczcyiel(kazdy po kolej) moze mowic, ze ich nie obchodzi to, ze klasa ma 4
      prace klasowe jednego dnia!! Nie sposob jest przygotowac sie na taka ogroman
      ilosc materialu nawet! Do tego w tym liceum dyrektor szkoły pracuje tam gdzie
      uczy jego żona i klasa nic nie moze zrobic, bo Pani ktora wykalda przedmiot jest
      żona dyrektora tej szkoly i moze robic co sie jej żywnie podoba. Dodam jeszcze,
      ze jak mozna powiedz dziecku, ktore nie ma innej bluzy w domu, zeby zdjelo na
      lekcji i marzło na lekcjach przerwadch, bo nauczyciela sie nie podoba, bo jest
      tam wszytyk kawaelk futerka. Za ladnie obstrzyzenie wlosos czepiaja sie,
      przeciez niekt nie maluje na czerwono wlsow, tylko korzysta z strzyzenia u
      fryzjera, ewentulanie doslownie kilka pasemek kolory prawie naturalnego. Jak tak
      można? To sa fakty Proszę państwa, ale wszyscy się boją o tym mówić. Szkoły
      elitarne? Tam gdzie dochodzi do brania uzywek, narkotykow, tylko po to, aby
      przyswojc ogrom materialu(liceum w Koszalinie im Dubois)?? Nic nie zostało tutaj
      zmyślone, jest to tylko mały procent tego xo sie tam dzieje, aby szkoly byly
      wysko w rankingach. Ludzie to jest chore! Niech jakas gazeta, organizacja, rząd
      coś z tym zrobi, a najlepiej zbada te szkoły i wiele innych. Kolejne liceum na
      Jedności w Koszalinie, jak można zadawać wypracowanie na 12 kartek A4, czyli 24
      strony? To jest normalne?? Nauczyciele robia sobie, co im sie żywnie podoba.
      Pewne Gimanzjum obrebie Koszalina, nauczyciel daje w twarz uczniowi,
      matematyczka wrzeszczy, wydziera, gnebi, a pozniej dzieciaki z bolem brzucha, w
      strachu, a to sie odbija na psychice tak, ze pozneij jest potrzebne lecznie
      psychoterapeuty lub psychologa, taka jest prawda, pani od muzyki, sztuki stawia
      pod sciana wszystkich jak w wojsku i rozkazuje, wrzeszczy, historyk, geograf
      kijem przez palce, krzyk, upokarzanie, ponizania. Niestety to właśnie jest
      "renoma", "rankingi", "elitarność" szkół, przynajmniej w Koszalinie, ale nikt
      nic z tym nigdy nie zrobił. W moich słowach nie ma, ani kawałka kłamstwa,
      wszsytko jest 100% prawdą. Na moim życiu podobne scenariusze sie juz odbily, na
      szczescie to juz tylko smutne wspomnienia, ktore odbily sie na problemach w
      psychice, na szczescie juz po kilku latach cierpien to zostaje jako wpsomnienia.
      POMÓŻMY MŁODYM!!! Łukasz.
    • Gość: adam Dzwonek i koniec IP: *.augustow.mm.pl 19.12.07, 22:20
      wybralem technikum ekonomiczne - teraz mam 16 przedmiotow z czwego TYLKO 6 jest
      zawodowychi w szkole siedze 36 godzin(same godzny lekcyjne bez przerw)
      tygodniowo, a ze jestem slaby z biologii, chemii to musze starac sie na
      pozytywna ocene z tych przedmiotow, lecz trace w ten sposob na przedmiotach
      zawodowych - bo co mi z 4 w np. rachunkowosci jak z biologi bede mial 1?
      A pracy domowej tez niczego sobie z kazdego przedmiotu notatke (jak niebylo na
      lekcji) oraz nauczyc sie teraz do tego dolozyc kilka zadan z matematyki, chemii,
      jakies wypracowanie z polskiego, nie wspominam ze na przedmioty zawodowe i tak i
      tak trzeba by poswiecic troche czasu ktorego oczywiscie braknie :(
    • Gość: wojtek Re: Dzwonek i koniec IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.12.07, 22:25
      s9.bitefight.onet.pl/c.php?uid=115672
    • Gość: jacus Dzwonek i koniec IP: *.89-161.tel.tkb.net.pl 19.12.07, 22:25
      po 1. prace domowe nie powinny byc obowiazkowe, lecz powinny zostac zadane

      po 2. nie powinno byc kar za brak pracy domowej, przecież taka kara bedzie np.
      niezdanie matury, czy tez kopanie rowow w przyszlosci z powodu braku
      podstawowych wiadomosci..

      pozdrowcie ministerka jak go spotkacie..
    • Gość: Zwykly_Uczen Dzwonek i koniec IP: *.elblag.dialog.net.pl 19.12.07, 22:30
      Wychodze na autobus ok 7, wracam 16:30. Jest tak 4 dni w tygodniu, w
      błogosławiony piątek mamy warsztaty, na których tracimy czas. Ostatnio slyszalem
      ze w II klasie bedziemy mieli 10 lekcji dziennie, 2 razy w tygodniu, co mozliwe
      ze da lacznie ok 40 lekcji tygodniowo. Jestem w technikum, o profilu
      elektronicznym. Dla przykladu- od początku tego tygodnia mialem 2-3 sprawdziany,
      jutro czekaja mnie 2, w tym jeden z historii, który obejmuje prawie 60 stron
      podrecznika. Jak kiedys uslyszelismy o maksymalnej ilosci sprawdzianow w
      tygodniu - 3 zaczelismy sie smiac.

      Po lekcjach odkładam plecak jak najdalej moge, po prostu nie chce mi sie go
      ruszać. Po powrocie ze szkoły slysze od rodzicow "co tam w szkole, czemu tylko
      3+ ze sprawdzianu? przeciez sa 5" mam ok 4h czasu, póki nie pójde o normalnej
      porze spac.

      Co do nauki- nie wiem co jest ważniejsze- czy posiadanie czasu czy odpowiednia
      motywacja. W tym wypadku wiele ma psychika ucznia, czy którykolwiek rodzic
      martwi sie z tej strony? Od poczatku, od kiedy pamietam najbliższa rodzina
      mowiła mi o nauce itp, żebym uzyskal w zyciu jakies normalne wyksztalcenie itp.
      Co to daje? Uczucie ze nie jest sie wystarczajaco dobrym, zeby cokolwiek
      uzyskac. Pytanie- po co komu średnia np 5.5 na koniec gimnazjum itp? Slyszac
      taka srednia myslimy- albo rodzice go krotko trzymaja albo ta osoba jest
      naprawde inteligenta. Podobno uczymy sie dla siebie, nie dla ocen. Często mlode
      osoby zmuszane do nauki maja rozne problemy ze soba, glownie wszelkie
      "skrzywienia" psychiczne, przez swoich ukochanych rodziców, ktorzy jako
      "najpierwszejsza z pierwszych" wartosci maja nasze szczescie itp. Za
      przeproszeniem- kicham na takie szczescie

      Ps. Nasza edukacje zacznijcie od podstaw, wiec zacznijcie od rodzicow ^^
      Ps2. Prosze panii, a dostane 2 za to? SIADAJ JEDYNKA!

      Pisalem ja, uczeń pierwszej klasy.
    • Gość: ala Dzwonek i koniec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.07, 22:39
      obuacie sie ze wychodujemy sobie pokolenie matolow przez zniesienie
      pracy domowej. Czy naprawde jestescie pewni ze rozwiazanie 20 zadac
      z fizyki lub matematyki cos da skoro dzieciaki nie umieja ich
      zrobic? Z doswiadcenia mowie ze nie! W klasie mojej corki jest ok 30
      uczniow, na cala klase zadanie domowe potrafi rozwiazac moze 4...
      jaki jest z tego wniosek? Nawet jesli dziecko nie jest zawalone
      nauka lub zadaniem domowym musi spedzac drgie tyle czasu co w szkole
      u korepetytorow... nie wiem jak to sie dzieje ze po 15min
      korepetycji dziecko umie rozwiazac zadanie a po 45 min lekcji nie?
      Coz moze nauczyciele nie potrafia uczyc? Osobiscie wspominam czas
      szkolny jako nie konczace sie krzyki naucycielek i ich oczy
      wychodzace z orbit... wyzywajcie sie dalej nae wno bedziemy mieli
      kreatywne, pewne siebie, inteligentne spoleczenstwo
    • Gość: gimnazjalistka prace domowe. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.07, 23:26
      Prace domowe? Ok. Ale z umiarem. Właśnie skończyłąm odrabiać lekcje
      i uczyć się na biologię. I idę spać - jak co dzień (super życie
      towarzyskie, nie?;P ). W końcu wyszło na to,że jestem tak zmęczona,
      że olewam naukę. Uczę się tylko na 3 przedmioty, któe mnie
      interesują. Komu chciałoby się wkuwać kolędy na angielski, kolędy na
      niemiecki? A brrr...
    • Gość: krak21 Dzwonek i koniec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.07, 23:27
      Z tego co widze komentarze piszą rodzice, którzy mają już dawno za sobą zasypianie nad książkami, ślęczenie nad zadaniami, które i tak robi się z konieczności, a nie dla zdobycia wiedzy. Wg mnie prace domowe powinny być nieobowiązkowe, powinni je odrabiać ci którzy czują że nie rozumieją danego tematu (w ramach praktyki). Stawianie jedynek za prace w domu to wg mnie kompletny bezsens. Nauczyciel powinien sprawdzać wiedzę ucznie jedynie przy tablicy lub na sprawdzianach. Ja obecnie chodzę do I kl. liceum i wiem jak to wygląda. Chcąc nauczyć się na wszystkie przedmioty muszę po szkole spędzać min. 5 godz. nad książkami i dodatkowo odrobić prace pisemne, a do domu wracam o 16. Nie mam czasu na tak podstawowe czynności jak posiłki, o jakiejkolwiek rozrywce nie wspominając. Chciałbym jeszcze dodać, że następnego dnia rano muszę wstać o 6 bo mam dość daleko do szkoły. A kiedy mam się wyspać? Po kilku dniach jestem totalnie osłabiony, a w weekend nie mam ochoty na nic po za spaniem, no i oczywiście odrabianiem lekcji na poniedziałek. Totalnie bezduszny system!!!!!!!!! A musze się mu podporzątkować!!!
      • Gość: opt Re: Dzwonek i koniec IP: *.tsi.tychy.pl 20.12.07, 02:18
        Popieram cię i wreszcie nie będę omawiał lektur przeczytanych w
        domu.bo nie można zadawać na pracę domową czytania lektur.Teraz
        lektury będziemy wspólnie czytać na lekcji-prawda,że będzie ciekawie.
    • Gość: munx Dzwonek i koniec IP: *.sm-rozstaje.pl 20.12.07, 00:16
      ludzkie pojęcie przechodzi. szkoła nie jest w stanie wszystkiego nauczyć, i po
      to właśnie są prace domowe. Po 100 latach robią cyrki...
    • Gość: cwany Dzwonek i koniec IP: *.chello.pl 20.12.07, 03:44
      Nikt nie mówił o całkowitym zlikwidowaniu szkoły. Tu się mówi tylko o
      zmniejszeniu nadmiaru pracy (zadań domowych). Chciałbym zauważyć, że moi
      towarzysze uczniowie nie zdadzą wtedy i tylko wtedy, gdy nie będą się uczyć.
      Jeśli ktoś jednak dostał tą ocenę dostateczną, to znaczy, że potrafi.

      Co do programu, to uważam, że można go trochę oczyścić. Zacznę tutaj od
      Biologii: ktoś tu już mówił, była budowa pantofelka i inne niesamowicie
      potrzebne rzeczy.Z TEGO NIE PAMIĘTAM JUŻ NIC, ale czuję, że ta wiedza i tak nie
      będzie mi potrzebna. Jeśli będę chciał studiować biologię, to dosyć szybko
      nadrobię zaległości.

      Na chemii i fizyce bezmyślne wkuwanie wzorów i nazw. Nauczyciele często
      zapominają uczyć dziecko SPOSOBU MYŚLENIA na rozwiązywanie zadań. U mnie na
      fizyce było tak, że był wzór, dane, szukane i podstawiamy do wzoru i wychodzi
      wynik. Teraz jak tak patrzę na to z dala, wiem, że przy odpowiednim sposobie
      nauki, całego działu dałoby się nauczyć w 2-3 lekcje.

      Chemia? To jest szopka bożonarodzeniowa w wydaniu szkolnym. Nauczyciel
      najczęściej nie robi niczego, czym mógłby zainteresować uczniów. Tymczasem
      chemia jest chyba jedną z najciekawszych rzeczy znanych ludzkości (różne
      wybuchy, reakcje egzotermiczne itp.)

      Język polski to przedmiot, który spowodował, że z wielkim trudem przeczytałem
      różne "dzieła", których bym nie ruszył. Niestety nie są przerabiane książki
      fantasy, które czytam masowo. Na szczęście na lekcji można (trzeba) się nauczyć
      różnych fascynujących dzieł. Tak. Mamy tutaj... Chłopów, Ferdydurke, Pana
      Tadeusza, Wesele, Makbeta, Chłopców z placu broni i 'kupę' różnych książek. Co
      mi to dało? Ano, większości już nie pamiętam. I tak będę to wszystko powtarzał
      przed maturą.

      Matematyka: tutaj potrzeba cierpliwości i odwagi na debilizm nauczyciela. Jako,
      że jestem jakoś "szczególnie uzdolniony" (mam większy mózg?), zadania domowe
      robię na lekcji, a 3/4 klasy przed lekcją pożycza zeszyt w celu... 'porównania
      notatek'. Nauczyciel wie o tych praktykach, jednak każe robić. Porównując, jeden
      mój towarzysz (również nienajgorszy), nie odrabiał zadań, a ze sprawdzianów miał
      5. Efekt tego był taki, że na koniec wyszła mu magiczna ocena 2. Owszem, zdał,
      ale jak na jego umiejętności, jest to szokująco niska ocena.

      Co by tu jeszcze... WOS i HISTORIA: wos jest lekko zbyt rozbudowany, co oznacza,
      że uczymy się rożnych kretyńskich teorii, które sprawdzają się tylko w książkach
      typu Rok 1984 (to książka lepsza niż owe "Kordiany", ale nie wiedzieć czemu, nie
      omawia się tak ważnego dzieła, moim zdaniem trafniejszego niż "Folwark
      Zwierzęcy"). Historia: tu można wyciąć dużo rzeczy, albo uczyć tego jakoś.
      Najczęściej dostajemy do ręki notatki, teksty i wkuwamy. Tymczasem raz
      oglądaliśmy na Historii film historyczny, po którym oceny z testów były znacznie
      lepsze niż gdyby uczono się tradycyjnie.

      Nie skomentuje już nauczycieli j. angielskiego, którzy uczą języka, który się
      nie przydaje na wyspach. Nie przydaje się również w oglądaniu filmów. Właściwie
      przydaje się do matury. Ooooo tak.

      Kończąc głupie ukazywanie przykładów... Polskie szkoły za mało płacą, żeby
      nauczyciele musieli zainteresować uczniów. Na dodatek wściekli nauczyciele
      zadają sobie zadanka. Każde da się zrobić w... 30 minut. Problem się robi, gdy
      nauczyciele nie zauważają jednego - na "jutro" zadane jest z 8 przedmiotów.
      Prosto obliczyć: 8x30m = 4h. 4 godziny, jeśli ktoś wraca ze szkoły o godzinie 17
      to będzie tak do 21. Później nauka... 10 minut powtórzenia, to gdzieś tak do...
      22. Koniec dnia. Spać. Życia prywatnego nie będzie.
      • Gość: Thrud Barbarzyńca Re: Dzwonek i koniec IP: *.xnet.org.pl 20.12.07, 21:11
        Niegłupie uwagi - odpowiem jako człowiek z "drugiej strony biurka" :)

        Zadania domowe - jesteśmy do nich przyzwyczajeni, niestety są konieczne. Program
        liceów / techników starego typu został na siłę wciśnięty do szkoły o rok
        krótszej. Nawet mając zdolnych uczniów ciężko jest go w całości przerobić, a jak
        pewnie wiesz większość nie jest bynajmniej zdolna, ani chętna do pracy... Powiem
        więcej - chyba nie znajdzie się człowiek, który w szkole byłby zainteresowany
        _wszystkimi_ przedmiotami i _każdą lekcją_.

        Biologia - nie nadrobisz szybko zaległości; to w większości wypadków
        pamięciówka. Wystarczy jednak uważać na lekcji, żeby zapamiętać podstawowe
        fakty, a reszty informacji można się douczyć. Powiem więcej - moja nauczycielka
        z LO katowała nas systematyką po łacinie. Efekt tego jest taki, że co prawda
        niemal wszystko zapomniałem, jednak zainteresowałem się łaciną, co wydatnie
        pomogło w opanowaniu paru języków (słownictwo).

        Fizyka i chemia - mało doświadczeń, słabo wyposażone szkoły, idiotyczne
        obostrzenia dotyczące wykonywanych ćwiczeń. Na chemii niedługo zakażą pewnie
        używania wody - przecież uczeń może napić się jej z probówki i jeszcze się
        zadławi :(

        Język polski - tu masz wiele racji. Miałem ambicje przeczytania wszystkich
        lektur ;) lecz "Nad Niemnem" nie zdzierżyłem. Może gdyby w składach komisji
        ustalających korpus lektur było więcej młodych ludzi, dla których czytanie jest
        przyjemnością, a nie "rozpatrywaniem semantycznych zawiłości fabuły"...

        Matematyka - kompletnie pozajączkowany program. Podręczniki tworzone bez ładu i
        składu, brak logicznych wywodów w większości z nich. Matura nowego typu dla
        kujonów, dla myślącego człowieka zbyt mało czasu, by zastanowić się nad
        zagadnieniami i zrobić je po swojemu.

        Matura z WOS-u - paranoja. Oglądając od czasu do czasu wiadomości i czytając
        parę gazet można zdać od ręki. Rok temu (bez przygotowania) postanowiłem zrobić
        sobie test - poziom podstawowy zaliczyłem na 95%, rozszerzony - powyżej 80.

        Historia - tu zawsze jest wtłaczana ideologia. Nie oszukujmy się - szkoła była,
        jest i będzie instytucją propagandową aktualnie rządzących. Po prostu żadna
        władza nie "odpuści" możliwości kształtowania sposobu myślenia ludzi jej podległych.

        Angielski - miałeś marnego nauczyciela. Niemniej jednak jest on właśnie
        rozliczany z przygotowania Ciebie do matury. Nb. poziom podstawowy potrafiłby
        zdać chyba szympans... Uczę właśnie tego języka i powiem Ci, że przy takim
        natłoku angielskiego (media, gry, życie codzienne) nie sposób jest go się nie
        nauczyć. Trzeba na początku zrozumieć nieco podstaw gramatyki, a później już
        samo idzie... Nauczyciel może zarówno cytować z pamięci Blake'a, jak i dukać
        oraz bełkotać - wystarczy tylko, żebyś miał te 90 + parę % na maturze...

        A życie prywatne - uwierz, jeśli dobrze zorganizujesz sobie czas, będziesz miał
        go wiele na studiach.

        Pozdrawiam,
    • Gość: amerykanin alez prosze bardzo IP: *.dyn.optonline.net 20.12.07, 05:44
      nikt nie powinien nikogo zmuszac do nauki. Jak chca miec dzieci
      glupolki to niech maja. Zawsze beda potrzebni ludzi do zmywania
      naczyn, a luka zapelnia ambitne dzieci i dzieci rodzicow ktorym
      zalezy na dobrym wychowaniu dziecka. Poza tym zawsze beda emigranci
      take jak w stanach , gdzie Chinczycy i Hindusi przykladaja sie do
      nauki i coraz bardziej opanowuja medycyne, informatyke itp. nie
      zmuszac dzieci do nauki, ktos przeciez musi posprzatac u mnie w domu
      • lambert77 Amen :) 20.12.07, 08:32
        za jakiś czas mogę potrzebować gosposi do domu i jakiejś niani a jak
        wiadomo do tego nie jest wymagane wykształcenie wyższe. Wystarczy
        niepełne podstawowe i umiejętność podpisania się.
    • Gość: bartek Dzwonek i koniec IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.07, 08:22
      zgadzam sie z rzecznikiem praw ucznia.nie powinno byc wcale prac domowych i tak my uczniowie jestesmy wykonczeni po wyjsciu ze szkoly .wolal bym zeby bylo jak w innych krajach europejskich
      • lambert77 Re: Dzwonek i koniec 20.12.07, 08:30
        to znaczy wolałbyś żeby jak było??? Koniec podstawówki a ze szkoły
        wychodzą albo półanalfabeci albo wtórni analfabeci?? Dzieciaki,
        które nie wiedzą z kim sąsiaduje ich kraj?? Nie potrafiące dobrze
        dodać dwa do dwóch bez użycia palców u rąk i nóg?? Nie bądź
        śmieszny. Powiedzmy sobie szczerze uczniowie mają tylko jedno prawo.
        Prawo do uczenia się. Reszta to obowiązki im szybciej to zrozumieją
        tym lepiej dla nich. Potem człowiek siedzi z takim matołkami na
        uczelni i dorośli ludzie jęczą wykładowcy jak przedszkolaki że nie
        będą robić testu bo był niezapowiedziany.... żenada żenada dziecko
        drogie.

        Ps. czym są uczniowie wykończeni w szkole??? Wyłączcie komórki
        przestańce rżeć na zajęciach i kręcić dupami na krzesłach zacznijcie
        słuchać nauczycieli a zobaczysz że to nie jest takie męczące. 3/4
        czasu na zajęciach trwonicie na popisywanie się przed blacharami a
        one na kręceniu tyłkami przed waszymi nosami. Oczywiście są też
        patologiczne przypadki które spędzają czas na znecaniu się nad
        słabszymi. Cholera macie wyjątkowo męczący dzień.
        Jak wy sobie poradzicie w dorosłym życiu??? Co będzie jak was w
        pracy przycisną amfa i skok z okna???
    • Gość: Byly uczen Czy w zwiazku z tym...moge oczekiwac odszkodowania IP: 195.33.69.* 20.12.07, 08:34
      Tyle lat odrabiania zadań domowych. Wrr jak przypomnę sobie te wszystkie
      rozprawki, recenzje, obliczenia, etc. Moje pytanie czy jesli zostanie to uznane
      za nielegalna praktykę moge wystapic o odszkodanie?
      • lambert77 Re: Czy w zwiazku z tym...moge oczekiwac odszkodo 20.12.07, 08:39
        tylko wtedy kiedy w trakcie odrabiania tych lekcji byłeś bity
        skórzanym pasem na goły tyłek przez rodziców ewentualnie molestowany
        seksualnie przez opiekuna :)... wtedy możesz wystąpić przed
        trybunałem o odszkodowanie bo niewątpliwie zadane lekcje przez
        szkołę doprowadzały do przemocy fizycznej i molestowania :)... Swoją
        drogą obecny rzecznik praw ucznia jest wyjątkowym idiotą :)...
        zresztą widać po nim że dopiero co sam szkołe skończył i chyba ma w
        związku z tym jakąś traume.
    • Gość: Belfer Olędzki to samozwaniec i hochsztapler! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.07, 08:52
      Nikt go żadnym rzecznikiem nie manowal ani nie wybral.Ten pan
      usiluje robić karierę i zdobyć rozglos takimi wlaśnie
      spektakularnymmi choć absurdalnymi akcjami.Dziwne, że powazni ludzie
      powaznie tego osobnika traktują, wystawiając się na posmiewisko!!!
    • Gość: Rodzic Szkola nie jest urzędem,panie Olędzki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.07, 08:55
      >Urząd, a szkoła jest urzędem, może robić tylko to, do czego ma
      uprawnienia. Nie ma przepisów dających jej prawo zadawania prac
      domowych - twierdzi.<
      Największa krzywda jaką można zrobić uczniom i spoleczeństwu to
      zamienić szkolę w urząd!!!
    • Gość: :) Dzwonek i koniec IP: *.dip.t-dialin.net 20.12.07, 10:17
      Tak est to dobry pomysl sam odrabiam duo lekcji a jak zapomni
      ktokolwiek zeszytu a bylo zadanie to odrazu jest jedynka przedmiotow
      jest duzo i jak zliczyc z kazdego jedno zad. dziennie jest tego
      bardzo duzo
      • lambert77 Re: Dzwonek i koniec 20.12.07, 10:32
        Po wpisie widać, że jednak za mało się uczysz.
        Jak tak czytam posty to zaczynam być zwolennikiem zniesienia
        obowiazku szkolnego ale za to wprowadzeniem od lat osiemnastu albo
        obowiązkowego poboru albo obowiązkowej pracy przy autostradach dla
        tych, którzy postanowili nie odrabiać lekcji i podstawówki nie
        ukończyli. W końcu nie czarujmy się nie wszyscy muszą mieć wyższy
        wykształcenie. Czyjeś ręce muszą wykopać fundamenty pod nasze domy i
        autostrady. A i do wojska przyda się taki. Wystarczy pokazać, którą
        stroną się strzela :) dobry materiał na idealnego żołnierza.
    • Gość: Tomek Za dużo materiłu i złe podejście! IP: *.icpnet.pl 20.12.07, 11:21
      W szkole do przerobienia jest za dużo materiału i można go przerabiać tylko po łebkach. Takie podejście skutkuje tak naprawdę zaniżeniem poziomu edukacyjnego, a nie jego zwiększeniem. Wiem coś o tym, bo udzielam korepetycji z matematyki i nie wyobrażam sobie w jaki sposób nauczyciel ma dokładnie omówić z trzydziestoosobową grupą na przykład wielomiany. To jest niewykonalne.

      Problemem jest również podejście do nauczania, zarówno to założone (czyli wkuwanie wzorów czy definicji na pamięć i zakaz korzystania na sprawdzianach na przykład z tablic matematycznych) jak również to, które prezentują niekórzy nauczyciele. Zdarza się na przykład, że nauczyciel zadaje zadania do domu, a potem nawet nie sprawdza, czy uczeń je zrobił dobrze i nie tłumaczy ewentualnych wątpliwości związanych z tymi zadaniami. A z podręczników samemu niestety niewiele można się nauczyć - treść zadań i odpowiedź to trochę za mało żeby nauczyć się matematyki samodzielnie.
    • Gość: Student Re: Dzwonek i koniec IP: *.centertel.pl 20.12.07, 11:44
      Głównym problemem nie jest sam program, bo ten jest w miarę dobry tylko bardzo napięty - to nie prawda, że nie ma się czasu na nic innego, bo jakoś w podstawówce i gimnazjum problemów nie miałem żadnych, a obecnie mam rodzeństwo w tym wieku, które ma czas na wszystko i uczy się bardzo dobrze.

      Problem stanowią jednak:
      1.Egzamin po podstawówce - nie wiem po co to komu i tak nie można się nie dostać do gimnazjum praktycznie... A "klasyfikacje" można równie dobrze robić na podstawie średniej

      2.Gimnazjum: W dużej mierze w gimnazjum jest przerabiany materiał z podstawówki co uważam za stratę czasu... Gimnazjum nie jest w stanie przerobić materiału chociażby początkowego do szkół średnich, bo oprócz LO są Technika i Licea profilowane, które od początku uczą rzeczy z którymi spotkać się w gimnazjum nie ma możliwości. Z tego co słyszałem powstaje coś w rodzaju gimnazjów profilowanych, ale to się mija z celem bo wiek gimnazjalisty jest zdecydowanie zbyt młody, aby mógł podjąć jakże ważną decyzję wyboru kierunku nauki.

      3.Matura: Wcześniejsza forma matury była zdecydowanie lepsza moim zdaniem, teraz nawet nie ma się orientacji, które zadania są z poziomu podstawowego, a które z rozszerzenia... A punkty dostaje się z kosmosu za poziom 1 i 2 jak się tylko jeden pisało....

      Rozwiązanie problemów moim zdaniem jest proste:
      1. Zlikwidować test po podstawówce
      2. Program z podstawówki i gimnazjum uporządkować i rozłożyć równomiernie bez niepotrzebnych powtórek(powtórki są zbędne bo większość materiału i tak jest powtarzana w trakcie dalszej nauki)
      3.Przywrócić 4 letnie LO i 5 letnie technikum maturę rozbić na 2 poziomy jak to wcześniej było.

      Skutki:
      1.Brak dodatkowego stresu i przymusu nauki w podstawówce
      2.Więcej wolnego czasu luźniejszy program
      3.Więcej czasu dla licealistów możliwość lepszego przygotowania do matury

      Ogólnie:
      +Prace domowe niestanowiły by problemu gdyby program nie był tak bardzo ściśnięty. Podniósł by się średni poziom nauczania szanse na zdobycie dobrych ocen miał by każdy bez nadmiernego wysiłku.

      Podsumowanie:
      Wiem że po części byłoby to przywracanie tego co było, ale błędy trzeba poprawiać i się na nich uczyć... Nieważne są koszta ważne jest dobro społeczeństwa.

      Pozdrawiam



    • Gość: Chappi Dzwonek i koniec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.07, 17:13
      Powinni ewidentnie zakazać pracy domowej >< Dzisiaj K. Ciebiada
      ucząca mnie przyrody zadała nam 60 zdań! Na Święta! Precz z pracą
      domową!!!
    • Gość: karolina Dzwonek i koniec IP: 212.87.244.* 20.12.07, 18:24
    • Gość: karolina Dzwonek i koniec IP: 212.87.244.* 20.12.07, 18:25
      zgadzm sie szkola bez prac domowych, do szkoly powinno sie wracac
      bez obowiazkow
    • Gość: wonglik ale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.07, 20:47
      nie wyobrażam sobie żeby nie było pracy domowej. co robią dzieciaki
      w tych krajach bez niej? grajom na plejstejszyn? prace domowe
      istnieją od początku szkoły publicznej. nie zmieniajmy tego. ba!
      nawet uważam że często pracy domowej jest za mało.
    • Gość: gimnazjalistka Dzwonek i koniec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.07, 10:17
      Ja chyba jestem jakimś ewenementem. Mi nauka i zadania zajmują średnio 30 min dziennie (najczęściej 15 min, ale kiedy jest sprawdzian i 3 kartkówki to nawet 1h). A muszę dodać, że w zeszłym roku miałam pasek (nie, nie na tylnej części ciała tylko na świadectwie) :P. Jak dla mnie, zadania muszą być. Jest za to niesprawiedliwe, że kiedy nie ma się zrobionego zadania domowego, a nie zgłosi się jego braku (co można zrobić 1-2 razy w semestrze, zależy od przedmiotu), to dostaje się 1. Dobra, ewentualnie mogą być minusy, ale jedynki??? Co do wypracowań zadawanych w domu, to boli mnie mianowicie taka sytuacja: ja napiszę byle jak, bo powiem szczerze, nie chce mi się, i dostanę czwórkę (za to, że za mało estetyczne i za krótkie). Koledze pomoże "mamusia" i nauczycielka wystawi mu 5. Wydaje mi się, że jeżeli w wypracowaniu KLASOWYM jest sytuacja odwrotna, to skoro ja piszę wypracowania lepiej, to dlaczego mu wypracowanie domowe ma podwyższyć ocenę końcową?
    • Gość: Uczennica14=( Dzwonek i koniec IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.12.07, 20:14
      Jestem uczennicą, uczęszczam do drugiej klasy gimnazjum. Sądzę że, nauczyciele
      za dużo zadają, i jestem za, co do tego... Gdy przychodzę ze szkoły, od razu
      zasiadam do lekcji!! Zazwyczaj mam zadane 7 ćwiczeń z matematyki, dwa
      wypracowania z polskiego, z innych przedmiotów też coś zawsze jest. A
      zapomniałabym dodać, że w mojej szkole często są kartkówki!! Więc kiedy nasz
      mózg odpoczywa?? Najczęściej zasypiam o 23, a gdy jestem w szkole, jestem bardzo
      zmęczona, a nauczyciele mają do mnie pretensje, dlaczego nie kładę się
      wcześniej... Nie tylko mnie tak pytają, moich kolegów również. Ci wszyscy Wielcy
      nauczyciele, uważają że należy, owszem, ale na lekcjach ile jest matołów, nie
      potrafią nauczyć, wytłumaczyć, tylko najchętniej zadają nam do domu, bo uważają
      że w domu, się tego nauczymy!! :( Dodam jeszczę, że mój nauczyciel, od J.
      polskiego, zadaje nam rozprawki, a gdy je poprawi, krzyczy na nas, że mamy tak
      wiele błędów interpunkcyjnych i ortograficznych, ale nigdy dotąd nie poświęciła,
      choćby jednej lekcji, na wytłumaczenie nam tego, uważa że uczymy sie pisząc
      prace, ale to nie prawda, zawsze jest tak samo...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka