rydzyk_fizyk 08.07.08, 00:43 Seksmisja 2? To brzmi raczej jak polskie "Peggy Sue wyszła za mąż" :> Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
maruda.r Seksmisja: odsłona druga 08.07.08, 12:36 "Co nie zmienia faktu, że okropnie, naprawdę okropnie wyśmiewany jest w niej feminizm. Śmieszny film, ale dziwny. Na Zachodzie na przykład zupełnie tego rodzaju poczucia humoru się nie rozumie." *********************************** Nie rozumie? Kogo w takim razie śmieszył Benny Hill, choć to inny rodzaj humoru? Każda ideologia, każdy ruch mają swoje radykalne skrzydła, które same siebie ośmieszają. Artysta jedynie to pokazuje. Pierwowzorem "Seksmisji" była prawdopodobnie powieść "Houston, Houston..." amerykańskiej pisarki SF Alice Bradley Sheldon, publikującej pod pseudonimem James Tiptree, Jr. "Seksmisja" w stosunku do ""Houston, Houston..." bardzo delikatnie traktuje feminizm. Odpowiedz Link Zgłoś
zdanka1 Re: Seksmisja: odsłona druga 31.12.08, 14:02 >Każda ideologia, każdy ruch mają swoje radykalne skrzydła, które same siebie > ośmieszają. Artysta jedynie to pokazuje. Tak , tak , zwłaszcza w kontekscie tego, z e Machulski nakręcił tę komedie w 1984 roku, kiedy , kiedy polskie kobiety stały w kolejkach po kiełbasę po kilka godzin, rodziły na zamkniętych porodówkach w tkaich warunkach, ze dzisiaj to szczyt luksusu i uzywały frani z maglownicą do prania gaci i tetrowych pielyuch w proszku Ixi, bo tylko taki był na rynku... W tym kontekscie, to sorry, rzeczywiscie, widac było wokół panoszacy sie , zalewający Polskę feminizm i jego radykalne skrzydła, które same siebie osmieszały... Odpowiedz Link Zgłoś
dzielanski po prostu komedia romantyczna 29.12.08, 20:18 Od kiedy to zarabianie na kobietach jest działaniem feministycznym? Owszem, film jest skierowany do żeńskiej widowni, ale prezentowanie go jako jakiejś antytezy "Seksmisji" to zabieg z cyklu tych, które "męskiej odpowiedzi" na "Ladies" (czy może "Lejdiz") przeciwstawiają "żeńską odpowiedź na męską odpowiedź na..." W całym filmie jest jedna mocna scena ilustrująca rolę kobiety w polskiej (czy tylko PRL-owskiej?) tradycji: żony "byznesmanów" robią za kucharki i kelnerki w jednej osobie, podczas gdy byznesmani załatwiają interesy prz wódce, po czym następuje zwyczajowe całowanie rączek (niekoniecznie zresztą dosłowne), bohaterka kwituje to jednak jakimś: "To moja ostatnia taka kolacja" i cała potencjalnie nośna scena rozchodzi się po kościach. Bohaterka ma na głowie ważniejsze sprawy: doprowadzenie do końca wątku miłosnego. I jako bohaterka romantycznej komedyjki ma do tego święte prawo - jednak udawanie, że cała fabułka ma jakieś aspiracje wykraczające poza zarobienie paru złotych na nie bardzo wymagającej (albo bardzo wyrozumiałej) publiczności to po prostu wprowadzanie tej publiczności w błąd. Odpowiedz Link Zgłoś