lalecznik-7
15.06.16, 19:32
23 czerwca (czwartek) obywatele Zjednoczonego Królestwa (UK) zadecydują w referendum czy pozostać w Unii Europejskiej.
Rozmawiałem z zaprzyjaźnioną Angielką, która mieszka pod Londynem oraz Polką, która mieszka w Szkocji. Z ich opisu wynika, że zwolennicy pozostania w UE mają przewagę w Londynie, w Szkocji i w Walii. Tu decydują interesy. Londyn straci na wyjściu ekonomicznie. Szkocja i Walia lepiej się czują w ramach szerszej wspólnoty i obawiają się znowu powrotu do większej zależności od rządu centralnego. Nie jest to jednak przewaga wielka.
Natomiast obraz zwolenników wyjścia z UE, przy całej różnicy w stosunku obu krajów, można porównać do Polski B. A zatem Brytyjczycy też doczekali się dobrej zmiany. UK B to ludzie z Midsomer murders, a właściwie ?middle somewhere?. Współczesny świat dostał przyśpieszenia, posuwa się za szybko, prawo czerwonej królowej nabiera ostrości. Przeciwnicy UE intuicyjnie czują, że ci ONI biegną szybciej i nie są w stanie ich dogonić. Zatem lepiej podstawić nogę - pewnie stracą, ale ONI znacznie więcej. Taki polityczny faul. To też jest w pewien sposób skierowane przeciwko emigrantom z Polski. Polacy odnieśli generalnie nieprawdopodobny sukces, ponieważ są żądni sukcesu, a nie hamuje ich zamordystyczna mentalność społeczna, jak w Polsce. Ale tym swoim sukcesem zabierają miejsca pracy rodowitym Brytyjczykom, przynajmniej tamci takie mają wrażenie, przez co socjalnie czują się zagrożeni. Poza tym sukces, a już szczególnie w prowadzeniu własnej działalności, rodzi jednak zawiść. Też znane.
Czytając polskie felietony prasowe i słuchając dziennikarzy, mało kto dostrzega, że bez względu na rozstrzygnięcie, oto rysuje się szansa na ściślejszą integrację. Najważniejsze nie jest pytanie, co z UK, ale to, czy ta szansa zostanie wykorzystana. Na pewno ci, którzy liczą na rozpad Unii będą rozczarowani. Jeżeli ktoś ma kontakty z Holendrami, Belgami, Duńczykami, czy większością Niemców i Francuzów, ten doskonale wie, że oni już myślą w kategoriach wspólnoty. Większość z nich na pytanie, kim jesteś, odpowiada ? Europejczykiem. Śmiać mi się chciało czytając wpisy zszokowanych tym nowo upieczonych europejskich parlamentarzystów z nurtu pis-kukiz-korwin.
W obecnej sytuacji najgorszy jest trwający impas. Wspólny rynek przyniósł ewidentnie wzrost zamożności społeczeństw unii i ogólnego poziomu życia. Natomiast wspólny rynek wymaga wspólnego prawa. Wspólny pieniądz, euro, jest tylko jego finalnym, naocznym dowodem. Wszelkie problemy wspólnoty europejskiej biorą się nie ze wspólnego pieniądza, ale z faktu, że część państw, które przyjęły wspólną walutę nie czyni wysiłków na rzecz wspólnego prawa. Z kolei brak takich działań zmierzających do unifikacji prawa wynika z braku decyzji politycznej, ściśle z uprzedzeń narodowych, które z kolei wynikają z braku poczucia wspólnoty kulturowej. I to dotyczy też UK. Jak pisałem wcześniej, w przypadku poprzedniczki UE, Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, de Gaulle dwukrotnie blokował akces Wielkiej Brytanii. Właśnie ze względu na ich odmienna kulturę polityczną i szpagat ekonomiczny między Europą a USA. I miał rację. Jeżeli UK zostanie w UE, to będą zmuszeni do dalszych działań na rzecz Unii. Natomiast wyjście z UE spowoduje prawdopodobnie długo oczekiwane przyśpieszenie integracji w ramach państw tzw. starej unii, czyli powstanie tzw. Europy dwóch prędkości. Słychać z naszej strony lament, że niby będzie dla nas (jako kraju) gorsze ponieważ nasz wpływ na sprawy UE będzie mniejszy. Ale jaki też obecnie wnosimy wkład do Unii? Uważam, że przeciwnie. Jeżeli kraje starej Unii się bardziej zjednoczą, to wypracują pewne modele wspólnotowe, które zaczną im przynosić korzyści. Część naszego społeczeństwa znowu uzyska konkretny wzorzec, do którego będzie zmierzać i naśladować. A to nam dobrze wychodzi. Inaczej, wygra opcja, która powoli będzie dryfować mentalnie na wschód. Krótko - będziemy musieli się wreszcie określić.