Dodaj do ulubionych

Lawina bieg od tego zmienia...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.05, 12:43
"Lawina bieg od tego zmienia
Po jakich toczy sie kamieniach" Cz. Miłosz

Na tym forum co jakis czas wybucha ostra wymiana zdan o tym czy Slazacy to
narod czy nie. Przy okazji stale jak bumerang powraca temat wzajemnych
relacji pomiedzy Polakami, Niemcami i Slazakami na Slasku.
Narod - coz to takiego? Kazdy moze przeczytac definicje w pierwszej lepszej
encyklopedii. Czesto z tych definicji dla naszego postrzegania siebie samych
i sasiadow niewiele wynika.

Podejmujac temat proponuje wymiane zdan na niekoniecznie naukowym poziemie.
Chodzi raczej o osobiste refleksje. Taka wymiana zdan w oparciu o wlasne
dozwiadczenia moze rzucic troche swiatla na to jak postrzegamy samych siebie
i jak widzimy innych.

Na moje postrzeganie zycia, a wiec i kwestii narodowych, przemozny wplyw ma
Pismo Swiete - Biblia. Satamtad glownie czerpie wzorce i inspiracje do
ksztaltowania moich pogladow, norm, wartosci i wzorcow zachowan. Oczywiscie
nie jestem doskonaly, wiec adwersarze wybacza gdy czasem mnie poniesie. :)

Klasycznym tekstem biblijnym mowiacym o narodzie jest wypowiedz ap. Pawla:
Dz.Ap. 17:24-27
"Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i
ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych ani też nie służy mu się
rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i
tchnienie, i wszystko. Z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie,
aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone
okresy czasu i granice ich zamieszkania, żeby szukały Boga, czy go może nie
wyczują i nie znajdą, bo przecież nie jest On daleko od każdego z nas".

Jak wiec widac narody to zamysl samego Pana Boga. Na przykladzie potomkow
Abrahama Pan Bog pokazal, w Pismie Swietym, jak tworzy sie narod, jak zycie
jednostek zalezy od dziejow narodu, oraz jaki jest wplyw jednostek na narod i
jego historie. Oczywiscie Izrael to szczegolny narod, ze szczegolnymi
zadaniami, ale jego historia ujawnia pewne istotne elementy niezbedne do
powstania narodu. Pozniejsze dzieje dobitnie wskazuja zaleznosci wiazace
jednostke z narodem.

Tych kilka zdan niech bedzie wstepem do wymiany zdan.
Zapraszam
BRO
Obserwuj wątek
    • Gość: k Re: Lawina bieg od tego zmienia... IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 09.01.05, 13:45
      Witaj BRO, lubie czytac twoje wywazone i spokojne opinie na rozne tematy.

      Wracajac do tematu uwazam ze to jednostka decyduje do jakiej narodowosci chce
      sie zaliczyc i w ktorej dobrze sie czuje. Wybor ten nobilituje ta nacje. Czesc
      Slazakow nie chce zaliczyc sie do narodowosci polskiej. Widac ze ta populacja
      negatywnie wplynala i wplywa na jej zaakceptowanie. Historia Slaska mowi ze
      Slazacy praktycznie maja prawo zaliczyc sie do sasiednich nacji. W zwiazku z
      tym na Slasku powinna istniec swoista wieza Babel kilku kultur. W
      rzeczywistosci nie istnieje. Tu upatruje zlego poczucia sie Slazakow u siebie w
      domu. Z perespektywy teorii powinno byc dobrze a jest zle. Wiekszosc
      przesiaknieta jest korupcja i degrendolada. Mniejszosc nie wykorzystuje danej
      sznsy marnotrawi na spektakularnych pseudo politycznych dzialaniach
      pozorowanych zrazajacych do siebie wiekszosci.
      Czesc Slazakow stoi w miejscu i zastanawia sie jaka wybrac obcje. Nie podoba
      sie zadna z tego pnia zaczyna wyrastac Slaska narodowosc. Jako konglomerat
      sasieckich kultur. W rzeczywistosci kultury te nie sa kohezyjne i w tym
      upatruje problem Slazakow jako odrebnego narodu. Na tym tle predzej czy pozniej
      musie dojsc do przewagi jednej z kultur. Dzisiaj jest to obcja polska
      niechetnie akceptowana przez wszystkich. Z kolei obcje niemiecka nie bedzie
      akceptowana przez pozostalych. A zatem Slaskowi pozostaje wylacznie tolerowanie
      sie i wzajemna wspolpraca.
      Powolywanie do zycia 'narodu Slaskiego' jest skazane na niepowodzenie chociaz
      osobiscie nie mam nic przeciwko temu. W histori byly bardziej sprzyjajace
      warunki do ustanowienia tego narodu i Slazacy nie wykorzystali tej szansy. Bo
      nie widzieli takiej potrzeby. Nie wiem co przyniesie przyszlosc ale uwazam ze
      powolywanie sie na odrebnosc jest wylacznie chwilowa gra polityczna
      przeciwstawiajaca sie dzsiejszj rzecywistosci.

      pozdrawiam
      • Gość: BRO Re: Lawina bieg od tego zmienia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.05, 19:49
        Kontynujac temat, raczej w warstwie ogolnej i biblijnej, niz konkretnie
        slaskiej tak dodam:
        Historia potomkow Abrahama doskonale ilustruje jak z rodziny powstaje rod, z
        rodu lud plemienny, a z ludu plemiennego tworzony jest narod.
        Pomijajac biblijny fakt, ze Izrael to lud szczegolny powolany do osobliwego
        zadania - wydania na swiat Mesjasza czyli Zbawiciela swiata, to opis procesow
        plemienno i narodotworczych jest czytelny a ich przebieg wlasciwy dla staduim w
        jakim sie ten lud znajduje.
        Mysle, ze w chrzescijanskim kraju nie trzeba szczegolowo przedstawiac tych
        zagadnien. Wystarczy odwolywac sie do biblijnych opisow zdarzen.

        Nie jestem historykiem, wiec nie odwaze sie na stwierdzenie, ze proces przez
        jaki przeszli potomkowie Abrahama musi przejsc kazdy lud by stac sie narodem.
        W przypadku Izraela tym czego Pan Bog uzyl by z luznych plemion stworzyc narod
        byl tygiel niewoli (trudnosc), tworczy przywodca (elity - tworcza mniejszosc
        przywodcza) i Tora (idea, prawo zrozumiale dla znaczacej czesci populacji).

        Warunki niewoli byly dostatecznie nieznosne, by lud w swojej masie chcial zmian.
        Chciec zmian nie wystarcza. Potrzebne sa elity, ktore beda w stanie poprowadzic
        masy ludzkie w okreslonym kierunku. Same elity rowniez nie wystarcza. Elity sa
        w stanie rozwiazywac biezace problemy. Narodowi potrzebne sa zreby wspolnej
        idei zrozumialej dla wszystkich, no moze znaczacej czesci populacji.
        Z niewoli egipskiej z Mojzeszem zabralo sie tzw. pospolstwo, z ktorym mial on
        sporo klopotow w czasie wedrowki.
        Pospólstwo zaś, które znalazło się wśród nich, ogarnęła pożądliwość, więc także
        i synowie izraelscy zaczęli na nowo biadać i mówili: Obyśmy mogli najeść się
        mięsa! (4 Moj. 11:4)

        Charakterystyczne jest to, ze przez wieki istnialy panstwa i mocarstwa ale
        narod, w sensie dzis rozumianym, stanowili jedynie Zydzi. Norody i nacjonalizmy
        w dzisiejszym sensie zaczely powstawac znacznie pozniej, mozna chyba
        powiedziec, ze wysyp narodow nastapil w wieku XIX.

        Moze na tym skoncze ogolna czesc mojej wypowiedzi.
        Poniewaz moje zrozumienie pojecia narodu jest osadzone w Biblii, wiec i moje
        pojmowanie odpowiedzialnosci za narod stamtad pochodzi.
        Gdy Izraelici znalezli sie w niewoli babilonskiej, urodzony na wygnaniu
        Nehemiasz modlac sie wyznaje przed Bogiem winy swojego narodu mowiac do Boga :
        "Niechaj twoje ucho będzie uważne, a twoje oczy otworzą się, aby wysłuchać
        modlitwy twego sługi, którą ja zanoszę teraz do ciebie dniem i nocą za synów
        Izraela, sługi twoje, oraz wyznania grzechów synów izraelskich, którymi
        zgrzeszyliśmy wobec ciebie; także ja i dom mojego ojca zgrzeszyliśmy.
        Niecnie postąpiliśmy wobec ciebie: nie przestrzegaliśmy przykazań i ustaw, i
        praw, jakie nadałeś Mojżeszowi, swemu słudze". (Nehem. 1:6-7)

        Mozna zapytac dlaczego Nehemiasz mowi "zgrzeszylimy, niecnie postapilismy"
        skoro to nie za jego winy, jego przodkowie dostali sie do niewoli? On byl
        poboznum, dobrze wyksztalconym, mlodym czlowiekiem. Mogl wiec powiedziec: A co
        mnie obchodza winy moich przodkow?

        Biblijne rozumienie narodu chyba ulatwia utozsamienie sie zarowno z sukcesami
        jak i nieszczesciami i nikczemosciami narodowymi.

        Pozdrawiam
        BRO
        • Gość: BRO Wybacz Judyto8... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.05, 20:45
          Wybacz Judyto8, ze przywoluje Twoje slowa z innego watku ale Twoje wypowiedzi
          zainspirowaly mnie do zalozenia tego watku.

          Judyta8 napisala:
          Obciazanie kazdego Niemca, nawet nie dzisiaj ale w latach 20-30 tych
          XX wieku odpowiedzialnoscia za dojscie Hitlera do wladzy jest dosc absurdalne.
          A w szczegolnosci Slazakow. Kazdy czlowiek chce zyc spokojnie i miec swiety
          spokoj. A Hitler obiecywal, i to jak! Repatriacje wojenne wyniszczyly kraj a on
          mial wizje. Ale nawet mimo tych wizji, nie uzyskal az takiego poparcia. Wrecz,
          wydaje mi sie, nalezy sie narodowi niemieckiemu troche szacunku, za to, ze nie
          dali sie tak omamic, i musial on wsrod rozgrywek politycznych miedzy niemiecka
          arystokracja zdobyc wladze sila. A tak nawiasem mowiac, gdybys mial wyjscie:
          pojsc i walczyc w imie czegos, w co nie wierzyles a zdezerterowac i zostac
          rozstrzelanym, to co bys zrobil?....

          Odpowiem tak jak odpowiedzial sasiad mojego Ojca w czasie wojny, gdy byl pytany
          przez Rosjanina, politruka w II Armii WP, ktora powstala w Sumach. Wiedziano,
          ze jest nietypowym chrzescijaninem i zachodzila obawa, ze nie bedzie strzelal
          na froncie. Na pytanie czy zabije Niemca? Odpowiedzial, ze jeszcze zadnego
          Niemca nie spotkal.
          Politruk dalej pytal: Ale jak spotkasz to bedziesz strzelal? Odpowiedzial, ze
          teraz nie wie. Jak spotka to bedzie wiedzial.
          Nie moge wiarygodnie powiedziec jak bym sie zachowal i co wybral w opresji,
          kiedy w opresji nie jestem. Piotr zgrywal chojraka przy Panu Jezusie i szybko
          poniosl tego konsekwencje.

          Dzis na szczescie mozemy szczerze rozmawiac bez uciazliwych konsekwencji. I
          dzis wlasnie trzeba jasno powiedziec, ze nie dosc silne sprzeciwienie sie na
          poczatku Hitlerowi elit a i mas doprowadzilo do tego, do czego doprowadzilo.
          Pozniej juz niestety byly uciazliwe konsekwencje i Bonhoefferowie byli
          nieliczni.
          Skoro tak to trzeba dzis wlasnie to mowic. I to wystarczy. Ale mowienie, ze nic
          sie nie stalo nie jest w porzadki.


          Muse niestety konczyc
          Pozdrawiam
          BRO
    • slezan Re: Lawina bieg od tego zmienia... 09.01.05, 20:55
      Wybacz, ale biblijne "narody" (czyli pelmiona) niewiela mają wspólnego z tymi
      tzw. "nowoczesnymi". Te ostatnie nie są żadnym zamysłem czy dziełem Boga, ale
      dziełem ludzi, którzy je wymyślili na pewnym etapie rozwoju i którzy o nich
      kiedyś zapomną.
      • Gość: BRO Re: Lawina bieg od tego zmienia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 09:35
        slezan napisał:
        > Wybacz, ale biblijne "narody" (czyli pelmiona) niewiela mają wspólnego z tymi
        > tzw. "nowoczesnymi". Te ostatnie nie są żadnym zamysłem czy dziełem Boga, ale
        > dziełem ludzi, którzy je wymyślili na pewnym etapie rozwoju i którzy o nich
        > kiedyś zapomną.

        Wprost przeciwnie! Na kanwie biblijnego przeslania mozna sie wiele nauczyc.
        Toinby, niezyjacy juz angielski filozof historii dowodzil w sposob naukowy, ze
        na powstanie cywilizacji mialy wplyw trzy glowne czynniki: obiektywna trudnosc
        egzystencji danej grupy ludzi, istnienie tworczych (przywodczych) elit, i
        spajajaca przemoznaczesc populacji idea.

        Dawne cywilizacje nie stanowily narodow. Zydzi jednak byli narodem w naszym
        nowoczesnym zrozumieniu zanim jakikolwiek inny narod w taki sposob zaistnial.
        Nie o tym jednak chcialbym na tym forum rozmawiac.
        Ten wstep byl raczej wyjasnieniem podstaw mojego rozumowania w naszych nocnych
        Polakow, Slazakow i Niemcow rozmowach.

        Pozdrawiam
        BRO
      • Gość: k Re: Lawina bieg od tego zmienia... IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 10.01.05, 09:46
        slezan napisał:

        > Wybacz, ale biblijne "narody" (czyli pelmiona) niewiela mają wspólnego z tymi
        > tzw. "nowoczesnymi". Te ostatnie nie są żadnym zamysłem czy dziełem Boga, ale
        > dziełem ludzi, którzy je wymyślili na pewnym etapie rozwoju i którzy o nich
        > kiedyś zapomną.

        Zbyt doslownie wzioles uwage BRO. Bo wedlug mnie biblia jest zbiorem madrosci
        ludzkiej nie wolna od polityki. Spisana w oparciu o dziejowe doswiadczenia.
        Poniewaz dotycza one odleglych czasow to i niebardzo pasujacych do dzisiejszch.
        Mozna jednak wyciagac prawidlowe wnioski z poprawka na wspolczesnosc.

        pozdrawiam
        • Gość: BRO Re: Lawina bieg od tego zmienia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 16:04
          Kontynuując tę zarliwa dyskusje :) o udziale jednostki w dziejach narodu i
          wplywie historii na zycie jednostki dodam co następuje. Posrzegajac
          rzeczywistosc kazdy z nas, mniej lub bardziej swiadomie, tworzy sobie pewien
          model tej rzeczywistosci.
          Od tego modelu zaleza nasze oceny zdarzen bierzacych a czesto nasze reakcje na
          nie i relacje z otoczeniem.

          Nie zrobie wielkiego odkrycia jasli powiem, ze dzisiejsza rzeczywistość nie
          jest zupełnie oderwana od tego co mialo miejsce lat temu 20, 30, 50 i wiecej.

          Jesli tak to dzisiejsz nasze ukladanie spraw z pewnoscia bedzie mial wplyw na
          to dziac sie bedzie za lat 10, 20...
          Jak sadzimy, czy kazdy powinien dazyc wylacznie do tego by pofolgowac sobie i
          wygodnie zyc, czy tez warto sie potrudzic, przemoc sie wewnetrznie i zrobic
          cos, co moze przyniesc dobre efekty w przyszlosci?

          Pozdrawiam
          BRO
          • Gość: k Re: Lawina bieg od tego zmienia... IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 10.01.05, 23:33
            Gość portalu: BRO napisał(a):

            W calosci podpisuje pod tym co napisales. Inaczej mozna to ujac ze kazdy jest
            kowalem swojego losu. Nikt nie jest w stanie przewidziec jakie skutki dadza w
            przyszlosci nasze dzisiejsze dzialania. Jakbysmy znali na ziemi bylby raj.
            Wracajac do narodu slaskiego mam mieszane uczucia i wiele znakow zapytania. Z
            jednej strony dobrze ze Slazacy staraja sie wybic na samostanowie i okreslenie
            polityczne. Specjalnie mnie to nie przeraza. Kto wie moze ja sam w przyszlosci
            zechce poslugiwac sie legitymacja tej nacji? Z drugiej strony do czego ma
            sluzyc ta polityczna odrebnosc w dobie otwartej europy? Nie bedzie ona
            ulatwieniem a raczej polityczna atrakcja.
            Najbardziej przeraza mnie sztuczne i na sile manipulowanie pochodzeniem
            Slazakow. Za wszelka cene podkreslaja swoja wiez z Niemcami. Przeciez w
            granicach Niemiec byli dopiero od 1742r. To tak jakby tamta poprzednia
            kilsetletnia przeszlosc sie nie liczyla. Mysle ze Slazacy nie potrafia
            udowodnic ze mowa polska jaka sie poslugiwali byla jezykiem tylko i wylacznie
            wiary, kultu przekazywana tradycja z pokolenia na pokolenie. Zeby nie polscy
            duchowni na Slasku, gleboka wiara, wiez z tradycja w 1919r. nie byloby problemu
            Slaska.
            Wraz z naplywem repatriantow zza Buga podeptana zostala godnosc Slazakow.
            Powolanie narodu slaskiego jest tu litylko przywroceniem zdeptanej godnosci.
            W przeszlosci nie bylo potrzeby powolywania sie na odrebnosc bo nikt nie deptal
            honoru i godnosci, szanowana byla tradycja i jezyk kultu. To dzieki wojnie i
            totalitaryzmowi mozna podziekowac za podeptano nie jedna tradycje, honor i
            godnosc.

            Pozdrawiam
            • anita58 Re: Lawina bieg od tego zmienia... 11.01.05, 00:34
              Witam
              Nie ze wszystkim sie zgadzam, co napisales. Jednak jest juz pozno, a ja
              potwornie zmeczona, dlatego krociotko ustosunkuje sie do:

              Gość portalu: k napisał(a):

              Za wszelka cene podkreslaja swoja wiez z Niemcami. Przeciez w
              > granicach Niemiec byli dopiero od 1742r. To tak jakby tamta poprzednia
              > kilsetletnia przeszlosc sie nie liczyla.
              ale ta poprzednia przeszlosc to byl krag kultury niemieckiej wraz z
              niemieckojezycznymi naplywowymi. Fakt ze ta niemieckosc z rozna sila wplywala
              na mieszkancow.


              > Wraz z naplywem repatriantow zza Buga podeptana zostala godnosc Slazakow.
              > Powolanie narodu slaskiego jest tu litylko przywroceniem zdeptanej godnosci.
              > W przeszlosci nie bylo potrzeby powolywania sie na odrebnosc bo nikt nie
              deptal
              >
              > honoru i godnosci, szanowana byla tradycja i jezyk kultu. To dzieki wojnie i
              > totalitaryzmowi mozna podziekowac za podeptano nie jedna tradycje, honor i
              > godnosc.
              wydaje mi sie, ze sie mylisz. Pewna szowinistyczna organizacja na Slasku, jako
              swoje motto podala slowa Jana Glajcara z 1879r. "Mowia nam zesmy nie Polacy,
              ale jacys slascy Slazacy, ze nie mowimy po polsku, ale po slasku. Lecz lud
              slaski dobrze wie, ze jako nie masz we Wiedniu narodu wiedenskiego, ale sa
              Niemcy, tak nie masz na Slazku narodu slaskiego, ale sa Polacy."
              www.rops.pl/
              Z tego wynika, ze odrebnosc narodu jak i jezyka slaskiego byla akcentowana juz
              w II pol. XIXw.

              >
              > Pozdrawiam
              pozdrawiam
              • Gość: BRO Z grubej rury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 16:48
                A teraz po tych przydługich refleksjach wstepnych czas na hukniecie z grubej
                rury. :)
                Jesli Polacy, Slazacy i Niemcy na Slasku maja ukladac sobie zycie tak by dalo
                sie zyc w zgodzie i byc moze w przyjazni, to musza rozumiec jak sa postrzegani
                przez pozostalych.
                Jako Polak nie podejmuje sie mowic za Slazakow i Niemcow. Moge jednak
                powiedziec jak tamte grupy my postrzegamy i czego oczekiwalibysmy od nich. Ze
                swej strony dodam jakie kroki wydaja mi sie potrzebne z naszej strony by oni
                zrozumieli, ze my ich rozumiemy.

                Naczelnym odczuciem przecietnego Polaka wobec Niemcow i Slazakow (a trzeba
                przyznac, ze tuz po wojnie rozroznienie Slazakow od Niemcow bylo znikome jezeli
                nie zadne) bylo poczucie krzywdy za to co sie stalo i poczucie zagrozenia, ze
                to jeszcze nie koniec. To byla dominanta.
                Oczywiscie w calym spektrum odczuc i postaw mozna bylo rozroznic od checi
                odwetu i zemsty az po poczucie dzielenia nieszczesnego wspolnego losu. Tak bylo
                pewnie przez jakies 20 moze 30 lat, kiedy pokolenie moich rodzicow bylo w sile
                wieku a echa wojny w ich swiadomosci byly tak zywe jak wydarzenia lat 1980 i 81
                sa zywe w naszej swiadomosci.

                Chcecie wierzyc lub nie ale przecietny Polak bal sie, ze jakakolwiek zwierucha
                polityczna znowu wzbudzi dawne upiory wojny a ci miejscowi spokojni sasiedzi
                okaza sie takimi samymi oprawcami jak ich ukrainscy sasiedzi na Wolyniu i
                Podolu. Jak czlowiek sie boi to bywa bardziej rygorystyczny, klutliwy i skory
                do wasni. Ktos, kto przezyl strate dorobku zycia nie ma checi do zycia wogole a
                o odbudowie i budowaniu nie na swoim mowic trudno. A Polacy przez pierwszych 20
                lat, moze wiecej, nie czuli sie na Slasku na swoim. Nie mowie o propagandzie.
                Mowie o przecietnym Kowalskim. Zyl z dnia na dzien, czesto “na walizkach” (w
                swojej glowie).
                Dopiero lata 70-te i uklad Brandt-Gierek tchnal troche ufnosci, ze moze jednak
                tu pozostaniemy. Moje pokolenie wzrastajac nie bylo w pelni swiadome tego
                pulsowania polskiej duszy ale w pewien sposob wyczuwalismy to na kazdym kroku.
                Hasla “Slask wiecznie polski” i “Powrot Slaska do Macierzy” to byly takie
                zaklecia, ktorymi jako spoleczenstwo dodawalismy sobie otuchy.
                Moze tyle na dzis.
                Postaram sie powrocic do tematu czego oczekiwalibysmy od Was i co uawzam za
                konieczne z naszej strony.
                Pozdrawiam
                BRO
                • Gość: k Re: Z grubej rury IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 12.01.05, 09:38
                  BRO co ty piszesz?
                  > Jako Polak nie podejmuje sie mowic za Slazakow i Niemcow. Moge jednak
                  > powiedziec jak tamte grupy my postrzegamy i czego oczekiwalibysmy od nich. Ze
                  > swej strony dodam jakie kroki wydaja mi sie potrzebne z naszej strony by oni
                  > zrozumieli, ze my ich rozumiemy.

                  Wszystko jest wiadome dla tych co chca wiedziec. Jezeli ktos nie interesuje sie
                  sprawa to na sile nie mozna jego 'uszczesliwiac'. Nie ma sensu zakrywac glowe,
                  prawda jest taka ze niektorym Slazakom nie po drodze w przyszlosc z nami. To
                  jest problem nie natury politycznej a ekonomicznej. Polacy doprowadzili Slask
                  do ruiny, kiedys Slask byl perelka Europu. Dawal prace i godny poziom zycia a
                  dzis? Prosze popatrzec tylko przez okna wagonu kolejowego na trasie z Opola do
                  Katowic. Rozpacz.
                  Ty piszesz zeby rozmawiac o problemie. Rozmowy sie skonczyly teraz przyszedl
                  czas na dzialanie. Rozmowami zoladka nie nakarmisz i nie napelnisz garnka.

                  pozdrawiam
                  • Gość: BRO Re: Z grubej rury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.05, 20:43
                    Kontynuujac myśl o oczekiwaniach nas Polaków wobec Niemcow i Slazakow dodam, ze
                    mowimy o ludziach rozumnych. Nie żeby kimkolwiek pogardzac ale jesli delikwent
                    potrafi jedynie bluzgac to nie jest wazne jakiej jest narodowosci, trzeba go
                    ignorowac. Tacy bowiem sa w kazdym narodzie niestety.

                    Drugie zalozenie, z ktorego wychodze jest, ze kazdy ma dobra wole przynajmniej
                    poprawnego ukladania relacji. Napiecia zas wynikaja z noszenia zastarzalych
                    ran, niezrozumienia oczekiwan strony przeciwnej i stereotypow na temat strony
                    przeciwnej.

                    Mysle, ze kazdy rozumny czlowiek chce godnie i zgodnie zyc.
                    Sposobow na godne i zgodne zycie jest multum i jeszcze troche.
                    Nie wszystko co mi sie podoba, musi sie podobac sasiadowi.

                    Jesli sie wiec nalozy roznice kulturowe, na okaleczenia psychospoleczne
                    ludnosci polskiej przetransportowanej w bydlecych wagonach z Podola na Slask
                    trudno sie dziwic, ze miejscowi patrzyli na pokolenie moich rodzicow jak na
                    niszczycielska horde Mogolow: "Przyjechali, zagarneli, panosza sie".

                    Przykladowo, calkiem inaczej, na tych przesiedlencow patrzono w tych czesciach
                    Polski, gdzie roznic narodowosciowych nie bylo. Tam rozumiano, ze przesiedlency
                    wszystko stracili. Takich przypadkow bylo niewiele ale byly. Mam przyjaciela,
                    ktory mieszka w Lublinie. Jego dziedek stracil wszystko na Podolu i osiadl w
                    Lublinie wlasnie. Sasiedzi traktowali ich zyczliwie i z wyrozumieniem.
                    Przyjaciel wiedzial tylko, ze jego dziadek jest pijakiem.
                    Po jego smierci, udalo mu sie odwiedzic na Ukrainie miejscowosc gdzie urodzil
                    sie jego ojciec. Gdy powiedzial jak sie nazywa, okazalo sie, ze kilku starszych
                    mieszkancow tej miejscowosci pamietalo jego dziadka.
                    Pokazali ruiny domu, cegelnie do dzis funkcjonujaca i jakis lasek, ktory byl
                    dziadka parkiem. Ci ludzie opowiadali przyjacielowi o dziadku jako o
                    energicznym, otwartym, usmiechnietym czlowieku. Takiego dziadka przyjaciel
                    nigdy nie znal.

                    Czego wiec Polacy oczekiwaliby id Niemcow i Slazakow?
                    Zrozumienia, ze losy wojenne rzucily ich na slaska ziemie bez ich zabiegania o
                    to, ani nawet checi. Ale skoro juz tu jestesmy to po otrzasnieciu sie z
                    wojennej traumy chcemy tu czuc sie u siebie.

                    Niestety musze przewac. Dokoncze mysl jutro albo w piatek.
                    Pozdrawiam
                    BRO
                    • Gość: BRO Re: Z grubej rury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.05, 15:56
                      Kontynuujac mysl dodam tak:
                      Co to znaczy dla nas, ze bedziemy traktowani jak ci, ktorzy sa usiebie?
                      A no nie bedzie sie wciaz i wciaz podnosilo problemow, ze wyscie to sknocili
                      czy tamto spapraliscie na naszym Slasku. Czy wzbraniam krytyki? Oczywiscie, ze
                      nie!
                      Znowu dodam, ze nie chodzi o moj sprzeciw wobec oszolomow. Chodzi o takich,
                      ktorzy daja wiele dowodow na to, ze mysla ale przy kazdej okazji nie moga sobie
                      odmowic przyjemnosci zeby nie pokopac po kostkach.
                      Jest wiele sposobow na krtyke i nie ma takiego zakatka na ziemi, by nie mozna
                      bylo znalezc czegos do skrytykowania. Wiec krytyka w stylu “wyscie...” nawet
                      mnie (a staram sie nie byc uprzedzony) co jakis czas pozbawia cierpliwosci.

                      Jesli wiec drodzy sasiedzi Niemcy i Slazacy nie chcecie by wam ciagle
                      przypominano, ze wasi ojcowie i dziadowie wywolali te wojne i wobec tego
                      ponosicie tego konsekwencje, zaniechajcie takich praktyk.
                      Trzeba sie zastanawiac co i jak zrobic lepiej na naszym Slasku. Trzeba
                      krytykowac i wskazywac bzdury. Od czasu do czasu mnie tez ponosi. Ale szukanie
                      w historii do uzasadniania swoich racji, ze mozna bylo inaczej, lepiej,
                      korzystniej to niestety woda na nasz mlyn, nie wasz.
                      NRDowo takze wciaz pozostaje zacofane w stosunku do zachodnich landow. Zachod
                      rozwijal sie przez lata bez komuny a i tak trudno mu udzwignac koszty rozwoju
                      NRDowa.

                      Zeby nie pozostac w sferze ogolnych sformulowan dam przyklad.
                      W sasiednim watku dosc ostro zareagowalem na nastepujaca wypowiedz niejakiego
                      Franza:
                      Na niemieckiej czesci gornego slaska nie bylo Volkslist. Byly one tylko w czesci
                      slaska przylaczonej po plebiscycie do Polski. Kazdy ma prawo do Heimatu. Moi
                      przodkowie zyli tutaj od zawsze i ja tez sie nie rusze. Mysmy nie chcieli
                      przesuniecia granic i nie jestesmy winni lecz poszkodowani.
                      Pozdrawia gornoslaski Niemiec

                      Co mnie w tej wypowiedzi tak obruszylo?
                      To mnianowicie, ze facet wydaje sie dysponowac jakas wiedza, wypowiada sie
                      sensownie w sprawie prawa kazdego czlowieka do miejsca na ziemi a pozniej z
                      manki laduje takie zdanie: “Mysmy nie chcieli przesuniecia granic i nie
                      jestesmy winni lecz poszkodowani”.

                      Co takie zdanie niesie w sobie dla mnie Polaka?
                      Skoro ktoś nie chcial przesuwania granic a one zostaly przesuniete, to znaczy,
                      ze ktos musial tego chciec. Skoro wiec zostaly one przesuniete tak, ze traz
                      jest tu Polska, to wypowiedz Franza niedwuznacznie wskazuje na moich przodkow,
                      ze to oni tego chcieli a ja jestem tego przsuniecia benificjentem. A juz
                      koncowka zdania, ze Franz z ziomkami nie czuje sie winny lecz poszkodowany nie
                      pozostawia cienia watpliwosci, ze cala awanture wywolali moi przodkowie, nie
                      jego.

                      Gdyby Franz napisal to samo ale nieco inaczej, przykladowo tak: “I wy i my,
                      przecietni ludzie, nie chcielismy przesuniecia granic. Stalo sie. Teraz wszyscy
                      jestesmy poszkodowani”.
                      Marnego slowa bym nie napisal i nie czulbym sie w zaden sposob dotkniety.
                      To tylko przyklad ale oddaje sedno sprawy.
                      Moze o naszych oczekiwaniach wobec Niemcow i Slazakow tyle.

                      Pozostaje jeszcze napisac kilka zdan o tym co my Polacy mozemy a nawet
                      powinnismy, moim zdaniem, zrobic by nam wszystkim zylo sie lepiej.
                      Ale to juz w nastepnym poscie.

                      Pozdrawiam
                      BRO
                      • Gość: BRO Re: Z grubej rury - koniec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.05, 21:21
                        Mam nadzieje, ze mi sie uda w kilku zdaniach wyluszczyc o co mi chodzi.

                        Co wiec Polacy powinni?

                        Jako pierwsza chce poruszyc sprawe, co do ktorej nie jestem czy jest aktualna i
                        istotna dla przecietnego Polaka na Slasku i ttzw Ziemiach Zachodnich. Porusze
                        ja jednak, bo publiczne reakcje na niektore zdarzenia sa dosc histeryczne, co
                        wskazuje, ze jako narod nie czujemy sie zupelnie pewni.

                        Po pierwsze wiec powinnismy sie nauczyc czuc "na swoim".
                        Co przez to rozumiem zobrazuje przykladem:
                        Moj znajomy po dluzszej nieobecnosci wrocil nieoczekiwanie do domu. Srodek
                        dnia, nikogo w domu, mial klucze, wszedl.
                        Kiedy spokojnie siedzial sobie w mieszkaniu drzwi otworzyla jakos mloda osoba.
                        Jej pierwsza reakcja byla dosc nerwowa, Zapytala kim on jest i skad ma klucze?
                        Wyjasnil spokojnie ze jest wlascicielem tego mieszkania, nie bylo go przez
                        dluzszy czas ale wlasnie przyjechal. Ale nastepnie ja zapytal kim ona jest i
                        dlaczego ma klucze? Wtedy wyjasnila, ze jest kolezanka wlascicielki mieszkania
                        i od niej ma klucze.
                        Wowczas znajomy wyjasnil, ze on jest ojcem tej wlascicielki, bo corka mieszka z
                        nim.
                        Mimo nieufnosci tej panny, on byl spokojny, bo wiedzial, ze jak corka wroci
                        wszystko sie wyjasni.

                        Otoz nawet dzis, po 60-ciu latach od zakonczenia wojny gdy dochodzi do jakiegos
                        zamieszania wokol naszych zachodnich granic,Ziem Zachodnich lub Slaska nasze
                        reakcje sa nad miare nerwowe. Dlaczego? Bo staramy sie udowadniac cos, czego
                        udawadniac nie mamy potrzeby. Gdy czujemy sie "na swoim" wiemy, ze sprawa sie
                        wyjasni, gdy prawda wyjdzie na jaw. Prawda zawsze wyjasnia sprawe.
                        Zdaje sobie sprawe z tego, ze rzecz nie jest latwa. Poczucie pewnosci siebie
                        wynika rowniez z sily. Mozna miec 100% racji i byc przez bandyte obrabowanym.
                        Przez ponad 40 lat mielismy do czynienia z bandytyzmem miedzynarodowym ZSRR.
                        Zawsze zasadne bylo pytanie: Wiadomo to jak dana okolicznosc Moskwa
                        zinterpretuje? Mogla nas trzymac na sznurku ale rownie dobrze mogla w kazdej
                        chwili politycznie przehandlowac.

                        Od kilkunastu lat sytuacja sie zmienila. Nie znaczy to, ze jestesmy
                        niezagrozeni. Nie. Poczucie pewnosci siebie zalezy od wlasnej sily. Wlasna sila
                        zas plynie z rzetelnosci i prawdy.
                        Kiedy wiec slysze lub czytam haslo: "Slask wiecznie polski" to nie wiem czy
                        smiac sie czy plakac.
                        Jesli jako panstwo nie zlikwidujemy korupcji (potrzebna rzetelnosc i prawda w
                        praktyce spolecznej), przekretow, bagna w systemie wymiaru sprawiedliwosci
                        gospodarka nie bedzie miala dosc sily by udzwignac wszystkie te niegodziwosci.
                        Panstwo stanie sie slabe i nawet UE nie pomoze.
                        Byc u siebie to moim zdaniem dokladac staran zeby nie tylko sie dzis zabawic
                        ale zadbac takze, by jutro bylo co do garnaka (panstwowego) wlozyc.

                        Zas czujac sie "u siebie" powinnismy zadbac, by wszyscy mogli w miare
                        mozliwosci przyzwoicie zyc.
                        Co mam na mysli?
                        W wymiarze slaskim, znaczy to, ze wszystkie grupy powinny odczuc, ze sa
                        zauwazone.

                        Po 60-ciu latach od tamtych wydarzen jest najwyzszy czas by chocby w
                        stmboliczny ale oficjalny i to na odpowiednio wysokim szczeblu dac wyraz temu,
                        ze po zakonczeniu wojny, gdy wszyscy oczekiwali i pragneli wytchnienia
                        niektorym wyrzadzono krzywde tylko dlatego, ze byli rdzennymi mieszkancami tej
                        ziemi. Krzywd naprawic sie nie da ale powiedziec o tym, ze stalo sie cos co
                        stac sie nie powinno, nalezaloby. Jak? Nie wiem. Trzeba o tym rozmawiac.
                        Obmyslic jakas godna forme i zrobic to.

                        Wtedy i Niemcy i Slazacy odczuliby, ze nie sa zepchnieci w niebyt. My zas
                        Polacy z pewnoscia uzyskalibysmy juz nie tylko prawny i moralny ale takze
                        emocjonalny mandat (ze strony miejscowych Niemcow i Slazakow) do bycia synami
                        tej ziemi.

                        Zdaje sobie sprawe, ze nie wszystkim to sie bedzie podobalo.
                        Nawiaze jednak tego co napisale na poczatku tego watku.
                        Narody otrzymuja od Pana Boga czas i granice na ziemi by wykorzystac je jak
                        najlepiej. Jestesmy szafarzami, nie wlascicielami.
                        Jesli dobrze szafujemy danymi nam dobrami Pan Bog chce i moze blogoslawic.
                        Jasli szafujemy zle, Pan bog wciaz chce ale nie moze blogoslawic.

                        Na tym zakoncze.
                        Pozdrawiam
                        BRO
                        • Gość: Judyta Re: Z grubej rury - koniec IP: 217.33.48.* 19.01.05, 15:12
                          Masz racje. Jako Polka z urodzenia, pol Niemka z pochodzenia i jako ze nie
                          mieszkam ani w Polsce ani w Niemczech (chcociaz i tu i tu mieszkalam w
                          przeszlosci), moge powiedziec jedno: podroze ksztalca.

                          Urodzilam sie na Slasku. Bylam wychowywana w PRL-owskiej propagandzie, trzymana
                          w nieswiadomosci co do mojego pochodzenia i nie otrzymalam zadnej edukacji
                          tozsamosci regionalnej. Przez 20 lat Slask byl "ziemia odzyskana" a Niemiec byl
                          wrogiem. O tyle dobrze, ze od rodziny w Niemiec nieraz przychodzily paczki,
                          wiec ten "wrog" nie do konca zakorzenil sie jako wrog.

                          Potem wyjechalam. I zaczelam dorastac i nadrabiac te wszystkie zaleglosci.
                          Nagle, patrzac z zupelnie innej perspektywy rzeczy sa duzo jasniejsze, latwe do
                          zrozumienia a wrecz oczywiste...

                          Czytam tutaj komentarze i zastanawia mnie fakt ilu znamy ludzi o mieszanym
                          pochodzeniu? Ja znam wielu. Dzieki podrozom. Pol Anglikow pol Hindusow, Pol
                          Turkow pol Niemcow, Szwajcarow mieszkajacych w Kanadzie, Francuzke urodzona w
                          Austrii, ktorej rodzina mieszka w Szwajcarii a ona w Londynie. Pol Francuzow,
                          pol Anglikow (z kotrych czasem zartuje, ze tak jak i ja, pol Niemka pol Polka,
                          ze wzgledow historycznych nie powinni istniec), Wlochow urodzonych w Anglii,
                          pol Hiszpanke pol Wloszke, ozeniona z Anglikiem mieszkajaca w Stuttgarcie....
                          Mozna by wymieniac. To wlasnie miedzy innymi dzieki takim ludziom czuje sie
                          nareszcie wolna, ze nie musze sie do konca okreslac. Albo Polka, albo Niemka,
                          albo Slazaczka. Kiedys juz tu napisalam, ze jestem z urodzenia Polka, z
                          pochodzenia Niemka, honorowa Brytyjka, z zamilowania Amerykanka a w sercu
                          zawsze Slazaczka.

                          I dlatego jak moge zinterpretowac pytanie czego oczekuja Polacy od Niemcow czy
                          Slazakow, czy czego oczekuja Slazacy od Polakow i Niemcow czy jeszcze inaczej?
                          Nic nigdy nie jest czarno-biale. Bywaja szarosci i fioletowe gwiazdki, albo
                          brazowe ciapki.

                          "Slask zawsze polski". Zeby mnie od takich stwierdzen bola. Bo znaczy, ze
                          niektorzy Polacy nie odcieli sobie jeszcze pepowiny od PRL-owskiej propagandy,
                          choc bylby najwyzszy czas oraz, ze zamykaja sie na caly dorobek kulturowy i
                          widza tylko fragmenty. Jak smutne....

                          Z drugiej strony Slazacy walczacy o swoja narodowosc, nie do konca rozumiejacy,
                          ze to nie z dzis na jutro ale kroczek po kroczku.

                          No i Niemcy, ktorzy rowniez widza tylko to, co chca widziec, co sprzyja ich
                          sprawie. A caloksztalt im czesto przeszkadza.

                          Mamy w Polsce taka fobie, ze sie boimy wiecznie i na zawsze, ze znowu nas ktos
                          najedzie i odbierze nam wolnosc. 50 lat komunizmu wrecz zaszkodzilo i poglebilo
                          ten kompleks. Pora dorosnac. Tak jak mowisz BRO, nasza sila zalezy od naszego
                          poczucia wartosci. Najwyzszy czas na dorosle podejscie do ekonomii,
                          zrozumienie, ze to, o co walczylo sie 50 lat temu jest w tej chwili wartoscia
                          podrzedna. Liczy sie sila ekonomiczna, informacja a nie granica. I ludzie z
                          Pruskiego Powiernictwa sa tzw "mieszaczami gowna" a nie zagrozeniem i nalezy
                          ich traktowac poblazliwie, i taktowac odpowiednio (zamieszanie wokol tematu,
                          stanowisko Kaczynskiego i polskiego Sejmu nie nazwalabym odpowiednim
                          traktowaniem). Trzeba zdac sobie sprawe, ze patrzy swiat, i tylko od nas zalezy
                          jak bedziemy postrzegani.

                          Tego oczekiwalabym od nas Polakow. Ze zrozumiemy i zaakceptujemy historie, nie
                          bedziemy sie jej bac, bo an nuz ktos otworzy puszke Pandory. Ze dorosniemy i
                          bedziemy sie cieszyc wielokulturowoscia, ktora tworzy Slask.

                          Od nas Niemcow oczekiwalabym tego samego. Otwarcia umyslu na to, ze historia
                          nasza jest piekna i barwna i ze roznorodna. Pozbycia sie chorych ambicji
                          politycznych i skoncentrowania na budowaniu wspolnego dobra. Jest jeszcze duzo
                          do zrobienia.

                          Od nas Slazakow oczekiwalabym cierpliwosci. Jak powiedzial Jan Pawel II w
                          Gliwicach podczas ostatniej pielgrzymki (czy przedostatniej, nie
                          pamietam): "Slazak cierpliwy jest i twardy". Nic nie trwa wiecznie. Dialogiem i
                          upartoscia (nie mylic z zapartoscia) mozna wiele osiagnac. Uzyskanie czesciowej
                          autonomii jest mozliwe, jesli sie za to wezniemy z glowa. I jesli bedziemy na
                          to przygotowani. I bedziemy wiedzieli czego chcemy. Tak jak w banku. Pozyczki
                          na biznes nie dostaniesz jesli nie przedstawisz planu, nie udowodnisz ze
                          bedziesz potrafil pieniedzmi gospodarowac.

                          Czego nam wszystkim serdecznie zycze...
                          • Gość: BRO Re: Z grubej rury - do Judyty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.05, 20:38
                            Witaj Judyto
                            Ten watek zalozylem pod poetyckim zawolaniem by zniechecic...
                            niezainteresowanych.
                            Mysle, ze trzeba nam w Polsce i na Slasku spokojnej rozmowy zwyczajnych ludzi.
                            No moze nie calkiem zwyczajnych. Takich, co maja cos do powiedzenia.
                            Politycy zawsze beda zainteresowani popularnoscia, czyli najczesciej beda
                            poslugiwac sie demagogia.

                            To co piszesz mieszaniu sie narodow, otwartosci i przekraczaniu przez ludzi
                            granic nie tylko krajow ale i kultur, jest chyba dosc niedawnym, choc trzeba
                            przyznac wyraznym trendem.

                            Tu obok rozmawiam ze Slezanem o procesach narodotworczych. Mysle, ze podobnie
                            jak w XIX wieku nagle rodzily sie nacjonalizmy i rasizmy tak teraz jestesmy
                            swiadkami efektow globalizacji w postrzeganiu siebie nie tylko przez jednostki
                            ale cale wspolnoty narodowe.
                            To jednak obejmuje tylko tzw. elity (nie w sensie politycznym). Jednoczesnie
                            wyrazny jest trend upubliczniania, zdobywania popularnosci i nadwania znaczenia
                            o chcrakterze autorytetu zwycajnemu chamstwu i glupocie.

                            Dzieki za wypowiedz.
                            Zalozylem nowy watek, bo ten o Matei stawal sie za bardzo zwyklym smietikowm,
                            gdzie wartosciowe rzeczy mieszaly sie z byle czym.
                            Twoje wypowiedzi o Holocauscie sa ciekawe.
                            Do mnie rowniez dopiero kilka lat temu dotarlo, ze jakkolwiek w obozach zaglady
                            byli ludzie z roznych narodow to jednak ich status od poczatku nie byl taki sam.
                            Dla Polaka znalezc sie w obozie koncentracyjnym to byla rzecz tragiczna. Dla
                            Zyda znalezc sie w obozie koncentracyjnym, a nie od razu w komorze gazowej, to
                            byla szansa na przezycie.

                            Raz jeszcze dziekuje i pozdrawiam
                            BRO
        • slezan Re: Lawina bieg od tego zmienia... 12.01.05, 16:22
          Odniosłem się do ubocznego wątku.
          • Gość: BRO Re: Lawina bieg od tego zmienia... do Slezana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 09:19
            slezan napisał:
            > Odniosłem się do ubocznego wątku.

            Nie bardzo rozumiem czego dotyczy powyzsze zdanie.
            Jeśli jednak chodzi, ze nie zgadzasz się z moim przekonaniem, ze to Pan Bog
            powoluje narody, to byc moze pospieramy sie o to jeszcze kiedys. :) Teraz
            chcialbym dokonczyc temat, ktory rozpoczalem.

            A tak na marginesie: Naprawde uwazasz, ze czlowiek jest w stanie "wymyslic"
            sobie narod i doprowadzic do jego powstania?
            Od razu dodam, ze Biblia wyraznie uczy, iz metoda dzialania Pana Boga jest
            uzywanie w swoich planach czlowieka. Bog przez Izajasza wola: Kogo posle, kto
            tam pojdzie? A innym razem skarzy sie: Nie mam czlowieka.

            Oczywiscie czlowieka ludzie widza jako wykonawce znaczacych dokonan. Ale
            przestrzegalbym by wyciagac z tego wniosek, ze czlowiek jest ich pomyslodawca i
            sprawca.

            Pozdrawiam
            BRO
            • slezan Re: Lawina bieg od tego zmienia... do Slezana 13.01.05, 09:33
              Tak, uważam, że ludzie wymyślają narody. Narody są rozwiązaniem tymczasowym i
              kiedyś ich nie będzie. Same w sobie nie mają wartości. Ich wartość wynika z
              tego, jak służą człowiekowi.
              • Gość: k Re: Lawina bieg od tego zmienia... do Slezana IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 13.01.05, 15:08
                slezan napisał:

                > Tak, uważam, że ludzie wymyślają narody. Narody są rozwiązaniem tymczasowym i
                > kiedyś ich nie będzie. Same w sobie nie mają wartości. Ich wartość wynika z
                > tego, jak służą człowiekowi.

                Gdzies spotkalem taki poglad teraz nie wiem czy to u Lenina czy Engelsa?
                Przypisywanie Bogu wiele wlasciwosci swiadczy o ludzkiej ulomnosci i niemocy.
                Bog doskonale wypelnia ta wlasnie luke. Jak cos nie mozemy albo nie potrafimy
                zrobic to mowimy ze Bog tak chcial.
                Teoretycznie mozna powiedziec ze narody sa rozwiazaniem tymczasowym.
                Praktycznie jest to utopia polityczna. Wszystko wskazuje na to ze dazy sie do
                takiego rozwiazania po przez globalizacje albo systemem panstwa policyjnego.
                Raczej jest to wymysl nie realny. Zasadnicza przeszkoda jest rozna mentalnosci
                i temperament ludzi w roznych szerokosciach geograficznych. Wiaze sie to z
                roznymi potrzebami. Np. eskimos pragnolby troche slonca i ciepla dla siebie a
                murzyn z Afryki troche cienia i chlodu.

                Pozdrawiam
                • slezan Re: Lawina bieg od tego zmienia... do Slezana 13.01.05, 15:18
                  Skoro szukałeś tego u Lenina lub Engelsa to wypada mi jedynie ubolewać nad
                  brakami w lekturze. Spróbuj np. u Gellnera. I spobuj odpowiedzieć na pytanie -
                  skoro narody mają obecnie nie więcej niż 200 lat, to jakie są gwarancje,
                  że "przeżyją" kolejne 200?
                  • Gość: BRO Re: Lawina bieg od tego zmienia... do Slezana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 12:58
                    Witaj Slezan
                    Gdybys byl laskaw wyluszczyc jak rozumiesz powstawanie narodu bylbym wdzieczny.
                    Bo co to znaczy, ze czlowiek "wymysla narod"? Siada przy biurku i wymysla jak
                    poemat?
                    Moglbys w dwu zdaniach przedstawic jak to ujmuje przywolany przez Ciebie
                    Gellner?

                    Pozdrawiam
                    BRO
                    • slezan Re: Lawina bieg od tego zmienia... do Slezana 18.01.05, 13:42
                      W największym skrócie - grupa inteligentów tworzy ideę narodową, odwołując się
                      do wspólnoty etnicznej, językowej, historycznej, politycznej itp. (z reguły tak
                      naprawdę odwołuje się do pewnych mitów) i pewien program polityczny (np.
                      utworzenie państwa ba obszarze zamieszkanym przez grupę, do której owi
                      nacjonaliści chcą dotrzeć). Następnie zaszcepia te ideę potencjalnym członkom
                      narodu (przez agitację, po uwtorzenie państwa przez system oświaty itp.).
                      Tworzenie narodów wiązało się z homogenizcją kulturową. Nacjonaliści
                      przekonywali chłopa, arystokratę, nauczyciela i fabrykanta, że tkwią we
                      wspólnej narodowej kulturze i dążyli do rozpowszechnienia wspólnych wzorców
                      kulturowych. Wcześniej, rzecz jasna, związki kulturowe arystokraty z krajuA z
                      arystokratą z kraju B były znacznie ściślejsze niż chłopa i arystokraty z tego
                      samego kraju. To tak w skrócie - Gellner umieszcza to w bardzo szerokim
                      kontekście industrializacji, tłumaczy dlaczego pomysł chwycił akurat w XIX w.
                      itp.
                      • Gość: BRO Re: Lawina bieg od tego zmienia... do Slezana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 14:14
                        Dzieki Slezan
                        Odezwe sie jak znajde chwile.

                        Pozdrawiam
                        BRO
                      • Gość: BRO Re: Lawina bieg od tego zmienia... do Slezana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.05, 13:55
                        slezan napisał:
                        > W największym skrócie - grupa inteligentów tworzy ideę narodową, odwołując
                        się
                        > do wspólnoty etnicznej, językowej, historycznej, politycznej itp. (z reguły
                        tak
                        > naprawdę odwołuje się do pewnych mitów) i pewien program polityczny (np.
                        > utworzenie państwa ba obszarze zamieszkanym przez grupę, do której owi
                        > nacjonaliści chcą dotrzeć). Następnie zaszcepia te ideę potencjalnym członkom
                        > narodu (przez agitację, po uwtorzenie państwa przez system oświaty itp.).
                        > Tworzenie narodów wiązało się z homogenizcją kulturową. Nacjonaliści
                        > przekonywali chłopa, arystokratę, nauczyciela i fabrykanta, że tkwią we
                        > wspólnej narodowej kulturze i dążyli do rozpowszechnienia wspólnych wzorców
                        > kulturowych. Wcześniej, rzecz jasna, związki kulturowe arystokraty z krajuA z
                        > arystokratą z kraju B były znacznie ściślejsze niż chłopa i arystokraty z
                        tego
                        > samego kraju. To tak w skrócie - Gellner umieszcza to w bardzo szerokim
                        > kontekście industrializacji, tłumaczy dlaczego pomysł chwycił akurat w XIX w.
                        > itp.


                        W tym co napisałeś nie znajduje niczego, z czym nie moglbym sie zgodzic.
                        Obserwacja i porzadkowanie faktow zwykle prowadzi do poprawnego opisu zjawiska.
                        Ale tez nie widze sprzecznosci z tym, co napisalem w swoim pierwszym poscie.
                        Chyba, ze Gellner wychodzi z jakichs zalozen, ktore nie przynaleza do
                        opisywanego przez niego proceu norodotworczego. Wtedy jednak mowimy o
                        niezgodnosci idei, ktore leza u podstaw naszego rozumienia swiata, a wiec
                        interpretacji zjawisk i procesow a nie samego ich opisu.

                        Idee (w tym systemy filozoficzne i religijne) sa jakby siatka na mapie. Mapa
                        dosc dokladnie odzwierciedla zarys ladow, przebieg rzek, drog i uksztaltowanie
                        terenu. Siatka pozwala precyzyjnie okreslic ich polozenie wzgledem siebie i
                        zlokalizowac punkt w terenie.
                        Siatka nie jest rzeczywistym obserwowalnym faktem ale jest nieoceniona w
                        poruszaniu sie po rzeczywistym terenie jesli jest poprawna i jej idea odpowiada
                        w najogolniejszym stopniu realiom.

                        Przez wieki wyobrazano sobie, ze ziemia jest plaska i tak rysowano mapy. To nie
                        byly najlepsze mapy ale w niewielkim zakresie dobrze sie sprawdzaly.
                        Mozma sobie wyobrazic, ze powierzchnia ziemi nie jest zewnetrzna powierzchnia
                        kuli lecz wewnetrzna. Czy daloby sie sporzadzic mape przy takich zalozeniach.
                        Oczywiscie. Inna sprawa to jej przydatnosc na wieksza skale.
                        W swoim pierwszym poscie powolaem sie na Biblie, zeby na poczatku okreslic z
                        jakich zalozen i przeslanek startuje.
                        Jesli startuje z przeslanki biblijnej, ze danemu ludowi dana jest przestrzen i
                        czas do wypelnienia jego zadania “szukania Boga”, to od razu rozumiem, ze nie
                        jestem wlascicielem a zarzadca danych mi dobr.

                        Moze tyle na dzis.

                        Pozdrawiam
                        BRO

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka