Gość: viewer
IP: *.idea.pl
22.03.05, 02:28
Śledztwo w sprawie korupcji we wrocławskiej prokuraturze ciągnie się już
ponad rok
Marcin Rybak 21-03-2005 , ostatnia aktualizacja 21-03-2005 21:18
CBŚ podsłuchiwał jak prokurator Tadeusz M. rozmawiał z gangsterami o
łapówkach. Ale krzywda mu się nie dzieje. Wciąż dostaje połowę pensji - ok.
dwóch tysięcy zł miesięcznie. A śledztwo w jego sprawie ślimaczy się już rok
Prowadząca je Prokuratura Okręgowa w Katowicach do dziś niczego nie
postanowiła. A powinna je umorzyć albo przesłać Sądowi Dyscyplinarnemu
wniosek o uchylenie prokuratorowi M. immunitetu. Gdyby uzyskała zgodę,
przedstawić mu zarzuty. W końcu dokończyć śledztwo i przesłać sądowi akt
oskarżenia.
Tadeuszem M. zajmował się też rzecznik dyscyplinarny. W połowie ubiegłego
roku przekazał sprawę Sądowi Dyscyplinarnemu. Najwyższa kara, jaka grozi M.,
to wyrzucenie z prokuratury. Trwa proces, ale podejrzany przesyła coraz to
nowe zwolnienia lekarskie. Sprawa nie posunęła się ani kawałek.
Prokurator M. pracował w Wydziale do Walki z Przestępczością Zorganizowaną
wrocławskiej Prokuratury Okręgowej. W 2003 roku wydział rozpoczął śledztwo
przeciwko Witoldowi M. "Szkieletorowi", gangsterowi skazanemu niedawno za
kierowanie "grupą przestępczą o charakterze zbrojnym". Kiedy
ludzie "Szkieletora" trafili do aresztu, wyszło na jaw, że najważniejszy
dowód przeciw nim to podsłuchane rozmowy telefoniczne. Ale pozwoliły one
wsadzić do więzienia nie tylko gangsterów. Jesienią 2003 funkcjonariusze CBŚ
w największej dyskrecji przynieśli szefowi Prokuratury Okręgowej materiały
obciążające także Tadeusza M. Nieoficjalnie wiadomo, że były wśród nich
rozmowy prokuratora z ludźmi Witolda M.
Wsypał go też Aleksander K. - wrocławski przedsiębiorca, który w 2003 roku
ujawnił prokuraturze swoje korupcyjne układy. To na podstawie jego zeznań
przedstawiono zarzuty m.in. kilku wrocławskim psychiatrom. Ciąży na nich
oskarżenie o wystawianie biznesmenowi - za łapówki - fałszywych zaświadczeń.
Od w październiku 2003 sprawę M. prowadzi prokuratura w Katowicach. Wiosną
minionego roku przekazała ona do Wrocławia pierwsze wyniki śledztwa. Na ich
podstawie Tadeusza M. zawieszono i odebrano mu połowę pensji. I na tym
koniec, przez rok nic się nie wydarzyło.
Dlaczego śledztwo tak się ślimaczy? - pytamy rzecznika katowickiej
Prokuratury Okręgowej Tomasza Tadlę: - Wciąż wykonujemy czynności, ale nie
ujawnię żadnych szczegółów - odpowiada i przekonuje, że sprawa nie trwa
nadmiernie długo. - Wszystkie czynności prokurator musi wykonywać sam. W
innych sprawach można wziąć do pomocy policję - tłumaczy.
A na korytarzach wrocławskiej prokuratury coraz częściej pada pytanie: -
Dlaczego się tak guzdrzą? Przecież sprawa jest oczywista - twierdzą
prokuratorzy znający przynajmniej część materiałów CBŚ. Przypuszczają też, że
powodem opóźnienia może być sejmowa komisja śledcza do spraw afery Orlenu.
Prokuratura Okręgowa w Katowicach bada bowiem, czy UOP i ważni politycy nie
popełnili przestępstwa, zatrzymując w 2002 roku ówczesnego prezesa Orlenu
Andrzeja Modrzejewskiego.
- A Orlen dostał prokurator, który prowadził śledztwo w sprawie Tadeusza M.
Dlatego nie ma teraz głowy do naszej sprawy - domyśla się jeden z
wrocławskich prokuratorów.
Tomasz Tadla uspokaja: - Nie było z tego powodu żadnej zwłoki. Wrocławską
sprawę przejął już inny prokurator. Jesteśmy już bliżej końca, ale przekażę
prowadzącym, że prasa się niecierpliwi. Być może na początku kwietnia będę
miał coś więcej do powiedzenia.