Dodaj do ulubionych

Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2"

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.08, 22:16
Ten wątek jest kontynuacją wątku "Marzec 68 - czy Polacy to naziści?"
Obserwuj wątek
    • schuruburu Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" 03.07.08, 23:19
      tak.
      Moze dlatego ze poprzez lata izolacji nie znają obcych kultur.
      Mama nadzieje ze w następnym pokoleniu to się zmieni.
    • Gość: Piotr Badura Premier Jan Olszewski o Władysławie Gomułce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.08, 00:24
      W Biuletynie IPN nr 10(69) z października 2006 zamieszczono interesującą
      rozmowę, zatytułowaną "Gomułka wrócił z Moskwy żywy". W rozmowie tej,
      poświęconej Październikowi 1956, Barbara Polak rozmawia z prof. Wojciechem
      Roszkowskim i byłym premierem RP Janem Olszewskim. Premier Olszewski urodził się
      w 1930. W 1953 ukończył studia prawnicze, a w 1956 był w redakcji "Po Prostu".
      Opinię premiera Olszewskiego o Władysławie Gomułce z 1956 i później doceniam, bo
      trudno uznać, że 26-letni uzdolniony prawnik nie potrafi ocenić polityka i
      sytuacji politycznej. A co mówi premier Olszewski o Władysławie Gomułce? Mówi o
      nim tak: "miał coś takiego, co z tego środowiska przedwojennych komunistów,
      kapepowców, do którego się zaliczał, bardzo go wyróżniało - on rozumiał wagę
      problemu narodowego. Miał jakby lepsze wyczucie. I w pewnych momentach, w tych
      podstawowych sprawach, on wiedział, że są narodowe determinanty, i uważał to za
      słuszne, i tego się trzymał".
      Premier Olszewski wspomina też swą wielogodzinną rozmowę z Gomułką, którą odbył
      na przełomie września i października 1956. Pisze o niej tak: "Pamiętam taki
      fragment rozmowy, który dotyczył naszych stosunków ze Związkiem Sowieckim. Mówił
      coś takiego - słuchajcie, to był po prostu wyzysk, oni nam muszą zapłacić,
      inaczej nie wyjdziemy z kryzysu gospodarczego. Musimy dostać odszkodowanie.
      Pytamy - a jeśli oni nie będą chcieli, nie zapłacą, nie udzielą pomocy? Chwilę
      się zastanowił - to trudno, to będziemy się musieli zwrócić do Zachodu".
      Po 1945 ZSRR mógł w Polsce wiele. Mógł wymuszać kolektywizację rolnictwa, której
      Gomułka się przeciwstawił, mógł wymuszać budowanie systemu jednopartyjnego,
      czemu Gomułka się przeciwstawił (na spotkaniu liderów partii komunistycznych w
      1947 w Szklarskiej Porębie wystąpił przeciw zjednoczeniu PPS i PPR w PZPR). To i
      inne rzeczy spowodowały oskarżenie Gomułki o odchylenie
      prawicowo-nacjonalistyczne i aresztowanie go (2 sierpnia 1951).
      Gomułka spodziewał się aresztowania. Liczył się prawdopodobnie z wyrokiem
      śmierci. Wolał jednak to, niż ustępstwo wobec Moskwy. Przed spodziewanym
      aresztowaniem wstąpił w związek małżeński z Żydówką Liwą Szoken (21 kwietnia
      1951), z którą pozostawał w konkubinacie od lat 20. XX wieku. Zrobił to, by na
      wszelki wypadek uregulować sytuację prawną ich wspólnego syna (Ryszarda
      Strzeleckiego) urodzonego w 1930.
      Związek Władysława Gomułki z Liwą Szoken oparty był na głębokim uczuciu. Ich
      małżeństwo, zawarte ze względu na syna, oznaczało, że Liwa Szoken też trafi do
      więzienia. Trzeba się było liczyć z tym, że ją także może czekać śmierć. To
      bardzo wzruszająca historia.
      Jeśli ktoś dziś twierdzi, że w 1967 Gomułka z powodu swej uległości wobec Moskwy
      zdecydował o zerwaniu przez Polskę stosunków dyplomatycznych z Izraelem i dał
      sygnał do rozpoczęcia w Polsce kampanii antysemickiej, to ja czuję w tym
      kompletny absurd i żądam dowodów. Nie potrafię uwierzyć bez dowodów, że zachował
      się tak ktoś, kto w 1951 wolał raczej kulę w łeb dla siebie i żony, niż
      ustępstwo wobec Moskwy, ktoś, kto w 1956 mówił, że ZSRR ma nam wypłacić
      odszkodowanie za straty z minionych lat, a jak nie, to zwrócimy się do Zachodu,
      ktoś kto był związany głębokim uczuciem z Żydówką i miał syna żydowskiego
      pochodzenia (po matce).
      Tymczasem wszelkiej maści opluwacze nie przedstawiają dowodów, a opluwają.
      Dlatego prowadzę ten wątek. Postaram się wskazać na wszystkie wątpliwości
      dotyczące lat 1967-1968.
      Pozdrawiam wszystkich serdecznie
      Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura Prof. Jerzy Eisler doznał szoku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.08, 22:42
      Prof. Jerzy Eisler doznał szoku. Ujawnił to podczas "Konferencji Naukowej Marzec
      1968". Cóż go zszokowało? Prof. Eisler dostał do wglądu dziesiątki tysięcy stron
      dokumentów z archiwum IPN, dotyczących Marca 1968. To, co tam znalazł, było dla
      niego szokiem.
      Doznaje szoku ktoś, kto miał jakąś wizję wydarzeń, a po zapoznaniu się z
      dokumentami zrozumiał, że było całkiem inaczej. Nie doznaje szoku ten, kto przed
      wglądem w dokumenty przypuszczał już, jak było. Prof. Eisler zadeklarował więc
      publicznie, że lektura dokumentów z archiwum IPN pozwoliła mu zrozumieć, iż
      prawda o Marcu 1968 jest inna niż myślał.
      O demonstracjach z marca 1968 profesor powiedział: "skala nasycenia tych
      demonstracji dla mnie była szokiem albowiem w tej chwili nie wiem, to mi się
      zmienia w myśleniu, jak ten ruch studencki kwalifikować, bo jeżeli mam opis
      pięciotysięcznej demonstracji pod gmachem Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego i
      informację, że dwa i pół tysiąca stanowi w tym wysłany aktyw młodzieżowy, i tak
      jest właściwie z każdą manifestacją, mniej więcej 50 proc. tych tłumów, myślę że
      także, tu jeszcze nie wiem na pewno, jak było z wiecem 8 marca na dziedzińcu
      uniwersytetu, ale wszystkie pozostałe w różnych miastach, mniej więcej tak to
      wygląda, to są grupy aktywu młodzieżowego, grupy aktywu robotniczego. Na teren
      uniwersytetu 8 marca przybyło około 500 cywilnych tych funkcjonariuszy aktywu,
      oni też stanowili 1/3, 1/2, 1/4 ogółu uczestników wiecu".
      Przytoczyłem tak obszerny fragment wypowiedzi prof. Eislera, jako materiał
      źródłowy, by nie zmuszać forumowiczów do odsłuchiwania całej wypowiedzi
      profesora. Jeśli jednak ktoś jest nią zainteresowany, to dostępna jest ona pod
      adresem:
      www.atvn.pl/index_sub_page.php?atvn=archiwum/index&title=ARCHIWUM&icm=edit_lista&imie=Jerzy&nazw=Eisler&tytul=Prof.%20dr%20hab.#
      Po wejściu na tę stronę trzeba kliknąć w drugą pozycję: "Konferencja naukowa:
      Marzec 1968...".
      Wypowiedź prof. Eislera jest bardzo cenna. Połowę uczestników demonstracji Marca
      1968 stanowił oddelegowany do udziału w nich aktyw młodzieżowy i robotniczy, a
      przecież znaczną część demonstrantów stanowią na ogół przypadkowi gapie. Czy
      zatem w demonstracjach Marca 1968 brali udział jacyś autentyczni uczestnicy?
      Trzeba dopuścić myśl, że poza pojedynczymi przypadkami ludzi naiwnych w
      demonstracjach tych tak naprawdę byli tylko oddelegowani tam aktywiści,
      przypadkowi gapie i cywilni funkcjonariusze służb specjalnych, którzy mieli
      planowo rozrabiać.
      Prof. Eisler powiedział też tak: "Nigdy w Polsce Ludowej w tylu miastach, w tak
      krótkim czasie nie było tylu demonstracji ulicznych tak gwałtownych, jak właśnie
      w marcu 68 roku". Dlaczego zatem w Marcu 1968 na ulicach nie pojawiły się
      czołgi, nie strzelano ostrą amunicją? Trzeba wziąć pod uwagę możliwość, że nie
      można było strzelać, bo przecież strzelano by do oddelegowanych. Spotyka się też
      opinie, że podczas demonstracji pałowano raczej przechodniów niż demonstrantów,
      bo pałując przechodniów w mniejszym stopniu ryzykowało się spałowanie swoich.
      Do przywołanego wystąpienia prof. Eislera zapewne jeszcze wrócę, a dziś
      pozdrawiam wszystkich serdecznie
      Piotr Badura
    • Gość: kosmopolita Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" IP: *.punkt.pl 05.07.08, 22:47
      NIE wolno uogólniać"Polacy",tylko ilu Polaków jest;nazistami itp.Bo
      ja jestem Polakiem i nie chce by mnie dolączali do Polaków
      nazistowskich,czy zlodzieji samochodow czy kur.. innych zboczeńców.
    • Gość: kol. Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.08, 22:50
      www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/gn200826-nigdy.html
      • Gość: Collonna Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" IP: *.pool.einsundeins.de 06.07.08, 10:46
        Wymordowanie prawie 3 mln Zydow w Polsce jest efektem polityki
        hitlerowskich Niemiec.Ale przyjzymy sie temu blizej.
        Wladze w powojennej Polsce nigdy nie chcialy przyznac, ze Obozy
        Zaglady (Oswiecim-Brzezinka, Majdanek, Sobibor, Belzec) byly dla Zydow
        Zawsze to albo Obywatele Polski, albo innych krajow Europy-Grecy,
        Francuzy itp.Co to byl za akcjonizm jak sie udalo napisac pare zdan
        prawdy w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej w latach 60-tych.Dlaczego?
        Ostatnio akurat na Bialorusi wypowiedzial sie ktos ,ze Polacy chca tam zrobic
        cos w rodzaju owych 3 mln folksdojczow w Polsce.
        I tu trafili w sedno.Czy wy myslicie ze do Polski przyjezdzali w
        latach 39-45-Niemcy i nie mieli nic innego do roboty jak exterminowac
        Zydow ? A co robili wasze Pyry z Warthelandu? Kto czekal na te domy i
        mieszkania.Po wojnie na ten temat wszyscy nabrali wody w usta i
        i pozostalo tylko slynne stwierdzenie, ze Niemcy wymordowali 6mln
        125 tys Polakow a w samym Oswiecimiu wymordowano 3mln oywateli
        calej Europy.Poniewaz bano sie ,ze Zydzi to kiedys wygadaja albo upomna sie o
        swoje , wiec Polacy sie ich w ten czy inny sposob do
        konca pozbyli-i zostal tylko sam narod bohaterow.
    • Gość: Piotr Badura Seweryn Blumsztajn nie chce śledztwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.08, 16:38
      W sprawie Marca 68 stawiane są bardzo ciężkie zarzuty. Publicznie oskarża się
      władze Polski, że w latach 1967-1968 rozpętały kampanię antysemicką porównywalną
      z tym, co robili hitlerowcy. Jeśli te oskarżenia nie są bezpodstawne, to
      należało by przeprowadzić śledztwo, winnych oskarżyć i stosownie ukarać.
      Tymczasem gdy pojawia się pomysł takiego śledztwa, to sprzeciw przychodzi z
      "najmniej oczekiwanej" strony. Pod adresem:
      wyborcza.pl/1,75478,4344521.html
      można znaleźć wypowiedź Seweryna Blumsztajna, że Marzec 1968 to robota dla
      historyków, a nie dla prokuratorów. Pan Blumsztajn twierdzi, że kampania
      antysemicka była wstrętna i haniebna, że odpowiedzialni są za nią ówcześni
      przywódcy partii i państwa, tysiące aparatczyków, funkcjonariuszy SB, setki
      dziennikarzy, ale główni winowajcy nie żyją i efektem IPN-owskiego śledztwa może
      być tylko proces 80-letnich starców tłumaczących się, że im kazano.
      Takie to wielkie serducho ma pan Blumsztajn. Żal mu tych starców. Dobrze, że są
      tak litościwi ludzie, bo niektórzy chcieliby może jeszcze postawić przed sądem
      takich starców jak 85-letni Wojciech Jaruzelski, czy 83-letni Czesław Kiszczak.
      Pan Blumsztajn proponuje, by "zbrodniarzy" lat 1967-1968 osądziła historia, bo
      jej wyrok będzie groźniejszy niż sądowy. Pan Blumsztajn ma sto procent racji.
      Jeśli sprawy Marca 1968 nie wyjaśni rzetelne śledztwo, to jest nadzieja, że
      "historia" wyda wyrok dużo, dużo surowszy i bez prawa do apelacji, zwłaszcza gdy
      "historycy" cierpliwie zaczekają na śmierć "oskarżonych". Umarli już na pewno
      nie będą się bronić.
      W wątku "Marzec 68 - czy Polacy to naziści?" pan Zbigniew Bereszyński przywołał
      przykład Marka Szymańskiego - dziennikarza, który miał jakoby uczestniczyć w
      domniemanej kampanii antysemickiej. Zadałem sobie trud ustalenia, co robi dziś
      Marek Szymański. Okazuje się, że jest nadal czynnym dziennikarzem. Pod adresem:
      www.poludnie.com.pl/080424_01.htm
      znalazłem współczesny tekst Marka Szymańskiego, w którym pisze on m.in. tak:
      "Oświadczam, że Helina skompromitowałem z pełną premedytacją, nie jako Żyda,
      lecz jako zboczeńca i łobuza. Zrobiłbym to z taką samą premedytacją i żarliwym
      zapałem, gdyby chodziło o łajdaków: Polaka, Francuza, Anglika czy Chińczyka.
      Wszystko mi jedno. Natomiast dziś, w legendzie lansowanej w Opolu - to Helin
      jest bohaterem, a ja sku..elem."
      I jak tu takiego Szymańskiego stawiać dziś przed sądem? Przecież on będzie się
      bronił, będzie dowodził, że 40 lat temu pisał prawdę i jeszcze gotów w tym
      sądzie wygrać. Ma absolutną rację pan Blumsztajn. Do diabła ze śledztwami i
      sądami. Trzeba cierpliwie czekać. Szymański w końcu umrze i wtedy "historycy"
      osądzą go tak ostro, że aż wióry polecą. Szymański będzie wobec oskarżeń
      "historyków" milczał, a wiadomo że milczenie jest znakiem zgody. Będzie ogólnie
      miło i tak jak trzeba.
      Pozdrawiam wszystkich
      Piotr Badura
      • z.bereszynski Re: Seweryn Blumsztajn nie chce śledztwa 11.07.08, 08:47
        Szanowny Panie Badura,

        Uprawia Pan przedziwne zaiste manipulacje sofistyczne. To, czy w
        latach 1967-1968 prowadzona była w PRL kampania antysemicka, to
        jedno, a to, jak różne środowiska społeczne i polityczne podchodzą
        obecnie do rozliczeń z przeszłością, to drugie, Dowodzenie, że nie
        było żadnej kampanii antysemickiej, bo Seweryn Blumsztajn czy ktoś
        inny ma odmienne podejście do sprawy rozliczeń niż Kaczyńscy itp.,
        to szczyt niedorzeczności. Wiadomo, że są w Polsce takie środowiska,
        które chcą konsekwentnego rozliczenia przeszłości, nie tylko w
        formie publikacji naukowych czy popularnonaukowych, ale także w
        formie procesów sądowych. Są też takie środowiska, które nie życzą
        sobie żadnego „grzebania” w przeszłości; najbardziej odpowiadałoby
        im spalenie lub zalanie betonem wszystkich archiwaliów IPN itp.
        Reprezentowane są też postawy pośrednie. Dotyczy to nie tylko
        stosunku do wydarzeń z lat 1967-1968, ale ogólnie stosunku do
        historii PRL. Nie inaczej ma się sprawa np. ze stosunkiem do kwestii
        rozliczenia stanu wojennego. Fakt takiego zróżnicowania postaw nie
        ma żadnego znaczenia dla oceny historycznych zaszłości. Czy z tego,
        że wiele osób jest przeciwnych prawnemu rozliczeniu stanu wojennego,
        ma wynikać, że w latach 1981-1982 nie było żadnych prześladowań
        politycznych, nikogo z przyczyn politycznych nie pozbawiono pracy,
        nikogo nie internowano ani nie aresztowano? Tego typu wywody byłyby
        po prostu śmieszne. Równie śmieszne są Pańskie wywody na temat
        wydarzeń z 1968 r. w kontekście wypowiedzi Blumsztajna.

        Ludzie represjonowani w stanie wojennym i w latach następnych, byli
        internowani itp. na ogół nie próbują ścigać sądownie swoich
        prześladowców sprzed lat. Są po temu rozmaite powody, ale na pewno
        nie jest tak dlatego, że ludzie ci przyznają prawną i moralną rację
        tym, którzy ich prześladowali. Wiele osób po prostu nie czuje
        potrzeby osobistego odwetu. Inni dobrze wiedzą, jak trudno byłoby
        wyegzekwować odpowiedzialność karną od funkcjonariuszy dawnego
        reżimu. Dobrze wiemy, jak długo ciągnęły lub ciągną się takie sprawy
        jak np. proces zabójców Grzegorza Przemyka czy ZOMO-wców
        strzelających do górników z kopalni Wujek, o procesie autorów stanu
        wojennego nie wspominając. Ostatnio umorzono sprawę karną przeciwko
        gen. Kiszczakowi, którego rozkaz w pośredni sposób przyczynił się do
        śmierci górników z kopalni Wujek. Nawet sprawy o zabójstwa ciągną
        się całymi latami, trudno więc liczyć na to, by istniała realna
        szansa ukarania kogoś za stosowanie łagodniejszych form represji,
        jak internowanie czy zwolnienie z pracy. W warunkach naszego systemu
        prawnego i sądowniczego jest to praktycznie nierealne. Między innymi
        z tego powodu ogromna większość poszkodowanych nie wierzy w sens
        włóczenia się po sądach i ponoszenia związanych z tym kosztów. Wcale
        nie dlatego, by nie byli pewni swoich moralnych racji.

        To samo można powiedzieć o ludziach poszkodowanych w 1968 r. Jedni
        nie chcą prawnych rozrachunków, bo generalnie są przeciwni takiej
        formie rozliczania się z historią (takie właśnie stanowisko zajmuje
        środowisko reprezentowane przez Blumsztajna). Inni, nauczeni
        doświadczeniem, po prostu nie wierzą w to, by włóczenie się po
        sądach coś dało. To, jak Pan interpretuje postawę takich osób, jest
        ewidentnym naginaniem faktów do założonej przez Pana tezy.

        W całej rozciągłości podtrzymuję to, co już wcześniej napisałem na
        temat red. Szymańskiego. Z całą odpowiedzialnością za słowo
        powtarzam, że człowiek ten swoją działalnością plugawił rzemiosło
        dziennikarskie. Red. Szymański w ewidentny sposób łamał elementarne
        zasady etyki dziennikarskiej. Nie tylko w 1968 r., ale także przy
        innych okazjach, np. w 1971 r., gdy na łamach „Trybuny Opolskiej”
        atakował jednego z pomarcowych emigrantów, Leszka Kantora, bazując
        ponownie na materiałach spreparowanych przez SB (mam na to dowody).
        Podobnie było w 1966 r., gdy red. Szymański pisał o tym, co działo
        się w Opolu i na Opolszczyźnie podczas lokalnych obchodów
        milenijnych (13-14 sierpnia 1966 r.). Pisał on wtedy o wszystkim – o
        upale, o zawodach sportowych w Turawie, o występach Trubadurów itd.,
        tylko nie o tym, co działo się w opolskiej katedrze i w Kamieniu
        Śląskim, a jego pisanina miała na celu odwrócenie uwagi od tych
        wydarzeń historycznych. O wielkich obchodach milenijnych z udziałem
        prymasa Wyszyńskiego nie wspomniał ani słowem. Datowany 15 sierpnia
        1966 r. numer „TO”, z dominującym tekstem red. Szymańskiego, to
        modelowy wręcz przykład tego, jak w czasach PRL wykorzystywano prasę
        dla manipulowania świadomością społeczeństwa. Jedną wielką
        manipulację stanowią również jego propagandowe relacje z
        Czechosłowacji okupowanej przez wojska Układu Warszawskiego. To samo
        można powiedzieć o jego tekstach „antysyjonistycznych”.

        Mam wszelkie podstawy po temu, by uważać red. Szymańskiego za
        cynicznego manipulatora, realizującego polityczne zlecenia władz PRL
        w celu dezinformowania społeczeństwa. Nie widzę jednak powodu, by
        uganiać się za tym człowiekiem po sądach. Wolę opisywać to, co się
        kiedyś działo. Bynajmniej nie dlatego, że przyznaję moralną rację
        red. Szymańskiemu i jemu podobnym ludziom. Po prostu bardziej wierzę
        w skuteczność opisywania przeszłości niż prawnego nękania takich
        ludzi jak były redaktor „Trybuny Opolskiej”. Nie mam podstaw
        prawnych, by procesować się z tym człowiekiem z powodu jego dawnych
        manipulacji (tego typu działania nie podlegają dzisiaj represji
        karnej), ale mam dostateczne podstawy, by manipulacje te opisywać.

        Jestem jednak gotów w każdej chwili stanąć przed sądem, gdyby red.
        Szymański miał odwagę wystąpić przeciwko mnie na drogę prawną w
        związku z tym, co piszę na jego temat. Jestem pewien swoich racji i
        na pewno nie zabrakłoby mi odwagi na to, by stawić czoło temu
        człowiekowi również na płaszczyźnie prawnej. Jeżeli rzuci mi on
        rękawicę, na pewno nie zawaham się jej podnieść.

        Pozdrawiam

        Zbigniew Bereszyński
        • Gość: Piotr Badura Przedobrzyć na śmierć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.08, 13:26
          Szanowny Panie Bereszyński
          W sprawie wydarzeń 1967-1968 toczyła się i do dziś trwa wielowątkowa i
          wielopoziomowa gra. Ja nie bardzo chcę się ustawiać po którejkolwiek stronie
          gry. Chciałbym tylko, by możliwie dużo z kulisów tej sprawy zostało ujawnione i
          nie karmiono ludzi propagandowymi kłamstwami.
          W sprawie Seweryna Blumsztajna chyba nie całkiem zrozumiał Pan sens mojego
          postu. Ja nie oczekuję, że Seweryn Blumsztajn pójdzie do sądu. Całkowicie
          podzielam Pana pogląd, że wielu ludziom po prostu nie chce się procesować o
          jakieś dawne sprawy. Moje wątpliwości wobec Seweryna Blumsztajna biorą się stąd,
          że usiłuje on zniechęcić IPN do śledztwa w sprawie wydarzeń 1967-1968.
          Jest taka technika walki politycznej "przedobrzyć na śmierć", analogiczna do
          "dowodu nie wprost" w matematyce. Jeśli jakiś kierunek polityczny uważamy za
          błędny, a z różnych przyczyn nie jest nam na rękę atakować go wprost, to możemy
          atakować nie wprost, czyli popierać gorliwie, by w toku rozwoju ujawniła się
          jego błędność.
          Nie wiem dlaczego "pion śledczy IPN z Łodzi wszczął śledztwo w sprawie
          publicznego nawoływania przez funkcjonariuszy PRL do nienawiści narodowościowej
          w celu represji wobec obywateli narodowości żydowskiej w latach 1968-1969".
          www.forum-znak.org.pl/index.php?t=wydarzenia&id=5862
          Nie mogę jednak wykluczyć, że jest to właśnie ze strony IPN chęć "przedobrzenia
          na śmierć", a środowisko Seweryna Blumsztajna rozumie doskonale tę grę, więc
          dąży do zablokowania niewygodnego dla siebie śledztwa.
          Jeśli wspomniane śledztwo IPN zostanie zablokowane (a może już jest
          zablokowane?) to za najbardziej prawdopodobne uznam, że blokującym chodziło o
          ukrycie prawdy.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura Jak było naprawdę z tą V kolumną? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.08, 21:31
      Wydarzeniom Marca 1968 poświęcona jest specjalna strona internetowa,
      przygotowana przez IPN. Ma ona adres:
      www.marzec1968.pl
      Jednym z działów tej strony jest Kalendarium (opracował je Łukasz Kamiński).
      Zaczyna się ono tak:
      1967
      5 VI rozpoczyna się wojna sześciodniowa, w której Izrael pokonał państwa arabskie
      12 VI zgodnie z zaleceniami ZSRS, PRL zrywa stosunki dyplomatyczne z Izraelem
      19 VI przemówienie Władysława Gomułki na VI Kongresie Związków Zawodowych;
      przywódca PZPR określa polskich Żydów mianem „V kolumny”

      Wydaje mi się nieprawdopodobne, by polityk mający za żonę Żydówkę i mający syna
      pochodzenia żydowskiego twierdził, że polscy Żydzi to V kolumna. Gdy głosi się
      tak nieprawdopodobną tezę, to bezwzględnie trzeba przedstawić dowody. Tymczasem
      "historyk" Łukasz Kamiński nie przedstawia żadnych dowodów. Wspomniana strona
      internetowa kieruje do wielu archiwalnych dokumentów (także da nagrania innego
      przemówienia Gomułki). Jakoś zabrakło tego, w którym rzekomo twierdził on, iż
      polscy Żydzi to V kolumna.
      Na stronie IPN świat się nie kończy. Istnieje np. Portal Społeczności
      Żydowskiej. Trudno podejrzewać społeczność żydowską o to, że stara się wybielić
      "antysemitę" Gomułkę. Pod adresem:
      www.jewish.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=552&Itemid=72
      znajdziemy tekst, w którym mówi się, że w przemówieniu z czerwca 1967 wskazał on
      na istnienie w Polsce "imperialistyczno-syjonistycznej V kolumny".
      Stwierdzenie, że w Polsce istnieje "imperialistyczno-syjonistyczna V kolumna" to
      jednak zupełnie co innego niż stwierdzenie, że "polscy Żydzi to V kolumna".
      Obawiam się, że "historyk" Łukasz Kamiński rażąco minął się z prawdą. Gdyby
      jednak ktoś miał dowody, że to nie on minął się z prawdą, ale minięto się z nią
      na Portalu Społeczności Żydowskiej, to będę wdzięczny za ujawnienie tutaj tych
      dowodów.
      Pozdrawiam wszystkich serdecznie
      Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura PRL nie miała żadnego motywu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.08, 18:55
      Oskarża się PRL, że w latach 1967-1968 jej władze, z Władysławem Gomułką na
      czele, rzekomo rozpętały kampanię antysemicką, porównywalną tylko z
      antysemityzmem hitlerowskim.
      Jeśli kogoś oskarża się o zrobienie czegoś złego, to wymagane jest m.in.
      ukazanie motywu popełnienia tego złego czynu. Ja nie widzę żadnego motywu, jaki
      mógłby skłaniać władze PRL do rzekomego rozpętania kampanii antysemickiej. Dość
      powszechny jest pogląd, że PRL poniosła na wydarzeniach lat 1967-1968 ogromne
      straty. Kraj opuściło kilkanaście tysięcy ludzi, w znacznej części młodych i w
      znacznej części bardzo dobrze wykształconych. To ogromna strata w kategoriach
      ekonomicznych.
      PRL poniosła też ogromną stratę na wizerunku. Z okazji wydarzeń 1967-1968 armia
      zawodowych i społecznych opluwaczy przez czterdzieści lat z górą trąbi po całym
      świecie, jak strasznymi antysemitami są Polacy. Bywa, że nawet ludzie uczciwi,
      ale wątli psychicznie, ulegają zmasowanemu naporowi propagandy opluwaczy i
      przyłączają się do nich, bo wydaje im się, że przecież tyle osób naraz nie może
      się mylić. Zapominają, że obowiązuje logika, a ponadto oskarżanie wymaga dowodów.
      Ktoś mógłby powiedzieć, że PRL poniosła z powodu wydarzeń 1967-1968 ogromne
      straty, bo jej nie wyszło, ale chciała mieć zyski. Problem w tym, że przy
      największym nawet wysiłku umysłowym nie da się znaleźć potencjalnych zysków,
      które PRL mogłaby ewentualnie osiągnąć w wyniku rzekomego rozpętania kampanii
      antysemickiej i wypędzania Żydów z Polski.
      Biorę oczywiście pod uwagę, że mój umysł, nawet przy największym wysiłku, nie
      potrafi dostrzec wspomnianych ewentualnych korzyści. Jeśli zaglądają na to forum
      jacyś tytani intelektu, którzy te ewentualne korzyści są wstanie wskazać, to
      bardzo byłbym rad, gdyby je wskazali. Jeśli jednak nikt nie potrafi wskazać tych
      korzyści, to zwracam uwagę, jak bardzo niektórzy ludzie ulegają zmasowanej
      propagandzie. Gotowi są bez cienia dowodu przyjąć, że jakieś państwo nagle, ot
      tak sobie, postanowiło samo się skrzywdzić.
      Pozdrawiam wszystkich
      Piotr Badura
      • z.bereszynski motywem nr 1 była walka o władzę 12.07.08, 19:42
        Szanowny Panie Badura,

        Sprawa motywów kampanii „antysyjonistycznej” w latach 1967-1968
        przedstawia się bardzo prosto. Pisałem o tym już kilkakrotnie na tym
        forum, ale najwyraźniej nie chce Pan przyjąć tego do wiadomości.
        Motywem podstawowym była walka o władzę, prowadzona przez frakcję
        moczarowców przeciwko jej konkurentom w aparacie partyjnym i
        władzach państwowych. Hasła o wymowie „antysyjonistycznej” służyły
        eliminowaniu politycznej konkurencji, pod adresem której były one
        kierowane. Zagrożony był nawet sam Gomułka z racji swojego
        małżeństwa z Żydówką. Były także inne motywy. Np. chęć przerzucenia
        na „syjonistów” odpowiedzialności za pogłębiający się kryzys
        gospodarczy w Polsce (stary schemat kozła ofiarnego w powiązaniu z
        zakulisową walką o władzę). Kolejny motyw to próba poszerzenia
        społecznej bazy reżimu poprzez odwołanie się do nośnych propagandowo
        haseł nacjonalistycznych.

        Dobrą ilustrację tych motywów stanowią cytowane już wcześniej przeze
        mnie archiwalne dokumenty KW PZPR z przełomu 1967 i 1968 r. oraz z
        okresu późniejszego. Np. informacja o sytuacji politycznej w Opolu i
        powiecie opolskim za styczeń 1968 r., w którym to dokumencie pisano
        m.in.: „[...] twierdzi się, że naszym handlem zagranicznym, jak i
        całokształtem spraw ekonomicznych, kierują przede wszystkim Żydzi,
        którzy świadomie starają się doprowadzić naszą gospodarkę do ruiny,
        co wynika z ich powiązań z ruchem syjonistycznym i sympatii dla
        Izraela”. Przykład kolejny: opracowana z początkiem stycznia 1968 r.
        informacja dla KW PZPR w Opolu o nastrojach wśród mieszkańców
        powiatu prudnickiego. W dokumencie tym czytamy m. in.: „Plotki,
        jakie krążą obecnie w terenie, dotyczą również zmian personalnych,
        jakie mają być przeprowadzone na szczeblu Komitetu Centralnego
        [PZPR], Rady Państwa i Rady Ministrów. [...] Towarzysze Ochab,
        Spychalski i Zarzycki mają być usunięci z zajmowanych stanowisk ze
        względu na pochodzenie żydowskie i sympatyzowanie z Izraelem”.

        Zgadzam się z tezą, że kampania „antysyjonistyczna” nie leżała w
        interesie Polski jako takiej i nie przyniosła nam jako narodowi
        żadnych korzyści, a jedynie poważne straty – ludzkie, moralne,
        prestiżowe. Niestety kampania ta przyniosła zarazem bardzo konkretne
        korzyści dużej liczbie ludzi, którzy zręcznie wykorzystali
        polityczną koniunkturę i zajęli stanowiska opuszczone
        przez „syjonistów”. Interes tych ludzi rozmijał się z interesem
        Polski jako takiej, ale ich poparcie pozwoliło na prowadzenie takiej
        kampanii. Społeczne zaplecze kampanii „antysyjonistycznej” stanowili
        nie tylko faktyczni antysemici (z przekonań), ale także – a może
        nawet przede wszystkim – różnego karierowicze, liczący na szybki
        awans społeczny w warunkach radykalnych czystek kadrowych.
        Przykładem tego może być zachowanie się aktywu partyjnego podczas
        słynnego wiecu z udziałem Gomułki w Sali Kongresowej w dniu 19 marca
        1968 r.

        Pański naczelny błąd polega na tym, że utożsamia Pan aparat władzy
        PRL z Polską, a interesy różnych grup tego aparatu z polskim
        interesem narodowym czy polską racją stanu. To ewidentnie błędne
        założenie. W rzeczywistości interesy te były w ogólnym przypadku
        rozbieżne lub nawet sprzeczne ze sobą. To nieprawda, że aparat
        władzy PRL robił tylko to, co odpowiadało polskiej racji stanu.
        Fakty mówią niestety coś zupełnie innego, nie tylko w odniesieniu do
        wydarzeń z lat 1967-1968. Nie dostrzegając tych oczywistych faktów,
        zadaje Pan źle sformułowane pytania (już w samym tytule wątku) i na
        pytania te udziela Pan sam sobie błędnych odpowiedzi.

        Fakt, że coś nie leżało w obiektywnym interesie Polski, nie znaczy
        wcale, że żadna grupa aparatu władzy PRL tego czegoś nie robiła.
        Tego typu wnioskowanie jest ewidentnym sofizmatem czyli rozumowaniem
        opartym na fałszywej przesłance.

        Pozdrawiam

        Zbigniew Bereszyński
        • Gość: Donald Knuth Re: motywem nr 1 była walka o władzę IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.07.08, 15:50
          (...)

          > Zgadzam się z tezą, że kampania „antysyjonistyczna” nie leżała w
          > interesie Polski jako takiej i nie przyniosła nam jako narodowi
          > żadnych korzyści, a jedynie poważne straty – ludzkie, moralne,
          > prestiżowe. Niestety kampania ta przyniosła zarazem bardzo
          konkretne
          > korzyści dużej liczbie ludzi, którzy zręcznie wykorzystali
          > polityczną koniunkturę i zajęli stanowiska opuszczone
          > przez „syjonistów”. Interes tych ludzi rozmijał się z interesem
          > Polski jako takiej, ale ich poparcie pozwoliło na prowadzenie
          takiej
          > kampanii. Społeczne zaplecze kampanii „antysyjonistycznej” stanowil
          > i
          > nie tylko faktyczni antysemici (z przekonań), ale także – a może
          > nawet przede wszystkim – różnego karierowicze, liczący na szybki
          > awans społeczny w warunkach radykalnych czystek kadrowych.
          > Przykładem tego może być zachowanie się aktywu partyjnego podczas
          > słynnego wiecu z udziałem Gomułki w Sali Kongresowej w dniu 19
          marca
          > 1968 r.

          (...)

          > wydarzeń z lat 1967-1968. Nie dostrzegając tych oczywistych
          faktów,
          > zadaje Pan źle sformułowane pytania (już w samym tytule wątku) i
          na
          > pytania te udziela Pan sam sobie błędnych odpowiedzi.

          (...)

          Zabawne jest uparte zarzucanie komuś niedostrzegania faktów, gdy
          samemu się ich nie dostrzega.

          Czemu milczeniem pomija Pan fakt - nie zauważa go, czy nie chce
          zauważyć? - że na sytuacji tej mogli skorzystać także sami Żydzi?
          Mamy tu bowiem paradoksalną sytuację, z jednej bowiem strony
          rysuje się PRL jako przedsionek piekła, miejsce z którego ludzie
          chcieli się masowo wyrywać i tylko władze się nie zgadzały, gdzie
          dzieci porzucały rodziców, żeby ukryte pod podwoziem ciężarówki
          wiele dni jechać w warunkach już nie tylko nie wygodnych, ale
          zagrażających życiu, po to tylko aby uciec z kraju.
          A z drugiej strony powiada się, że Żydzi którzy w komfortowych
          warunkach (a przynajmniej nie tak skandalicznych) zostali wywiezieni
          z kraju (w dodatku ze statusem ofiary reżimu wygnanej z własnej
          ojczyzny!) tak strasznie tego nie chcieli.
          Z zestawienia tych informacji odnosi się wrażenie, że byli oni
          (Żydzi) jedynymi obywatelami którzy chcieli tu żyć.
          Czy to nie wydaje się Panu podejrzane? Tym bardziej, że jest
          przecież prawdopodobne że wielu z nich istotnie chciało wyjechać do
          Izraela (albo ogólnie z Polski), czego przykładem może być sam płk.
          Helin, który - o ile mnie pamięć nie myli - wedle przytoczonych
          przez Pana faktów, sam był żywo zainteresowany powrotem do Izraela.
          Czemu więc ignoruje Pan ten fakt. Bo nawet nie, że go obala. Pan
          po prostu go przemilcza. Czyżby nie pasował do rzeczywistości więc
          tym gorzej dla niego?

          (Oczywiście to nie znaczy, że inspiratorem wszystkiego byli sami
          Żydzi. Ale mogli – a przynajmniej niektórzy z nich – mieć w tym swój
          interes i wkład. Bo skorzystało na tym zapewne wiele osób, a
          straciła Polska.)
          • z.bereszynski Re: motywem nr 1 była walka o władzę 15.07.08, 20:17
            To, co nazywa Pan tutaj faktem, jest w istocie tylko Pańską
            subiektywną oceną. Faktów nie ignoruję, mam dla nich szacunek, ale
            nie muszę podzielać cudzych ocen. Mam prawo do ocen własnych. Mogę
            do pewnego stopnia zgodzić się z oceną (!), że Izrael skorzystał na
            na przyjeździe emigrantów z Polski (aczkolwiek marcowa emigracja
            osiadała przeważnie z innych krajach!). Ale z tego wcale nie wynika,
            że "wydarzenia marcowe" miały inne podłoże niż to tutaj
            przedstawiam. Owe korzyści dla Izraela można oceniać jedynie w
            kategoriach skutku ubocznego, niezamierzonego przez inicjatorów
            kampanii "antysyjonistycznej" w PRL. Z tego, że np. Polska wyniosła
            z II wojny światowej korzyść w postaci tzw. Ziem Odzyskanych, wcale
            nie wynika, że to Polacy wywołali II światowej. Podobnie ma się
            sprawa z Izraelem w interesującym nas tutaj przypadku.

            Pozdrawiam

            Zbigniew Bereszyński
            • Gość: Donald Knuth Re: motywem nr 1 była walka o władzę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.08, 22:15
              Nie rozumiem wobec tego czemu fakt, iż pewni politycy
              (karierowicze, ...) skorzystali (lub mogli skorzystać) na
              wydarzeniach marcowych implikuje, że byli ich motorem. Zaś fakt, iż
              pewni Żydzi skorzystali (lub mogli skorzystać) na wydarzeniach
              marcowych nie implikuje, że byli ich motorem.

              Proszę zwrócić szczególną uwagę, iż ja nie twierdzę, że Żydzi sami
              (albo we współudziale) byli sprawcami wydarzeń marcowych. To
              naturalnie wymagało by z mojej strony dowodu (jest to bowiem
              oskarżenie, a domniemana wszak jest niewinność). Raczej, jak
              słusznie Pan zauważył, wskazuję na pewną poszlakę. Mogli [Żydzi]
              skorzystać – są więc podejrzani.

              Podobnie rzecz się ma z typowanymi przez Pana politykami. Oni
              naturalnie też mogli skorzystać na tych zdarzeniach dlatego też są
              podejrzani. Ale i na nich nie ma dowodu, a przynajmniej nie
              doczekaliśmy się go tutaj.

              Antycypując ewentualne Pańskie riposty zaznaczę już teraz, że
              materiały, które Pan przytoczył nie dowodzą niczego poza ukazaniem
              ewentualnych motywów. Ale motywy mieli i Żydzi, a także być może i
              jeszcze inne grupy.

              Bo przecież samego nawet faktu, że jakichś Żydów prześladowano
              (jeśli prześladowano, bo przytoczone przez Pana przykłady nie
              odbiegały od praktyk jakie i dziś się stosuje i nikt nie uważa tego
              za szczególne [jeśli w ogóle] prześladowanie – ale nie wnikajmy w to
              bo nie jest to istotne), nie wynika, że są oni ofiarami. Gdyby
              czytał Pan lub oglądał kryminały to wiedziałby Pan, że jest bardzo
              chytrą taktyką przestępcy i winowajcy upozorować się na ofiarę i
              poszkodowanego odsuwając od siebie podejrzenie. Nie rozumiem wobec
              tego, czemu – nawet, ponownie, przyjmując prześladowania Żydów za
              byłe – tak gładko zakłada Pan, że są oni istotnie poszkodowanymi.

              Na udowodnienie Pańskiej tezy trzeba by (moim zdaniem):
              1) jakiś nie budzących wątpliwości faktów przemawiających za tym, że
              wydarzenia marcowe nie były po myśli Żydów (że nie było żadnej
              znaczącej ich grupy, która tego chciała lub do tego dążyła) [by
              ustalić, że Żydzi niezbicie byli ofiarami],
              2) jakiś nie budzących wątpliwości faktów przemawiających za tym, że
              owi politycy (i karierowicze, ...) dążyli do wydarzeń marcowych,
              [żeby ustalić, że byli winowajcami]
              3) jakiś nie budzących wątpliwości faktów przemawiających za tym, że
              nikt inny poza owymi politykami (i karierowiczami, ...) nie dążył do
              wydarzeń marcowych. [dla pełności obrazu zdarzeń]

              W moim rozumieniu materiałów przytaczanych przez Pana mamy jedynie
              poszlaki co do punktu 2. Nawet gdybym źle rozumiał i w istocie byłby
              to mocne dowody punktu 2, to nadal pozostają punkty 1 i 3.

              Na marginesie zaznaczę, że znamienny jest też Pański co najmniej
              dziwny stosunek do materiałów archiwalnych różnych służb. Gdy uważa
              je Pan za świadczące na rzecz Pańskiej tezy, to cytuje je Pan. Gdy
              zaś świadczyć mają na rzecz tezy przeciwnej (jak to miało miejsce z
              materiałami rzekomo na podstawie których Marka Szymański napisał
              swój artykuł na temat płk. Helina) to nazywa je
              Pan „spreparowanymi”. Czy może Pan wobec tego podać dobrą regułę na
              rozstrzyganie tego, które materiały archiwalne są zgodne z
              rzeczywistością, a które są spreparowane?
              • z.bereszynski Re: motywem nr 1 była walka o władzę 16.07.08, 09:19
                Żeby poważnie dyskutować o historii, nie wystarczy lektura
                kryminałów. Trzeba jeszcze czytać źródła i poważne opracowania
                historyczne.

                Ja nie opieram swojej argumentacji wyłącznie na tym, kto mógł
                skorzystać lub nie na "wydarzeniach marcowych", ale przytaczam także
                konkretne fakty, wskazujące na to, że kampania "antysyjonistyczna"
                była elementem walki o władzę w PRL. Więcej faktów na ten temat
                znajdzie Pan w łatwo dostępnych publikacjach naukowych, do których
                ponownie Pana odsyłam (trudno, żebym przepisywał tutaj ich treść).
                W przeciwieństwie do Pana, nie ograniczam się do spekulacji
                bazujących na schemacie powieści kryminalnej. Korzystam z dokumentów
                i to samo zalecałbym także Panu.

                Red. Szymański korzystał z materiałów spreparowanych przez SB na
                doraźny użytek propagandowy. Nie prowadził swobodnej kwerendy w
                zasobach archiwalnych, ale pisał - pod z góry założoną tezę - na
                podstawie tego co mu łaskawie pokazano. Ja mam swobodny dostęp do
                archiwaliów, mogę porównywać jedne dokumenty z innymi i dzięki temu
                oceniać ich wiarygodność. Właśnie ta swoboda badań i wzajamnego
                konfrontowania źródeł jest podstawą wiarygodności.

                Pańskie wywody na temat korzyści jakie wyniósł Izrael w wyniku
                emigracji Żydów z PRL są nacechowane skrajnym subiektywizmem. Moim
                zdaniem korzyści te były minimalne (kilka tysięcy obywateli więcej).
                Osobiście uważam, że Izrael znacznie więcej stracił na Marcu'68,
                ponieważ ludzie pochodzenia żydowskiego przestali liczyć się w życiu
                publicznym PRL. Moim zdaniem ogólny bilans Marca'68 był dla Izraela
                zdecydowanie negatywny. Szkody miały znaczną przewagę nad
                korzyściami. Z punktu widzenia interesów Izraala byłoby lepiej,
                gdyby Żydzi nadal żyli w Polsce, czynnie uczestnicząc w jej życiu
                politycznym i społecznym.

                Cała Pańska konstrukcja myślowa, oparta na jednej jedynej
                zasadzie "cui prodest", z upartym zamykaniem oczu na to, co
                faktycznie mówią zachowane źródła historyczne, wisi zatem w
                powietrzu.

                Pozdrawiam

                Zbigniew Bereszyński
                • z.bereszynski Re: motywem nr 1 była walka o władzę 16.07.08, 16:06
                  P.S.

                  Popełnia Pan elementarne błędy logiczne. Pańskie postulaty pkt 1 i 3
                  są po prostu niepoważne i ewidentnie sprzeczne z przyjętymi zasadami
                  toczenia sporów. To Pan powinien wykazać (a nie tylko deklarować),
                  że jakaś grupa ludzi faktycznie reprezentowała takie postawy czy
                  interesy, o jakich Pan tutaj pisze. Jeżeli stawia Pan jakąś
                  kontrowersyjną tezę, to na Panu spoczywa obowiązek udowodnienia tej
                  tezy, a nie na mnie obowiązek udowadniania, że nie ma Pan racji.
                  Twierdząc, że coś istniało lub istnieje, trzeba przedłożyć dowody na
                  istnienie tego czegoś, a nie żądać od innych przedłożenia dowodów na
                  nieistnienie. To tak jak z udowadnianiem winy - przeprowadza się
                  dowód winy, a nie dowód niewinności. Jeżeli któregoś dnia zacznie
                  Pan głosić, że np. na planecie X żyje jakiś rodzaj istot o trzech
                  głowach, to Pan będzie musiał to udowodnić, a nie żądać od innych,
                  by lecieli na tę planetę i sprawdzali, że Pan nie ma racji.

                  Jeżeli chce Pan kogoś przekonać do swoich poglądów na temat genezy i
                  mechanizmów Marca'68, to musi Pan znaleźć i przytoczyć tutaj jakieś
                  źródła historyczne, które by za tymi poglądami przemawiały. Nie
                  wystarczy uparte powtarzanie swoich spekulacji na ten temat.
                  Historia to nie literatura kryminalna. Tutaj trzeba operować faktami
                  i przywoływać źródła, a nie licytować się płodnością wyobraźni.

                  Pozdrawiam

                  Zbigniew Bereszyński
                  • Gość: Donald Knuth Re: motywem nr 1 była walka o władzę IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.07.08, 15:05
                    Obawiam się, że jest Pan w błędzie.

                    1) Odnośnie mych punktów 1 i 3, które uważa Pan za niepoważne.

                    W tym przypadku być może ma Pan rację. Ale być może nie. Zależy
                    to od tego, jakiego poglądu Pan broni.

                    Sądziłem, że twierdzi Pan, że całkowita odpowiedzialność za
                    wydarzenia marca 68 (i ich konsekwencje naturalnie) spada na
                    ówczesne władze w Polsce (albo przynajmniej jakąś ich frakcję) i na
                    nikogo innego. W takim wypadku (a jeszcze raz podkreślę, że tak
                    właśnie rozumiałem – być może błędnie? – Pańskie stanowisko)
                    niestety nie ma Pan racji, a punkty są jak najbardziej poważne.

                    Gdyby bowiem chodziło Panu JEDYNIE o wykazanie, że jacyś politycy
                    (i karierowicze) w ówczesnej Polsce aktywnie doprowadzili do tamtych
                    zdarzeń to istotnie wystarczy przytoczyć dowody na to, że – dajmy na
                    to – ten a ten zrobił to a to (nie wnikam przy tym, czy przytaczane
                    przez Pana odwołania do źródeł istotnie tego dowodzą – jest to
                    bowiem kwestia odrębna).

                    Ale jeśli chce się zarzucić wyłączność w winie to właśnie, jak
                    sam Pan zauważył, trzeba jej (wyłączności) dowieść. I stąd postulaty
                    z punktów 1 i 3.



                    Oczywiście, jeśli mylnie odczytałem Pana pogląd (jakoby to była
                    wyłączna wina ówczesnych władz Polski, albo jakiejś ich frakcji) to
                    tak, punkty 1 i 3 tracą sensowność, a ja przepraszam za
                    nieporozumienie.

                    Pozwolę sobie jednak zauważyć jeszcze, że w obecnej sytuacji nie
                    można pozwolić sobie na komfort oczyszczenia z podejrzeń (nie
                    zarzutów, podejrzeń!) wszystkich tych, co do których nie wykazano
                    winy (czyli samych Żydów właśnie, względnie jeszcze innych grup
                    wpływu, których być może nawet nie podejrzewamy). Dlaczego? Dlatego
                    że informacja jaką dysponujemy jest niekompletna i często nosi
                    znamiona zmanipulowanej (wszak często są to informacje byłych służb,
                    co o których sam Pan nieraz zarzucał, iż bywały fałszywe, a prawdy
                    poszukiwał chociażby w porównaniach).

                    Skoro nawet „prof. Jerzy Eisler doznał szoku” (oczywiście odnoszę
                    się tu do wcześniejszego postu Pana Badury wraz z jego analizą na
                    ten „podtemat”) to znaczy, że byłoby z naszej strony naiwnością
                    zakładanie, że my już wiemy wszystko o sprawie. Wydaje się niemal
                    pewne, że wiele jeszcze nie wiemy.



                    2) Odnośnie przytaczania dowodów

                    Zabawne jest, gdy pisze Pan:
                    > Jeżeli chce Pan kogoś przekonać do swoich poglądów na temat genezy
                    i
                    > mechanizmów Marca'68, to musi Pan znaleźć i przytoczyć tutaj
                    jakieś
                    > źródła historyczne, które by za tymi poglądami przemawiały. Nie
                    podczas gdy sam takowe zawołania odpiera wskazaniem (znów Pański
                    cytat, post „Re: motywem nr 1 była walka o władzę” z 16.07.08,
                    09:19): „Więcej faktów na ten temat znajdzie Pan w łatwo dostępnych
                    publikacjach naukowych, do których ponownie Pana odsyłam (trudno,
                    żebym przepisywał tutaj ich treść).”. A przy tym już i wcześniej
                    zdarzały się Panu wypowiedzi w podobnym „klimacie”.

                    Oczywiście że absurdalne byłoby żądanie by przepisywał Pan tu
                    rozprawy, książki czy dokumenty źródłowe (w wielu przypadkach być
                    może nawet nielegalne). Ale z drugiej strony wszak i ja mogę wstawić
                    tu taką wypowiedź odsyłając Pana do „łatwo dostępnych publikacji
                    naukowych”. Dlatego trzeba zachować pewien umiar – no i mierzyć
                    równą miarką.

                    Ponadto raz jeszcze podkreślę, że ja nie usiłuję tu dowieść, że
                    Żydzi (lub też inne nieznane czynniki) są przyczyną wydarzeń
                    marcowych i na nich ciąży odpowiedzialność. Wręcz napisałem (w
                    poście na który Pan odpowiadał): „Proszę zwrócić szczególną uwagę,
                    iż ja nie twierdzę, że Żydzi sami (albo we współudziale) byli
                    sprawcami wydarzeń marcowych. To naturalnie wymagało by z mojej
                    strony dowodu (jest to bowiem oskarżenie, a domniemana wszak jest
                    niewinność).”

                    Ja tylko starałem się wypunktować błędy Pańskiego rozumowania.
                    (Być może błędną metodą, jeśli nie zrozumiałem Pańskiego postulaty,
                    jak to opisałem w punkcie 1 niniejszego postu.)



                    3) Odnośnie korzyści państwa Izrael

                    W poście „Re: motywem nr 1 była walka o władzę” z 16.07.08, 09:19
                    pisze Pan:
                    „Pańskie wywody na temat korzyści jakie wyniósł Izrael w wyniku
                    emigracji Żydów z PRL są nacechowane skrajnym subiektywizmem. Moim
                    zdaniem korzyści te były minimalne (kilka tysięcy obywateli więcej).”

                    Być może źle ująłem swą myśl w słowa. Nie ograniczam się tu
                    bowiem do korzyści państwa Izrael (choć ich nie wykluczam). Chodziło
                    mi o korzyści jakie mogły odnieść jakieś grupy Żydów (bardzo
                    możliwe, że nie wszyscy!). A możliwość istnienia tych korzyści jest
                    nie do zbagatelizowania, gdyż jak wywodziłem we wcześniejszych
                    postach, uważa się powszechnie, że wyjazd z Polski był wtedy bardzo
                    trudny, a jednocześnie pożądany. A tu jeszcze odbywało się to ze
                    statusem wypędzonego i pokrzywdzonego, a nie egoisty uciekającego z
                    własnej ojczyzny dla paru groszy więcej.



                    4) Odnośnie rozumowania „cui prodest”

                    W poście „Re: motywem nr 1 była walka o władzę” z 16.07.08, 09:19
                    pisze Pan:
                    „Cała Pańska konstrukcja myślowa, oparta na jednej jedynej
                    zasadzie "cui prodest", z upartym zamykaniem oczu na to, co
                    faktycznie mówią zachowane źródła historyczne, wisi zatem w
                    powietrzu.”

                    Pozwolę sobie jeszcze raz powołać się na przypadek prof. Jerzy
                    Eislera. On z całą pewnością oczy szeroko miał otwarte na to co
                    faktycznie mówią zachowane źródła historyczne. A nie uratowało go
                    to przed „szokiem”. Jaka jest więc wartość rozumowań i poglądów
                    jakie zbudował nim doznał szoku, skoro nowe dokumenty tak wszystko
                    zmieniły?

                    Nie podważam – oczywiście – sensowności korzystania ze źródeł.
                    Odsyłam tu jednak ponownie do rozumowania z końcowej części punktu 1
                    niniejszego postu.



                    5) Odnośnie redaktora Szmajdzińskiego

                    Uparcie stawia mu Pan ciężkie zarzuty bynajmniej nie
                    przedstawiając forumowiczom ich dowodów.

                    Jak na przykład uważa Pan, że osoba trzecia (na przykład ja) ma
                    rozsądzić, że Pan w sposób uczciwy i rzetelny korzysta z dokumentów
                    byłych służb i rzetelnie przedstawia zawarte w nich informacje,
                    natomiast redaktor Szmajdziński nie? Proszę nie poczytać mi tego za
                    złe, ale jak na razie mamy słowo Pańskie przeciwko słowu redaktora.
                    Czemu miałbym Pańskie uważać za lepsze?

                    To że ma Pan„swobodny dostęp do archiwaliów, mogę porównywać
                    jedne dokumenty z innymi i dzięki temu oceniać ich wiarygodność” (z
                    Pańskiego postu „Re: motywem nr 1 była walka o władzę” z 16.07.08,
                    09:19) nie znaczy jeszcze że istotnie jest Pan wiarygodny.

                    Znów upraszam o nie poczytanie mi tego za obrazę, albowiem
                    zupełnie nie to jest moją intencją. Chciałem jedynie zaznaczyć, że
                    jeśli nie dowiedzie Pan złych zamiarów redaktora Szmajdziński (ani
                    też błędu w sztuce – w każdym bądź razie, że były nieprawdziwe tezy
                    jego artykułu), to nie wypada stawiać tak poważnych zarzutów.
                    Szczególnie że z perspektywy osoby trzeciej postępuje Pan podobnie
                    (czyta dokumenty służby i opisuje wysnute z nich wnioski).
                    • Gość: nemo Nie Szmajdziński, a Szymański, ale to jeden czort IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.08, 19:00
                      • Gość: Donald Knuth Słusznie, zupełnie nie wiem czemu tak napisałem... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.08, 21:20
                    • z.bereszynski Re: motywem nr 1 była walka o władzę 18.07.08, 15:58
                      Sprawa intencji red. Szymańskiego jest aż nazbyt oczywista. Człowiek
                      ten pisał na doraźne zamówienie polityczne ze strony ówczesnych
                      władz. Niezależnie od tego, jak będziemy oceniać sposób bycia i
                      obyczaje płk. Helina, jest rzeczą oczywistą, że atak na tego oficera
                      był wpisany w ogólny schemat kampanii "antysyjonistycznej". Sprawy z
                      życia osobistego tego człowieka wykorzystano jako pretekst dla
                      uzasadnienia kampanii przeciwko "syjonistom" jako środowisku. Gdyby
                      faktycznie chodziło tylko czy głównie o jego nieobyczajne zachowania
                      itp., to red. Szymański zająłby się również innymi tego typu
                      przypadkami, jakich nie brakowało w tym samym środowisku. Osobiście
                      znam przypadki dużo bardziej drastyczne, również z opolskiego
                      środowiska akademickiego. Żaden z nich nie został jednak nigdy
                      opisany ani przez red. Szymańskiego ani przez innych dziennikarzy
                      opolskich. Zajęto się tylko przypadkiem płk. Helina, eksponując fakt
                      jego żydowskiego pochodzenia. Jest to postępowanie ewidentnie
                      tendencyjne, z określonym przesłaniem politycznym. Trzeba być bardzo
                      zaślepionym, by tego nie dostrzegać.

                      Red. Szymański specjalizował się w publikacjach tendencyjnych, a
                      nawet ewidentnie fałszujących rzeczywistość. Przykładem tego może
                      być przywołana już przeze mnie jego relacja z tego, co działo się w
                      Opolu w dniach 13-14 sierpnia 1966 r., podczas lokalnych obchodów
                      milenijnych. O tym, jak red. Szymański manipulował wówczas
                      informacją, przemilczając zupełnie sprawy związane z obchodami
                      Milenium, a eksponując sprawy drugo- i trzeciorzędne, można łatwo
                      przekonać się wypożyczając w Archiwum Państwowym lub Woj. Bibliotece
                      Publicznej archiwalny numer "Trybuny Opolskiej" z 15 sierpnia
                      1966 r.

                      Równie zakłamane były relacje red. Szymańskiego z Czechosłowacji
                      okupowanej w 1968 r. przez wojska Układu Warszawskiego. To także
                      można łatwo sprawdzić w archiwum lub bibliotece.

                      Z archiwalnego numeru "TO" z kwietnia 1971 r. dowie się Pan m. in.,
                      jak to Służba Bezpieczeństwa "uzbroiła" red. Szymańskiego do
                      napisania paszkwilu na temat Leszka Kantora (kolejny tekst o
                      wydźwięku antysemickim).

                      Mam zatem dość powodów, by nie uważać red. Szymańskiego za człowieka
                      wirygodnego.

                      Oczywiście nie musi Pan wierzyć mi na słowo. Tak jak ja, może Pan
                      korzystać z dostępnych źródeł historycznych, by na ich podstawie
                      weryfikować własne i cudze poglądy. Jeszcze raz gorąco do tego
                      zachęcam.

                      W przeciwieństwie do Pana, staram się dokumentować to co piszę.
                      Przytaczam treść znanych mi dokumentów. Przywołałem już tutaj
                      pokaźną liczbę dokumentów z zasobów IPN i Archiwum Państwowego.
                      Powołuję się też na dostępne publikacje, z konkretnym ich
                      wskazaniem. Trudno jednak, abym przytaczał tu całość dostępnej
                      literatury tematu. Jest to fizyczną niemożliwością. Dlatego zmuszony
                      jestem odsyłać Pana do tejże literatury. Po prostu nie ma innej
                      możliwości. Pan tymczasem operuje samymi ogólnikami, powołując się
                      wyłącznie na własne spekulacje. Pretensje o to, że apeluję o
                      korzystanie z dostępnych źródeł, są po prostu niepoważne. Jeżeli
                      chce Pan kogoś przekonać do swoich tez, to sięgnięcie do źródeł leży
                      w Pańskim własnym interwesie. Samymi spekulacjami nikogo Pan nie
                      przekona.

                      Pozdrawiam

                      Zbigniew Bereszyński
                      • z.bereszynski Re: motywem nr 1 była walka o władzę 18.07.08, 16:00
                        Tekst po korekcie:

                        Sprawa intencji red. Szymańskiego jest aż nazbyt oczywista. Człowiek
                        ten pisał na doraźne zamówienie polityczne ze strony ówczesnych
                        władz. Niezależnie od tego, jak będziemy oceniać sposób bycia i
                        obyczaje płk. Helina, jest rzeczą oczywistą, że atak na tego oficera
                        był wpisany w ogólny schemat kampanii "antysyjonistycznej". Sprawy z
                        życia osobistego tego człowieka wykorzystano jako pretekst dla
                        uzasadnienia kampanii przeciwko "syjonistom" jako środowisku. Gdyby
                        faktycznie chodziło tylko czy głównie o jego nieobyczajne zachowania
                        itp., to red. Szymański zająłby się również innymi tego typu
                        przypadkami, jakich nie brakowało w ówczesnym Opolu. Osobiście
                        znam przypadki dużo bardziej drastyczne, również z opolskiego
                        środowiska akademickiego. Żaden z nich nie został jednak nigdy
                        opisany ani przez red. Szymańskiego ani przez innych dziennikarzy
                        opolskich. Zajęto się tylko przypadkiem płk. Helina, eksponując fakt
                        jego żydowskiego pochodzenia. Jest to postępowanie ewidentnie
                        tendencyjne, z określonym przesłaniem politycznym. Trzeba być bardzo
                        zaślepionym, by tego nie dostrzegać.

                        Red. Szymański specjalizował się w publikacjach tendencyjnych, a
                        nawet ewidentnie fałszujących rzeczywistość. Przykładem tego może
                        być przywołana już przeze mnie jego relacja z tego, co działo się w
                        Opolu w dniach 13-14 sierpnia 1966 r., podczas lokalnych obchodów
                        milenijnych. O tym, jak red. Szymański manipulował wówczas
                        informacją, przemilczając zupełnie sprawy związane z obchodami
                        Milenium, a eksponując sprawy drugo- i trzeciorzędne, można łatwo
                        przekonać się wypożyczając w Archiwum Państwowym lub Woj. Bibliotece
                        Publicznej archiwalny numer "Trybuny Opolskiej" z 15 sierpnia
                        1966 r.

                        Równie zakłamane były relacje red. Szymańskiego z Czechosłowacji
                        okupowanej w 1968 r. przez wojska Układu Warszawskiego. To także
                        można łatwo sprawdzić w archiwum lub bibliotece.

                        Z archiwalnego numeru "TO" z kwietnia 1971 r. dowie się Pan m. in.,
                        jak to Służba Bezpieczeństwa "uzbroiła" red. Szymańskiego do
                        napisania paszkwilu na temat Leszka Kantora (kolejny tekst o
                        wydźwięku antysemickim).

                        Mam zatem dość powodów, by nie uważać red. Szymańskiego za człowieka
                        wirygodnego.

                        Oczywiście nie musi Pan wierzyć mi na słowo. Tak jak ja, może Pan
                        korzystać z dostępnych źródeł historycznych, by na ich podstawie
                        weryfikować własne i cudze poglądy. Jeszcze raz gorąco do tego
                        zachęcam.

                        W przeciwieństwie do Pana, staram się dokumentować to co piszę.
                        Przytaczam treść znanych mi dokumentów. Przywołałem już tutaj
                        pokaźną liczbę dokumentów z zasobów IPN i Archiwum Państwowego.
                        Powołuję się też na dostępne publikacje, z konkretnym ich
                        wskazaniem. Trudno jednak, abym przytaczał tu całość dostępnej
                        literatury tematu. Jest to fizyczną niemożliwością. Dlatego zmuszony
                        jestem odsyłać Pana do tejże literatury. Po prostu nie ma innej
                        możliwości. Pan tymczasem operuje samymi ogólnikami, powołując się
                        wyłącznie na własne spekulacje. Pretensje o to, że apeluję o
                        korzystanie z dostępnych źródeł, są po prostu niepoważne. Jeżeli
                        chce Pan kogoś przekonać do swoich tez, to sięgnięcie do źródeł leży
                        w Pańskim własnym interwesie. Samymi spekulacjami nikogo Pan nie
                        przekona.

                        Pozdrawiam

                        Zbigniew Bereszyński


                        • z.bereszynski p.s. 18.07.08, 16:17
                          We wcześniejszym wątku o tej samej tematyce wykazałem już, że red.
                          Szymański mija się z prawdą, jeżeli chodzi o motywy i okoliczności
                          publikacji jego paszkwilu na temat płk. Helina. Nie chcę się
                          powtarzać, więc podaję odnośny link:
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277&a=79734836
                          To kolejny przykład niewiarygodności red. Szymańskiego.
        • Gość: Piotr Badura Moczarowcy to jedno, a PRL to drugie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.08, 15:34
          Szanowny Panie Bereszyński
          Pisałem, że nie potrafię znaleźć żadnego motywu, jaki mógł skłaniać PRL do
          wywoływania w latach 1967-1968 "kampanii antysemickiej". Pan mi na to odpowiada,
          że frakcja moczarowców miała motyw, bo pchała się do władzy. Ja tego nie
          kwestionuję (a przynajmniej na razie nie kwestionuję), ale frakcja moczarowców
          to co innego niż PRL.
          PRL nie miała motywu. Rzekoma kampania antysemicka 1967-1968 była działaniem na
          szkodę PRL. Jeśli moczarowcy w latach 1967-1968 działali na szkodę PRL, to,
          mówiąc językiem PRL, byli wrogami PRL. Jeśli Pan opowie się za poglądem, że
          rzekoma kampania antysemicka lat 1967-1968 organizowana była przez wrogów PRL,
          to ja mniej więcej zgodzę się z Panem.
          Cały ten wątek, jak Pan zapewne już wyczuł, prowadzony jest w tym kierunku, że
          trzeba brać pod uwagę, iż możliwe jest, że w 1967 doszło do sojuszu krajowych
          wrogów PRL (moczarowcy i syjoniści) z wrogami zagranicznymi (na Zachodzie i w
          Izraelu) i ten sojusz rozkręcił całą marcową hecę w swoim interesie, a na szkodę
          PRL.
          Jeśli zatem ma Pan jakieś argumenty, że PRL mógł coś zyskać na marcowej hecy, to
          byłoby dobrze, by podał Pan te argumenty. Jeśli jednak ma Pan argumenty
          wyłącznie na rzecz tego, że wrogowie PRL mogli coś zyskać na marcowej hecy, to
          może dobrze byłoby, by przemyślał Pan głębiej swe stanowisko.
          Jeśli chodzi o Mieczysława Moczara (czyli tak naprawdę o enkawudzistę Mykołę
          Diomkę) to polecam Pana uwadze informacje dostępne pod adresem:
          www.wprost.pl/ar/?O=77104
          Sławomir Cenckiewicz (IPN) przytacza tam wypowiedź Mieczysława Moczara (Mykoły
          Diomki) z sierpnia 1948. Miał on wtedy mówić:
          "Związek Radziecki jest nie tylko naszym sojusznikiem - to jest powiedzenie dla
          narodu. Dla nas, partyjniaków, ZSRR jest naszą Ojczyzną". Dla Gomułki ojczyzną
          była Polska, a nie ZSRR.
          Zadziwia mnie Pańska opinia, że powodem rozpętania przez PRL rzekomej kampanii
          antysemickiej mogła być "chęć przerzucenia na „syjonistów” odpowiedzialności za
          pogłębiający się kryzys gospodarczy w Polsce". W tej opinii zawarte jest
          stwierdzenie, że w 1967 mieliśmy w PRL do czynienia z jakimś pogłębiającym się
          kryzysem, którego PRL nie umiał przezwyciężyć. Proszę wybaczyć sformułowanie,
          ale głosząc taki pogląd powtarza Pan propagandowe brednie z dawnych lat. Jeśli w
          1967 miał w PRL miejsce jakiś kryzys, to niech Pan będzie łaskaw wskazać, na
          czym on polegał. Proszę o jakieś liczby. Ze swej strony pozwolę sobie zwrócić
          Pana uwagę na kilka faktów:
          28 listopada 1967 z linii produkcyjnej FSO na Żeraniu schodzą pierwsze Fiaty
          125p. Czy podjęcie w 1965 rozmów z Włochami o produkcji licencyjnego samochodu
          (umowę licencyjną podpisano 22 grudnia 1965) i doprowadzenie w tak krótkim
          czasie do jego produkcji świadczy o kryzysie w 1967?
          W 1955 oddano w PRL do użytku 89 tys. mieszkań, w 1960 - 142 tys., w 1965 - 170
          tys., a w 1970 - 194 tys. Gdybyśmy brali pod uwagę izby, metry kwadratowe, czy
          standard to tempo wzrostu byłoby jeszcze wyższe, ponieważ mieszkania z roku na
          rok miały większą powierzchnię, więcej izb i lepszy standard. Czy podane przeze
          mnie liczby pokazują jakiś kryzys? 2007 to budowlany boom, dzięki któremu oddano
          w Polsce 134 tys. mieszkań (najwięcej po 1991). Dlaczego dzisiejsze 134 tys. to
          boom, a blisko 200 tys. w 1967 to kryzys?
          Zużycie energii elektrycznej w gospodarstwach domowych wzrosło z 2.623 GWh w
          1965 do 4.165 GWh w 1970. Liczba telewizorów z 2,1 mln w 1965 do 4,2 mln w 1970,
          liczba samochodów osobowych z 245 tys. w 1965 do 479 tys. w 1970, spożycie mięsa
          z 49 kg na głowę rocznie w 1965, do 53 kg na głowę w 1970. Czy to są objawy
          kryzysu gospodarczego?
          W latach Gomułki Polska rozwijała się w oparciu o własne siły, a nie na kredyt.
          Gdyby przez 38 lat, które upłynęły po 1970, rozwój gospodarczy Polski przebiegał
          nadal tak, jak w latach 1965-1970, to bylibyśmy dziś na nieporównanie wyższym
          poziomie rozwoju.
          Pana teza o kryzysie gospodarczym lat 1965-1970 w Polsce pokazuje, do jakiego
          stopnia uległ Pan propagandzie.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • z.bereszynski moczarowcy - element politycznego dziedzictwa PRL 28.07.08, 13:41
            Szanowny Panie Badura,

            Po raz kolejny ucieka się Pan do płaskich argumentów ad personam, formułując
            bezpodstawne opinie na temat mojej osoby. Gdybym faktycznie był podatny na
            oddziaływanie propagandy (co mi Pan zarzuca), to najpewniej prezentowałbym tutaj
            poglądy bardzo zbliżone do głoszonych przez Pana. Podobnie jak Pan, miałem w
            czasach PRL dość czasu na to, by nasiąknąć treściami ówczesnej propagandy
            reżimowej i związać się emocjonalnie z tą formacją polityczną, uwierzyć w jej
            dynamizm rozwojowy, świetlaną przyszłość u boku Sowieckiego Sojuza itd. Na
            szczęście jednak nigdy nie przyjmowałem bezkrytycznie tego co czytam lub słyszę,
            zawsze starałem się kierować własnym rozumem, a prezentowane przeze mnie poglądy
            z reguły jaskrawo odbiegały od oficjalnie obowiązujących. Nie należę też do
            tych, którzy w „cudowny” sposób zmienili zapatrywania po czerwcu 1989 r. Od
            trzydziestu kilku lat mam mniej więcej takie same poglądy i żadna propaganda nie
            ma tutaj nic do rzeczy. Obawiam się natomiast, że propaganda uprawiana w czasach
            PRL nie pozostała bez istotnego wpływu na Pański sposób myślenia. Być może jest
            to jeden z głównych powodów tego, że tak trudno jest nam tutaj znaleźć wspólny
            język.

            Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że jest Pan tak silnie związany emocjonalnie
            z PRL, że uniemożliwia to Panu jakąkolwiek krytyczną refleksję na temat tej
            formacji politycznej. Niezmiennie występuje Pan tutaj w roli apologety, nie
            przyjmującego do wiadomości żadnych krytycznych uwag na ten temat. Nie potrafi
            Pan wyjść poza wyidealizowaną wizję historycznej rzeczywistości, stanowiącą
            podstawę Pańskiego PRL-owskiego patriotyzmu.

            Przejawy kryzysu gospodarczego w ostatnich latach rządów Gomułki to obiektywny
            fakt historyczny, a nie wytwór mojej wyobraźni czy wymysł jakiejś propagandy.
            Przytoczone przez Pana dane statystyczne wcale temu nie zaprzeczają. Dane te
            prezentują jedynie wybrane aspekty społeczno-gospodarczej rzeczywistości PRL, z
            zupełnym pominięciem aspektów pozostałych. Na dodatek nawet w odniesieniu do
            tych wybranych aspektów jest to prezentacja wyidealizowana, ponieważ ogólnie
            wiadomo, że oficjalne dane statystyczne były w czasach PRL sztucznie
            „poprawiane” na wszystkich szczeblach aparatu władzy, w związku z czym ich
            wiarygodność jest wielce problematyczna. Bezkrytyczne podpieranie się tymi
            danymi, w oderwaniu od innych źródeł informacji, to kolejny przykład tego, jak
            idealizuje Pan historię PRL.

            Inne dane statystyczne z tych samych czasów mówią o wyraźnym spadku dynamiki
            wzrostu dochodu narodowego i pogłębianiu się niebezpiecznych dysproporcji
            rozwojowych, charakterystycznych dla centralnie kierowanej gospodarki
            „socjalistycznej”. Produkcja globalna rolnictwa wzrosła w latach 1966-1970 tylko
            o 9,5 %, zamiast założonych w planie 5-letnim 17 %, a produkcja czysta rolnictwa
            nawet spadła. Produkcja przemysłowa wzrosła wprawdzie w tym samym okresie o 49,5
            %, ale był to wzrost ekstensywny, bardzo praco- i kapitałochłonny. Średnia
            efektywność nakładów inwestycyjnych spadła poniżej zera. Ponadto nastąpił
            procentowy wzrost poziomu zapasów gotowych, co oznaczało spadek produkcji
            sprzedanej przemysłu. Spadła produkcja i podaż żywca, którego hodowla nie
            opłacała się rolnikom ze względu na rażące dysproporcje pomiędzy cenami pasz i
            cenami skupu. Pogłębiały się dysproporcje pomiędzy stopą życia obywateli PRL a
            stopą życia na Zachodzie. Płace realne przestały wzrastać, a nawet spadły.
            Brakowało towarów w sklepach. Powszechnym zjawiskiem było „polowanie” na trudno
            dostępne artykuły konsumpcyjne. Tak np. w 1970 r. przeciętny Polak zmuszony był
            tracić dziennie 1,5 godziny na wystawanie w kolejkach i szukanie towarów w
            sklepach. Dotyczy to w szczególności mięsa i wyrobów mięsnych. W październiku
            1967 r. Komitet Centralny PZPR podjął decyzję o podwyższeniu cen mięsa średnio o
            16,7 %, co wywołało bardzo negatywne emocje w społeczeństwie, a zwłaszcza w
            środowiskach robotniczych. Decyzja ta nie przyczyniła się jednak do poprawy
            sytuacji w dziedzinie zaopatrzenia w mięso, ponieważ nie dokonano podniesienia
            cen skupu. Cała operacja sprowadziła się do finansowego drenażu środowisk
            pracowniczych i obniżenia ich zdolności nabywczych. Pod koniec lat 60. znacznie
            wydłużył się okres oczekiwania na mieszkanie: produkcja budowlana nie nadążała
            za potrzebami zaostrzonymi przez zjawisko powojennego wyżu demograficznego.

            Ówczesne nastroje społeczne nie były tak optymistyczne, jak można by sądzić na
            podstawie przytoczonych przez Pana oficjalnych statystyk. Z dokumentów
            przeznaczonych wyłącznie na wewnętrzny użytek aparatu władzy wyłania się
            zupełnie inny obraz sytuacji, na pewno dużo bliższy rzeczywistości. Dokumenty
            te jasno świadczą o tym, że ludzie narzekali na niski poziom życia, stagnację
            dochodów, niedostatek towarów, brak perspektyw itd. Dość powszechna była
            świadomość gospodarczego zastoju i narastającego zapóźnienia w stosunku do
            Zachodu. Wyraźnie narastał poziom społecznej frustracji, o czym świadczy m. in.
            znaczny wzrost liczby samobójstw – z 2,8 tys. w 1965 r. do 4,3 tys. w 1970 r. Na
            tym m. in. tle szerzyła się także plaga alkoholizmu, którego roczne spożycie
            przez statystycznego mieszkańca PRL w przeliczeniu na czysty spirytus wzrosło z
            około 3,8 l w 1965 r. do 5,5 l w 1965 r.

            Tak wygląda odwrotna strona medalu, który zaprezentował Pan tutaj wyłącznie z
            jednej – jasnej strony.

            O tym, jak ówczesna sytuacja gospodarcza rzutowała na nastroje społeczne, dobrze
            świadczy np. informacja o nastrojach w społeczeństwie powiatu kozielskiego za
            okres listopada 1967 r., opracowana przez powiatowe władze partyjne PZPR dla
            Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Opolu. W dokumencie tym czytamy: „Uchwała X
            Plenum KC PZPR w sprawie podwyżki cen na artykuły mięsne wywołała wśród ludności
            powiatu kozielskiego liczne komentarze i dyskusje. Najwięcej wypowiedzi na ten
            temat o charakterze ujemnym zanotowano w środowiskach robotniczych. Pracownicy
            fizyczni zatrudnieni na obiektach przemysłowych o kluczowym znaczeniu, w
            rozmowach bezpośrednich i dyskusjach między sobą, wyrażali swoje niezadowolenie.
            Spotykano się na przykład z takimi wypowiedziami jak: »Zdzierają z ludzi jak
            mogą«, »Związek Radziecki okradał Polskę przez 20 [lat], a teraz robi to z
            podwojoną siłą«, »Robotnik cały dzień musi pracować na kilogram mięsa«, »W
            Polsce dzieje się coraz gorzej«, »Podwyższa się ceny mięsa, a zarobki robotników
            [są] nadal małe«, »Niech otworzą granicę, a dowiedzą się, jak ludzie myślą«,
            »Żywność wysyła się do Wietnamu i ZRA, dlatego są u nas braki«”.

            Ludzie narzekali na nowe ceny i kolejki w sklepach, a nastroje społeczne
            pogorszyły się dodatkowo w związku z pojawieniem się pod koniec 1967 r. pogłosek
            (nie potwierdzonych) na temat planowanych rzekomo nowych podwyżek cen.
            Atmosferę tę dobrze ilustrują poniższe fragmenty przeznaczonej dla KW PZPR w
            Opolu informacji o nastrojach ludności miasta Brzegu i powiatu brzeskiego w
            listopadzie 1967 r.: “Nastroje wśród mieszkańców miasta i powiatu w miesiącu
            listopadzie br. były różne. Dużo mówiono na temat sytuacji zaopatrzeniowej
            ludności w artykuły żywnościowe (mięso, smalec). Krążyły plotki i zasłyszenia na
            temat poważnej podwyżki o 100 % lub więcej na mięso, smalec i cukier; u
            niektórych przyjmowały się, u innych zauważono niewiarę, a niektórzy w rozmowie
            byli obojętni, twierdząc, że co będzie, to zobaczymy. Stwierdzono kilkadziesiąt
            przypadków zakupu większej ilości cukru, w mieście powyżej kilkunastu
            kilogramów, na wsi powyżej stu kilogramów. Wśród niektórych pracowników
            bezpośrednio produkcyjnych w zakładach pracy było i jest pewne zdenerwowanie, o
            czym świadczą wypowiedzi »tyle lat po wojnie, nowe zakłady dają już dochód«
            (Nowa Huta), wzrosła wydajność pracy, normy są wyśrubowane, a
            • z.bereszynski moczarowcy - c.d. 28.07.08, 13:44
              Ludzie narzekali na nowe ceny i kolejki w sklepach, a nastroje społeczne
              pogorszyły się dodatkowo w związku z pojawieniem się pod koniec 1967 r. pogłosek
              (nie potwierdzonych) na temat planowanych rzekomo nowych podwyżek cen.
              Atmosferę tę dobrze ilustrują poniższe fragmenty przeznaczonej dla KW PZPR w
              Opolu informacji o nastrojach ludności miasta Brzegu i powiatu brzeskiego w
              listopadzie 1967 r.: “Nastroje wśród mieszkańców miasta i powiatu w miesiącu
              listopadzie br. były różne. Dużo mówiono na temat sytuacji zaopatrzeniowej
              ludności w artykuły żywnościowe (mięso, smalec). Krążyły plotki i zasłyszenia na
              temat poważnej podwyżki o 100 % lub więcej na mięso, smalec i cukier; u
              niektórych przyjmowały się, u innych zauważono niewiarę, a niektórzy w rozmowie
              byli obojętni, twierdząc, że co będzie, to zobaczymy. Stwierdzono kilkadziesiąt
              przypadków zakupu większej ilości cukru, w mieście powyżej kilkunastu
              kilogramów, na wsi powyżej stu kilogramów. Wśród niektórych pracowników
              bezpośrednio produkcyjnych w zakładach pracy było i jest pewne zdenerwowanie, o
              czym świadczą wypowiedzi »tyle lat po wojnie, nowe zakłady dają już dochód«
              (Nowa Huta), wzrosła wydajność pracy, normy są wyśrubowane, a my ciągle mówimy o
              trudnościach«. Słyszano sporadyczne wypowiedzi, że »Niemcy przegrali wojnę, a
              żyją w dostatku, my ciągle utrzymujemy NRD, a gdyby coś do czego doszło, to nie
              wiadomo [jak by się zachowali], my zbyt hojni jesteśmy w stosunku do innych
              narodów, np. za dużo nas kosztuje Wietnam, Kuba, kraje arabskie; Czesi są
              mądrzejsi, nie martwią się o innych; najmądrzejsi są Rumuni, korzystają od
              krajów kapitalistycznych, a nie chcą łożyć na ZSRR itp.« [...] W sklepach
              mięsnych od wielu miesięcy wytworzyły się kolejki, szczególnie starszych pań,
              czekających od wczesnych godzin rannych na mięso. Tam można było usłyszeć
              bardziej obelżywe epitety pod adresem Władzy Ludowej czy Partii [...] Na
              naradzie w K[omitecie]P[owiatowym PZPR] [...] z sekretarzami z większych POP
              towarzysze stwierdzali, że była dyskusja w grupkach pracowników tuż po przyjściu
              do pracy na temat podwyżki [cen]. Wypowiedzi (również pojedyncze), że można
              wprowadzić system przydziałowy na mięso jak w NRD; że Tow. Gomułka się
              sprzeniewierzył klasie robotniczej, dba tylko o umysłowych i bogatych. Wymaga
              się wydajności pracy, dyscypliny, nie chorowania tylko od fizycznych. »Kosztem
              robotnika faworyzuje się rolnika« itp. Ogólnie argumenty wyjaśniające sytuację,
              jak wzrost funduszu płac, koszt średnio płac robotników, podaż nie nadąża za
              popytem itp., wśród pracowników bezpośrednio produkcyjnych nie mają uznania; nie
              przekonują ich. Twierdzą [oni], że wzrosły pobory, ale pieniądz stracił na
              wartości i obniżył stopę życiową”.

              W datowanej 4 grudnia 1967 r. informacji o sytuacji politycznej w mieście Opolu
              i powiecie opolskim pisano m.in.: “W okresie ostatnich tygodni na terenie miasta
              Opola i powiatu krążyły pogłoski o mającej nastąpić podwyżce cen na mięso,
              artykuły spożywcze, a nawet wymianie pieniędzy. W środowisku studentów WSP
              mówiono o ewentualnym podniesieniu opłat za akademik i podrożeniu wyżywienia w
              akademickich stołówkach. Informacje powyższe przez wielu zostały przyjęte za
              prawdziwe i żywo były komentowane. Pociągnęły one również za sobą wzmożenie
              zakupów różnorodnych artykułów spożywczych, głównie cukru, mąki i mydła. [...]
              Stwierdzono przykładowo, że zasadnicza przyczyna podwyżki cen mięsa leży w
              nadmiernie udzielanej pomocy Wietnamowi, krajom arabskim, NRD i nasileniu
              exportu mięsa
              na rynki zachodnie. Wyrażano przy tym opinię, że w ślad za podwyżkami cen w
              niewystarczającym stopniu następuje podwyżka uposażeń, co szczególnie krzywdzi
              osoby mało zarabiające. W niektórych środowiskach trudności na rynku mięsnym
              tłumaczono nie tylko dostawami na rynki zagraniczne i zwiększonym spożyciem,
              lecz także istniejącym w naszej gospodarce bałaganem i nieumiejętnością
              planowania”.

              Ciekawą ilustrację atmosfery społecznej w ostatnich latach rządów Gomułki
              stanowią również doniesienia TW ps.”Pilny”, jednego z najcenniejszych
              informatorów opolskiej SB w tych czasach. Mówiąc o nastrojach społecznych w
              okresie V Zjazdu PZPR, w listopadzie 1968 r., agent ten przekazał m. in.
              następujące informacje: „Na temat Zjazdu i referatu Gomułki słyszałem bardzo
              krytyczne uwagi: że Gomułka mówi o dobrobycie, a w kraju bieda, i jest gorzej
              jak było 5-ć lat temu; że Gomułka powinien ustąpić i oddać ster młodym ludziom;
              że Gomułka już nic ciekawego nie pokaże. Kierowca samochodów »Nysy« i »Warszawy«
              [z] ośrodka metodycznego przy ul. Niedziałkowskiego [w Opolu], podlegający
              Kuratorium, oświadczył, że ten Gomułka to traktuje naród jak bydlaków. Mówi, że
              nie ma wyzysku, a takiego wyzysku i bezprawia, jak jest w Polsce, to nigdzie nie
              ma. W kapitalizmie milionerzy jeżdżą własnymi samochodami i tak muszą
              gospodarzyć, aby nie zbankrutowali, a u nas ci ludzie co rządzą to by już dawno
              zbankrutowali, gdyby społeczeństwo zostało należycie wynagrodzone”.

              Przed upływem roku, we wrześniu 1969 r., inny agent SB, TW ps. „Polana”
              przekazał następujące informacje, dotyczące nastrojów w opolskim środowisku
              naukowym na tle pogłębiającego się kryzysu gospodarczego: „»Jeśli pójdą w górę
              ceny podstawowych artykułów żywnościowych i innych, to nastąpi zupełny kryzys
              GOMUŁKI« - stwierdził niedawno prof. J[ózef] KOKOT, dyrektor Instytutu
              Śląskiego. Młodzi pracownicy Instytutu – Stanisław GRUSZECKI, Mariusz MORGA,
              Manfred KUTYMA, a także Horst WIĘCEK z WAP, krytykowali w piątek 19 września
              obecnie panujące u nas stosunki. Twierdzili, że z nie ogłaszanych oficjalnie
              podwyżek cen zrodzi się w najbliższym czasie »nowy październik«. Podczas
              dyskusji, która odbywała się w hollu Instytutu, poddawano krytyce rząd i partię
              PZPR za nieudolną politykę na wszystkich kierunkach”.

              Podobną wymowę miało kolejne doniesienie „Polany”, złożone w styczniu 1970 r.
              Agent ten przekazał wówczas następujące informacje: „Na duże ograniczenia
              finansowe, brak papieru, pieniędzy na publikacje, skarżą się pracownicy naukowi
              Instytutu Śląskiego – R.[obert] RAUZIŃSKI, J.[anusz] KROSZEL i M.[anfred]
              KUTYMA. R. RAUZIŃSKI stwierdził: »nasze stawki za publikacje są coraz niższe,
              schodzimy na psy, proszę mi powiedzieć, gdzie szukać form zarobku«. J. KROSZEL
              powiedział: »Zeszliśmy w tym roku na ‘finansowe psy’, wszędzie są ograniczenia,
              między innymi bezpośrednio będzie biło się w nas, biednych pracowników
              naukowych«. »Panowie – powiedział Stanisław GRUSZECKI – czuję w kościach ‘nowy
              marzec’ w roku 1970«”.

              Dostrzegalny pod koniec lat 60. kryzys społeczno-gospodarczy doprowadził
              ostatecznie do robotniczej rewolty z grudnia 1970 r. Wyraźne tego przeczucie
              pobrzmiewa również w przytoczonych powyżej dokumentach, odnoszących się do
              sytuacji społecznej na terenie Opola.

              Jak widać na tym przykładzie, poważnej dyskusji na temat historii nie można
              opierać jedynie na tym, co kiedyś oficjalnie opublikowano. Jeżeli naprawdę
              chcemy zbliżyć się do prawdy o przeszłości, to trzeba korzystać również ze
              źródeł niepublikowanych. W przeciwnym wypadku grozi nam bezkrytyczne powielanie
              propagandowych schematów sprzed lat, jak czyni to w swoich wpisach założyciel
              tego wątku.

              Podobnie jak w innych przypadkach, świadomie ograniczam się tutaj do przywołania
              rozpoznanych osobiście przeze mnie lokalnych źródeł opolskich. Taką samą wymowę
              mają jednak również inne źródła historyczne, wykorzystywane przez badaczy
              zajmujących się najnowszą historią społeczno-polityczną Polski. Dodam jeszcze,
              że ogólna wymowa przywołanych dokumentów doskonale współbrzmi z moimi osobistymi
              wspomnieniami z końca lat 60.

              Kreowanie Mieczysława Moczara na
              • z.bereszynski Re: moczarowcy - c.d. 28.07.08, 13:46
                Kreowanie Mieczysława Moczara na rzekomego wroga PRL jest po prostu śmieszne.
                Równie dobrze – z podobnym uzasadnieniem - można byłoby pisać, że wrogami PRL
                byli tacy ludzie jak Bolesław Bierut, Stanisław Radkiewicz, Jakub Berman czy
                Hilary Minc. Wszyscy oni reprezentowali przecież sowiecką agenturę polityczną w
                Polsce. Przyjmując punkt widzenia Piotra Badury, należałoby uznać, że główni
                budowniczowie i reprezentanci PRL byli zarazem... największymi wrogami PRL. Jest
                to oczywisty nonsens, wynikający ze stawiania znaku tożsamości pomiędzy Polską a
                PRL. Piotr Badura stawia znak równości między tymi pojęciami i stąd właśnie
                biorą się podobne niedorzeczności w jego wypowiedziach. Tak to bywa, gdy ktoś
                opiera swoje rozumowanie na fałszywych przesłankach. Gdy przesłanka jest
                niedorzeczna, to logiczną jej konsekwencją bywają niedorzeczne konkluzje.

                W rzeczywistości PRL była tylko specyficzną formą sowieckiej administracji
                okupacyjnej. Tacy ludzie jak Moczar nie byli wrogami PRL, ale typowymi
                przedstawicielami jej elit politycznych. Utożsamianie się przez nich z Sowietami
                i politycznymi interesami sowieckiego imperium nie było żadną polityczną
                aberracją, ale podstawowym elementem politycznej tożsamości PRL-owskich elit
                władzy. To samo można powiedzieć także o innych komunistach.

                Pan Badura z niezrozumiałych dla mnie powodów jest emocjonalnie przywiązany do
                politycznych tradycji PRL. Zarazem jednak odżegnuje się on od konkretnych
                elementów politycznego dziedzictwa PRL. Gdy coś nie pasuje mu do
                wyidealizowanego wizerunku PRL, chciałby wpisać to coś na konto politycznych
                przeciwników tej formacji. Przypomina mi to postawę władz Związku Sowieckiego,
                które po upadku Ławrientija Berii zaczęły oficjalnie utrzymywać, że ten
                komunistyczny zbrodniarz był... agentem zachodnich imperialistów.
                Stanowczo protestuję przeciwko tego typu manipulacjom. Od trzydziestu kilku lat
                deklaruję się niezmiennie jako polityczny przeciwnik PRL i zapewniam, że nigdy
                nic nie łączyło mnie z takimi ludźmi jak Mieczysław Moczar. Były szef MSW z
                marca 1968 r. nigdy nie był postacią z mojej bajki. Postać ta jak najbardziej
                pasuje za to do bajek opowiadanych tutaj przez Piotra Badurę. To przecież
                założyciel tego wątku występuję tutaj jako polityczny adwokat reżimu, do którego
                czołowych przedstawicieli należał Mieczysław Moczar vel Mikołaj Demko.

                Jeżeli autor tego wątku chce nadal utożsamiać się z politycznymi tradycjami PRL,
                to wypada, by zmierzył się moralnie ze wszystkimi elementami politycznego
                dziedzictwa tej formacji. Trzeba mieć odwagę ponoszenia moralnych konsekwencji
                dokonanego przez siebie wyboru ideowego. Uciekanie przed tymi konsekwencjami,
                jak czyni to tutaj Piotr Badura, nie jest postępowaniem intelektualnie uczciwym.
                Można się tylko zastanawiać, czy jest to świadoma manipulacja czy może przejaw
                swoistej schizofrenii politycznej.

                Równie niepoważne są spekulacje na temat rzekomego patriotyzmu polskiego
                Władysława Gomułki. Ładny to „patriota polski”, który w latach 40. uczestniczył
                w prześladowaniu żołnierzy podziemia i opozycji spod znaku PSL, w latach 60.
                prowadził wojnę z Kościołem i prymasem Wyszyńskim, a w grudniu 1970 r.
                doprowadził do masakry robotników Wybrzeża. Po raz kolejny okazuje się, że
                między mną a Piotrem Badurą występuje fundamentalna różnica wyobrażeń na temat
                polskiej racji stanu, patriotyzmu itp. Przy wszystkich dzielących ich różnicach,
                Gomułka i Moczar mieli ze sobą wiele wspólnego. Dużo więcej ich łączyło niż
                dzieliło. Obaj oni byli patriotami sowieckiego imperium oraz patriotami PRL jako
                integralnej części tegoż imperium. Nie miało to wiele wspólnego z polską racją
                stanu i patriotyzmem polskim we właściwym tego słowa znaczeniu.

                Nie uważam, by polska racja stanu wymagała uporczywej obrony dobrego imienia
                PRL, jak – z uporem godnej lepszej sprawy, ignorując obiektywne fakty
                historyczne – czyni tutaj Piotr Badura. Przeciwnie – uważam, że właściwie
                rozumiana polska racja stanu wymaga jednoznacznego i konsekwentnego
                zdystansowania się od politycznego dziedzictwa PRL.

                Pozdrawiam

                Zbigniew Bereszyński

                • Gość: Piotr Badura Gomułka i Moczar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.08, 00:07
                  Szanowny Panie Bereszyński
                  Napisał Pan: "Gomułka i Moczar mieli ze sobą wiele wspólnego. Dużo więcej ich
                  łączyło niż dzieliło. Obaj oni byli patriotami sowieckiego imperium oraz
                  patriotami PRL jako integralnej części tegoż imperium. Nie miało to wiele
                  wspólnego z polską racją stanu i patriotyzmem polskim we właściwym tego słowa
                  znaczeniu."
                  Można i tak. Mam zupełnie inny pogląd w tej sprawie, ale to właściwie nie ma
                  związku z tematem wątku. Odpowiadam jednak na tę Pana wypowiedź przez wzgląd na
                  forumowiczów, których, w moim rozumieniu, wprowadza Pan w błąd.
                  Nie wiemy od kiedy Gomułka był w konflikcie ze Stalinem, ale było to co najmniej
                  od 1943 roku. W listopadzie 1943 Władysław Gomułka zostaje I sekretarzem KC PPR.
                  Obejmuje tę funkcję bez konsultacji z Moskwą. To było tam bardzo źle widziane. W
                  odpowiedzi w styczniu 1944 powołane zostaje w Moskwie Centralne Biuro Komunistów
                  Polskich, które samo ogłasza się strukturą nadrzędną wobec PPR. Ten konflikt
                  został po kilku miesiącach załagodzony, ale przecież nie wybaczony Gomułce.
                  W 1945 Władysław Gomułka staje na czele Ministerstwa Ziem Odzyskanych (wbrew
                  woli Stalina). W praktyce oznacza to permanentne konflikty Gomułki z
                  przedstawicielami ZSRR, którzy dążą do wywiezienia z tzw. Ziem Odzyskanych
                  możliwie jak największego majątku, a Gomułka stara się temu ze wszystkich sił
                  przeciwdziałać. To jednak było drobiazgiem wobec poważnego konfliktu ideowego. W
                  1948 Gomułka publicznie głosi swój sprzeciw wobec Moskwy, w wyniku czego trafia
                  ostatecznie do więzienia (1951). Pisałem już o tym w poście "Premier Jan
                  Olszewski o Władysławie Gomułce". W 1956 Gomułka znów staje na czele partii
                  (PZPR), ale znów jest to wbrew stanowisku Moskwy.
                  Można oczywiście uznać, że nie było istotnej różnicy między będącym w stałym
                  konflikcie z Moskwą Gomułką, a Moczarem, który prawdopodobnie był jej tajnym
                  agentem. Jednak przyjmowanie takich założeń prowadzi do tego, że przestaje się
                  cokolwiek rozumieć z historii. Myślę, że tu jest Pana problem. Chyba przyjął Pan
                  założenia, które nie pozwalają Panu zrozumieć tej sytuacji.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Piotr Badura
            • Gość: Piotr Badura Wprowadza Pan forumowiczów w błąd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.08, 23:37
              Szanowny Panie Bereszyński
              Pana ostatnie posty budzą poważne wątpliwości, które dotyczą bardzo różnych
              spraw, więc dla porządku odpowiem w kilku odrębnych postach. W tym piszę o
              rzekomo pogłębiającym się kryzysie w 1967 roku.
              Podałem Panu bardzo istotne dane, które nie wskazują na żaden kryzys. Pan
              skomentował to tak: "jest to prezentacja wyidealizowana, ponieważ ogólnie
              wiadomo, że oficjalne dane statystyczne były w czasach PRL sztucznie
              „poprawiane” na wszystkich szczeblach aparatu władzy, w związku z czym ich
              wiarygodność jest wielce problematyczna".
              Tak nie wolno robić. Jeśli kwestionuje Pan podane przeze mnie dane, to ma Pan
              obowiązek wskazywać konkretnie, które z nich są nieprawdziwe i jakie są te
              "prawdziwe". Już drobiazgiem jest fakt, że ja nie korzystam z danych
              opublikowanych w PRL, ale z danych, które GUS publikuje dziś na temat tamtych
              czasów. W świetle tego Pańska uwaga, iż jest to prezentacja wyidealizowana,
              sprowadza się w istocie do tego, że GUS dziś idealizuje PRL.
              1. Wśród przytoczonych przeze mnie danych była informacja o podpisaniu 22
              grudnia 1965 umowy z Włochami w sprawie produkcji w Polsce licencyjnego fiata
              125p i o tym, że 28 listopada 1967 z linii produkcyjnej FSO na Żeraniu zjechały
              pierwsze fiaty 125p. Jeśli uważa Pan, że to fałszywa informacja, to proszę to
              wyraźnie napisać i wskazać podstawę swego twierdzenia. Jeśli jednak uznamy tę
              informację za prawdziwą, to trudno pogodzić ją z poglądem o narastaniu kryzysu.
              2. Przytaczałem dane o liczbie budowanych mieszkań, liczbie zarejestrowanych
              samochodów, telewizorów, telefonów. Gdyby te liczby w PRL fałszowano, to po PRL
              musiano by dokonać korekty, oświadczając, że np. zamiast 11 mln mieszkań w 1990
              mamy ich tylko 9 mln, bo pozostałe 2 mln to była lipa. Czy wie Pan coś o takiej
              korekcie? A może uważa Pan, że GUS dalej podaje lipną liczbę zamieszkanych
              mieszkań, bo nikomu nie chciało się zrobić korekty?
              Nie da się fałszować takich danych, w których następuje ciągłe sumowanie, bo
              kiedyś w końcu trzeba zrobić korektę. W wypadku mieszkań, samochodów, telefonów,
              telewizorów tak właśnie jest.
              3. Jedyne podane przeze mnie wskaźniki, których się nie sumuje z biegiem lat, to
              zużycie energii elektrycznej w gospodarstwach domowych i spożycie mięsa. Nawet
              te wskaźniki da się jednak zweryfikować. Obecnie GUS potwierdza je.
              4. Zarzut, że podałem tylko wybrane aspekty jest bezzasadny. Podałem
              najważniejsze. Proszę sobie przypomnieć nagraną w 1982 roku popularną piosenkę
              "Nie płacz Ewka". Znajdzie Pan w niej fragment: "Telewizor, meble, mały fiat oto
              marzeń szczyt". Marzeń szczyt w 1982, a my mówimy o 1967, czyli 15 lat
              wcześniej. Jak nazwano by wtedy mieszkanie, meble, telewizor, telefon, dużego
              fiata etc.
              Jeśli w latach 1965-1970 oddano łącznie ponad milion nowych mieszkań, to znaczy,
              że przeprowadziło się do nich ponad 4 mln ludzi. Dalszym 2-3 mln poprawiła się
              sytuacja mieszkaniowa wskutek rozluźnienia, po wyprowadzeniu się tych, którzy
              dostali nowe mieszkania. W ciągu zaledwie sześciu lat istotna poprawa warunków
              mieszkaniowych objęła niemal ćwierć społeczeństwa. To był kryzys?
              W styczniu 1957 było w Polsce 5 tys. telewizorów. Dopiero od 1 lutego 1961
              telewizja nadaje program codziennie (krótki program). Wcześniej nadawała tylko w
              wybrane dni. Tymczasem już 18 lipca 1969 oddano Centrum Radiowo-Telewizyjne przy
              Woronicza (kosztowało ogromne pieniądze), od 2 października 1970 są dwa programy
              telewizyjne, a telewizorów w 1970 jest już 4,2 mln, czyli w co drugim
              mieszkaniu. Jeśli któraś z tych liczb jest nieprawdziwa, to proszę wskazać która
              i na jakiej podstawie Pan tak twierdzi.
              5. W odróżnieniu ode mnie Pan podaje liczby, które bądź to są fałszywe, bądź
              łatwe do zmanipulowania i nieznaczące w odbiorze społecznym. Mam nadzieję, że to
              wynik błędów, a nie celowe działanie.
              Napisał Pan: "Spadła produkcja i podaż żywca, którego hodowla nie opłacała się
              rolnikom ze względu na rażące dysproporcje pomiędzy cenami pasz i cenami skupu."
              To nieprawda. W 1965 produkcja żywca rzeźnego w przeliczeniu na mięso wynosiła
              1,96 mln ton, a w 1970 roku 2,08 mln ton. A trzeba przecież uwzględnić fakt, że
              w tym samym czasie pogłowie bydła w gospodarstwach wzrosło z 9,9 mln do 10,8
              mln. Dla porównania w 2004 mieliśmy w Polsce już tylko 5,3 mln sztuk bydła,
              czyli nawet nie połowę tego, co w "kryzysowym" 1970 roku. Dlatego też spożycie
              mleka i jego przetworów (w przeliczeniu na mleko) wynosiło w "głodnym" 1970 roku
              262 litry na głowę, a w "sytym" 2004 roku już tylko 170 litrów na głowę.
              Artykuły żywnościowe, których spożycie w latach 1965-1970 spadało to produkty
              zbożowe (ze 141 do 131 kg na głowę) oraz ziemniaki (z 215 do 190 kg na głowę).
              Ale spadek spożycia chleba, kasz etc. oraz kartofli jest sygnałem poprawy, jeśli
              towarzyszy mu wzrost spożycia mięsa, nabiału etc. Warto tu zwrócić uwagę, że np.
              w 2000 roku wystąpił w Polsce wzrost spożycia chleba i kartofli przy
              jednoczesnym spadku spożycia mleka i jego przetworów, mięsa, tłuszczów, owoców i
              cukru. To można było uznać za oznakę poważnego kryzysu (drugi plan Balcerowicza).
              Nie wiem skąd Pan wziął informację, że "płace realne przestały wzrastać, a nawet
              spadły". Wedle moich informacji przeciętna płaca realna wzrosła w latach
              1961-1965 o 7,5 proc. a w latach 1966-1970 o 10,7 proc. A zatem płace realne nie
              tylko nie spadały, ale rosły coraz szybciej. Dziś GUS potwierdza tamte dane.
              Całkiem nieuzasadnione jest powoływanie się na takie dane jak czas oczekiwania
              na mieszkanie. Za pieniądze po cenach rynkowych można było w latach 60. mieć
              mieszkanie bez czekania. Czekało się na mieszkania rozdawane, a nie sprzedawane.
              W kolejce było się często na wszelki wypadek, bo głupio nie zapisać się, gdy
              rozdają mieszkania. Istotne jest ile mieszkań oddawano, a nie jak długa była
              kolejka do rozdawanych mieszkań.
              Podobnie jest z informacją, że w pięć lat od 1966 do 1970 produkcja rolna
              wzrosła o 9,5 proc., a miała wzrosnąć o 17 proc. Jeśli chce Pan zachować
              obiektywizm, to trzeba dodać, że np. w latach 1990-2003 produkcja rolna wzrosła
              tylko o 8,3 proc. (w trzynaście lat!). Jeśli zatem lata 1966-1970 to kryzys, to
              jak nazwać lata 1990-2003?
              Pozdrawiam serdecznie i apeluję o więcej obiektywizmu
              Piotr Badura
              • z.bereszynski to Pan karmi się złudzeniami 29.07.08, 15:20
                Szanowny Panie Badura,

                Nawet jeśli podawane przez Pana dane pochodzą z niedawnych publikacji GUS, to
                ich wiarygodność i tak jest ograniczona, ponieważ tak czy inaczej ich podstawę
                stanowią dane źródłowe z czasów PRL. GUS nie tworzy przecież własnych dokumentów
                źródłowych w odniesieniu do czasów PRL, ale bazuje na źródłach z tamtych
                czasów, zaś rzetelność owych źródeł w ogólnym przypadku pozostaje problematyczna.

                Ponownie podkreślam również, że przytoczone przez Pana dane statystyczne
                odnoszą się jedynie do wybranych dziedzin życia społeczno-gospodarczego. Nie są
                one reprezentatywne dla całokształtu ówczesnej rzeczywistości
                społeczno-gospodarczej. Chcąc formułować ogólne oceny sytuacji, trzeba mieć na
                względzie także informacje dotyczące innych dziedzin życia, nastrojów
                społecznych itd. Nie można opierać się wyłącznie na materiałach publikowanych,
                ale trzeba także korzystać z materiałów wytworzonych na wewnętrzny użytek
                aparatu władzy. Pan tymczasem ślizga się po powierzchni, ignorując całkowicie
                źródła informujące o tym, co naprawdę działo się w społeczeństwie.

                Wymowa archiwalnych materiałów z końca lat 60. jest jednoznaczna. W
                społeczeństwie narastała frustracja z powodu gospodarczej stagnacji, złych
                warunków życia, widocznego braku perspektyw itd. Wyraźnie mówią o tym dokumenty
                z tajnych zasobów PZPR i SB. Zamykając oczy na treść tych dokumentów, wprowadza
                Pan w błąd samego siebie.

                To nie przypadek, że rządy Gomułki zakończyły się wielkim buntem robotniczym na
                przełomie 1970 i 1971. Bunt ten nie wziął się z powietrza, ale był konsekwencją
                takiego a nie innego rozwoju sytuacji społeczno-gopodarczej u schyłku lat 60.

                Pozdrawiam

                Zbigniew Bereszyński
                • Gość: Donald Knuth Re: to Pan karmi się złudzeniami IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.07.08, 10:24
                  > Nawet jeśli podawane przez Pana dane pochodzą z niedawnych
                  publikacji GUS, to
                  > ich wiarygodność i tak jest ograniczona, ponieważ tak czy inaczej
                  ich podstawę
                  > stanowią dane źródłowe z czasów PRL. GUS nie tworzy przecież
                  własnych dokumentó
                  > w
                  > źródłowych w odniesieniu do czasów PRL, ale bazuje na źródłach z
                  tamtych
                  > czasów, zaś rzetelność owych źródeł w ogólnym przypadku pozostaje
                  problematyczn
                  > a.

                  Intrygujące jest, że w jakiś - magiczny chyba - sposób Pan i Pańskie
                  źródła potraficie tak opierać się na danych PRLowskich (bo przecież
                  sam Pan nie liczył chociażby ile było krów w roku 1970, więc siłą
                  rzeczy opiera się Pan na jakiś danych), żeby było to wiarygodne.

                  Zapewne znów powoła się Pan na fakt korzystania z wielu różnych
                  źródeł (w tym wewnętrznych dokumentów) i ich porównywania. Ale
                  sądzie Pan, że GUS nie jest w stanie albo nie chce tego robić?

                  O ile jeszcze mogę się zgodzić, że można łatwo zarzucić Panu
                  Badurze, że dokonuje niewłaściwej selekcji danych źródłowych (choć
                  czy dowieść będzie to łatwo, to już inna sprawa) to już trudno się
                  zgodzić, że GUS dokonuje złej selekcji danych źródłowych.

                  Innymi słowy sugeruje Pan, że potrafi Pan wyznaczyć stan gospodarki
                  PRLu lepiej niż GUS? (Co implikuje, że GUS nie wywiązuje się ze
                  swych obowiązków należycie, albo celowo kłamie.)

                  > Wymowa archiwalnych materiałów z końca lat 60. jest jednoznaczna. W
                  > społeczeństwie narastała frustracja z powodu gospodarczej
                  stagnacji, złych
                  > warunków życia, widocznego braku perspektyw itd. Wyraźnie mówią o
                  tym dokument
                  > y
                  > z tajnych zasobów PZPR i SB. Zamykając oczy na treść tych
                  dokumentów, wprowadz
                  > a
                  > Pan w błąd samego siebie.

                  Nie spieszyłbym się z utożsamianiem stanu gospodarki z opinią ludzi
                  o stanie gospodarki. To dość ryzykowna praktyka.
                • Gość: Piotr Badura Myślenie będzie dla Pana ratunkiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.08, 18:55
                  Szanowny Panie Bereszyński
                  Znów ubiegł mnie pan Donald Knuth, który słusznie zwrócił uwagę, iż
                  bezpodstawnie przyjmuje Pan, że jest wyższej klasy specjalistą w zakresie
                  statystyki niż eksperci GUS. Proszę mi wierzyć, że eksperci GUS naprawdę lepiej
                  się znają na statystyce i potrafią bez trudu zweryfikować dawne dane.
                  Zwracałem już Panu uwagę, że np. liczba mieszkań jest prosta do zweryfikowania.
                  Przecież doskonale wiadomo, ile dziś mamy mieszkań. Gdyby w PRL systematycznie
                  fałszowano dane o liczbie nowych mieszkań to mielibyśmy niezgodność między
                  stanem faktycznym, a danymi statystycznymi i trzeba by było zrobić po 1989
                  korektę. Nikt korekty nie robił, bo liczba mieszkań się zgadzała. Podobnie jest
                  z liczbą samochodów, telewizorów etc.
                  Wskaźniki gospodarcze dla lat Gomułki są bardzo dobre. Do najistotniejszych, z
                  punktu widzenia zwykłych ludzi, należy zmiana płac realnych. W dekadzie
                  1961-1970 płace realne wzrosły o prawie 20 proc. Czy wie Pan, że w 1995 płace
                  realne były tylko o 16 proc. większe niż w 1970? A przecież od 1970 do 1995
                  minęło 25 lat!!! Gdyby po 1970 aż do dziś płace realne rosły tak samo "powoli"
                  jak w latach 1961-1970, to dziś mielibyśmy znacznie większe płace niż mamy (a
                  nie mielibyśmy zadłużenia i wyprzedanego majątku narodowego).
                  W 1965 miałem 12 lat. To wystarczająco dużo, by pamiętać, co znaczyło wtedy mieć
                  telewizor. W 1960 telewizory były w 5 proc. mieszkań, a w 1970 już w ponad 50
                  proc. W dekadzie 1961-1970 wybudowano ok. półtora miliona mieszkań. Na koniec
                  1970 te mieszkania z dekady 1961-1970 stanowiły ok. 20 proc. wszystkich mieszkań
                  w Polsce. Dekada 1961-1970 to także gwałtowna poprawa jeśli chodzi o żywność.
                  Spożycie mięsa i podrobów wzrosło z 42,5 kg do 53,0 kg na osobę rocznie.
                  Spożycie mleka i przetworów mlecznych (w przeliczeniu na mleko) z 227 do 262
                  litrów na osobę rocznie (dziś już takiego nie mamy), cukru z 27,9 do 39,2 kg na
                  osobę rocznie (dziś już takiego nie mamy), tłuszczów z 15,6 do 20,8 kg na osobę
                  rocznie a jaj ze 143 do 186 na osobę rocznie. Nigdy w powojennej Polsce nie było
                  tak szybkiego wzrostu spożycia. Dziś GUS prawdziwość tych danych potwierdza. One
                  są przecież proste do zweryfikowania.
                  Wspomnieć też trzeba o ogromnym potencjale demograficznym, jaki Polska wtedy
                  posiadała. Przez całą dekadę 1961-1970 na rynek pracy wkraczały niebywale liczne
                  roczniki powojennego wyżu demograficznego i miało tak być jeszcze do 1980 roku.
                  W 1960 mieliśmy w Polsce 12,5 mln ludzi czynnych zawodowo (wraz z uczniami), a w
                  1970 już 16,3 mln (w 2007 - 15,3 mln). W dodatku ludzie ci mieli zwykle co
                  najmniej zawodówkę (a tuż po wojnie trzeba było sobie radzić z analfabetyzmem).
                  Nie bez znaczenia jest też fakt podpisania 7 grudnia 1970 układu PRL-RFN, który
                  kończył spór o granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej. Dekadę 1961-1970 zamykaliśmy
                  mając ostatecznie uznane wszystkie granice.
                  Czy były zatem powody do złych nastrojów społecznych? Pan pisze tak: "wymowa
                  archiwalnych materiałów z końca lat 60. jest jednoznaczna. W społeczeństwie
                  narastała frustracja z powodu gospodarczej stagnacji, złych warunków życia,
                  widocznego braku perspektyw itd. Wyraźnie mówią o tym dokumenty z tajnych
                  zasobów PZPR i SB." Ja tego nie kwestionuję. Zwracam tylko Pana uwagę na fakt,
                  że w sytuacji gdy nastroje społeczne są w rażącej rozbieżności ze stanem
                  faktycznym, to myślący człowiek musi sobie zadać pytanie: Dlaczego tak jest?
                  Stoi Pan wobec wyboru: 1) Uznać, że eksperci GUS to osły, które nie potrafią
                  zweryfikować fałszywych rzekomo danych z lat PRL - wtedy wszystko będzie Panu
                  grało. 2) Uznać, że dokumenty PZPR i SB o nastrojach są fałszywe, a wydarzeń
                  grudnia 1970 nie było wcale. Wtedy też wszystko będzie Panu grało. 3) Uznać, że
                  jest niezrozumiała rozbieżność między obiektywnymi danymi a nastrojami
                  społeczeństwa. Jeśli zacznie Pan wyjaśniać tę rozbieżność, to podąży Pan tą samą
                  drogą co ja.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Piotr Badura
                  • z.bereszynski dla Pana ratunku już nie widzę 05.08.08, 08:44
                    Szanowny Panie Badura,

                    Jest Pan naprawdę niezwykle konsekwentny, jeżeli chodzi o odmowę przyjęcia do
                    wiadomości faktów nie pasujących do założonej przez Pana tezy. Z uporem godnym
                    lepszej sprawy eksponuje Pan wyselekcjonowane przez siebie informacje, nie
                    przyjmując do wiadomości innych informacji, nie mniej wiarygodnych (a nawet
                    bardziej wiarygodnych, bo wytwarzanych przez władze na ich własny użytek).
                    Wybiera Pan wyłącznie to, co Panu pasuje do "teorii", ignorując całą resztę
                    historycznej rzeczywistości. Nie jest to spór o historię, ale polityczna
                    propaganda, nawiązująca do tego, co robiono w czasach PRL. Na dodatek próbuje
                    mnie Pan obrażać, czego kolejnym przykładem jest niegrzeczny i jawnie
                    prowokacyjny tytuł Pańskiego najnowszego wpisu. Nie będę Panu odpowiadać w tym
                    samym stylu. Ograniczę się tylko do stwierdzenia, że straciłem już resztki
                    nadziei na nawiązanie naprawdę poważnego dialogu z Panem. Pozostawiam Pana w
                    wirtualnym świecie tworów Pańskiej wyobraźni, życząc miłej zabawy z samym sobą
                    (z uwzględnieniem Pańskiego alter ego). Mam zbyt wiele poważnych spraw na
                    głowie, by dalej tracić czas w ten sposób.

                    Pozdrawiam

                    Zbigniew Bereszyński
                    • Gość: Donald Knuth Re: dla Pana ratunku już nie widzę IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.08.08, 10:07
                      Dwie sprawy.

                      1) Proszę zwrócić uwagę, że cały Pański post (wyjąwszy nawiązanie do
                      prowokacyjnego tytułu i alter ego) równie dobrze można by skierować
                      do Pana. Wszak i Pan dokonuje pewnej sekelcji informacji opierając
                      się na dokumentach które Pan przytaczał, a ignorując dane GUS. I
                      również Pan właśnie ignoruje uparcie dane statystyczne odnośnie
                      gospodarki. Zatem zarzut który czyni Pan panu Badurze może Pan
                      czynić również i sobie.

                      2) Obaj Panowie macie rację ale nie dojdziecie do porozumienia
                      albowiem mówicie o różnych sprawach (w podtemacie gospodarki PRL).
                      Pan Badura - swoim zwyczajem - mówi o faktach odnośnie gospodarki, o
                      współczynnikach, przyrostach, spadkach, ogólnie statystyce
                      gospodarki. Pan zaś mówi o tym, jak gospodarkę postrzegali ludzie.
                      To - znów to podkreślam - dwa R Ó Ż N E zagadnienia. I proszę o tym
                      pamiętać.
                      • z.bereszynski Re: dla Pana ratunku już nie widzę 05.08.08, 12:54
                        Nie ma Pan racji. Nie ma wspólnego mianownika między postawą moją i pana Badury.
                        Ja nie ignoruję żadnych faktów, a w szczególności danych GUS, aczkolwiek uważam,
                        że dane te należy traktować z ostrożnością, ponieważ są one oparte na
                        materiałach źródłowych z czasów PRL, których wiarygodność jest problematyczna.
                        Uważam jedynie, że nie wolno wyrywać faktów z kontekstu i należy patrzeć na
                        historyczną rzeczywistość w sposób kompleksowy. Jeżeli chcemy zbliżyć się do
                        prawdy, trzeba brać pod uwagę jak największą liczbę źródeł, a nie tylko
                        oficjalne dane statystyczne. Tymczasem pan Badura po prostu nie przyjmuje do
                        wiadomości tego, co mówią poufne materiały tworzone na wewnętrzny użytek aparatu
                        władzy PRL. Bazuje wyłącznie na materiałach jawnych i dlatego jego spojrzenie
                        niewiele różni się od tego, co głosiła oficjalna propaganda w czasach PRL.

                        Nie kwestionuję faktu, że w latach 60 r. następował w Polsce rozwój gospodarczy.
                        To prawda, że przybywało wtedy w kraju telewizorów, magnetofonów, lodówek i
                        innych dóbr, które były nieznane ludziom przed połową lat 50. To prawda, że
                        budowano wtedy nowe mieszkania itp. Faktem jest też wzrost realnych dochodów
                        ludności. Jest to jednak tylko jedna strona medalu. Jeżeli nie chcemy mijać się
                        z historyczną prawdą, trzeba widzieć również stronę odwrotną, o której obszernie
                        pisałem w swoich wcześniejszych wpisach. Ta druga strona medalu to np. problem
                        zaopatrzenia w mięso i przetwory mięsne, którego ekipa Gomułki w żaden sposób
                        nie potrafiła rozwiązać. To jedna z największych bolączek tamtych czasów.
                        Niestety samymi telewizorami czy lodówkami ludzi się nie nakarmi. Podobnie
                        wygląda sprawa płac realnych. Do pewnego momentu płace te rosły, ale w tym samym
                        czasie narastał także nawis inflacyjny, ponieważ brakowało towarów, na które
                        ludzie chcieliby wydać zarabiane przez siebie pieniądze. Ludzie odkładali
                        pieniądze w PKO, nie mając na co ich wydać. Fakt ten był jedną z przesłanek
                        podwyżki cen w 1967 r., która miała charakter ewidentnie drenażowy. Pod koniec
                        lat 60.wzrost płac realnych uległ wyhamowaniu i zbliżył się do zera. Są zatem
                        wszelkie podstawy po temu, by mówić o kryzysie gospodarczym u schyłku lat 60.
                        Ocena ta ma pełne uzasadnienie zarówno w danych stystycznych, jak i w
                        sporządzanych na bieżąco meldunkach o stanie nastrojów społecznych.

                        Pan Badura prezentuje podejście wybiórcze, przytaczając tylko takie fakty,
                        które pasują do założonej przez niego tezy i całkowicie ignorując fakty o innej
                        wymowie. Ja natomiast staram się traktować sprawę w sposób kompleksowy,
                        zestawiając ze sobą informacje zaczerpnięte z różnych źródeł. To główny powód,
                        dla którego nie możemy znaleźć wspólnego języka.

                        Zbigniew Bereszyński
                    • Gość: Piotr Badura Przecież tu nie chodzi o Pana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.08, 17:51
                      Szanowny Panie Bereszyński
                      1. Z Pana postów odnoszę wrażenie, że naszą polemikę widzi Pan tak, jakbym ja
                      miał Pana przekonać, albo Pan mnie. To może byłoby i mile widziane, ale nie o to
                      mi chodziło. Gdybyśmy się mieli tylko wzajemnie przekonywać, to moglibyśmy to
                      robić mailami. Nam jednak chodzi o forumowiczów, bo choć w tym wątku niewiele
                      osób uczestniczy pisząc, to jednak parę osób uczestniczy czytając. Na dodatek
                      czytający są tymi, którzy mają dla nas znaczenie.
                      2. Nie wiem dlaczego czuje się Pan dotknięty tytułem "Myślenie będzie dla Pana
                      ratunkiem". Czy ja się czuję dotknięty, gdy Pan pisze, że to, co ja robię tu na
                      forum, jest intelektualnie nieuczciwe i wybór jest tylko taki, że jestem
                      manipulatorem albo uległem schizofrenii politycznej. Ja się o to nie obrażam.
                      Traktuję to jako retoryczne ozdobniki, a jednocześnie sygnał, na co możemy sobie
                      pozwalać w polemice.
                      3. Nie wiem dlaczego pisze Pan, że "nie przyjmuję do wiadomości innych
                      informacji", dając przy tym do zrozumienia, że chodzi Panu o tajne raporty o
                      nastrojach. Przecież ja napisałem wyraźnie: "Ja tego nie kwestionuję." Jak
                      miałem napisać jeszcze wyraźniej? Końcowe lata Gomułki były okresem, który już
                      pamiętam. Pamiętam, że ludzie uważali, iż powinni więcej zarabiać. Pamiętam, że
                      uważali, iż należy im się więcej i lepszych towarów. Ja nie potrzebuję czerpać
                      tej wiedzy z tajnych raportów! Pozwoliłem sobie jednak na zwrócenie Panu uwagi,
                      że wskaźniki gospodarcze lat Gomułki były bardzo dobre, a nastroje złe. Dziś GUS
                      potwierdza te wskaźniki. Sugerowanie, że GUS publikuje dane PRL, bo nie ma
                      wyboru, jest nieuczciwe. W statystyce obowiązuje zasada niepublikowania
                      niepewnych danych. Dlaczego dziś GUS miałby publikować niepewne dane z lat PRL?
                      Po co? Wstawiano by do tabeli "bd", czyli brak danych. Ale GUS te dane
                      weryfikował i nie może się ośmieszać pisaniem "bd", w sytuacji, gdy są
                      zweryfikowane dane.
                      4. W jednym z ostatnich postów napisał Pan: "W październiku 1967 r. Komitet
                      Centralny PZPR podjął decyzję o podwyższeniu cen mięsa średnio o 16,7 %, co
                      wywołało bardzo negatywne emocje w społeczeństwie, a zwłaszcza w środowiskach
                      robotniczych. Decyzja ta nie przyczyniła się jednak do poprawy sytuacji w
                      dziedzinie zaopatrzenia w mięso, ponieważ nie dokonano podniesienia cen skupu.
                      Cała operacja sprowadziła się do finansowego drenażu środowisk pracowniczych i
                      obniżenia ich zdolności nabywczych."
                      Zakładam, że pierwsze zdanie jest prawdziwe. Na takie wygląda. Drugie i trzecie
                      są niestety fałszywe i stanowią przykład kłamliwej propagandy, której, zapewne
                      mimowolnie, uległ Pan.
                      W 1955 spożycie mięsa wynosiło 37,7 kg rocznie na głowę. W 1967 już 52,3 kg. To
                      wzrost o 39 proc. Ale przecież wzrosła też liczba głów. W 1955 było ich 27,550
                      mln a w 1967 już 32,163 mln. To wzrost o 17 proc. Łącznie zatem ilość
                      spożywanego mięsa wzrosła w ciągu 12 lat o 62 proc. Dla porównania w ciągu 12
                      lat 1990-2002 łączne spożycie mięsa wzrosło w Polsce o niecałe 2 proc. To
                      pokazuje skalę problemu jaki miał miejsce w 1967. Spożycie mięsa rosło w
                      niewyobrażalnym dziś tempie, którego nawet najlepsze rolnictwo nie było w stanie
                      wytrzymać.
                      Czy podwyżka w 1967 miała służyć zmniejszeniu spożycia mięsa? Ależ skąd! Ona
                      miała tylko zwolnić tempo wzrostu spożycia. W 1968 spożycie mięsa na głowę
                      spadło wprawdzie minimalnie, z 52,3 kg do 52,2 kg, ale już w 1969 dalej rosło
                      (52,6 kg). Licząc jednak łączne spożycie to wzrost był już w 1968, bo na głowę
                      było wprawdzie o 0,2 proc. mniej, ale głów było o 0,8 proc. więcej.
                      Czy podwyżka w 1967 miała charakter drenażowy, obniżający zdolność nabywczą
                      społeczeństwa? Płace realne w 1968 były o 1,2 proc. wyższe niż w 1967, a
                      przecież płac było więcej, bo liczba pracujących wzrosła z 15,322 mln do 15,697
                      mln, tj. o 2,4 proc. Dopiero połączenie tych wzrostów pokazuje jak wyraźnie
                      wzrosła siła nabywcza społeczeństwa. A Pan mówi o drenażu i spadku siły nabywczej!
                      Zamieszczanie przez Pana takich nieprawdziwych informacji jest bardzo złe. Ja
                      nie mam możliwości czasowych, by wszystkie je prostować. Proszę zatem o
                      rzetelniejsze pisanie.
                      5. W całej dekadzie 1961-1970 nie było ani jednego roku spadku realnych płac. W
                      dodatku wzrost realnych płac przyspieszał, bo w pięcioleciu 1961-1965 wzrosły
                      one łącznie o 7,7 proc. a w pięcioleciu 1966-1970 o 11,0 proc. Zadałem sobie
                      trud policzenia, co byłoby, gdyby wzrost już dalej nie przyspieszał, tylko
                      zatrzymał się. Wskaźnik realnych płac dla 1970 roku przyjmę za 100. W nawiasach,
                      dla porównania, podaję wzrosty, które faktycznie miały miejsce.
                      1970 - 100 (100)
                      1975 - 111 (145)
                      1980 - 123 (157)
                      1985 - 137 (127)
                      1990 - 152 (119)
                      1995 - 169 (116)
                      2000 - 187 (142)
                      2005 - 208 (155)
                      Gdyby zatem wszystko biegło cały czas tak, jak w latach 1965-1970, to ktoś, kto
                      w 2005 zarabiał 1.550 zł na rękę miałby 2.080 zł na rękę. Te liczby pokazują,
                      cośmy "zyskali", wybierając drogę na skróty. Polityka Gierka doprowadziła
                      wprawdzie do przyspieszenia, ale już w latach 80. okazało się, że per saldo
                      straciliśmy na tym "przyspieszeniu". Także dziś nie jest lepiej. W pięcioleciu
                      2001-2005 płace realne wzrosły o 9,3 proc. To jednak wyraźnie mniej niż 11,0
                      proc. w pięcioleciu 1966-1970.
                      Pozdrawiam serdecznie
                      Piotr Badura
                      PS. Jestem od paru dni bardzo zajęty. Z trudem wygospodarowałem czas na ten
                      post. Czeka mnie jeszcze kilka dni ostrej pracy, ale potem na pewno coś napiszę.
                      Może zresztą w międzyczasie też się uda.
                      • z.bereszynski bardzo upraszcza Pan sprawy 16.08.08, 13:53
                        Szanowny Panie Badura,

                        Nie kwestionuję profesjonalnych kwalifikacji pracowników GUS. Chodzi mi tylko o
                        to, że pełna weryfikacja danych statystycznych z czasów PRL jest niemożliwa z
                        przyczyn obiektywnych. Aby dokonać pełnej weryfikacji, konieczne byłoby np.
                        przeprowadzenie spisów z natury w odniesieniu do stanu istniejącego np. w
                        ostatnim dniu 1967 czy 1968 r. Jest to z oczywistych powodów niewykonalne.
                        Zawodowe umiejętności pracowników GUS nie mają tutaj nic do rzeczy. W chwili
                        obecnej możliwa jest tylko weryfikacja cząstkowa, polegająca na badaniu
                        zgodności jednych dokumentów z drugimi. A i to tylko w bardzo ograniczonym
                        zakresie, albowiem wiele dokumentów źródłowych nie zachowało się. Przepisy o
                        archiwach określają takie a nie inne okresy przechowywania dla poszczególnych
                        kategorii dokumentów i po upływie tych okresów akta podlegają brakowaniu.
                        Pisanie, że można w pełni zweryfikować informacje ekonomiczne sprzed 40 lub
                        więcej lat, świadczy wobec powyższego o zupełnej nieznajomości tej tematyki.

                        Uważam, że wypowiadam się tutaj w sposób jak najbardziej rzetelny. Opinia na
                        temat drenażowego charakteru podwyżki cen z listopada 1967 r. jest jak
                        najbardziej zasadna. Podwyżka nie miałaby charaktery drenażowego, gdyby służyła
                        uruchomieniu mechanizmów poprawiających stan zaopatrzenia w mięso. Tak jednak
                        nie było, ponieważ nie dokonano jednoczesnej podwyżki cen skupu, co mogłoby
                        zachęcić rolników do większej produkcji i sprzedaży mięsa. Jedyną konsekwencją
                        podwyżki było ograniczenie możliwości nabywczych ludności. To, czy będzie Pan
                        oceniać to jako redukcję aktualnych możliwości nabywczych czy tylko ograniczenie
                        możliwości ich wzrostu, to sprawa drugorzędna. Tak czy inaczej było to
                        jednostronne uderzenie w konsumentów, a nie działanie służące rozwojowi sfery
                        konsumpcyjnej gospodarki.

                        Równie rzetelne są moje uwagi na temat wydłużenia się kolejki oczekujących na
                        mieszkania. Owszem, budowano nowe mieszkania, ale tempo ich budowy nie nadążało
                        za potrzebami, jakie zrodził powojenny wyż demograficzny. W okresie od 1965 do
                        1970 stosunek liczby mieszkań oddanych do użytku do liczby nowo zawartych
                        małżeństw w danym roku spadł z 85 % do 69 %. Tempo budownictwa mieszkaniowego
                        obniżyło się także w liczbach bezwzględnych. Liczba mieszkań oddanych do użytku
                        spadła z 197,0 tys. w 1969 r. do 194,2 tys. w 1970 r.

                        Sytuacja gospodarcza w ostatnim dziesięcioleciu rządów Gomułki nie przedstawiała
                        się tak różowo jak Pan to tutaj przedstawia na podstawie selektywnie
                        przytaczanych danych liczbowych, w oderwaniu od szerszego kontekstu
                        historycznego i międzynarodowego.

                        Spożycie mięsa owszem wzrosło, ale nie tak, by zaspokoić występujące w tym
                        zakresie potrzeby społeczne. W latach 1965-1967 roczne spożycie mięsa na głowę
                        mieszkańca PRL wzrosło z 48 do 52 kg. W tym czasie spożycie roczne mięsa w NRD
                        wynosiło 59 kg, w Czechosłowacji – 62 %, a w Wielkiej Brytanii – 74 kg na głowę.


                        To fakt, że w całej dekadzie lat 60. wykazywano wzrost plac realnych, ale
                        niestety nie dotyczyło to całego społeczeństwa polskiego. Dochody realne
                        wzrastały w tzw. gospodarce uspołecznionej, ale w traktowanym po macoszemu (z
                        przyczyn ideologicznych) sektorze prywatnym rolnictwa było zupełnie inaczej. W
                        latach 1965-1970 dochody realne rolników indywidualnych spadły o 3,6 %.
                        Prawdziwa katastrofa pod tym względem nastąpiła w 1969 r., gdy spadły one aż o
                        15,8 %. W 1970 r. wzrosły on wprawdzie o 2,2 %, ale oczywiście tylko w
                        niewielkim stopniu rekompensowało to spadek dochodów z roku poprzedniego.

                        Mówiąc o wzroście płac realnych w gospodarce uspołecznionej, trzeba pamiętać, że
                        w latach 60. dynamika tego wzrostu była znacznie niższa niż w latach
                        wcześniejszych. W latach 1956-1960 płace realne wzrosły blisko o 30 %, w
                        następnej pięciolatce (1961-1965) już tylko o 7,7 %, a w latach 1966-1970 o 11,1
                        % (jak sam Pan tutaj podał). W ostatnich latach rządów Gomułki roczne tempo
                        wzrostu utrzymywało się grubo poniżej 2 %: 1968 r. – 1,3 %,
                        1969 – 1,7 %, 1970 – 1,7 %. W tym czasie analogiczny wskaźnik w innych krajach
                        bloku komunistycznego wynosił przykładowo: ZSRS – 3 %, Węgry – 2,4 %,
                        Czechosłowacja – 3, 5 %, Bułgaria – 4,1 %. Sytuacja gospodarcza PRL wyróżniała
                        się zatem niekorzystnie na tle sytuacji w krajach ościennych, mimo, że w
                        sąsiedniej Czechosłowacji w połowie lat 60. mówiono otwarcie o kryzysie
                        gospodarczym (była to jedna z przesłanek praskiej wiosny). Lata 60. były w PRL
                        okresem wyraźnego załamania się dynamiki wzrostu płac realnych. Występujący w
                        tej dekadzie wzrost płac realnych poniżej 2 % był praktycznie nieodczuwalny dla
                        społeczeństwa. W sensie społecznym była to faktyczna stagnacja. Powstające w tym
                        czasie poufne informacje o nastrojach społecznych jednoznacznie świadczą o tym,
                        że takie właśnie były odczucia społeczeństwa. Stagnacja i brak perspektyw – tak
                        to wtedy postrzegano w polskim społeczeństwie. Konsekwencją tego było szerzące
                        się w kraju niezadowolenie z rządów Gomułki. Do sytuacji tej dobrze pasują
                        następujące słowa Bertranda Russela: „Ludziom do szczęścia nie wystarcza cieszyć
                        się tym, co posiadają. Trzeba im również nadziei i możliwości zmiany na lepsze”.


                        Dodam jeszcze, że wiarygodność oficjalnych danych na temat tempa wzrostu płac
                        realnych w latach 60. jest dość problematyczna i nawet poziom poniżej 2 % w
                        skali rocznej może być dyskusyjny. W literaturze historycznej przytacza się
                        opinie ekonomistów, według których mógł on kształtować się faktycznie na
                        poziomie około 0,5 %.

                        Przedstawione tu przez Pana zestawienie danych licznych na temat dynamiki
                        wzrostu i spadku płac realnych w ostatnich dziesięcioleciach jest nawet dość
                        interesujące jako ilustracja głębokiej zapaści gospodarczej komunizmu w Polsce,
                        której skutków nie zdołaliśmy w pełni przezwyciężyć do chwili obecnej. To dobry
                        materiał do refleksji dla tych wszystkich, którzy ciągle jeszcze wyznają naiwny
                        pogląd, że „za komuny było lepiej”. Nie zgadzam się jednak z tezą, że
                        wszystkiemu winien jest Gierek ze swoim chodzeniem na skróty.

                        Ani Gomułka ani Gierek nie są postaciami z mojej bajki. Nie mam żadnych powodów,
                        by bronić jednego czy drugiego. Obarczanie Gierka całą odpowiedzialnością za
                        ekonomiczna bankructwo komunizmu w Polsce uważam jednak za zbyt daleko idące
                        uproszczenie. Komunizm zbankrutował w Polsce już wcześniej, a dokładniej rzecz
                        ujmując – już wcześniej wyczerpał swoje możliwości rozwojowe. Wyrazem owego
                        wyczerpania możliwości rozwojowych była budząca społeczną frustrację stagnacja
                        stopy życiowej w latach 60.

                        Rozwój gospodarki „socjalistycznej” w PRL miał charakter wybitnie ekstensywny.
                        Dokonywał się on głównie dzięki takim czynnikom jak wzrost liczby zatrudnionych
                        oraz materiałochłonne inwestycje. Tylko w niewielkim stopniu wiązało się to ze
                        wzrostem wydajności pracy (rozwój intensywny). Generalnie rzecz biorąc,
                        gospodarkę „socjalistyczną” cechowała ogromna materiało- i energochłonność. Kulą
                        u nogi był przerost przemysłu ciężkiego ze szkodą dla konsumpcyjnych gałęzi
                        gospodarki, co od czasów stalinowskich pozostawało w bezpośrednim związku z
                        polityczno-militarnymi ambicjami bloku sowieckiego. Na warunkach życia w kraju
                        odbijały się negatywnie koszty utrzymania kilkusettysięcznej armii. Reżim
                        gomułkowski nawet nie próbował przezwyciężyć tych dysproporcji rozwojowych, nie
                        wspominając już o ograniczeniu militarnych funkcji gospodarki, zaś podejmowane w
                        latach 60. próby wzmocnienia intensywnych mechanizmów rozwojowych („bodźce
                        materialnego zainteresowania” itp.) okazały się mało skuteczne – „rozpływały”
                        się w systemie gospodarki planowej. Ani Gomułka ani Gierek nie zdobyli się na
                        zerwanie z modelem centralnie sterowanej gospodarki planowej. Obaj próbowali
                        przezwyciężyć impas w ramach owego systemu i obaj przegrali. Jeden
                        • z.bereszynski c.d. 16.08.08, 13:56
                          Rozwój gospodarki „socjalistycznej” w PRL miał charakter wybitnie ekstensywny.
                          Dokonywał się on głównie dzięki takim czynnikom jak wzrost liczby zatrudnionych
                          oraz materiałochłonne inwestycje. Tylko w niewielkim stopniu wiązało się to ze
                          wzrostem wydajności pracy (rozwój intensywny). Generalnie rzecz biorąc,
                          gospodarkę „socjalistyczną” cechowała ogromna materiało- i energochłonność. Kulą
                          u nogi był przerost przemysłu ciężkiego ze szkodą dla konsumpcyjnych gałęzi
                          gospodarki, co od czasów stalinowskich pozostawało w bezpośrednim związku z
                          polityczno-militarnymi ambicjami bloku sowieckiego. Na warunkach życia w kraju
                          odbijały się negatywnie koszty utrzymania kilkusettysięcznej armii. Reżim
                          gomułkowski nawet nie próbował przezwyciężyć tych dysproporcji rozwojowych, nie
                          wspominając już o ograniczeniu militarnych funkcji gospodarki, zaś podejmowane w
                          latach 60. próby wzmocnienia intensywnych mechanizmów rozwojowych („bodźce
                          materialnego zainteresowania” itp.) okazały się mało skuteczne – „rozpływały”
                          się w systemie gospodarki planowej. Ani Gomułka ani Gierek nie zdobyli się na
                          zerwanie z modelem centralnie sterowanej gospodarki planowej. Obaj próbowali
                          przezwyciężyć impas w ramach owego systemu i obaj przegrali. Jeden próbował
                          zaciskać pasa społeczeństwu (podwyżki w latach 1967 i 1970), drugi próbował
                          życia na kredyt. W jednym i drugim przypadku była to droga do nikąd.

                          Sporządzona przez Pana liniowa ekstrapolacja stopy wzrostu płac realnych z lat
                          60. to typowy przykład „political fiction”. Nie ma ona żadnego merytorycznego
                          uzasadnienia. Przecież sam Gomułka chciał przyhamować wzrost płac decydując się
                          w grudniu 1970 r. na kolejną podwyżkę cen. Skoro nawet ówczesna władza uważała
                          sytuację z lat 60. za niemożliwą do utrzymania (bez zaciśnięcia pasa
                          społeczeństwu), to ekstrapolowanie tej sytuacji aż po rok 2005 r. jest typowym
                          bujaniem w obłokach.

                          Komunizm zbankrutował nie dlatego, że Gierek zastąpił Gomulkę. Przyczyn owego
                          bankructwa należy szukać znacznie głębiej – w wewnętrznych mechanizmach
                          funkcjonowania systemu, jakie zostały ukształtowane już w latach 20 i 30.
                          Komunizm zbankrutował zresztą nie tylko w Polsce. Tym bardziej więc nie można
                          całej zasługi w tym zakresie przypisywać Gierkowi.

                          Pozdrawiam

                          Zbigniew Bereszyński .
                          • Gość: KubiSS Re: Wracając do tematu IP: *.sub-75-221-201.myvzw.com 17.08.08, 14:05
                            Kilka lat temu czeska telewizja transmitowła wywiad z Gen.Jaruzelskim .
                            Generał przeprosił wszystkich Czechw za udział w tym barbażyńskim akcie
                            W czeskiej prasie tez ukazały się artykuły na ten temat .

                            Polacy nigdy nie byli nazistami .
                            Nazistami byli Niemcy i Śzlezjerzy - przydupasy Niemców którzy doskonale
                            nadawali się na tłumaczów i na obozowych komendantów .
                        • Gość: Piotr Badura Przecież w 1968 i 1970 nie było buntów chłopskich! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.08, 23:35
                          Szanowny Panie Bereszyński
                          Wydaje mi się, że zbyt daleko odbiegamy od głównego tematu wątku. W jednym z
                          wcześniejszych postów zasugerował Pan, że władze PRL mogły inspirować kampanię
                          antysemicką w latach 1967-1968 po to, by wskazać "kozła ofiarnego", winnego
                          kryzysu gospodarczego. Wynikiem tego kryzysu miały jakoby być wydarzenia 1970 roku.
                          Ja zakwestionowałem pogląd o kryzysie gospodarczym lat 60., bo były to akurat
                          lata szybkiego rozwoju gospodarczego. Podałem kilka podstawowych wskaźników,
                          przeczących istnieniu wówczas jakiegokolwiek kryzysu. W odpowiedzi na to Pan
                          wciąga mnie coraz bardziej w zagadnienia gospodarcze, wykraczając poza tematykę
                          wątku. Myślę że sprawy gospodarcze są bardzo ciekawe i warto by utworzyć dla tej
                          tematyki oddzielny wątek. Tu jednak chciałbym wrócić do głównego tematu, więc
                          ustosunkuję się jeszcze do podanych przez Pana nowych argumentów, ale proponuję,
                          by na tym zakończyć sprawy gospodarcze.
                          1. W ostatnich postach zwraca Pan uwagę, że być może pracownikom sektora
                          uspołecznionego poprawiało się w latach 60., ale pogarszało się chłopom. Jest to
                          argument o tyle nietrafny, że ani w 1968, ani w 1970 nie protestowali chłopi. Ci
                          zaś, którzy wówczas protestowali, nie podnosili spraw chłopskich.
                          Nie mam teraz dostępu do literatury, by zweryfikować podawane przez Pana liczby.
                          Nie mam jednak powodu, by nie wierzyć, że "w latach 1965-1970 dochody realne
                          rolników indywidualnych spadły o 3,6 %". W odróżnieniu od Pana nie widzę w tym
                          jednak dowodu na antychłopską politykę ekipy Gomułki. W latach 1965-1970
                          następował gwałtowny odpływ młodych ludzi z rodzin chłopskich do pracy w
                          przemyśle. Jeśli w roku 1965 dochód jakiejś rodziny chłopskiej był dzielony na 6
                          osób (rodzice + czworo dzieci) a w 1970 już tylko na 4 osoby (rodzice + dwoje
                          dzieci, bo dwoje starszych poszło już do pracy w przemyśle), to choć ten dochód
                          był o 3,6 proc. mniejszy, to jednak licząc na głowę był dużo większy. W latach
                          Gomułki prowadzono rozumną politykę płacową. Uwzględniano fakt, że ludzie mają
                          dzieci i patrzano na dochód na głowę. W rodzinach pracowniczych dzietność była
                          niższa niż w chłopskich, dlatego gdy wyż demograficzny zaczął wkraczać w wiek
                          produkcyjny, rodziny chłopskie silniej odczuwały wynikłą z tego poprawę stopy
                          życiowej.
                          2. Napisał Pan, że "w latach 1965-1967 roczne spożycie mięsa na głowę
                          mieszkańca PRL wzrosło z 48 do 52 kg. W tym czasie spożycie roczne mięsa w NRD
                          wynosiło 59 kg, w Czechosłowacji – 62 kg, a w Wielkiej Brytanii – 74 kg na głowę".
                          W 1950 Polska miała 25 mln ludzi, a w 1967 ponad 32 mln ludzi. Ci urodzeni w
                          latach 1951-1967 jeszcze w 1967 nie pracowali, ale już jedli. Gdyby Polska,
                          wzorem np. NRD, utrzymała niezmienioną liczbę ludności, to przy tym samym
                          globalnym spożyciu mięsa miałaby w 1967 roku 67 kg na głowę. Trzeba to widzieć.
                          Takiego jak Polska wyżu demograficznego nie miało żadne z wymienionych przez
                          Pana państw i żadne nie miało też tak dużego wzrostu produkcji mięsa.
                          3. Podobnie wygląda sprawa z płacami. W latach 1966-1970 co roku wchodzi w
                          Polsce na rynek pracy około pół miliona młodych ludzi (powojenny wyż
                          demograficzny). Ci młodzi zaczynali od niskich stawek i miało to poważny wpływ
                          na wysokość średniej płacy. Jeśli brałby Pan pod uwagę sumę wszystkich płac
                          realnych, to w Polsce rosła ona szybciej niż w którymkolwiek z wymienionych
                          przez Pana krajów.

                          W sposób podobny, jak w wymienionych trzech punktach, można zakwestionować
                          niemal każdy z Pana gospodarczych argumentów. Nie ma to jednak sensu w tym
                          wątku. Zostańmy więc tutaj przy różnicy. Pan uważa, że końcowe lata Gomułki to
                          kryzys, ja uważam, że dynamiczny rozwój. Będzie jeszcze okazja wrócić do tej
                          sprawy w innym wątku.
                          W paru Pana postach pojawiły się sugestie, że ja jestem jakimś apologetą PRL,
                          skażonym jego propagandą. Nie lubię pisać o sobie, ale czytelników tego wątku
                          Pana sugestie mogą wprowadzić w błąd. Dlatego w następnym poście napiszę parę
                          słów o sobie.
                          Pozdrawiam serdecznie
                          Piotr Badura
                          • z.bereszynski ...ale był bunt na tle złych warunków życia 19.08.08, 09:50
                            Szanowny Panie Badura,

                            Spór o ocenę sytuacji gospodarczej PRL w latach 60. faktycznie odwiódł nas
                            bardzo daleko od właściwego tematu. Jeżeli chce Pan odejść od tematyki
                            ekonomicznej, to proszę bardzo. Zanim jednak tak się stanie, pozwoli Pan, że
                            pokrótce odniosę się do Pańskich ostatnich uwag na ten temat.

                            Zjawisko powojennego wyżu demograficznego nie może być traktowane jedynie w
                            kategoriach trudnego wyzwania dla gospodarki PRL. Zjawisko to faktycznie rodziło
                            określone wyzwania, ale też sprzyjało rozwojowi gospodarczemu, ponieważ
                            zwiększało liczbę rąk do pracy (a nie tylko liczbę gąb do wykarmienia!).
                            Gospodarka PRL rozwijała się głównie dzięki wzrostowi zatrudnienia, a w dużo
                            mniejszym stopniu dzięki wzrostowi wydajności pracy. W tym sensie boom
                            demograficzny był dla niej błogosławieństwem, a nie tylko jakąś kulą u nogi.
                            Inna sprawa, że gospodarka PRL nie potrafiła ani w pełni stawić czoła
                            wyzwaniom, ani też w pełni wykorzystać istniejących e szans.

                            Nie kwestionuję faktu, że gospodarka PRL rozwijała się w latach 60 r. Ja także
                            ciągle tutaj o tym piszę. Ale ogólnie wiadomo, że zjawiska o charakterze kryzysu
                            mogą występować także w okresach rozwoju i sytuacja gospodarcza PRL w latach 60
                            r. jest tego dobrym przykładem. Rozwój owszem był, ale bardzo nierównomierny, ze
                            szkodą dla konsumpcyjnej sfery gospodarki, i właśnie te dysproporcje rozwojowe
                            należały do głównych przyczyn społecznego niezadowolenia. Mimo wzrostu
                            produkcji w wielu dziedzinach, stopa życiowa społeczeństwa utrzymywała się na
                            niskim poziomie. Widoczny brak perspektyw poprawy sytuacji w tej dziedzinie
                            bardzo źle rzutował na nastroje społeczne. Społeczeństwo było sfrustrowane, a
                            fakt szybkiego wchodzenia w życie nowego pokolenia sprawiał, że sytuacja stawała
                            się wręcz wybuchowa. Można to porównać do gromadzenia się pary pod pokrywką. W
                            garnku owszem gotowało się (wzrost produkcji w wielu dziedzinach, przyrost
                            naturalny), ale para nie znajdowała dostatecznego ujścia (złe zaspokojenie
                            konsumpcyjnych potrzeb społeczeństwa). Próba uszczelnienia garnka poprzez
                            kolejną podwyżkę cen w grudniu 1970 r. doprowadziła do gwałtownego wybuchu.

                            Zmiany pokoleniowe zawsze oznaczają szansę, ale i ryzyko dla systemu
                            społecznego. Gdy istniejący system daje ludziom mało nadziei na poprawę warunków
                            życia, szansa staje się zagrożeniem. Tak właśnie było w PRL u schyłku lat 60.

                            Owszem nie było wtedy w Polsce buntów chłopskich. Ale wybuchł (w grudniu 1970
                            r.) bunt na tle ekonomicznej frustracji społeczeństwa, która pozostawała w
                            bezpośrednim związku ze złą sytuacją rolników. Do złej kondycji ekonomicznej
                            rolników indywidualnych przyczyniły się nie tylko czynniki natury obiektywnej
                            (nieurodzaj w 1969 r.), ale także polityka władz PRL, które utrzymywały ceny
                            skupu na niskim poziomie oraz z przyczyn polityczno-ideologicznych preferowały
                            tzw. sektor uspołeczniony (zwłaszcza PGR-y).

                            Takich wskaźników jak wzrost płac realnych nie można traktować w oderwaniu od
                            faktu, że gospodarka PRL była centralnie sterowaną gospodarką planową, a nie
                            gospodarką rynkową z kształtująca się w sposób naturalny równowagą popytu i
                            podaży. To, że rosły płace realne, nie oznacza wcale, że w tym samym tempie
                            rosła również podaż poszukiwanych przez społeczeństwo dóbr konsumpcyjnych.
                            Przeciwnie – stałym zjawiskiem był niedostatek towarów, w związku z czym spora
                            część społeczeństwa nie potrafiła w satysfakcjonujący dla siebie sposób
                            wykorzystać swoich dochodów. W tej sytuacji informacje na temat płac realnych i
                            ich wzrostu (niezależnie od stopnia ich wiarygodności) nie mogą być traktowane
                            jako obiektywna miara stopnia zaspokojenia konsumpcyjnych potrzeb społeczeństwa.
                            Oceny oparte wyłącznie na samych wskaźników wzrostu płac i abstrahujące od tego,
                            jak wyglądało faktyczne zaopatrzenie rynku w towary, zawsze będą przesadnie
                            optymistyczne.

                            Pozdrawiam

                            Zbigniew Bereszyński
    • Gość: Piotr Badura Izrael miał motyw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.08, 21:09
      PRL nie miała żadnego motywu, by rozpętywać w latach 1967-1968 jakąś kampanię
      antysemicką. PRL nie mogła na takiej kampanii nic zyskać. Odwrotnie, oczywiste
      było, że PRL musi dużo stracić na hecy zorganizowanej w latach 1967-1968 i
      później. Zupełnie inaczej ma się sprawa z Izraelem. To państwo osiągało wymierne
      korzyści z tej hecy.
      Pan Donald Knuth włączł się w ten wątek z zamiarem wsparcia mnie. Bardzo mu
      jestem za to wdzięczny, ale można było nieco lepiej argumentować.
      Pan Bereszyński w polemice z panem Donaldem Knuthem napisał (post z 15 lipca):
      "Mogę do pewnego stopnia zgodzić się z oceną (!), że Izrael skorzystał na
      przyjeździe emigrantów z Polski (aczkolwiek marcowa emigracja osiadała
      przeważnie z innych krajach!). Ale z tego wcale nie wynika, że "wydarzenia
      marcowe" miały inne podłoże niż to tutaj przedstawiam. Owe korzyści dla Izraela
      można oceniać jedynie w
      kategoriach skutku ubocznego, niezamierzonego przez inicjatorów
      kampanii "antysyjonistycznej" w PRL. Z tego, że np. Polska wyniosła
      z II wojny światowej korzyść w postaci tzw. Ziem Odzyskanych, wcale
      nie wynika, że to Polacy wywołali II wojnę światową. Podobnie ma się
      sprawa z Izraelem w interesującym nas tutaj przypadku".
      Z kolei w poście z 16 lipca pan Bereszyński napisał panu Donaldowi Knuthowi:
      "Pańskie wywody na temat korzyści jakie wyniósł Izrael w wyniku emigracji Żydów
      z PRL są nacechowane skrajnym subiektywizmem. Moim zdaniem korzyści te były
      minimalne (kilka tysięcy obywateli więcej). Osobiście uważam, że Izrael znacznie
      więcej stracił na Marcu'68, ponieważ ludzie pochodzenia żydowskiego przestali
      liczyć się w życiu publicznym PRL. Moim zdaniem ogólny bilans Marca'68 był dla
      Izraela zdecydowanie negatywny. Szkody miały znaczną przewagę nad
      korzyściami. Z punktu widzenia interesów Izraela byłoby lepiej,
      gdyby Żydzi nadal żyli w Polsce, czynnie uczestnicząc w jej życiu
      politycznym i społecznym".
      Jeśli 15 lipca pan Bereszyński "mógł się do pewnego stopnia zgodzić, że Izrael
      skorzystał na przyjeździe emigrantów z Polski", a już 16 lipca uważał, że Izrael
      na tym stracił, bo większe korzyści dawali mu ci Żydzi w Polsce, to ja nie mogę
      oprzeć się wrażeniu, że pan Bereszyński wygłasza tu poglądy nieprzemyślane,
      formułowane pospiesznie pod wpływem impulsu.
      Porównanie zysków Izraela na emigrantach z Polski, do "zysków" Polski na tzw.
      Ziemiach Odzyskanych jest, moim zdaniem, niestosowne. Tzw. Ziemie Odzyskane były
      dla Polski kompensatą, za istotnie większe straty terytorialne na wschodzie.
      Majątek na tzw. Ziemiach Odzyskanych był kompensatą za majątek utracony przez
      Polskę na wschodzie i za majątek zniszczony na ziemiach, które przed i po II
      wojnie były w granicach Polski. Pogląd, iż Polska "zarobiła" na II wojnie jest
      wprawdzie głoszony w pewnych kręgach, ale dziwi mnie, że pan Bereszyński zdaje
      się do tych kręgów należeć. Izrael zyskał polskich emigrantów nie na zasadzie
      kompensaty, ale na zasadzie czystej korzyści. To zupełnie co innego.
      O stosunku Izraela do imigracji przeczytać można w interesującym artykule
      Michała Golińskiego, zatytułowanym "60 lat państwa Izrael". Opublikował go 13
      maja br. portal spraw zagranicznych. Jest on dostępny pod adresem:
      www.psz.pl/content/view/10964/
      W artykule napisano m.in.: "Przeprowadzony pod koniec 1948 roku spis ludności
      wskazywał na liczbę ponad 700 tys. Żydów zamieszkujących obszar Izraela.
      Priorytetem dla rządu przez cały okres istnienia tego państwa było zachęcenie
      jak największej liczby członków diaspory żydowskiej do imigracji. W roku 1950
      uchwalono specjalne Prawo Powrotu określające kto ma prawo osiedlić się w
      Izraelu jako jego pełnoprawny obywatel. Dzięki wielkiej determinacji kolejnych
      rządów, a także Agencji Żydowskiej, udało się zachęcić do imigracji do Izraela 3
      mln Żydów z całego świata."
      Michał Goliński, którego trudno podejrzewać o jakikolwiek antysemityzm,
      stwierdza tu jednoznacznie, że zachęcanie Żydów, by przenosili się do Izraela,
      było zawsze priorytetem w polityce tego państwa.
      Polecam też uwadze forumowiczów teksty opublikowane w "Gazecie Wyborczej",
      dostępne pod adresami:
      www.gazetawyborcza.pl/1,87648,5109980.html
      www.gazetawyborcza.pl/1,87648,5109990.html
      Pokazują one, jak wielką wagę przywiązuje się także dziś w Izraelu, do
      zachęcania młodych Żydów z całego świata, by przenosili się do Izraela. Łoży się
      na to ogromne pieniądze.
      Pogląd pana Bereszyńskiego, iż tylko na części marcowych emigrantów Izrael
      ewentualnie skorzystał, bo większość z nich udała się do krajów zachodnich, jest
      oczywiście błędny. Z punktu widzenia interesów Izraela Żyd w USA, Francji,
      Anglii etc. był dużo więcej wart niż Żyd w PRL. Także więc na tych, którzy
      wyemigrowali do krajów zachodnich, Izrael skorzystał.
      Izrael skorzystał też na zszarganiu wizerunku PRL. Potępienie przez PRL
      izraelskiej agresji na kraje arabskie (5-10 czerwca 1967) było tym mniej
      znaczące, im bardziej udało się zszargać wizerunek PRL w świecie.
      Korzyścią Izraela było też tworzenie psychozy antysemityzmu. Atmosfera
      zagrożenia sprzyja cementowaniu jedności narodu, a to dla Izraela było sprawą
      wielkiego znaczenia. Psychoza antysemityzmu mogła też sprzyjać przyszłej,
      odległej w czasie żydowskiej imigracji.
      Korzyści Izraela można by wymienić więcej. Bezdyskusyjne jest, że na hecy
      rozpętanej w latach 1967-1968 Izrael dużo skorzystał, a PRL poniosła dotkliwą
      stratę i z góry było wiadomo, że tak musi być.
      Pan Bereszyński przywołuje łacinę (cui prodest). Pozwolę więc sobie zacytować
      Senekę: "Cui prodest scelus, is fecit", czyli "Ten popełnił zbrodnię, komu
      przynosi ona korzyść".
      Pozdrawiam wszystkich serdecznie
      Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura Nie każdy wiedział, dlaczego emigruje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.08, 16:02
      Bardzo interesujący artykuł na temat emigracji po Marcu 1968 opublikowała w
      "Gazecie Wyborczej" z 1 kwietnia Teresa Torańska. Artykuł jest dostępny pod adresem:
      www.gazetawyborcza.pl/1,75480,5068925.html
      Teresa Torańska rozmawia z emigrantką Anną de Tusch-Lec (Anną Karpińską).
      Rodzice Anny wraz z jej bratem i siostrą bliźniaczką wyemigrowali do Izraela w
      styczniu 1969, a Anna wraz z mężem Janem Lecem pół roku później, bo Jan chciał
      jeszcze ukończyć studia na architekturze (Anna z mężem wyemigrowali do Danii, bo
      Jan chciał doskonalić się tam jako architekt).
      Anna była przekonana, że jej rodzina emigruje z powodu antysemickiej nagonki w
      Polsce. Dopiero po latach, już w Izraelu ojciec wyjaśnił jej, że było inaczej:
      "W Izraelu mój tata powiedział mi jedną bardzo ciekawą rzecz, która mnie
      zaskoczyła: Anka, ty myślisz, żeśmy z Polski wyjechali dlatego, że był
      antysemityzm? Nie, on był zawsze. Ale w 1968 roku zrobiło się niebezpiecznie.
      Tam parę pieczeni piekło się jednocześnie. Oni mieli nasze kartoteki. Nas, Żydów
      z UB. Nie wiadomo, co by z nami zrobili. Byłem na pewno na ich liście.
      Rozprawiliby się bez pardonu.
      Mój tata był w UB. Wyszedł sam, co nie było łatwe, wiązało się z represjami. Ale
      wcześniej był. I rozumiał, że został wrogiem narodu, jak całe znienawidzone UB.
      Wiedział, że jest naznaczony. Mówił nam: byłem, nie wiedziałem, to mnie nie
      usprawiedliwia, mam czarną plamę w życiorysie."
      Przez całe lata Anna nie wiedziała, że jej ojciec ma za sobą pracę w UB. Zapewne
      nie wiedziała też o tym jej siostra bliźniaczka i brat, a także mąż Jan. Rodzice
      Anny utrzymywali swe dzieci w przekonaniu, że emigrują wskutek "kampanii
      antysemickiej". Tymczasem prawda była taka, że ojciec Anny bał się
      odpowiedzialności za UB. Rodzice Anny chcieli z powodu tego UB wyemigrować już w
      1957, ale nie zdążyli.
      Anna wie również, że jej mąż był zdecydowany na emigrację jeszcze przed Marcem
      1968, czyli też nie był emigrantem z powodu jakiejś "nagonki antysemickiej".
      Jednak dzisiejsza wiedza Anny o rzeczywistych powodach emigracji całej szóstki
      nie jest dla niej podstawą do zweryfikowania wpojonego jej wcześniej poglądu o
      "wypędzeniu z Polski". Rodzice Anny musieli jakoś przekonać dzieci do emigracji.
      Skoro nie mogli powiedzieć prawdy, to musieli użyć nieprawdy. Bardzo trudno jest
      pozbyć się ze świadomości raz wtłoczonego tam poczucia krzywdy, nawet gdy jest
      ono oparte na fałszywych przesłankach.
      Warte zbadania jest, ilu było wśród "wypędzonych" takich jak rodzina Anny.
      Ciekawe jest też stwierdzenie ojca Anny "Tam parę pieczeni piekło się
      jednocześnie". Pytaniem jest też, czy to, co usłyszała Anna od ojca w Izraelu
      było już ostateczną wersją prawdy, czy tylko jednym z etapów w drodze do niej.
      Piotr Badura

    • Gość: Piotr Badura "Emigrowali" zapewne także agenci Moskwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.08, 11:56
      W dniach 6-7 grudnia 2007 odbyła się w Warszawie międzynarodowa konferencja
      naukowa „Społeczność żydowska w PRL przed i po kampanii antysemickiej z lat
      1967–1968”. Jednym z jej uczestników był Zbigniew Siemiątkowski (były: szef MSW,
      szef UOP, szef Agencji Wywiadu, koordynator służb specjalnych etc., etc.), który
      podczas dyskusji wyjaśnił, że "szczególne zainteresowanie służb specjalnych
      Izraelem [w PRL - Pb} wynikało z traktowania tego państwa jako kanału przerzutu
      agentów do Stanów Zjednoczonych, stąd część oficerów wywiadu zajmujących się
      następnie sprawami amerykańskimi początkowo pracowała na terenie Izraela".
      Po wojnie sześciodniowej, którą ZSRR potraktował jako swą klęskę w starciu z
      USA, Moskwa musiała podjąć działania, mające na celu odbudowanie jej pozycji na
      Bliskim Wschodzie. To wymagało znacznej rozbudowy radzieckiej agentury w
      Izraelu, a także w krajach NATO. Trzeba było jakoś tych agentów tam ulokować.
      Moskwa zapewne miała w Polsce wielu swych agentów. Można założyć, że część z
      nich była Żydami lub miała żydowskie pochodzenie. Tych agentów można było
      przerzucić do Izraela i krajów NATO pod przykrywką "wypędzonych z Polski w
      ramach antysemickiej nagonki".
      Jeśli chciało się wysłać taką drogą agentów, to trzeba było ich ukryć w tłumie
      innych wyjeżdżających. Jeśli więc ktoś, kto po Marcu 1968 wyemigrował do
      Izraela, czy któregoś z krajów NATO, doświadczył wcześniej w Polsce jakichś
      "represji" związanych z jego narodowością lub pochodzeniem żydowskim, to w
      ocenie tych "represji" musimy brać pod uwagę co najmniej trzy możliwości:
      1) "represje" dotyczyły agenta i były tylko spreparowanym kamuflażem,
      2) "represje" dotyczyły osoby, która nie była agentem, ale miała tworzyć tłum, w
      którym ukryją się agenci,
      3) "represje" były prawdziwymi represjami.
      Piotr Badura
      • Gość: gosc Re: "Emigrowali" zapewne także agenci Moskwy IP: *.dip.t-dialin.net 08.09.08, 12:36
        To taka sama prawda ze w Ameryce bija bialych murzynow.
      • Gość: Piotr Badura Uzupełnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.08, 13:49
        Przeglądając niedawno informacje na temat prof. Adama Schaffa (potrzebne mi w
        innym wątku) trafiłem w wikicytatach na bardzo interesującą jego wypowiedź.
        Ponieważ jest krótko, to prócz adresu wklejam tu też tę wypowiedź:
        pl.wikiquote.org/wiki/Adam_Schaff
        Adam Schaff (1913–2006), polski filozof i marksista.
        * Dlaczego twierdzę, że w Marcu [1968] szło o "zbrodnię na zamówienie", jak w
        powieściach Agathy Christie? Gdyż przyczyną główną tej niesłychanej sprawy była
        potrzeba stworzenia w Polsce atmosfery takiego zamętu, który, w ramach
        wymuszonej emigracji ludności pochodzenia żydowskiego, pozwalał na szmuglowanie
        za granicę – Izrael stanowił tylko etap podróży w takich wypadkach, jeśli nie
        była możliwa emigracja wprost do kraju docelowego na Zachodzie – nowych
        rezydentów radzieckiej siatki szpiegowskiej, co było konieczne dla Związku
        Radzieckiego wobec "spalenia się" jego starej siatki. To była główna przyczyna
        tego tornado.
        (Źródło: Książka dla mojej żony, 2001)
        Wypowiedź profesora Schaffa jest moim zdaniem bardzo cenna z dwóch powodów:
        1. Przed 1968 profesor należał do ścisłej elity PRL i trudno byłoby bronić
        poglądu, że kompletnie nie orientował się w sytuacji. W 1968 miał 55 lat i spore
        już doświadczenie życiowe, a także rozeznanie polityczne.
        2. Profesor miał żydowskie pochodzenie. W lipcu 1968 (po nagonce prasowej)
        został usunięty z KC PZPR i odsunięty od wpływu na naukę filozofii w PRL. We
        wspomnieniach pisał, że miał podstawy by bać się wtedy o swe życie. Dlaczego
        więc miałby wybielać władze PRL i wskazywać na winę Moskwy?
    • Gość: Piotr Badura Dlaczego antysyjonizm miałby być antysemityzmem!? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.08, 21:00
      Pod adresem:
      www.marzec1968.pl/portal/m68/797/6960/Kampania_antysemicka.html
      IPN zamieścił m.in. kopie dwóch stron ulotki "Do studentów Uniwersytetu
      Warszawskiego". Ulotka ta zawierała artykuł ze "Słowa Powszechnego" z marca 68.
      Polecam uważną lekturę obu stron ulotki, bo jest to jeden z ważniejszych
      dokumentów, dotyczących rzekomej kampanii antysemickiej w Polsce w 1968 roku.
      W tekście ulotki "antysemityzm" pojawia się tylko jeden raz. Gdy mowa o
      młodzieży, autorzy ulotki piszą: "Nie można również z uznaniem nie podkreślić,
      że obce jej są nastroje antysemickie". Jeśli ja choć cokolwiek rozumiem, to z
      tego fragmentu ulotki wynika, że antysemityzm jest złem, a kto jest wolny od
      nastrojów antysemickich, ten zasługuje na uznanie.
      Czy ktoś zna jakiś sposób odczytania tej ulotki, który pozwoliłby doszukać się w
      niej wezwania do rozpoczęcia antysemickiej hecy?
      Czy ktoś zna choć jeden argument, przemawiający za tym, że gdy w 1968
      krytykowano syjonistów, to nie był to antysyjonizm, lecz antysemityzm? Czy jest
      choć jeden dokument, który wskazywałby, że władze PRL chciały, by społeczeństwo
      rozumiało, że nie chodzi o żadnych syjonistów, ale po prostu o Żydów?
      Oskarżenie o antysemityzm to bardzo ciężkie oskarżenie. Oskarżanie o
      antysemityzm Gomułki, który miał żonę Żydówkę i syna żydowskiego pochodzenia,
      zatrąca już o paranoję. Ja jestem jednak skłonny uwierzyć nawet w paranoję,
      jeśli ktoś przedstawi dowody, choćby wątłe, ale dowody. Tymczasem ci, którzy
      mówią o kampanii antysemickiej w Polsce w latach 1967-1968 nie przedstawiają
      żadnych dowodów. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak przyjęcie, że są
      opluwaczami Polski i Polaków.
      Piotr Badura
      • Gość: meszugine Wojtek Re: Dlaczego antysyjonizm miałby być antysemityzm IP: *.xdsl.centertel.pl 09.09.08, 21:18
        dookoła Wojtek........
    • Gość: Piotr Badura Do opisów krzywd trzeba podchodzić ostrożnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.08, 21:08
      Zbyt mało opublikowano relacji osób pokrzywdzonych wydarzeniami Marca 1968 i
      jego konsekwencjami. Jest to sprawa bardzo dziwna. Marcowi emigranci udawali się
      do krajów, w których nie było chyba żadnych przeszkód w dokumentowaniu ich
      krzywd. Do samego Izraela trafiło blisko trzy tysiące marcowych emigrantów. Przy
      uniwersytecie w Tel Avivie działa instytut wyspecjalizowany w monitorowaniu
      świata pod kątem aktów antysemickich. Czy nie mógł on sporządzić dostępnego
      publicznie zbioru rachunków krzywd marcowych emigrantów?
      Skoro pomimo możliwości udokumentowania tych krzywd, nie zrobiono tego, to
      trzeba brać pod uwagę i taką ewentualność, iż tych krzywd mogło być tak mało, że
      udokumentowanie ich okazałaby się kompromitacją rozpętanej antypolskiej akcji
      propagandowej.
      Dostępne rachunki krzywd są nieliczne, a na dodatek często budzą poważne
      wątpliwości. Pisałem już o Annie de Tusch-Lec, która była przekonana, że jej
      rodzina emigruje z powodu kampanii antysemickiej, a dopiero po latach w Izraelu
      ojciec przyznał się jej, że uciekali, bo on miał za sobą pracę w UB i bał się,
      iż poniesie za to konsekwencje. W kolejnych postach napiszę o innych przypadkach.
      Piotr Badura
    • Gość: Piotruś Pan bzdury Badury IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.08, 14:50
      żałosne
      • mx4 Re: bzdury Badury 13.09.08, 14:59
        Tak to już jest jak się z tym Panem wdaje w dyskusje. Plecie bzdury
        i się tym upaja. A i tak Xiążę minister Xawery Drucki-Lubecki był od
        niego w ględzeniu lepszy.
    • Gość: nuda Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" IP: 77.252.18.* 13.09.08, 14:58
      kuda
    • antars Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" 14.09.08, 12:06
      Panie Badura! To Pan opluwa tutaj Polskę i Polaków stawiając znak
      równości między Polską a komuchami rządzącymi krajem w 1968 r. Pan
      nie broni tutaj Polski ale komunistów i ich politycznych satelitów
      (PAX itp.), którzy robili "kampanię antysyjonistyczną" w 1968 r.
      Utożsamia się Pan z Gomułką, Piaseckim, Gontarzem itp. - Pańska
      sprawa, ale niech Pan nie pisze, że tu chodzi o całą Polskę, bo to
      nieprawda. Ja się z tymi ludźmi nie utożsamiam i nie czuję się
      obrażony, gdy ktoś pisze, że ludzie ci czynili zło. Również w 1968
      r. wielu Polaków protestowało przeciwko temu co robią władze.
      Protestowały przeciwko temu tysiące polskich studentów. Wielu było z
      tego powodu aresztowanych, relegowanych z uczelni, wcielonych do
      wojska itp. Takie są fakty, Panie Badura. Niech Pan przestanie
      manipulować pojęciami i mieszać w głowach mniej wyrobionej
      historycznie części forumowiczów. Proszę postępować uczciwie. Niech
      Pan broni Gomułki, paxowców itp, jeśli tak Pan kocha to towarzystwo
      (miłość bywa ślepa niestety). Ale Polski jako takiej proszę do tego
      nie mieszać, bo to nie są synonimy. Niech Pan skończy z tymi
      manipulacjami, bo to naprawdę stało się już niesmaczne.
      • Gość: gość Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" IP: *.pools.arcor-ip.net 30.09.08, 13:43
        Szanowny Panie Piotrze.
        Napisał Pan: „PRL nie miała żadnego motywu, by rozpętywać w latach
        1967-1968 jakąś kampanię antysemicką”.
        Czyżby według Pana PRL była monolitem, naród z Partią, a Partia jak
        jeden mąż z tow. Wiesławem?
        PRL to było ubezwłasnowolnione społeczeństwo, rządzone przez
        wasalską partię, podzieloną na frakcje i koterie. W której
        konkurencyjne koterie tylko czychały, aby akurat stojącemu na
        szczycie władzy potknęła się noga. A gdy to długo nie następowało,
        to robiło się prowokację.
        Tak było z Marcem 68. Moczar wykorzystał fakty, że w 1967 „nasi”
        Zydzi cieszyli się z pokonania przez Izrael „ich” (ruskich) Arabów.
        Zapomina Pan o ważnym fakcie. Obowiązkiem każdego polskiego
        komunisty (nawet jeśli był Zydem z pochodzenia) było stanie na
        pozycji „internacjonalizmu”, a więc po stronie popieranych przez
        Sowietów Arabów.
        Zaatakowany Gomułka, aby odsunąć od siebie podejrzenie, że stoi w
        obronie Zydów „syjonistów” odpowiedział nagonką. Zarządził odgórnie
        antysyjonistyczną kampanię. Nie kłóćmy się o różnicę pomiędzy
        antysyjonizmem a antysemityzmem, kiedy pojęcia te często są mylone i
        używane jako synonimy. Nagonka antysyjonistyczna miała miejsce.
        Wystarczy popatrzeć na zdjęcie z wiecu, które Pan sam zresztą wkleił:

        www.marzec1968.pl/portal/m68/797/6960/Kampania_antysemicka.html

        To, że żona Gomułki sama była Zydówką, na jego postawę nie miało
        wpływu. Ona była „po właściwej stronie”. Nasza,
        internacjonalistyczna. Tym bardziej zresztą Gomułka musiał
        udowodnić, że Zydów syjonistów tolerować nie będzie. Mimo że są
        rodakami jego żony. W taki sposób okazywało się bezwzględne
        posłuszeństwo internacjonalizmowi.
        Zastanawianie się, komu ta awantura zaszkodziła, a komu przyniosła
        korzyść jest ciekawe, ale z rozpętaniem samej kampanii niewiele ma
        wspólnego. Jedna koteria, chcąca dojść do władzy w PRL takimi
        bzdetami się nie przejmowała. Druga, broniąca władzy, także. Gdy dwa
        wściekłe psy walczą o kość, nie przeprowadzają analizy strat i
        zysków. Każdy chce wygrać.
        O kopii ulotki „Do studentów Uniwersytetu Warszawskiego” pisze Pan:
        „Czy ktoś zna jakiś sposób odczytania tej ulotki, który pozwoliłby
        doszukać się w
        niej wezwania do rozpoczęcia antysemickiej hecy?”
        Panie Piotrze, za przeproszeniem!!!
        Jeśli ja napiszę, że jestem wrogiem antysemityzmu, a następnie dodam
        - że Gomułka trafnie ocenił z punktu światowego pokoju i interesów
        Polski (naprawdę miał on na myśli PRL i jego klikę) agresję Izraela
        na kraje arabskie;
        - że syjoniści w Polsce chcieliby przeciwstawić intelektualistów i
        młodzież nakazom patriotycznej odpowiedzialności;
        - następnie zapytam: „kto to są ci ludzie?”;
        - a na koniec wymienię szereg nazwisk (kilka z nich jednoznacznie
        żydowskich – Blumsztain, Rubinstein) i dodam, że część tych
        organizatorów spotykała się w klubie „Babel” przy Towarzystwie
        Społeczno - Kulturalnym Zydów, to co chcę przez to powiedzieć???
        Ano, że oprócz porządnych, naszych Zydów są jednak u nas syjoniści,
        którzy szkodzą interesom PRL. Skłócają inteligencję i młodzież z
        Partią.
        I Pan ma czelność twierdzić, że to nie nagonka???
        Ja twierdzę , że to jak najbardziej nagonka.
        Wprawdzie nie na każdego Zyda, zgoda. Wyłącznie na tych szkodników
        syjonistów. Nawet wymieniono ich z nazwiska. Aby tłum nie pobił
        przez przypadek internacjonalistycznego Zyda.
        Jeśli w ulotce nazywam kogoś szkodnikiem, wytaczam przeciwko niemu
        ciężkie zarzuty, a na koniec nazywam go po imieniu i nazwisku, to po
        co to robię? Aby wymienionego ochronić???
        Jeszcze słówko na temat Adama Schaffa.
        Osoba, która studiowała w Moskwie w latach 1941-45, tam otrzymała
        doktorat i habilitację, kierowała polskim zespołem Radia Moskwa, do
        Polski wróciła w 1948 roku, była naczelnym ideologiem PZPR, znana
        była z publikacji bezkrytycznie opiewających Stalina, taka osoba w
        moich oczach nie jest żadnym autoryterem. Raczej POP-em (pełniącym
        obowiązki Polaka). Powoływanie się na jego wypowiedzi jest
        niepoważne.
        Sam brał udział w walkach pomiędzy koteriami. Był na tyle zręczny i
        zaufany, że aż tak długo utrzymywał się na stanowisku naczelnego
        ideologa PZPR. Na koniec przegrał. Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą.
        Jego pozycja była łakomym kąskiem, ktoś go więc wygryzł. Ale on nie
        przyzna się przecież do tego, że był członkiem wasalskiej,
        podzielonej na koterie mafii, że sam brał udział w wewnątrzmafijnych
        walkach. Dbając o dobry wizerunek PZPR, dba o jego własną reputację
        jako jej byłego naczelnego ideologa (wstyd byłoby się przyznać że
        był jednym z walczących o kość wściekłych psów, na dodatek
        przegrał). Dlatego winę zwala na Moskwę. Dziwne tylko, że robi to w
        momencie, gdy Sojuz się rozleciał, a nie za czasów jego istnienia.
        Jest niezłym chwytem stwierdzenie, że miał podstawy bać się o swoje
        życie. To samo mógłby powiedzieć każdy inny ówczesny bolszewik. Mnie
        to nie przekonuje.
        Serdecznie pozdrawiam.
        Jędrek
        • Gość: gość Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" IP: *.pools.arcor-ip.net 30.09.08, 17:38
          Szanowny Panie Piotrze.
          A ja się nie dziwię, że profesor Jerzy Eisler doznał szoku, czytając
          archiwa IPN o Marcu 68. Zbyt często, zbyt wielu profesorów
          zadufanych we własnej wiedzy, wyobraża sobie, że posiadają wiedzę
          absolutną. Gdy odkryją, że ich wiedza jest szczątkowa, doznają
          szoku. Ale nie o to chodzi.
          Uprawia Pan manipulację i dezinformację. Cytuję:
          „Wypowiedź prof. Eislera jest bardzo cenna. Połowę uczestników
          demonstracji Marca 1968 stanowił oddelegowany do udziału w nich
          aktyw młodzieżowy i robotniczy, a przecież znaczną część
          demonstrantów stanowią na ogół przypadkowi gapie. Czy zatem w
          demonstracjach Marca 1968 brali udział jacyś autentyczni uczestnicy?
          Trzeba dopuścić myśl, że poza pojedynczymi przypadkami ludzi
          naiwnych w demonstracjach tych tak naprawdę byli tylko oddelegowani
          tam aktywiści, przypadkowi gapie i cywilni funkcjonariusze służb
          specjalnych, którzy mieli planowo rozrabiać.”

          Po pierwsze, prof. Eisler powiedział: „oni też stanowili 1/3, 1/2,
          1/4 ogółu uczestników wiecu". „Oni”, to znaczy aktywiści partyjni.
          A więc nie zawsze połowę, czasami "jedynie" 1/4 ogółu uczestników.
          Dalej, gapie mogą przyłączyć się do czegoś, co już się dzieje. Nie
          jest tak, że najpierw pojawiają się gapie, a dopiero potem zaczyna
          się wiec. Nie zawsze też, zwłaszcza tam, gdzie milicja pałuje, gapie
          stanowią „znaczną część demonstrantów”. Czerwoni aktywiści wieców
          nie organizowali, a dołączali się do już organizowanych.
          Jeśli więc w wiecu bierze udział 5 000 osób, jeśli złożymy, że nawet
          2 500 to dosłani aktywiści, 1 000 to gapie, a 500 to SB-cy po
          cywilnemu, to i tak zostaje 1000 faktycznych, odważnych
          demonstrantów. W największej demonstracji w Gdańsku udział brało 20
          000 ludzi. Prawdziwych demonstrantów było proporcjonalnie więcej.
          Na jakiej więc podstawie stawia Pan pytanie: „Czy zatem w
          demonstracjach Marca 1968 brali udział jacyś autentyczni uczestnicy?
          Trzeba dopuścić myśl, że poza pojedynczymi przypadkami ludzi
          naiwnych...”itd.
          Nie pojedyńczych - było ich sporo więcej, i nie naiwnych a po prostu
          odważnych.

          Dlaczego natomiast nie próbuje Pan wyjaśnić, w jakim celu aktyw
          partyjny brał udział w tychże demonstracjach, jednakże nie
          występował z hasłami antysemickimi bądź antysyjonistycznymi, a
          podszywał się pod protestujących studentów. A ci protestowali
          przeciwko cenzurze, przeciwko antyżydowskiej nagonce i przeciwko
          represjom pod adresem ich kolegów, Zydów.

          Już sam tytuł założonego przez Pana wątku stawia pod znakiem
          zapytania Pana jako poważnego publicystę. Nie można wrzucać do
          jednego worka ubezwłasnowolnione społeczeństwo i skłócone partyjne
          koterie. Pytanie - w kontekście Marca 68 - czy „Polacy” czymś tam
          są, jest po prostu nieuprawnione. Bo to tak, jakby stawiał Pan w
          jednym szeregu ludzi odważnych, którzy wtedy protestowali z
          moczarowcami - sprawcami nagonki.
          Serdecznie pozdrawiam.
          Jędrek
          • schuruburu Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" 30.09.08, 19:32
            Co za bełkot. Przepisał tu, przepisał tam, pomieszał, potem się pogubił i na końcu sprzedaje jako swoje zdanie. Ale numer.
            Poziom historyka - politologa z dwoma klasami zawodówki.
            • Gość: gość Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? " 2" IP: *.pools.arcor-ip.net 01.10.08, 07:55
              Psychoanaliza nazywa takie zjawisko „projekcją”. To była Twoja
              branża. Tu coś usłyszał, tam się coś dowiedział i donos do por.
              Wierzbickiego z tego sklecił.

              „Bo chodzi o to, by język był giętki i powiedział wszystko co
              pomyśli głowa”.
              Twoim wpisem pokazujesz, jakie są szczyty Twojego intelektu.

              Nawet studia prawnicze nie zrobią z sępa orła.
              Ani z prymitywnego gnojka inteligenta.
              Wojtusiu...
              • schuruburu Re:Do Jondrusia 01.10.08, 15:33
                Logika typowa dla dwóch klas zawodówki.
                Praca detektywistyczna tez.
                Jondrus nie zajmuj się rzeczami o których nie masz pojęcia.
                Brakuje ci wykształcenia i inteligencji.
                Z cytowaniem tez ci nie idzie.
                A jak coś przepisujesz od kogoś to rób to tak zeby inni się nie zorientowali.
                Nie mieszaj stylów i pojęć.
                W jednym zdaniu piszesz jedno a w drugim już sobie sam zaprzeczasz.
                Ps.
                Nie mam na imię Wojtek.
                • Gość: Do Wojtusia Re:Do Jondrusia IP: *.pools.arcor-ip.net 02.10.08, 07:51
                  Przepraszam założyciela tego wątku, Pana Piotra, jak i forumowiczów
                  zainteresowanych tymże wątkiem za niezwiązany z tematem
                  wątku „przerywnik” wywołany przez szuruburu. Po raz ostatni
                  odpowiadam na jego zaczepkę.

                  Słuchaj no, Wojtusiu nie-Wojtku...
                  W dokumentach SB znalazłem rozpuszczane przez Wojtka – „Piasta”
                  plotki na mnie, żem przygłup co to dwie książki przeczytał i
                  powtarza słowa, których nie rozumie, i żebym zawodówkę dokończył.
                  Sam przyznasz, zadziwiające podobieństwo...
                  To przede wszystkim Wojtusiowi (Tobie) zależy na zrobieniu ze mnie
                  idioty.

                  W czerwcu br. Wyborcza, powołując się na Zbyszka, ogłosiła Ciebie
                  bohaterem Solidarności. Zbyszek milczy. Jego zapewne z tego powodu
                  odfajkowałeś jako niegroźnego (no bo milczy). Ja natomiast na tymże
                  forum poinformowałem - już po artykule i wywiadzie z Tobą w
                  Wyborczej, że główny filar Twej obrony, Rysiu ps. „Renek” sam okazał
                  się gumowym uchem i agentem SB. Stąd Twoja wściekłość na mnie.

                  Znasz moją tożsamość. Niejednokrotnie, gdy wymaga tego sytuacja,
                  podpisuję się imieniem i nazwiskiem. Ty piszesz wyłącznie anonimowo
                  szczelnie schowany za loginem (zawodowe przyzwyczajenie byłego
                  agenta).
                  Pokazujesz przez to, że jesteś zasranym, zafajdanym gnojkiem i
                  śmierdzącym tchórzem. Na Twoje zaczepki nie mam zamiaru w
                  przyszłości odpowiadać. Chyba, że uchylisz przyłbicę.
                  Bez wyrazów szacunku...

                  (Andrzej Szubert)
                  Jędrek
                  • schuruburu Re:Do Jondrusia 02.10.08, 14:48
                    Mogę tyko się powtórzyć.
                    "Logika typowa dla dwóch klas zawodówki.
                    Praca detektywistyczna tez."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka