nelka1010
29.03.10, 07:25
"Markę" Mizensa poznałam jak jeszcze nie powstała strona internetowa, bo
sklepu fizycznie nie ma, chyba, że mówimy tu o domku poza krakowem, służącym
jako magazyn.
"businesswoman" - niepozorna, bezrobotna, młoda mama ze wsi pod Krakowem,
zastanawiająca się jak tu zarobić parę złotych. Wpadła na pomysł sprowadzania
czegoś z Chin za grosze. Padło na torebki. Znalazła dostawcę, kupiła pudło
torebek. Z trudem poszło na Allegro. Z trudem, bo nikt nie chciał kupić
bezfirmowego produktu. Postanowiła nadać i wypromować nazwę na forach
internetowych. Tak powstała Mizensa, a na stronę internetową trzebabyło sporo
zainwestować. Ale jak widać opłacało się!
Tak więc zwykłe torebki za grosze made in China stały się niezłym biznesem.
Wystarczyła strona internetowa i promocja. Oto przepis na sukces :)
PS. Jej sąsiadka postanowiła w podobny sposób sprzedawać paski :)