r.richelieu
18.05.05, 16:22
Mam dylemat
Była szorstka skóra, dobrze znosiła mrozy, nawet rękawiczek nie potrzebowała.
Ale jej właścicielka stwierdziła, że musi zacząć dbać o niewymagającą dbania
skórę. Tak zaczęło się wazelinowanie, po palcu, po paznokciach, do
nadgarstka, dokładnie, a potem jeszcze raz. Skóra z suchej zrobiła się lepka,
ciągle prawie, a kiedy na chwilę mogła odetchnąć świeżym powietrzem znowu
pakowała na nią wazelinę. Na uwagi, że może przesadza z tą ilością wazeliny
odpowiadała, że lepsze uwazelinowane ręce niż obsmarowane. Jakby nic w środku
nie było, zwłaszcza suchej, naturalnej skóry. I co teraz zrobić, bo wygląda
na to, że właścicielka lepkiej od wazeliny skóry ani myśli rezygnować z tych
zabiegów. Zaś do czynności mogących wywołać podrażnienie (a wcześniej nie
miała żadnych podrażnień) zakłada białe rękawiczki i w ten sposób analizuje.
A w rękawiczkach to se ne da, w wazeline też nie. Szkoda, bo skórę na rękach
miała piękną. Teraz ani piękna, ani naturalności, tylko kilka wyuczonych
formułek, które można wykombinować wywazelinowanymi i urękawiczkowanymi
rękami. A jak twierdzi, woli te kilka prostych formuł niż ekwilibrystykę bez
wazeliny i rękawiczek.
I czas kiedy podaję jej rękę to patrzę z obrzydzeniem i waham się, podać, nie
podać, bo ją bardzo lubię, ale te jej skłonności przyprawiają mnie o sięganie
po woreczek na pawie.