Forum Kobieta Moda
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Dzieciaki a moda

    14.08.06, 21:03
    Niedawno byłam na zakupach i byłam świadkiem sceny, która strasznie Mnie
    zdziwiła. Otóż widziałam jakąś mamę z jakąś córką, wyglądała na jakieś 10-12
    lat. Mama chciała jej kupić jakieś zwykłe jeansy Lee czy Levisa. Dziewczynka
    tupnęła nogą, spojrzała z przerażeniem na mamę i powiedziała "Chyba sobie jaja
    robisz! Ja nie chce takich jeansów, ja chce Versace, Moschino, lub Joopa! Moje
    koleżanki tylko w takich chodzą..."

    Co się porobiło z tymi dziećmi....
    Obserwuj wątek
      • sweet153 Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:07
        jeżeli rodzice posyłają do prywatnych szkół dzieci, gdzie im się przewraca w
        głowach to nie ma sie co dziwić.. wszystko zalezy od tego jak są wychowywane i
        w jakim środowisku sie obracają
        • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:20
          zaraz tam przewraca w glowach... lepiej zeby chodzily do szkol razem z dziecmi -
          przepraszam jesli kogos uraze - pijakow? ja chodzilam do takiej podstawowki i
          swojemu dziecku wole w przyszlosci oszczedzic tego traumatycznego przezycia.
          • apfel27 Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:29
            no tak dzieci pijakow tylko dlatego ze im sie kiepscy rodzice trafili powinny
            byc izolowane od dzieci z rodzin idealnych, sterylnych i na poziomie.
            a tak powaznie mowiac to powiem tylko tyle ze w rodzinach gdzie rodzice sa
            zamozni i nie leza pijani pod blokiem rowniez trafiaja sie patologie...
            nie swiadczy o tym tylko brud w domu i flaszka na stole.
            • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:37
              jesli kiedys bede miec dzieci planuje faktycznie je izolowac od takiego
              srodowiska. a ze patologie trafiaja sie wszedzie, to akurat prawda.
              • apfel27 Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:44
                ja chodzilam do podstawowki razem z dziecmi z najrozniejszych rodzin i nie mam
                zadnych zlych wspomnien. nie jest tak ze kazdy kto wychowuje sie w rodzinie
                patologicznej jest nieukiem, lobuzem czy np. zlodziejem.
                nie widze powodu dla ktorego takie dzieciaki powinno sie izolowac. to wyrzadza
                im prawie taka sama krzywde jak dorastanie w nienormalnym srodowisku.
                • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 22:16
                  oczywiscie, sa wyjatki. jednak to z jakiej rodziny i z jakiego srodowiska sie
                  pochodzi, co soba reprezentuja rodzice ma OGROMNE znaczenie. jesli ktos chce
                  naprawiac swiat i sie asymilowac - jego prawo. ja dziekuje, postoje ;)
                  • facecja Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 15:36
                    sądzę, że taką izolacją wyrządziłabyś więcej szkody, niz pozytku. relacja
                    podobna do tej, jaka wystepuje między wychowaniem w sterylności, a niewielką
                    odpornością nawet na najłagodniejsze zarazki. zastanawiałaś się, jaką traumę
                    może Twoje dziecko przeżyć w prawdziwym, dorosłym życiu, kiedy mama nie będzie
                    już go chroniła pod spódnicą? albo np. sytuacja, gdy koledzy ze studiów okazują
                    się byc synami pijaków, biedaków, ludzi mających kłopoty z prawem...
                    pomyślałaś, że w ten sposób możesz upośledzić dziecko społeczne, emocjonalne??
                • mikams75 Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 11:59
                  ja tez chodzilam do najzwyklejszej podstawowki (wtedy innych nie bylo) i nie
                  widze w tym nic zlego. Byly dzieci z roznych rodzin - biednych, bogatych,
                  szczesliwych, rozbitych, wyksztalconych, pijackich. Jakos sie nie stoczylam na
                  margines bo kilkoro dzieci ze szkoly bylo z pijackich rodzin.
                  Dzieci chowane pod kloszem i separowane od zwyklego swiata maja pozniej klopoty
                  w normalnym spoleczenstwie, ktore nie jest takie sterylne.
                  • lanja Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 12:39
                    Ja również chodziłam do najzwyklejszej podstawówki, podział był mniej więcej pół
                    na pół - część wyszła na ludzi, cześć nie skończyła nawet szkoły średniej lub
                    pokończyła zawodówki, a teraz siedzi i pije pod blokiem. Oczywiście (chociaż to
                    wcale nie musi być takie oczywiste) żadna krzywda mnie się nie stała z powodu
                    obcowania z takimi ludźmi i już jako dziecko dowiedziałam się, że w życiu bywa
                    różnie, ale moim ewentualnym dzieciom wolałabym oszczędzić takiego towarzystwa.
                    Mój były również chodził do zwyczajnej podstawówki gdzie czternastolatek o mało
                    nie zgwałcił dwunastolatki.
              • hotally Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:44
                Ja tak samo.....wspolczuje dzieciakom, ktorzy urodzili sie w takiej rodzinie,
                ale to własnie z takich rodzin rodzi sie najwiecej patologii : kradzieze,
                pijanstwo, przeklenstwa etc :(
                • zuza0107 Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:47
                  ale w prywatnych szkolach też nie jest ideanie. dzieci tam wcześniej palą i ćpają.
                  • hotally Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 22:06
                    Oczywiście. Trzeby zamknac w domu, postawić ochrone i lekcje prywatne oplacic :)
                    Wszystko zalezy od wychowania dziecka. Jesli ma dobre wzorce, ma jakies ambicje
                    to bedzie mniej podatne na złe wplywy.... Ja bede starała się postawić na sport.
                    • pianazludzen Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 22:28
                      haha, a mi sie wlasnie przypomnialo - moja przyjaciolka jest w ciazy i juz
                      sobie postanowilam ze jak dziecko zacznie cokolwiek czaic, to bede je zabierac
                      i uczyc AutoCADa :) hihihi tylko moja przyjaciolka nic o tym jescze nie wie:)
              • kochanica-francuza a co jest złego w byciu dzieckiem pijaka? 15.08.06, 23:21
                nie mylić z samym pijakiem
                • maraiss Re: a co jest złego w byciu dzieckiem pijaka? 15.08.06, 23:29
                  kochanica-francuza napisała:

                  > nie mylić z samym pijakiem

                  to, ze takie dziecko ma zazwyczaj gorszy start w życiu...
                  nie mówiąc juz o skutkach psychicznych dla dziecka wychowanego w domu, gdzie
                  rodzic pil:( są nawet klubu dla dzieci z takich rodzin ( w stylu AA)
                  gdzie prowadzi sie psychoterapie
                  • r.richelieu Re: a co jest złego w byciu dzieckiem pijaka? 16.08.06, 13:00
                    Pytanie było, co jest złego, a nie jaki ma start w życiu. To, co piszesz, to
                    prawda. W kontekście odgradzania własnych dzieci od dzieci pijaków wyglądają
                    niektóre opinie z tego wątku na kopanie leżącego.
          • r.richelieu Chuehehe 15.08.06, 12:24
            Gdyby to było f psychologia, to jasne byłoby, że takim dzieckiem pijaka jestem
            ja. Bździsz cioccolato, choć mi przewrażliwienie na ten temat przesło. Kiedyś
            się wojowało..
            • r.richelieu Re: Chuehehe 15.08.06, 12:26
              że hotally bździ to jakby naturalne, system wartości klubowej maskotki, ale
              ciocc Ty?
              • hotally Re: Chuehehe 15.08.06, 14:45
                jak to brzdzę?:P
                • r.richelieu Re: Chuehehe 15.08.06, 15:01
                  <Ja tak samo.....wspolczuje dzieciakom, ktorzy urodzili sie w takiej rodzinie,
                  ale to własnie z takich rodzin rodzi sie najwiecej patologii : kradzieze,
                  pijanstwo, przeklenstwa etc :(>

                  takto ;), pomijam "współczuję dzieciakom", bo to akurat bżdżeniem nie jest
                  • lanja Re: Chuehehe 15.08.06, 18:39
                    > ale to własnie z takich rodzin rodzi sie najwiecej patologii : kradzieze,
                    > pijanstwo, przeklenstwa etc :(>

                    Ale to jest szczera, smutna prawda, a nie jakieś fiu bździu. Pochodzenie z
                    takiej rodziny nie musi byc gwarantem stoczenia się, ale bardzo je ułatwia.
                    • r.richelieu Re: Chuehehe 15.08.06, 21:28
                      No właśnie. Dlatego, żeby się pseudoochronić trzeba skasować dostęp do
                      wszystkich, prawem gazetowej statystyki. Nic to, że masę ludzi wyrosłych na
                      patologii nie jest patologiczna, a masa ludzi wyrosłych na normalności nie jest
                      normalna. Trzeba 40-latka oceniać pod kątem tego jak żył 20-30 lat wcześniej.
            • ally Re: Chuehehe 16.08.06, 15:37
              przypominam, że stereotypem jest myślenie, że alkoholizm czy przemoc domowa
              jest problemem marginesu społecznego. w dobrych, bogatych domach też jest to
              dość częste. tyle że ludzie bardziej sie kryją
        • umaa Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:23
          nie wydaje mi sie aby przewracalo im sie w glowach w prywatnych szkolach, w
          panstwowych rowniez moze im sie przewrocic.
          • kamila29091 Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:25
            Moja kuzynka ma 8 lat i juz zna kazdego znaczacego projektanta. Sama ja
            uczyłam, bo do lat 17 niewiedziałam co to jest Channel.
            • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:30
              discovery channel? faktycznie.. dobra stacja! rownez dla dzieci.
              • apfel27 Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:31
                :))
              • kamila29091 Re: Dzieciaki a moda 16.08.06, 21:39
                > discovery channel? faktycznie.. dobra stacja! rownez dla dzieci

                Przepraszam bardzo, sens ogolnie byl do pojecia ale jak mi sie napisalo jedno n
                za duzo to juz masz ucieche. A jakbym napisala chael albo channnel to co bys
                wymyslila?? Tylko nie mysl ze Cie krytykuje bo ja nie z tych...
          • gosiaqus Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:28
            i coniektórym się zawsze przewracało, przewraca i będzie przewracać :)
            chyba, że do czasu, kiedy całe społeczeństwo osiągnie podobny status materialny,porównywalny do standardu zachodniego. A póki tzw nowobogaccy dyktują ton rzekomego luksusu to tak będzie.
            • hotally Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:41
              Racja. Teraz duzo nastolatek podąża za modą, chce ładnie wyglądać, zwraca uwagę
              na metkę. Nie myslałam jednak, że granica wieku jest taka niska. To Mnie zdziwiło
            • sweet153 Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:44
              Jeżeli rodzic uważa za odpowiednią szkołe prywatną, gzdie dzieci sie ubierają
              tylko u projektantów to prosze bardzo jeżeli mają aż tyle kasy, ale w tej
              sytuacji to po co matka chciała kupić córce spodnie lee czy wranglera? to, ze
              sie chodzi do państwowej szkoły to nie znaczy, że ma sie do czynienia jedynie z
              dziećmi pijaków. Są również elitarne szkoły pastwowe o wysokim poziomie. Nie
              krytykuje nikogo, ale nie ma sie co dziwic później takim zachowaniom jak ta
              opisana w tym wątku. pzdr:*
              • pianazludzen Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 21:58
                >Są również elitarne szkoły pastwowe o wysokim poziomie

                no tak, ale do szkol podstawowych panstwowych nabiera sie dzieci na
                zasadzie "rejonowosci", chyba nie mozna sobie wybrac panstwowej tak o jak sie
                chce?
                • maraiss Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 22:06
                  pianazludzen napisała:
                  >
                  > no tak, ale do szkol podstawowych panstwowych nabiera sie dzieci na
                  > zasadzie "rejonowosci", chyba nie mozna sobie wybrac panstwowej tak o jak sie
                  > chce?

                  nie ma juz rejonizacji...
                  moja kuzynka dwa lata temu posłała swoją córe do państwowej podstawówki na
                  drugim końcu miasta, jej zdaniem najlepsza w miescie dlatego tam zapisała córke
                  • pianazludzen Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 22:26
                    aha, nie wiedzialam.
                    • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 11:38
                      jednak lokalizacja jest nadal dosc waznym czynnikiem wyboru ;) ja mam
                      przyjemnosc mieszkac w dosc duzej kamienicy w centrum wwy, gdzie misz masz
                      spoleczny jest naprawde spory. od prostytutki do profesora, jak to kiedys
                      okreslil pewien lekarz z pogotowia ;) widuje codziennie miejscowych pijaczkow
                      saczacych od rana piwo w bramie (i tak dobrze, ze nie alkoholizowany napoj
                      winopodobny) i widuje tez ich maloletnie dzieci... i naprawde nie chcialabym
                      aby moje (ewentualne przyszle) dziecko przyjaznilo sie z ludzmi z takiego
                      srodowiska. no nikt mi nie powie, ze mogloby ono miec jakis pozytywny wplyw.

                      nie znaczy to, ze dzieciaki z zamozniejszych, inteligenckich rodzin sa jakims
                      cudem. wiadomo - tam tez sa problemy dorastania, ale jednak chyba troche
                      mniejsze i przecietnie wieksza jest szansa, ze rodzina ma DOBRY wplyw na
                      dziecko i stara sie by wyszlo na ludzi.
                      • sumire Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 11:50
                        ma na pewno lepszy wpływ, niż spędzenie połowy życia w zamkniętym osiedlu, w
                        którym wszyscy są jednakowo zamożni, gładcy i porządni. moim zdaniem lepiej,
                        żeby dziecko wiedziało, że mimo wszystko pijaczek też człowiek i nie można nim
                        pogardzać, niż żeby dorastało pod kloszem. takim trochę kastowym kloszem :)
                        • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 11:55
                          sa ludzie zyjacy skromnie, ale kulturalni i inteligentni. jest tez margines
                          spoleczny - z tym ostatnim wole nie miec doczynienia nawet bedac dorosla osoba,
                          a co dopiero w przypadku dzieci w wieku podstawowkowym.
                          • sumire Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 12:06
                            no nie wiem :) może ja patrzę z perspektywy śląskiej i krakowskiej, gdzie
                            margines często miesza się z bohemą i inteligencją, i wszyscy razem spotykają
                            się czasem na koniaczku, ale sądzę, że całkowite izolowanie dziecka od takiego
                            środowiska może mieć jeszcze gorsze skutki, niż uświadamianie mu, że tacy
                            ludzie też istnieją. nie mówię, że trzeba wpajać mu zachwyt fascynującym
                            zapachem podwórkowych żulików, broń Boże.
                            notabene, swego czasu mieszkałam w kamienicy, której podwórze okoliczni
                            pijaczkowie szczególnie sobie upodobali. codziennie ich mijałam, a oni mi
                            grzecznie mówili dzień dobry. kiedy się wyprowadzałam, ochoczo rzucili się do
                            pomocy przy wynoszeniu kartonów i nawet odmówili za to datku na wino :) toteż
                            uważam, że z marginesem różnie bywa.
                            a sama, żeby było zabawniej, jestem absolwentką prywatnego liceum.
                            • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 12:32
                              ja skonczylam panstwowa podstawowke, panstwowe liceum i panstwowa szkole
                              wyzsza ;) i zyje. ale mieszkam w miejscu gdzie niestety mam i mialam stycznosc
                              z marginesem-margnesem. nie dalej jak wczoraj w ciagu dnia dwoch pijaczkow
                              pobilo sie ze soba w bramie. czasami naprawde jest nieprzyjemnie przechodzic
                              przed podworko... moze stad moje przewrazliwienie. nie chce propagowac
                              wychowywana dzieci pod kloszem w sterylnych warunkach, ale chce je chronic.
                • sweet153 Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 22:44
                  .. a odnośnie gimnazjów i liceów to jest sie przyjmowanym wg puntów, wiec im
                  wieksze wymagania i konkurencja tym wyższy poziom i inna grupa osób tam
                  chodzi.. wtedy juz zadkością sa osoby z patologicznych rodzin, a lepiej jest
                  chyba jezeli dziecko ma kontakt z różnymi osobami i własne poglądy na ten
                  temat - niekoniecznie tylko osoby w ciuchach od projektantów sa ok.. osoby
                  inteligętne średnio zamożne to co? sa gorsze??
                  • pianazludzen Re: Dzieciaki a moda 14.08.06, 22:55
                    o liceach i gimnazjach to wiem.

                    osoby inteligeNtne i srednio zamozne nie sa gorsze, ale jesli sa osoby ktore
                    zycza sobie posylac swoje dzieci do szkol prywatnych maja do tego prawo, i
                    chyba w tej debacie ani jedna ani druga strona nie przekona oponenta:)
                    • kropisia Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 11:29
                      Odnosnie dzieci to ja jestem za szkolami publicznymi i tym, ze powinny one uczyc
                      dzieci, a nie tylko sprawdzac, czego uczniowie nauczyli sie na prywatnych
                      korepetycjach. Jesli chodzi o moje wlasne dzieci to szkoly prywtne sa sprzeczne
                      z moimi idealami egalitaryzmu.

                      Odnosnie dzieci w modnych ciuchach - ja mysle, ze dziecku trzeba wytlumaczyc, ze
                      nie snobizm marki sie liczy tylko styl. W koncu nawet Joanna Brodzik pojawia
                      sie ubraniach z Reserved.;) Poza tym mysle, ze Polsce kult drogich marek jest
                      troche chory. Prowadzi do tego, ze te markowe rzeczy sa kilka razy drozsze niz
                      w innych krajach.

                      BTW, nie wiedzialam ze JOOP jest taki eksta wsrod nastoltakow, myslalam, ze oni
                      lubie Diesla.
                      • dakota77 Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 11:41
                        Rozwydrzonym bachorem można być niezależnie od tego, do jakiej szkoły się
                        chodzi. Ciekawe, czy dzieciaki z klasy tej dziewczynki naprawdę chodzą w
                        designerskich ciuchach.
                        • sumire Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 11:47
                          e tam :)
                          ja z dzieciństwa znakomicie pamiętam historyjki, jakie się opowiadało
                          koleżankom - w co to się nasze mamy nie ubierają, gdzie to nie wyjeżdżamy na
                          wakacje i jakim luksusowym samochodem :) i męczyło się rodziców o różne
                          dziwactwa, bo "koleżanka powiedziała, że mama jej kupiła".
                          to oczywiście były zgoła inne czasy i butiku Burberry jeszcze w stolnicy nie
                          było, ale podejrzewam, że umysł dziecięcy we wszystkich epokach funkcjonuje
                          podobnie. normalna rzecz. gorzej tylko, jeśli to na całe życie zostaje :)
                          • trocineczka Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 12:35
                            Dokladnie :) Tyle tylko, ze teraz, zamiast nowej lalki Barbie, dzieciak zyczy
                            sobie buciki Prady, powiedzmy. Znak czasow? Chyba nie. Bo cos mi sie wydaje, ze
                            na metke to zwracaja uwage wlasnie osoby, ktore w zyciu rzadko kiedy moga sobie
                            na taki ciuch pozwolic. Ci, dla ktorych to norma, w nosie maja, co jest
                            wypisane na ich ubraniach.
                            Ja rowniez skonczylam zwyczajna, publiczna podstawowke i pamietam, ze z
                            najwieksza zawiscia na markowe ciuchy patrzyly dzieci z rodzin
                            sredniozamoznych, ktorych rodzicow stac bylo, aby im kupic raz na czas 'bluzke
                            z metka'. Dzieciaki noszace te rzeczy na codzien w ogole nie zwracaly na to
                            uwagi, a te z rodzin najbiedniejszych doskonale wiedzialy, ze i tak nic takiego
                            nie dostana, wiec nawet sie nie ludzily.
                            Liceum za to skonczylam niby elitarne. Nacpane 'pierwszaki', ktore dogorywaly
                            gdzies w kacie szatni byly norma prawie kazdego dnia, a co rusz jakas kolezanka
                            martwila czy przypadkiem nie jest w ciazy i...z kim. Nie ma co...elita.
                            Swoja droga, rzecza wysoce naiwna jest sadzic, ze prywatna szkola zapewni
                            izolacje od zla i brudow tego swiata.
                            • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 12:38
                              Ee, zamiast butów Prady były wszystkie te rzeczy, które się wspominało w
                              wątkach wspomnieniowych, a nie Barbi. 10-12 latka to już mała kobietka, i wtedy
                              i teraz.
                              • trocineczka Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 12:42
                                To wszelakie celowe przejaskrawienia w wypowiedziach tez trzeba na tym forum
                                tlumaczyc? Czy moze nalezy zaznaczyc jakims innym kolorem np? :P :P
                                Przy okazji, ktora 10-12 latka za czasow polskiej komuny slyszala o Versace?
                              • sumire Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 12:42
                                hmm, wiesz, ja mam wrażenie, że wtedy było jednak troszkę inaczej. wtedy, tzn.
                                15-20 lat temu. nie spotykało się wtedy 13-latek w pełnym makijażu i z pępkiem
                                na wierzchu.
                                ale ogólnie rzecz biorąc - tak. w tym wieku już bliżej do małej kobietki.
                                • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 12:45
                                  tak samo nie bylo wtedy prywatnych szkol. komunie wlasnie zalezalo na
                                  wymieszaniu spoleczesntwa, wytepieniu inteligencji i zrobienia jednej klasy -
                                  robotniczej.
                                  :)
                                  • trocineczka Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 12:56
                                    Wszystko sie zgadza :) Tyle tylko, ze prywatna szkola wcale nie rowna sie
                                    izolacja od patologii. No chyba, ze przychodzenia nacpanym do szkoly w wieku
                                    lat 15 nie uwazasz za takowa. Tylko niech mi nikt nie pisze, ze to zalezy od
                                    szkoly i od dziecka, bo w to wszystko prawda, tylko ze zarowno w przypadku
                                    szkol prywatnych jak i publicznych :)
                                    Z poziomem nauczania tez bywa roznie..
                                    Kolezanka z pedagogiki miala przed wakacjami praktyke w prywatnej szkole..
                                    Dzieciakom sie wydawalo, ze moga wszystko, bo maja odpowiednich rodzicow z
                                    opdowiednimi nazwiskami.. A jak dostanie pale? Nie szkodzi, tatus zaplaci i
                                    bedzie 5 :) W sumie, wygodne takie bezstresowe podejscie do zycia :)
                                    • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 13:04
                                      nastolatkom rozne glupoty strzelaja do glowy niezaleznie od tego do jakiej
                                      szkoly chodza. wazne jest jednak z jakiego srodowiska sie wywodzi..
                                      • trocineczka Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 13:11
                                        Najlepszy przyklad to..Paris Hilton ;) A serio; kwestia wychowania i OBECNOSCI
                                        rodzica, o czym wielu dzisiejszych, tzw. nowobogackich rodzicow niestety nie
                                        pamieta. To sie potem nie ma co dziwic. A skrajnej patologii tak naprawde jest
                                        niewiele.
                                      • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 13:11
                                        Nie, chyba jednak mi nie przeszło przewrażliwienie nt pochodzenia. Bździsz ciocc
                                      • sumire Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 13:17
                                        z całym szacunkiem - myślę, że to za duże uproszczenie. ale może to zależy od
                                        punktu widzenia i doświadczeń.
                                        z każdego środowiska można wyjść. mało to ludzi, którzy odnieśli sukces mimo
                                        podłego dzieciństwa? i mało inteligentów z hrabiowskich rodzin, którzy
                                        skończyli pijąc pod płotem? szczerze pisząc - bardzo nie chciałabym, żeby ktoś
                                        patrzył na mnie przez pryzmat środowiska, z którego pochodzę. a tym bardziej,
                                        żeby ktoś tak patrzył na moje dzieci. łatwo wysnuć błędne wnioski.

                                        proszę. w Indiach powoli i boleśnie odchodzi się od kastowości, a u nas ten
                                        system chyba by się przyjął. już mam jedną znajomą, która zapowiedziała, że nie
                                        kupi sobie mieszkania innego, niż takie na osiedlu za wielką bramą, "bo nie
                                        chce, żeby jej element pod oknami chodził". smutne.
                                        • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 13:28
                                          A uproszczenia biorą się z ograniczoności i lenistwa, które nie widzą dalej niż
                                          własy światek, co gorsza, nie chcą widzieć dalej
                                        • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 13:58
                                          wyjatki sa zawsze, a uproszczenie celowe.

                                          majac wybor wolalabym mieszkac na wzglednie bezpiecznym zamknietym osiedlu niz
                                          w kamienicy, gdzie niemal co noc sa jakies awantury lub bijatyki, gdzie nieraz
                                          wracajac do domu wchodzilam na piechote na 6 pietro, bo nie mialam ochoty
                                          jechac zarzygana przez sasiada pjaczka winda.
                                          i tu nie chodzi wcale o podzial na biednych/bogatych, tylko o bezpieczenstwo.
                                          chyba kazdy czlowiek dobiera sobie takie towarzystwo, w jakim sie dobrze czuje.
                                          • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 14:04
                                            Ale osiedle zamknięte wcale nie daje bezpieczeństwa tylko poczucie
                                            bezpieczeństwa, nie widać różnicy? I wcale nie daje zbiorowości ludzi o takich
                                            samych wartościach, a takim samym portfelu.
                                            Wychodzi to, co jest jasne jak słońce, "plebs" niezależnie co zrobiłby, zawsze
                                            będzie dużo gorzej postrzegany niż "elyta". Profesor alkoholik jest dużo
                                            lepsoejszy od menela alkoholika, a profesor złodziej od menela złodzieja, nawet
                                            wtedy, gdy profesor jest w swoich poczynaniach bardziej drastyczny.
                                            "norma" psia mać
                                            • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 15:04
                                              daje wiecej bezpieczenstwa i wiecej zwyczajnego porzadku niz miejsce, w ktorym
                                              mieszkam obecnie. nigdy nie mieszkalam na zamknietym osiedlu, najwyzej
                                              odwiedzialam kogos, kto mieszka w takim miejscu. roznica jest kolosalna na
                                              pierwszy rzut oka. jak jest naprawde niestety nie wiem :) nie mniej jednak z
                                              dwojga zlego wole miec czysta niz zarzygana klatke schodowa oraz sasiada ktory
                                              nic nie mowi albo mowi dzien dobry od takiego co pije piwo w bramie, pluje i
                                              slyszalam od niego jedynie slowa powszechnie uznawane za niecenzuralne.

                                              dalsze uproszczenie. ludzie poszukuja osobnikow podobnych do siebie -
                                              niekoniecznie mierzy sie to stanem konta. jednak nawet wybierajac klub na
                                              wieczorna impreze albo kawiarnie kierujemy sie rowniez tym, kto tam chodzi, bo
                                              to ludzie tworza miejsce, a nie tylko kolor scian, wilkosc kanap i cena lampki
                                              wina..
                                              tj nie chodze do pobliskiej spelunki napic sie piwa, nie mam ochoty pic piwa w
                                              towarzystwie miejscowych meneli.
                                              • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 16:10
                                                No właśnie. Poczucie bezpieczeństwa stało się ważniejsze od samego
                                                bezpieczeństwa. W dodatku bezpieczeństwo opisane w kronikach policyjnych i
                                                izbach wytrzeźwień nie jest tym samym bezpieczeństwem, którego oczekują
                                                mieszkańcy osiedli zamkniętych. Dla nich bezpieczeństwo mocno zahacza o inne
                                                cechy takich osiedli, typu prestiż, oddzielenie się od biedaków, a więc NAPEWNO
                                                motłochu generującego patologie. Bezpieczeństwo jest tu politycznie poprawną
                                                wymówką. Dorzuca się do tego i dieci, bo staruszki, dzieci i zwierzęta
                                                skutecznie wyciskają łzy, co doprowadza to tego, że nawet dzieci uczestniczą w
                                                tym odgradzaniu i hierarchizacji. My mieszkamy na najlepsiejszym osiedlu, więc
                                                jesteśmy najlepsi, ci z osiedla zamkniętego o mnieszej ilości bajerów są gorsi,
                                                a ci z blokowisk to już w ogóle plebs. Gadanie laparówy o plebsie jest szeroko
                                                słyszane u mieszkańców takcih osiedli, choć wcale nie rośnie wraz z wartością
                                                osiedla. Njabardziej zaciekli w wytyczaniu granic w sąsiedztwie są mieszkańcy
                                                osiedli zamkniętych ze średniej półki, bo ci aspirują do klasy wyższej, więc
                                                chcą być bardziej papiescy od papieża. Gadanie o innych jako gorsi ma znaczyć,
                                                że ja jestem tym lepszym, a utrwalane te przekonania przez niewydarzonych
                                                pismaków sprawia, że faktycznie ludzie czują się lepsi, czują się
                                                bezpieczniejsi i wśród swoich. Badania pokazują jednak, że to wcale nie są
                                                swoi, że nawet ich się nie zna, i tylko może przez fakt tej nieznajomości tkwi
                                                się przez kilka lat w przekonaniu, że mamy samych wspaniałych, takich jak my,
                                                sąsiadów. Grunt to nic o nich nie wiedzieć, to można dopisać niewiadomo jak
                                                dobry ich obraz. W dodatku nawet gdy w końcu zdarzy się nieprzyjemny incydent,
                                                albo dwa i pięć, nie chcemy przyznać, że się pomyliliśmy, że zaufaliśmy
                                                otoczeniu bez żadnych podstaw tej ufności, bo nie lubimy przyznawać się do
                                                własnych błędów. Dlatego tego rodzaju osiedla będą dokładnie tak samo
                                                patologicznie wyobcowane jak blokowiska, bo dają za duży pozór tego, że są
                                                wspaniałe i bez wad. Zarzyganej klatki schodowej nie będzie, bo zaraz sprawna
                                                ekipa sprzątająca rzygowiny zmyje, w blokowisku dopóki samemu się tego nie
                                                zrobi lub czasem, gdy samemu się sprzątaczce nie zróci uwagi, będą śmierdzieć
                                                przez tydzień. Bo to nie ludzie są inni, a sposób ich obsługi. Sprawna i
                                                codzienna sprzątaczka zmywa wszystkie ślady patologii, ochrona, monitoring i
                                                brama dają poczucie bezpieczeństwa, a oddzielny plac zabaw dla dzieci daje
                                                wrażenie, że bezpieczne jest dziecko. A tymczasem i bogaci narąbani rzygają,
                                                choć nazywa się to zaburzniami żołądkowymi pod wpływem alkoholu; żadna brama i
                                                ochrona nie powstrzyma złodzieja prze kradzieżą, tym bardziej, że działa na
                                                niego właśnie zachęcająco mówiąc, że skoro delikwentów stać na tak drogie
                                                mieszkanie, to i stać na drogie ich wyposażenie. Co zaś do placu zabaw, dziecko
                                                będzie się tam w czystej piaskownicy bawić.. z jednym lub wręcz z żadnym
                                                dzieckiem, bo ile dzieci w wieku piaskownicowym może być na jednym małym
                                                osiedlu.
                                                Po wyjściu za bramę osiedla za to droga przebiega dokładnie punktowo, zamiast
                                                czuć się dobrze we własnym otoczeniu traci się gwałtownie poczucie
                                                bezpieczeństwa i zna tylko drogę do autobusu, do najbliższego sklepu, do
                                                przedszkola jeśli jest blisko. Cał reszta otoczenia, zameiszkana przecież przez
                                                rozwydrzonych barbarzyńców, od których się przecież odrodziliśmy, jest mijana
                                                pośpiecznie i w strachu. Dopiero na gruncie prawdziwie publicznej przestrzeni
                                                odzyskujemy spokój przestrzeni znowu należącej do nas. Na przykład centrum
                                                handlowego czy rynku, jeśli jest zadbany, czasem pubów lub kościoła. Mieszkanie
                                                więc w osiedlu zamkniętm wywołuje więcej stresów niż mieszkanie w blokowisku,
                                                gdzie do objawów patologii, nie sprzątanych i nie zasłanianych elektronicznymi
                                                gadżetami, musieliśmy się przyzwyczaić.
                                                • apfel27 Re: trolle w piaskownicy 15.08.06, 16:28
                                                  serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3544754.html
                                                  kiedy to przeczytalam to prawde mowiac az mnie zemdlilo. rozumialabym gdyby
                                                  ktos im do tej piaskownicy sie zalatwial, wpuszczal pawie lub wyprowadzal psa
                                                  ktory traktowal by ja jako kuwete...
                                                  nie wydaje mi sie zeby wszyscy rodzice mieszkajacy w bloku obok byli gotowi
                                                  traktowac kazdego kto poskarzy sie na ich dzieciaka wyzwiskami. prawdopodobnie
                                                  nawet gdyby dzieci nie sypaly piaskiem i nie byloby zadnych zgrzytow
                                                  piaskownica i tak zostalaby ogrodzona. bo sie trzeba izolowac:D a jak
                                                  piaskownica jest nasza to dlaczego jakas biedota ma z niej korzystac...
                                                • lunalovelight hmm 15.08.06, 17:50
                                                  mieszkalam i w duzym domu z ogrodem i w kamienicy takiej, jak ta cioccolato (tez
                                                  na 6 pietrze, znam 'bol' z winda) i obecnie mieszkam na zamknietym osiedlu z
                                                  ochrona i cholernym oczkiem wodnym na dziedzincu. i coz, wiecej stresow mi moje
                                                  obecne mieszkanie nie dostarcza - moze dlatego, ze znac za blisko sasiadow nie
                                                  chce i tyle, co o nich wiem, mi wystarczy (klaniamy sie sobie, usmiechamy albo i
                                                  nie, wymieniamy czasem uprzejmosci w windzie, rozmawiamy na forum swojego
                                                  osiedla), ze chce miec te czyste windy, ktore posprzatala sprzataczka o 6 rano i
                                                  wcale nie przeszkadza mi pokonywanie drogi do pracy (z warszawskiego urysnowa do
                                                  centrum) w formie punktowej (typu dom - metro - tramwaj - praca lub dom -
                                                  samochod - praca). na ursynowskie osiedla cieszace sie, ekhem, raczej
                                                  nieszczegolna opinia po prostu sie nie zaglebiam i nie bywam w ogole w tych
                                                  okolicach wieczorem.

                                                  richelieu, ja sobie zawsze cenie Twoje opinie, ale to, ze ktos celowo wybral
                                                  takie m-ce zamieszkania, jak ja, nie znaczy, ze od razu jest oglupialym
                                                  dorobkiewiczem, co ma zludne poczucie bezpieczenstwa, a nie bezpieczenstwo same
                                                  w sobie i dzieciaka wsadzi do piaskownicy OGRODZONEJ.
                                                  • r.richelieu Re: hmm 15.08.06, 18:11
                                                    Warszawa jest o tyle specyficzna, że więcej jest nowych mieszkań w zamkniętych
                                                    niż otwartych. Samo mieszkanie więc w zamkniętym staje się powoli dziwną normą,
                                                    a że w osiedlach otwartych brak jest wyraźnych podstaw do pogorszenia się
                                                    warunków życia to warunki na zamkniętych z klas niższych nie jest znacząco
                                                    lepiej niż na otwartych. Sprzątaczka jest zależna od administracji osiedla,
                                                    otwarte też mają sprzątaczki o 6 rano, choć nei zawsze codziennie. Jeśli
                                                    mieszkało się w okolicy zdatnej do rewitalizacji tylko to przeprowadzka do
                                                    zamkniętego jest wyraźną zmianą. Ale jest masę osiedli otwartych, tzw.
                                                    normalnych, gdzie warunki życia niczym się nei różnią od analogicznie dużych,
                                                    choć zamkniętych.
                                                    • lunalovelight Re: hmm 15.08.06, 18:21
                                                      owszem, ale ja chcialam zamkniete, to raz (ergo po kiego grzyba mam kupowac za
                                                      prawie tyle samo pieniedzy mieszkanie na otwartym osiedlu). dwa, ze nie jest
                                                      duze. to wlasciwie jeden budynek, ale ze wzgledu na ksztalt i uklad mozna go
                                                      nazwac osiedlem. no i tez nie chodzi o jakas dziwna nobilitacje na zasadzie
                                                      lojezusiemaryjo-mieszkam-se-za-wielkom-i-drogom-bramom, bo w warszawie
                                                      mieszkania wszedzie sa juz drogie, czy rynek wtorny, czy pierwotny, czy
                                                      zamkniete, czy otwarte...

                                                      to prowadzi do pewnych podzialow, te osiedla, te enklawy, mniejsze i wieksze.
                                                      ale coz. podzialy istnieja na swiecie, jak mniemam, juz od czasow homo sapiens
                                                      neandertalensis.
                                                    • cioccolato_bianco Re: hmm 15.08.06, 18:42
                                                      w duzej, zamknietej marinie mokotow to ja bym mieszkac nie chciala ;)
                                          • pianazludzen wywod przynudnawy:) 15.08.06, 19:39
                                            a ja jako polarchitekt polurbanista wtrace, ze miedzy ponura kamienica i
                                            zamknietym osiedlem jest caly wachlaz mozliwosci:) ktore z jakichs powodoww
                                            (pewnie ekonomicznych, socjologicznych i masy innych) jakos nie chca sie w
                                            Polsce przyjac:)

                                            Ogolnie zamkniete osiedla to urbanistyczna masakra, dziwaczny wytwor kaleczacy
                                            strukture miasta. Niestety dobrze sie w Polsce majacy, niestety, bo np.
                                            Warszawa moglaby juz sluzyc studiom w kierunku: "Jak skutecznie spieprzyc
                                            Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego", tak jak wiele innych polskich
                                            miast, a te pozamykane hybrydy wcale nie pomagaja.

                                            W sumie nie dziwi mnie to, sadzac po tym, ze moj kolega niemal nie oblal
                                            dyplomu, bo zabral sie wlasnie za wytyczanie Planu Miejscowego, a nie za
                                            projekt, wiecie, z przekrojami, rzutami, detalami. Urbanistyka jest nadal
                                            traktowana w Polsce po macoszemu, nawet przez pracownikow naukowych uczelni
                                            wyspecjalizowanych w tym kierunku (studiuje na wydziale Architektura i
                                            Urbanistyka, a niektorzy profesorowie zdaja sie o tym drugim czlonie nazwy
                                            zapominac, parz powyzszy przyklad)

                                            Ale w nas mlodych urbanistach nadzieja, howgh:)
                                            • r.richelieu Re: wywod przynudnawy:) 15.08.06, 19:58
                                              A wziąć tylko prawdziwie nowoczesne otwarte osiedla, bez bramy, za to z tak
                                              zaplanowanym układem wewnętrznym, że niby wielkie osiedle, a wszystkie
                                              potencjalne złodziejstwo widać. Rzucić siatkę dookoła łatwo, ale pomyśleć zanim
                                              się zbuduje..
                                              • pianazludzen komu sie nie chce czytac moich wypocin... 15.08.06, 20:28
                                                komu sie nie chce czytac moich wypocin - prosze przeczytac powyzszy post
                                                richelieu - wlasnie o to chodzi!
                                          • lanja Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 22:43
                                            Gdybym miała wybór między zamkniętym osiedlem i "normalnym" pewnie wybrałabym to
                                            pierwsze. Nie wydaje mi się, że daje ono "tylko" poczucie bezpieczeństwa, w
                                            takim miejscu po prostu jest bezpieczniej.
                                            Do szesnastego roku życia mieszkałam w normalnym, zwykłym bloku. Później
                                            przeprowadziłam się na podmiejskie osiedle domków jednorodzinnych - wprawdzie
                                            nie zamknięte, ale leżące trochę na uboczu. Przez trzy miesiące mieszkałam też w
                                            kamienicy z tych gdzie menele od rana piją sikacze pod bramą. Mam porównanie,
                                            wiem co się dzieje w moim rejonie miasta i co się dzieje w innych rejonach.
                                            Nawet pomijając walory domku typu ogródek, bliskość lasu i jeziora - o ile do
                                            kamienicy nocą wracałam z duszą na ramieniu i oddychałam z ulgą gdy zamknęłam za
                                            sobą drzwi, o tyle na osiedlu podmiejskim czuje się bezpiecznie - ludzie są na
                                            poziomie, wprawdzie do najbliższych sąsiadow nie wpadam rano na kawkę i nie
                                            dyskutujemy o pogodzie, ale zawsze jest dzień dobry i zainteresowanie czy w okół
                                            czyjegoś domu nic się nie dzieje. Nie ma pijaków, bójek, poniszczonych
                                            przystanków autobusowych. Nie wydaje mnie się żebym coś przez to traciła, a gdy
                                            czasami bywam na osiedlu na którym się wychowałam to bardzo sie cieszę, że już
                                            tam nie mieszkam.
                                            Oczywiście, że wszędzie może zdażyć sie jakieś nieszczęście, dresiarze mogą
                                            nieopatrznie zawędrować w nieswoje rejony, a sąsiad moze okazać się psychopatą -
                                            ale chyba łatwiej oberwać, nie przymierząjac, w Brooklynie niż na Manhattanie?
                                            • pianazludzen Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 22:54
                                              > zawsze jest dzień dobry i zainteresowanie czy w okó
                                              > ł
                                              > czyjegoś domu nic się nie dzieje.

                                              by tak bylo, wcale nie trzeba osiedla zamknietego. rozumiem ze w Polsce
                                              niewiele jest alternatyw oprocz ciasnego bloku, zasikanej kamienicy albo
                                              osiedla zamknietego.

                                              Ja mieszkam obecnie w kamienicy, ale w innym kraju, i wcale nie jest ponura,
                                              np. wejscie do niej wyglada tak:

                                              dresden.blox.pl/resource/door.jpg
                                              nie jest to bynajmniej jakis luksusowy standard, ale wynik dobrej odganizacji
                                              spoldzielni mieszkaniowej czy wlasciciela budynku (kazda kamienica ma
                                              Hausmajstra ktory o nia dba), dbania mieszkancow o wspolna przestrzen i
                                              zainteresowanie co sie w tej przestrzeni dzieje. Podworka tez sa przytulnie
                                              urzadzone i nie przypominaja tych zatechych nor z lombardem i zakladem szewskim
                                              przy okazji.

                                              Mnie sie wydaje, ze troche mamy luke w swiadomosci i nie dostrzegamy wielu
                                              alternatyw oprocz skrajnych, i to jest nasz, moim zdaniem, problem.
                                              • maraiss Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 22:58
                                                nie mieszkam w bloku, ale gdybym musiała zamieszkac w bloku to tylko
                                                w "otwartym". W zamkniętym miałabym wrażenie, ze mieszkam w jakimś obozie karnym:(
                                              • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 23:40
                                                w podobnej kamiency to i ja kiedys mieszkalam z przyjemnoscia.
                                                niestety rowniez nie bylo to w polsce.

                                                poki mieszkam w polskiej kamienicy z menelami nie ma szans na ladne wejscie np,
                                                bo co z tego ze we wtorek mozna pomalowac sciany i jest czysto, kiedy juz od
                                                czwartu pojawiaja sie nowe malunki na scianach oraz wyskrobane kluczami napisy?
                                                kwestia kultury ludzi, ktorzy w danym miejscu mieszkaja.
                                              • siog Re: Dzieciaki a moda 18.08.06, 14:00
                                                pianazludzen napisała
                                                Mnie sie wydaje, ze troche mamy luke w swiadomosci i nie dostrzegamy wielu
                                                > alternatyw oprocz skrajnych, i to jest nasz, moim zdaniem, problem.

                                                Bardzo dobrze to ujelas!Mysle ze to okreslenie stosuje sie nie tylko do tego
                                                watku, ale tez do danego forum o modzie, jak najbardziej...
                                • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 13:07
                                  Bliżej jednak dawnej 12-latce do fajnej kiecki, nawet bezmetkowej, wypłakanej i
                                  wytupanej, niż do Barbie. To, że teraz latają w makijażu to wina gazet dla
                                  dorosłej młodzieży, którą kierowano do dzieci. Żeby się zachowywać tak, jak tam
                                  piszą, trzeba mieć te wszystkie makijażowe gadżety. Inaczej smakuje dorosła
                                  szminka nawet kupiona za własne kieszonkowe, a inaczej taka skierowana
                                  specjalnie dla 12-latki. Wtedy nie czuje, że coś jest nie tak. A mieć szminkę
                                  mieć musi, w materializmie, jak już mówiłaś, dzieci się nie zmieniły.

                                  ad ochrona dzieci. Dziwi to, że pomimo tylu ostrzeżeń o zgubnym wpływie osiedli
                                  zamkniętych, nadal ludzie w największych miast najczęściej kupują tam
                                  mieszkania. Nie zapewnia bezpieczeństwa, a zaledwie jego poczucie. Wydają się
                                  więc ci mieszkańcy większymi agorafobikami niż ja ;) Ochrona dziecka jest
                                  szczytna, ale klosz hamuje rozwój nie tylko emocjonalny, ale i intelektualny,
                                  ograniczając widzenie dziecka do wytyczonych klapek na oczach. Jeśli już wyżej
                                  mówiono o tym, że z takich rodzin jest więcej przekleństw i kradzieży, to
                                  równie dobrze możnaby podobnymi wartościami opisać rodziny "dzieci z kluczem na
                                  szyi", które obecnie mogą nawet w domu nie przebywać, biegając z jednych zajęć
                                  na drugie.

                                  Wpływ rodziny OGROMNY, hehe, taki będzie w środowisku zamkniętym,
                                  homogenicznym, gdzie zaraz po upadku autorytetu rodzica w zerówce, dziecko
                                  trafia na takich samych tuż za progiem. Tak też mogłoby być właśnie w
                                  osiedlach zamkniętych, gdyby nie były one niewiele mniejszą zbieraniną
                                  prostytutek i profesorów, jak porządne blokowisko. W takich osiedlach też nie
                                  wiadomo kim jest sąsiad, wiadomo jedynie, że go stać na takie mieszkanie.
                                  Pieniądze w końcu różne mają źródła pochodzenia i sąsiad może być złodziejem.
                                  Co więcej, mieszkańcom wcale nie zależy na zacieśnianiu więzi między sąsiadami,
                                  dokładnie tak, jak nie zależy mieszkańcom blokowisk. Z pewnością fakt, że w
                                  sąsiednim mieszkaniu słychać notoryczne awantury będzie interesować tylko
                                  dlatego, że nam hałas przeszkadza, a nie czyjaś krzywda. W blokowiskach jest
                                  dokładnie tak samo. Sęk w tym, że w blokowisku sami musimy interweniować, że
                                  głośno, że wierci, że muzyka, a tu mamy ochronę od takcih spraw, co jeszcze
                                  bardziej oddala nas od sąsiadów. Współczuję ochronie, gdy na takich osiedlach
                                  zaczną się włamania, bo jak tu wtedy mieszkać spokojnie, gdy podejrzany jest
                                  właśnie sąsiad.
                          • yavanna86 A rodzice?... 15.08.06, 12:47
                            Już widzę jakby moje dziecko do mnie walnęło tekstem:"Jaja sobie robisz, ja chcę
                            Versace!.."...chybabym je wyśmiała szczerze po prostu i doradziła, aby sobie
                            zarobiło :D (można dzieciątku listę płac w Polsce podsunąć, może ochłonie...:P)

                            Jeśli matce nie udało się wpoić potomstwu jakiegoś systemu wartości, w którym
                            markowe spodnie nie są na samym szczycie, to jej porażka, szczerze współczuję...

                            A swoją drogą - chodziłam do prywatnej podstawówki (nie z powodu posiadania
                            obrzydliwie bogatych rodziców), państwowego gimnazjum i takiegoż liceum i
                            podstawówkę wspominam najgorzej.
                            Raz, była daleko od mojego domu, nie można było wracać samodzielnie z ludźmi z
                            klasy, tylko po każdego podjeżdżało jego autko z rodzicem inside.
                            Dwa, było tam dużo więcej godzin zajęć niż w normalnej szkole, a obiady gorsze
                            niż w domu :P
                            Trzy, najgorsze, miałam tam zdecydowanie najgłupsze towarzystwo w życiu, rzekoma
                            "elita", jedynie finansowa, zestaw ludzi nudnych, bez horyzontów, bez
                            zainteresowań, bez poczucia humoru, z którymi w życiu nie udało mi się spotkać
                            po lekcjach i nie pozostała mi żadna przyjaźń z tego okresu. Nie było patologii
                            typu ojciec pijak bijący dzieci, były patologie typu dziecko, które widzi ojca
                            raz na trzy tygodnie, on wręcza mu nowego Game Boy'a i znika. Kompletne
                            zblazowanie, rewia mody, wyliczanie "modnych miejsc gdzie się było na wakacjach"
                            (kogoś mi to przypomina), ale jednocześnie totalny brak zainteresowania tymi
                            miejscami...
                            Jedyny plus dla kadry - mało sfrustrowana, z indywidualnym podejściem do ucznia,
                            wszystkich znali, byli życzliwi, no i szkoła nie była tak zatłoczona i głośna
                            jak państwowe molochy...

                            Tak czy siak przyjaciół, ludzi myślących, inteligentnych, z zainteresowaniami
                            poznałam później, później też dowiedziałam się, że w szkole mogą dziać się
                            zabawne rzeczy, że można pójść na wagary nad Wisłę, wykłócać się z nauczycielem...
                            Wszystko co najlepsze;)
                            • r.richelieu Re: A rodzice?... 15.08.06, 13:09
                              aby sobie
                              > zarobiło :D


                              Noo, młodociane prostytutki wcale nie pochodzą z rodzin, gdzie brakuje na
                              chleb, bo ojciec wypłatę przepił. Takim trzeba nowych spodni Versace właśnie, a
                              nie drugiego śnaidania.
                              • apfel27 Re: A rodzice?... 15.08.06, 14:17
                                zgadza sie. ale to nie dotyczy tylko dziewczyn. jakis czas temu czytalam
                                artykul o prostytuujacych sie chlopcach. wiek od 12 do ok. 20 lat. spora czesc
                                z nich twierdzila ze pochofdzi z normalnych rodzin gdzie nie ma pijanstwa,
                                biedy. jeden 12-latek wyznal ze zaczal to robic bo chcial nowa komorke a
                                rodzice sie nie zgadzali wiec postanowil z trojmiasta co ktorys weekend robic
                                wypad na dworzec centralny w warszawie! kiedy go zapytano co mowi rodzicom
                                wyjezdzajac na caly weekend odpowiedzial ze "jedzie do kolegi", z ktorym sie
                                wlasnie na tym dworcu puszcza najnormalniej w swiecie. mnie zastanowilo bardzo
                                to ze rodzice pozwalaja 12 letniemu gowniarzowi wybywac z domu na weekend i
                                nawet nie wpadna na pomysl zeby zadzeonic do rodzicow i zapytac czy syn moze do
                                nich przyjechac i zeby po prostu sprawdzic czy nie klamie. nie wspomne juz o
                                tym ze sama bym go tam na ich miejscu zawiozla. i to jest patologia, moze nawet
                                gorsza od pijackiej.
                              • ksiaze-gigi Re: A rodzice?... 15.08.06, 14:19
                                A ja swoje dziecko chcialabym opslac do wdoch szkoł: spolecznej podstawowej i
                                publicznej odstawowoej muzycznej. spolecznej podstawowej-bo jest tam wyzszy
                                poziom, i jest to fajny, moim zdaniem, pomost pomiedzy szkola publiczna i
                                prywatna i do publicznego muzyka-z tego wzgledu, ze sama zaluje,z enie poznalam
                                wczesniej swiata muzyki-teraz mialbym duzo latwiej. chcilabym, zeby stykalo sie
                                z ludzmi z roznych warstw spolecznych, ael zeby to nie byli lydzie chamscy,
                                prostaccy. dziecko nie bedzie musialo kontynuowac muzycznej, ale chce, zeby
                                milao podstawy, dzieki ktorym bedzie moglo swobodnie wybrac kierunek dalszego
                                kasztalcenia.
                                co myslicie o szkolach spolecznych?mnie sie podoba to, ze dzieciaki nie sa tak
                                rozbestwione jak w prywatnych, mozna sie czegos nauczyc i jest w miare
                                indywidualne pdejscie do ucznia.
                            • facecja Re: A rodzice?... 15.08.06, 16:27
                              > Jedyny plus dla kadry - mało sfrustrowana, z indywidualnym podejściem do
                              ucznia
                              > ,
                              > wszystkich znali, byli życzliwi, no i szkoła nie była tak zatłoczona i głośna
                              > jak państwowe molochy...

                              praca w szkole prywatnej jest na pewno bardziej atraktycjna pod różnymi
                              względami, ale pracując z takimi dzieciakami, jak opisane przez Ciebie,
                              sfurstrowałabym sie jak nic - i nawet wyższe niż w szkołąch panstowych zarobki
                              nie pomogłyby mi ;)
                            • yavanna86 Re: A rodzice?... 16.08.06, 10:37
                              w społecznych szkołach jest mniej więcej to samo co w prywatnych :) różnice
                              minimalne...
                              a co do młodocianych prostytutek - to jest znowu klęska wychowawcza rodziców...
                              i popieprzony system wartości...jak mówię nie widzę takiej opcji,żeby mi się
                              dzieciak awanturował o Versace,a potem poszedł szukać sobie sponsora,jakby to
                              powiedzieć,nie te priorytety :P - a 10-latka całkowicie samodzielnie jeszcze
                              systemu wartości nie tworzy!!
      • katinkova Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 16:57
        Ja chodziłam do podstawówki na wsi.

        Moja klasa byla bardzo zroznicowana - od chlopakow ktorzy zapisani byli jeszcze
        do szkoly bo nie skonczyli 17 lat, jeden przyszedl do szkoly raz a drugi wcale,
        przez osoby ktore zakonczyly edukacje na podstawowce, po osoby ktore w tym
        momencie juz skonczyly dobre studia na panstowych uczelniach na piatke.

        Pamietam jak marzyla mi sie dzinsowa spodniczka, ktora kosztowala wtedy 12.000
        zlotych, calkiem spora suma ;) Rodzicom wtedy sie nie przelewalo, bo zaczynali
        budowac dom i kazdy grosz sie liczyl... Mialam uciulane na SKO 5 tysiecy
        zlotych, troche dostalam od dziadkow na urodziny... reszte zarobilam zbierajac i
        sprzedając w punkcie skupu rosnace na ogrodzie czarne porzeczki :)

        No i mialam moja cudowna dzinsowa spodnice ;>

        Ogolnie jak dzieciarnia wtedy chciala sobie zarobic pare groszy to jezdzilo sie
        do prac sezonowych typu zbieranie malin, porzeczek, aronii, wisni, jablek...
        Chociaz i dzisiaj tak jest z tego co widze :)
        Moj mlody kuzyn hoduje kroliki i zarabia sobie tak na kieszonkowe ;)

        Jedni mieli wiecej, inni mniej, ale wszyscy mieli mniej wiecej tak samo
        nie pamietam zebym komus czegos zazdroscila i czula sie gorsza...

        Mam kilka znajomych, ktore ucza badz uczyly, i kazda mowi ze nie ma nic gorszego
        jak uczyc dzieciaki w miescie...

        Ja bede starala sie swoje dzieci wychowywac na wsi.
        Nie moglabym im podarowac dziecinstwa w 3 pokojowym mieszkaniu i na betonowym
        podworku :(
        • sumire Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 17:00
          3-pokojowe mieszkanie to wcale nie taka oczywista sprawa, gwoli ścisłości.
          Właściwie to nadal jest trudne do zdobycia ;)
        • khaki3 Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 17:07
          Doskonale pamietam jak chcialam sobie kupic nowa lalke Barbie w Pewexie.Nie
          pamietam ile kosztowala,ale umowilam sie z mama,ze za drobne prace
          domowe(np.zmywanie,sprzatanie,odkurzanie,mycie okien) dostane wieksza sume
          pieniedzy niz tygodniowo dostawalam.i takim sposobem zarobilam na lalke barbie:)
          innym razem opiekowalam sie psem starszej sasiadki, jeszcze innym razem robilam
          zakupy dla sasiadow, jako male dziecko bylam cholerycznie przedsiebiorcza:) I
          zamiast pieniedzmi starsze osoby wynagradzaly mnie slodkosciami, ktos inny
          podarowalmi jakiesklamoty,ktore bardzo mi byly potrzebne( a do czego to nie wiem:])


          Dziecko trzeba wychowac na jakichs wartosciach,jesli male gowniarstwo jest
          orzekonane,ze markowy i drogi ciuch jest najwazniejszy to widocznie cos nie tak
          z wychowaniem. Dzieciaka za to nie ma co winic,jedynie rodzicow bo nie pokazali
          prawdziwych wartosci swojemu dzieciakowi.
        • facecja Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 17:30
          dziś, gdy miasto przenosi się na wieś w poszukiwaniu spokoju, a wieś do miasta
          w poszukiwaniu pracy, ten podział, czy raczej stereotyp, że dzieci wiejskie są
          pokorniejsze, a dzieci z miasta rozpieszczone chyba powinien zostać odwrócony o
          180 stopni.

          PS: na wsi też są betonowe podwórka i bloki. a w mieście domki z ogródkami.
      • h.e.r.m.i.o.n.a Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 17:12
        Niezłe. Ja ostatnio też na taką mamę z córką trafiłam. Co prawda tamtej
        dziewczynce chodziło o perfumy Chanel. Tak na oko miała z 12 - 13 lat, a już z
        daleka było widać, ze totalnie zmanierowane dziecko. Strach pomyśleć co z
        takiej wyrośnie, skoro już w tym wieku ma minę wiecznie niezadowolonej
        księżniczki. Bo juz właściwie nawet nie o te perfumy mi chodziło, ale o jej
        zachowanie.
        Propo szkół to do prywatnych nigdy nie chodziłam ,ale właśnie
        skończyłam "renomowane" liceum. Dobór polegał tylko na porównaniu średnich i
        wyników egzaminu gimnazjalnego. Fakt faktem jednak, że większość ludzi
        pochodziła może nie z lepszych czy bogatych rodzin, ale też nie z
        patologicznych. Byliśmy po prostu z domów w których priorytetem jest zdobycie
        wyższego wykształcenia i lepszy start w zyciu.
        Kiedyś usłyszalam od kogoś, że dzieci z tych gorszych, biedniejszych rodzin
        odnoszą w życiu większe sukcesy niż te z bogatych, bo są bardziej
        zdeterminowane. Uważam, że to prawda, widziałam to choćby po mojej klasie.
        Koleżanki i koledzy mający bogatszych rodziców o wiele mniej przejmowali się
        nauką i byli o wiele mniej odpowiedzialni i zaradni od tych biedniejszych.
        Wychodzili z zasady "rodzice załatwią", albo "pójdę na prywatną uczelnię". Ci
        biedniejsi od początku wyznaczyli sobie pewne cele i do nich dążyli.
        • sumire Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 17:25
          to święta prawda.
          mam kumpla, który pochodzi z wielodzietnej rodziny, kiepsko przędącej, średnio
          wykształconej. no i proszę - w tej chwili rzeczony kumpel zasiada w zarządzie
          firmy, z której usług kilka milionów Polaków codziennie korzysta. kwestia
          determinacji. nie pochodzenia. swoją drogą, korzeni się absolutnie nie wypiera
          i jeśli ktoś go pyta, szczerze odpowiada. mam takich przykładów (ojciec pijak,
          syn doktorant) naprawdę sporo w zanadrzu, to nie są jakieś rzadkie kurioza. ale
          to off topic właściwie :)

          biorę poprawkę na to, że mówimy tu o dziewczynkach. dziewczynki, jakie są,
          każda wie :) etap szpanerstwa przed koleżankami z ławki chyba wszystkie
          przechodziłyśmy. gorzej, jeśli rodzice podkręcają to u dzieci i pozwalają, żeby
          się rozwinęło. rosną z tego dorośli, którzy wszystko uważają za zbyt prostackie
          na ich wyrafinowany gust.
          • facecja Re: Dzieciaki a moda 15.08.06, 17:35
            > biorę poprawkę na to, że mówimy tu o dziewczynkach. dziewczynki, jakie są,
            > każda wie :) etap szpanerstwa przed koleżankami z ławki chyba wszystkie
            > przechodziłyśmy.

            chyba będę nienajlepszą matką, bo tego nie przechodziłam i nie mam wzorca, jak
            w takiej sytuacji postepować. pozostaje tylko cicha nadzieja, że hipotetyczne
            córki będą podobne do mnie, że będą stronić od kolezanek, które oceniałyby je
            po tym, co mają na sobie...
            • kadoro1969 Re: Dzieciaki a moda 16.08.06, 00:12

      • ally Re: Dzieciaki a moda 16.08.06, 15:53
        koleżanki zapewne zaopatrują się na stadionie dziesięciolecia ;-)

        podstawówkę skończyłam 6 lat temu. w którymś momencie (V, VI klasa) brak
        oryginalnych adidasów oznaczał izolację towarzyską i konieczność wysłuchiwania
        dość podlych uwag ze strony innych dzieci. to była publiczna podstawówka, ale
        chodziły do niej głównie dzieci z wykształconych rodzin; segregacja była
        straszna, dzieci z rejonu były zgrupowane w jednej klasie i miały znacznie
        gorsze wyniki w nauce.

        wracając do tematu, z tego dziwnego pociągu do marki się wyrasta, podobnie jak
        z oceniania ludzi po metce. noo, przynajmniej wiekszośc z tego wyrasta ;-)
        • hotally Re: Dzieciaki a moda 17.08.06, 20:06
          Jaki masz ładny nick ;]
      • zettrzy Re: Dzieciaki a moda 17.08.06, 04:39
        zadziwiajaca dyskusja...
        zadziwiajace ile forumek gleboko wierzy ze caly swiat zamieszkany jest przez
        dresy, meneli, pijaczyny, i wszelkiego rodzaju barachlo, tyle ze w blokowiskach
        to widac bo slaba obsluga a w osiedlach zamknietych nie, bo obsluga lepsza...
        jeszcze bardziej mnie zadziwia pragnienie by wlasne dzieci poznaly jak
        najwczesniej rozne nieprzyjemne aspekty zycia, oraz przekonanie ze brak kontaktu
        z wrednymi typami zachowan uszkodzi dzieci emocjonalnie... no fakt jak maly nie
        oberwie kilka razy od chuliganow na podworku to na pewno wyrosnie na prostytutka

        jednego tylko nie moge zrozumiec - czemu ci menele z zamknietych osiedli chca
        placic za poczucie bezpieczenstwa, chociaz mogli by przeciez miec po prostu
        wiecej na piwo? jakaz to sila fatalna powoduje ze menele nie chca tworzyc
        zwartej grupy tylko jedni rzygaja po windach, a inni wieja od tych pierwszych i
        jeszcze stawiaja jakies ploty i inne ogrodzenia?

        dzieci chowanych pod kloszem sa miliony i swietnie radza sobie w doroslym zyciu,
        zupelnie nie zalujac braku kontaktu ze swiatem meneli; wiec nie rozumiem
        dlaczego tak sie oburzacie na kobiete ktora chce uchronic swoje dzieci przed
        zlem (tak, podklasa niestety uosabia zlo - nikt ich nie zmusza do rzygania po
        windach, picia, przeklenstw, zaczepiania kobiet, wiec czemu to robia? czemu
        snoby tego nie robia?)

        gdybym miala dzieci to bym je poslala do szkoly prywatnej, tylko i wylacznie,
        bez wzgledu na koszty, chocby dlatego zeby nie nauczylo sie przedwczesnie
        plugawego slownictwa
        • yavanna86 Re: Dzieciaki a moda 17.08.06, 19:32
          Ale w co Ty wierzysz? że dzieciak w szkole prywatnej nie nauczy się plugawego
          słownictwa? Nie zetknie się z narkotykami?
          Błąd :). I jeszcze do tego zewsząd będą go bombardować jedynym słusznym
          światopoglądem tzn. pieniądze są najważniejsze w życiu, są jedynym celem, który
          uświęca wszystkie środki. Jak już pisałam wcześniej: uczęszczałam do takiej
          szkoły, to wiem. I wiem, co się stało z jej absolwentami z mojego rocznika.
          Może natomiast nie zetknie się potomek z kolegą w znoszonym sweterku po starszym
          bracie. Ale nie sądzę, żeby to akurat była wielka zaleta takich szkół (choć
          jesteśmy na forum Moda)

          Czasami (dla mnie-zawsze) gorszym towarzystwem są rozpieszczone dzieciaczki
          zamożnych biznesmenów robiących interesy z półświatkiem (no nie oszukujmy
          się,tak często wygląda w Polsce to,co powinno być normalną klasą średnią) niż
          np. potomstwo niezamożnej inteligencji...
          Nawiasem mówiąc-jestem wnuczką pijaka!! jedno z rodziców jest DDA!
          zakazałybyście swoim dzieciom kontaktu ze mną? tak z założenia?
          • facecja Re: Dzieciaki a moda 17.08.06, 22:49
            > Nawiasem mówiąc-jestem wnuczką pijaka!! jedno z rodziców jest DDA!
            > zakazałybyście swoim dzieciom kontaktu ze mną? tak z założenia?

            nie przejmuj się Yavanna, mam wrażenie, że wiele wypowiedzi w tym np. wątku
            jest przypadkowych, głównie dlatego, że niektórzy koniecznie muszą coś wtrącić
            a propos wypowiedzi, której nie zrozumieli.
          • zettrzy Re: Dzieciaki a moda 18.08.06, 04:37
            yavanna86 napisała:

            > Ale w co Ty wierzysz? że dzieciak w szkole prywatnej nie nauczy się plugawego
            > słownictwa? Nie zetknie się z narkotykami?
            Jak już pisałam wcześniej: uczęszczałam do takiej
            > szkoły, to wiem.

            budowanie obrazu calego swiata na podstawie swojego wlasnego, osobistego,
            jednostkowego doswiadczenia ma te zalete, ze daje nam glebokie przekonanie o
            slusznosci pogladu; oraz te wade, ze byle paniusia moze przedstawic poglad
            rownie gleboko sluszny, tyle ze zupelnie przeciwny ;)
            nie uczeszczalam do szkoly prywatnej, bo wyrastalam w kraju komunistycznym, w
            ktorym nic prywatnego nie bylo; i gdybym miala opisac moje autentyczne wrazenia
            z kontaktu z co poniektorymi kolegami i kolezankami, to by wyszlo tak
            politycznie niepoprawnie ze cala partia republikanska dostalaby zbiorowego
            ataku, byc moze ich demokratyczna konkurencja rowniez
            mam jednak okazje obserwowac dzieci moich znajomych (dranstwo, chodza do szkol
            prywatnych), oraz, niekiedy, dzieci ze szkol publicznych... powiem krotko: ja
            sama ucze w szkolach prywatnych, i mi wisi skad przychodza studenci, bo wszyscy
            jak jeden maja nienaganne maniery i nawet staraja sie czegos nauczyc; do szkoly
            publicznej balabym sie wejsc, po prostu aby jakis gowniarz mnie nie zaatakowal
            nozem
            "biznesmeni" robiacy interesy z polswiatkiem to nie biznesmeni, tylko pralnia
            gotowki dla polswiatka... i prosze nie przekonuj mnie ze WSZYSCY biznesmeni sa
            tacy, bo znam paru i tutaj moje doswiadczenie kontra Twoje...
            co do zakazywania dzieciom kontaktu z kims tam: selekcja naturalna istnieje nie
            tylko w przyrodzie, w kontaktach z ludzmi tez spontanicznie wybieramy jednych a
            odrzucamy innych; czy uwazasz ze dziecko z rodziny ktorej dom jest umeblowany
            glownie ksiazkami bedzie szukalo kontaktu z dzieckiem wtornego analfabety? z
            mojego doswiadczenia wynika ze nie, bo te dzieci nigdy nie znajda wspolnej
            plaszczyzny kontaktu
            aha, i dlaczego to laparowa ma na tym forum latke parweniuszki? nikt jakos nie
            widzi w niej upadlej hrabiny, wszyscy sa przekonani ze to jakas plebejka udajaca
            wielki swiat... no i NIKT NIE CHCE SIE Z NIA BAWIC, co i raz ktos sie domaga jej
            banu, ba - wprowadzilismy logowanie, ten wirtualny plot, glownie dlatego aby te
            wirualna menelke jakos poskromic
            • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 18.08.06, 17:43
              czy uwazasz ze dziecko z rodziny ktorej dom jest umeblowany
              > glownie ksiazkami bedzie szukalo kontaktu z dzieckiem wtornego analfabety?



              Nadal to samo. Co dziecko winne, czy ile dziecka zasługi w tym, że jego rodzic
              jest wtórnym analfabetą lub jest molem książkowym? Nie będę przytaczać własnego
              przykładu by nie oberwać za budowanie obrazu świata na podstawie itd.

              Zaś laP nie jest nielubiana za to, że jest upadłą hrabiną lub menelką, a za to,
              że brzydko się wyraża o foremkach. Bo nikogo nie interesowałoby kim jest, gdyby
              grzecznie bawiła się ten wspólnej piaskownicy.
              • zettrzy Re: Dzieciaki a moda 18.08.06, 18:20
                dziecko nie winne, tyle ze ksztaltuje sie w okreslonym otoczeniu; mozg
                noworodka jest ciagle pusty by tak rzec, i rozwija sie na skutek kontaktu z
                otoczeniem, dlatego dzieci eskimoskie wiedza jak znalezc droge do domu w
                warunkach burzy sniegowej (wszedzie bialo, wszedzie to samo, zadnych znakow
                rozpoznawczych), a dzieci moli ksiazkowych same popadaja w molowosc ksiazkowa,
                przynajmniej we wczesnym okresie zycia (potem to sie moze zmienic, bo mozg tez
                sie zmienia, skutkiem kontaktow itd., przez cale zycie)

                winnosc lub niewinnosc dziecka nie ma znaczenia dla innych dzieci - wybiora
                sobie towarzyszy zabaw na podstawie tego jakie dziecko JEST, bez wchodzenia w
                szczegoly DLACZEGO jest takie a nie inne; i glupia sprawa, ale swoj ciagnie do
                swego, nawet miedzy dziecmi, chociaz one, dzieci, robia to nieswiadomie

                parowa istotnie jest nielubiana za chamstwo a nie za to kim jest, ale przyczyn
                tego chamstwa wszyscy sie dopatruja w jej domniemanym pochodzeniu i podlej
                kondycji socjo-ekonomicznej
                • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 14:24
                  Wcale nie jest jednoznaczne, że dziecko półanalfabety będzie półanalfabetą.

                  No i niech tam. Ja wcale nie jestem wyjątkiem. Znam wiele osób, których droga
                  rozwoju była tak wielka, że nawet mi dźwięk spadajcej szczęki słychać. Jasne,
                  że bywa następywalność zachowań, zwłaszcza tam, gdzie ograniczone prawieże
                  gettem pijackim dzieci, nie widzą innego świata. W większości alkoholizm
                  funkcjonuje w środowiskach kompletnie wymieszanych, gdzie za ścianą są i
                  abstynenci. Wtedy świadomość dziecka kształowana jest przez inne wartości już
                  od zerówki, czy pierwszej klasy, czyli wtedy, gdy upadnie autorytet rodzica.

                  Dopatrywanie się u Parówy jej "plebejstwa" wynika wg mnie tylko z tego, że to
                  ona z tym plebsem zaczyna. Oko za oko.
        • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 18.08.06, 00:26
          Zet, nie poszłaś w kierunku dyskusji.
          Sęk tkwi w tym, jak spojrzeć na dziecko pijaka, które wg obiegowej opinii też
          popija, kradnie, ma wszy i klnie. Czy inteligentny człowiek może mieć zamiast
          swojej opinię obiegową i nawet mając najlepsze chęci w stosunku do wychowania
          własnych dzieci, zakładać z góry, że od dziecka pijaka, nawet jeśli go
          kompletnie nie zna, nauczy się samych najgorszych zachowań.

          Sam pijak jest naturalnie odrażający, pijak agresywny nawet groźny dla tych,
          którzy z nim mieszkają, a skutki tej agresji i pijaństwa doświadczą raz od
          pijaka, dwa od otoczenia, które przypisuje im cechy pijaka. Jakby ofiarę nazwać
          katem.

          Dlatego, jeszcze raz Zet, o dziecko pijaka, nie o pijaka chodzi.
          • zettrzy Re: Dzieciaki a moda 18.08.06, 05:18
            droga Rich, czy dziecko jest pijaka czy nie, nie widac - chyba ze dziecko
            zachowuje sie w tzw. okreslony sposob, ale jesli dziecko nie jest agresywne i
            chamskie nikomu nie przyjdzie do glowy ze jest ono pijaka

            w rzeczy samej, w wieku lat osmiu zycie zetknelo mnie z dzieckiem pijaka, w
            formie kolezanki z klasy wspolnie z ktora, decyzja grona pedagogicznego, mialam
            odrabiac lekcje... bowiem ja mialam stopnie w klasie najlepsze a ona najgorsze,
            do tego stopnia ze w trzeciej podstawowki ciagle nie umiala czytac

            i do dzis bym nie wiedziala ze Grazynka jest corka pijaka, gdyby nie to ze raz
            nie przyszla na owo odrabianie lekcji, a kiedy nastepnym razem zapytalam ja
            dlaczego odpowiedziala, nieco wstydliwie, "bo tatus bil mamusie", no i szydlo
            wyszlo z worka - tatus byl pijakiem

            blyskawicznie podjelam decyzje aby temat omijac, bo wyraznie byl niewygodny dla
            Grazynki, i nikomu nic nie mowic, chociaz zrobilo mi sie literalnie zimno kiedy
            uslyszalam jej relacje; bo to bylo cos takiego, o czym rozmawiali dorosli kiedy
            wspominali lata okupacji, w sensie fizycznego okrucienstwa, tyle ze teraz i tuz
            kolo mnie; wiec wrocilysmy do wypracowania z polskiego, chociaz przez reszte
            dnia czulam sie nieswojo

            i widzisz Rich nikt z DOROSLYCH nie dowiedzial sie, przynajmniej ode mnie, co
            sie dzieje u Grazynki; nadal przychodzila do nas codziennie, nadal odrabialysmy
            lekcje, tyle ze jesli nie przyszla nie pytalam jej dlaczego, a pytania doroslych
            zbywalam niedbalym "nie przyszla bo widac nie mogla"

            po latach, zastanawiam sie czy nie powinnam komus tego powiedziec... ale
            kuchnia, nie bylam na to przygotowana, sama Grazynka starala sie ukryc fakt,
            zupelnie nie wiedzialam co zrobic z ta wiedza, no i czego zreszta mozna wymagac
            od gowniarza? zwlaszcza ze epoka ujawniania wstydliwych faktow miala nadejsc
            dopiero za 20 lat

            dlatego nie epatuj nas tym dzieckiem, bo jak widac na zalaczonym obrazku pijak i
            dziecko pijaka to nie to samo... a otoczenie czesto nawet nie wie ze dziecko
            jest pijaka

            chodzi mi zas o to aby nie szukac, stylem liberalow, rozmaitych "obiektywnych
            przyczyn" dla zwyczajnego lenistwa, chamstwa, podlosci
            • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 18.08.06, 13:04
              czy dziecko jest pijaka czy nie, nie widac - chyba ze dziecko
              > zachowuje sie w tzw. okreslony sposob, ale jesli dziecko nie jest agresywne i
              > chamskie nikomu nie przyjdzie do glowy ze jest ono pijaka
              >


              To zależy od miejsca, gdzie mieszka. Nie wszędzie nikt nic o nikim nie wie. W
              większości ludzie wiedzą wystarczająco dużo by zaspokoić własną ciekawość, choć
              brak własnej interwencji tłumaczą wiedzą zbyt małą.
              • khaki3 Re: Dzieciaki a moda 18.08.06, 13:47
                Najczesciej widac,ze dziecko jest dzieckiem pijaka.Tylko,ze otoczenie jak tylko
                uslyszy glosniejszy krzyk u sasiada za sciana przytyka ucho i nasluchuje zamiast
                pomagac.najczesciej to wlasnie te "wyksztalcone" otoczenie i te "kulturalne"
                otoczenie patrzy na te dziecko i mysli sobie,ze jest takie same jak ojciec czy
                matka pijaczka.Najczesciej te otoczenie uwielbia nasluchiwac ale co do czego to
                twierdzi,ze nic sie nie dzieje albo,ze to nie ich sprawa.najczesciej jak stanie
                sie jakas tragedia to te cale otoczenie mowi,ze to taka kulturalna rodzina
                byla,albo,ze nic nie wiedzialo.A okreslenie,ze jesli dziecko jest agresywne i
                chamskie tzn,ze jest dzieckiem pijaka jest totalna bzdura! Bo dziecko moze
                wychowywac sie w domu gdzie pijak dzien w dzien lomocze matke czy dzieci i moze
                byc dzieckiem wyjatkowo uzdolnionym,wyjatkowo kulturalnym i wyjatkowo idealnym
                dzieckiem.Zetko jak duzo wiesz o dzieciach alkoholikow?Widocznie zbyt
                malo,widocznie nie wiesz o roznych "grach" dzieci,widocznie nie wiesz,ze dziecko
                obejmuje role ofiary,albo rodzinnego bohatera,albo jeszcze inna.Dziecko pijaka
                nie zawsze wyglada na brudne,zaglodzone i chamskie.DDA to wyjatkowo
                skomplikowani ludzie bo mieli lib nadalmaja wyjatkowo przykra sytuacje w domu.A
                przeciez nie tylko margines spoleczny "bawi" sie w pijanstwo!Nawet "elita"
                spoleczna ma swoje czarne owce.Wiec generalizowanie,ze dziecko pijaka jest be i
                fe, a dziecko,ktore jest cacy to juz z porzadnej rodziny to naprawde glupota.
                • zettrzy Re: Dzieciaki a moda 18.08.06, 17:20
                  o dzieciach pijakow WIEM dokladnie tyle, ile napisalam wyzej - bowiem tak na
                  pewno i swiadomie spotkalam w ciagu calego zycia tylko to jedno; czy inni
                  ludzie, ktorych znam, sa dziecmi pijakow, nie mam pojecia, moze tak a moze nie
                  ale tego po prostu nie widac
                  (co za szczescie ze inni wiedza, pytanie tylko skad ta wiedza)

                  oczekiwanie ze "kulturalne" otoczenie bedzie ingerowac w sytuacje domowe
                  pijakow nie przyniesie skutkow chocby dlatego, ze te dwa "srodowiska" rzadko
                  wchodza sobie w droge; "kulturalne", jak juz zostalo ustalone, odgradza sie
                  plotem, a pozostale rzyga w windach blokowisk

                  a zreszta, kto bedzie ingerowal skoro najczestszym skutkiem takiej ingerencji
                  sa klopoty prawne dla ingerenta bo "ofiara" natychmiast zacznie sie skarzyc na
                  wlazenie w jej sprawy prywatne? ilez to razy slyszalam o kims kto wystapil w
                  obronie bitej kobiety, ktora natychmiast zadzwonila na policje i oskarzyla
                  owego obronce o napad na jej osobistego kochanka/meza/wstaw odpowiednie

                  generalizowania, np. " Najczesciej widac,ze dziecko jest dzieckiem pijaka.",
                  nie da sie uniknac
                  • khaki3 Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 13:38
                    Nie wnikam ilelat temu skonczylas nauke( nie chce wykazac sie brakiem kultury i
                    nie zagladam do twojego dowodu) ale poki ja uczylam sie w Lo to mielismy
                    spotkania z psychologami,dotyczace nalogow.Wtedy wlasnie rozmawialo sie nie
                    tylko o narkotykach ale tez i o alkoholizmie.Pozniej bedac na 1 roku studiow
                    mialam praktyki w osrodku,ktory zajmowal sie leczeniem ludzi z uzaleznien.Wiec
                    conieco w tym temacie wiem.Dodatkowo (mozesz mi uwierzyc na slowo badz nie wiec
                    tutaj maszlink do informacji na ten temat
                    pl.wikipedia.org/wiki/Alkoholizm ) alkoholizm to zwykla choroba,nie jest
                    choroba zakazna ale oczywiscie DDA ma wieksze szanse na uzaleznienie niz dzieci
                    z rodzin gdzie alkoholikow nie bylo. Najczesciej jednak dzieci widzac cierpienie
                    i krzywde wyrzadzona przez alkoholika w domu unikaja alkoholu, ludzi zwiazanych
                    z tego typu srodowiskiem.Jesli juz chcesz poruszac temat DDA to proponuje
                    odwiedziec strone dda.bhd.pl/ wtedy przynajmniej bedziesz miala jasne i
                    prawdziwe informacje dot. rodzin dysfunkcyjnych, i dzieci z tych rodzin.


                    > (co za szczescie ze inni wiedza, pytanie tylko skad ta wiedza)

                    ta wiedza to nie wstyd czy powod do hanby.Wrecz przeciwinie.Sadzilam,ze i ty ta
                    wiedze zglebilas.Przeciez masz dostep do internetu.Czyzbys nie korzystala z tego
                    cuda techniki w celach poszerzenia wlasnej wiedzy? Gdybys poczytala ciut wiecej
                    zobaczylabys swoich znajomych w innym swietle.Z pewnoscia w twoim otoczeniu jest
                    ktos kto jest albo DDA albo AA albo alkoholikiem, badz alkoholikiem
                    trzezwiejacym. I w kazdym srodowisku zdarzaja sie tacy ludzie.


                    > oczekiwanie ze "kulturalne" otoczenie bedzie ingerowac w sytuacje domowe
                    > pijakow nie przyniesie skutkow chocby dlatego, ze te dwa "srodowiska" rzadko
                    > wchodza sobie w droge; "kulturalne", jak juz zostalo ustalone, odgradza sie
                    > plotem, a pozostale rzyga w windach blokowisk
                    >
                    > a zreszta, kto bedzie ingerowal skoro najczestszym skutkiem takiej ingerencji
                    > sa klopoty prawne dla ingerenta bo "ofiara" natychmiast zacznie sie skarzyc na
                    > wlazenie w jej sprawy prywatne? ilez to razy slyszalam o kims kto wystapil w
                    > obronie bitej kobiety, ktora natychmiast zadzwonila na policje i oskarzyla
                    > owego obronce o napad na jej osobistego kochanka/meza/wstaw odpowiednie

                    Wiec lepiej olac?Nie ingerowac? Dziwne masz podejscie do zycia. chcialabys,zeby
                    ciebie ktos olal i zostawil gdyby to tobie byla potrzebna pomoc?
                    • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 14:00
                      widze, ze temat dzieci alkoholikow jest walkowany nadal, wiec chcialam dodac,
                      ze sa tez inne nienajlepsze towarzystwa, z ktorymi nie chcialabym zeby moje
                      ewentualne, przyszle, maloletnie dziecko sie stykalo za wczesnie. narkomani,
                      rozne grupy przestepcze, zwolennicy wolnej milosci... ;))

                      pozniej, w miare rozsadnie wychowywany nastolatek juz sam sobie potrafi wybrac
                      towarzystwo i oceniac czy warto sie z kims zadawac czy nie warto, dzieci w
                      wieku podstawowkowym tego nie potrafia i uwazam, ze trzeba je chronic. nie
                      chodzi nawet o to, ze malec z domu alkoholikow jest z gory be i napewno tez sie
                      stoczy do spolecznego rynsztoka. chodzi o to, ze przyjazniac sie z nim dziecko
                      prawdopodobnie styka sie i z jego rodzicami, bywa w jego domu itp, a to moze
                      byc zwyczajnie niebezpieczne.
                      • r.richelieu Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 14:40
                        No i niech tam. Ja wcale nie jestem wyjątkiem. Znam wiele osób, których droga
                        rozwoju była tak wielka, że nawet mi dźwięk spadajcej szczęki słychać. Jasne,
                        że bywa następywalność zachowań, zwłaszcza tam, gdzie ograniczone prawieże
                        gettem pijackim dzieci, nie widzą innego świata. Alkoholizm funkcjonuje też w
                        środowiskach kompletnie wymieszanych, gdzie za ścianą są i abstynenci. Wtedy
                        świadomość dziecka kształowana jest przez inne wartości już od zerówki, czy
                        pierwszej klasy, czyli wtedy, gdy upadnie autorytet rodzica.

                        Dzieci nie muszą chodzić po czyichś domach, kiedyś wystarczała gra w gumę, w
                        dom, w klasy. Faktem jest, że teraz, przez coraz większe zamknięcie w domach
                        nie tylko dorosłych, ale i dzieci, zatrzymuje się je w domach sądząc, że te,
                        które latają po podwórku to łobuzy.
                        Wspólna zabawa na dworzu to jedno, kontakt z rodzicami kolegi to drugie,
                        zresztą alkoholizm przybiera różne formy. Wg statystyk najczęstszymi ofiarami
                        są członkowie rodziny, nie znajomi, koledzy dzieci czy sąsiedzi. Dla nich
                        alkoholik może przybierać nawet maskę uprzejmości, zwłaszcza ten alkohokik,
                        który w każdym ze swoich stanów "trzeźwości" twierdzi, że alkoholikiem nie
                        jest. Niebezpiezczeństwo, jeśli łączyć z nim alkoholizm, istnieje dopiero
                        wtedy, gdy alkoholik jest agresywny. Ale agresja występuje nie tylko u
                        alkoholików, choć alkohol agresję potęguje. Wartoby więc prześwietlić
                        wszystkich rodziców kolegów dziecka, może wśród tych niepijących są na przykład
                        zboczeńcy. Pedofilia jest o wiele bardziej groźna dla dziecka niż zetknięcie
                        się z pijakiem. Jasne, że chronić przed pijakiem należy, choć nie każdy pijak
                        to alkoholik i nie każdy alkoholik musi być pijany, ale dlaczego wobec tego nie
                        sprawdzać skłonności rodziców kolegów do zboczeństw?
                        • khaki3 Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 14:45
                          Jesli dziecko wie,ze tatus czy mamusia lezy napity w domu to nigdy kolegi czy
                          kolezanki do domu nie zaprosi bo bedzie sie wstydzilo.A jesli juz kolega czy
                          kolezanka jest w domu alkoholika to dziecko alkoholika doskonale wie kiedy
                          kolege czy kolezanke wyprowadzic z domu,zeby znajomi nie widzieli tatusia czy
                          mamusi w tym stanie.Jesli chodzi o wychowywanie dzieci to jasne,ze kazdy rodzic
                          chce uchronic dziecko od zlego.Ale chocby bardzo sie staral to dziecko i tak
                          musi na wlasnej skorze przekonac sie,ze swiat nie ma tylko i wylacznie
                          kolorowych barw.Choc to nie znaczy,ze ma byc narazane na alkoholikow,narkomanow
                          czy pedofilow.
                          • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 15:00
                            chodzi mi tylko o to, zeby zetkniecie sie z ciemna strona rzeczywistosci nie
                            nastapilo zbyt wczesnie. naturalnym odruchem powinno byc, ze chroni sie dzieci.
                            tak samo naturalna powinna byc chec pomoc dzieciom, ktore tego potrzebuja (z
                            roznych przyczyn). ale powinno sie kogos z dolka wyciagac, a nie wlazic do tego
                            dolka i siedziec tam w kupie ;)

                            btw. teraz swat zmierza w dziwna strone. europejskie media zrobily wielkie
                            larum w sprawie 'polskiej kary smierci', natomiast utworzenie w holandii partii
                            politycznej pedofili tych samych mediow juz tak nie poruszylo.
                            • khaki3 Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 15:03
                              Cioccolato doskonale ciebie rozumiem.Dziecko trzeba chronic,pomagac innym ale
                              nie siedziec w ich bagnie i przygladac sie z boku albo jeszcze pomagac to bagno
                              poszerzac.Dziecko poki jest male i nie moze swiadomie wybrac co jest dlaniego
                              zle a co dobre jest na lasce i nie lasce rodzicow.Wiec naturalna rzecza jest,ze
                              chronisz swojego potomka od zlych rzeczy i nastawiasz je na dobre.Ale
                              najwazniejszym w tym wszystkim jest fakt,zebys potrafila dziecko wychowac
                              tak,zeby ono wiedzialo,ze cos takiego jak patologiczne rodziny istnieje,zeby
                              dziecko wiedziala,zemoze pomagac innym ludziom.I zeby mialo swiadomosc,ze dzieci
                              z tych rodzin wcale nie sa gorsze(jak starano sie tutaj to czasami wmowic) tylko
                              sa w gorszej sytuacji. najwazniejsze to wychowac dziecko,ktore potrafi okazac
                              empatie,ktore jest dobrym czlowiekiem i potrafi pomagac innym nie liczac w
                              zamian na jakies zyski.
                              • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 15:05
                                nic dodac, nic ujac :)
                                • khaki3 Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 15:10
                                  Dziekuje za uznanie:)
                    • hotally Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 14:01
                      A już najgorsza jest ZNIECZULICA na krzywdę sąsiada....
                      • khaki3 Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 14:06
                        I tu sie z Toba zgodze.Typowy sasiad,jak glosniej cos sie dzieje to ucho do
                        sciany,ale jak juz trzeba pomagac sasiadowi to tylkiem sie odwraca i spi. Albo
                        udaje,ze nic sie nie dzieje, i zglasnia telewizor,zeby krzykow nie slyszec.
                        • cioccolato_bianco Re: Dzieciaki a moda 19.08.06, 14:08
                          sa ludzie, ktorzy potrzebuja pomocy i chca ja przyjac - warto i trzeba im
                          pomagac. moi sadziedzi najwyzej chca zlotowke na piwo.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka