michajlof
27.11.06, 00:12
Prowincjonalizm nie ma wymiaru geograficznego jak słusznie Roman zauważył. Ma
wymiar czysto społeczny. Okazuje się, że receptą na zwycięstwo jest
pozbawienie społeczeństwa teatru, kin, basenu(zabawnym jest nazwanie
otwarciem ciągle zagrzybiałej po sufit Podolanki), a zorganizowanie korków,
bezmyslnej sygnalizacji świetlnej, rewelacyjnego parku dyskontów skandynawsko-
niemieckich.'Sad but true', ładna piosenka legendarnego zespołu. Właśnie ją
nucę.
Ale coż, trzeba żyć dalej. Zastanawia mnie tylko gdzie ten niemal 60%
elektorat się ukrywa. Co zapytałem w gronie znajomych..wszyscy deklarowali
poparcie dla AN, rzadziej głosowanie na NIE-Milewskiego. Czy grupa jest
niereprezentatywna?? Bardzo możliwe. Miałoby to nawet jakieś przełożenie na
świadomość i światopogląd mojego środowiska. Jedyne miłe uczucie. Jestem
dumny, choć przegrałem.
Oby tylko, OBY!!, na domiar złego, tego gorzowsko-warszawskiego przegranego
przygłupa nie zesłali do PKNu. W przeciwnym razie wszyscy akcjonariusze,
odświeżcie kontakty ze swoimi maklerami.