julienne
15.08.05, 13:24
Witam.
Zanim opiszę sen, przedstawię moją aktualną sytuację. Jestem "na zakręcie"
mojego kilkuletniego związku uczuciowego. Nie jest to dramat ani przełom, ot
po prostu jeden z pierwszych kroków po równi pochyłej... skierowanej w dół. I
to raczej dotyczy mnie niż mojego partnera. W dzień poprzedzający sen
mieliśmy na ten temat poważną rozmowę. Poza tym od niedawna zastanawiam sie
nad kupnem kart do tarota w celu nie tyle stawiania go ile raczej "nawiązania
kontaktu ze swoją podświadomością" jak to ktoś ładnie ujął. Ale ciągle się
waham i nie mam 100% pewności, że powinnam sie tym zająć. W każdym bądź razie
w dzień poprzedzający przeglądałam w Internecie mnóstwo talii kart do tarota,
żeby wybrać jakąś dla siebie. Teraz opis snu:
Byłam z kolegą (którego na jawie darzę wielką sympatią) w sklepie i
kupowaliśmy dla mnie piwo. Potem znaleźliśmy się w jakimś pokoju, w którym w
oknie piłam to piwo. Widoku z okna nie pamiętam, ale na pewno było otwarte.
Wiedziałam, że muszę już kończyć pić, ponieważ zbliżała się godzina, kiedy
miało mieć miejsce jakieś zdarzenie i sklep był zamykany. Musieliśmy oddać
szklankę po piwie do sklepu, więc wyszliśmy z tego pomieszczenia i
schodziliśmy na dół do sklepu. Okazało się, że na piętrze znaleźliśmy kryty
basen. Tymczasem godzina wspomnianego wcześniej zdarzenia nadeszła i okazało
się nim być nieznane zjawisko atmosferyczne polegające na jakimś ssaniu
ciśnienia. W efekcie mogliśmy chodzić po wodzie basenu i nie wpadać w głąb
wody. Oczywiście chodziłam po powierzchni wody, która miała piękny morski
kolor. (Cały basen był ładny i w tonacji morskiej). Byłam zadowolona i
świetnie się bawiłam. Kolega przestrzegł mnie żebym uważała, bo jak skończy
się „ssanie” to wpadnę do wody a to nie będzie miłe. Stwierdziłam, że wiem o
co chodzi, mianowicie, że naleci mi wody do nosa. Ale ja znam na to sposób,
bo wystarczy wypuszczać w odpowiedniej chwili powietrze nosem i będzie ok.
Następna sekwencja snu: okazało się, że jest cała grupka ludzi i kobieta,
która nas zwołała przed budynek, żeby poświecić (błysnąć) nam urządzeniem
takim, jak stosowali panowie z filmu „Men In black”. Kiedy mi błysnęła,
wróciłam do grupki ludzi, którym miała aktualnie zrobić „błysk”, ponieważ
dalej pamiętałam co działo się na basenie. Kobieta jednak odpowiedziała mi,
że nie musi mi świecić kolejny raz, bo to, że teraz wszystko pamiętam jest
naturalne a zapomnę dopiero po przebudzeniu.
Okazało się, że każę swoim koleżankom (nie wiem którym z tych na jawie)
szybko zajmować ławkę dla siebie. Ławki były wokół basenu, a potrzebowałyśmy
je ponieważ za chwilę miałyśmy wszystkie nagle pozasypiać. I to tyle ze snu.
Kolejny sen, który śnił mi się tej samej nocy, tzn epizod ze snu, bo tylko tą
jedną „scenę” pamiętam:
Jestem ze swoim chłopakiem i rozmawiamy o tym, że jest Mu pisane umrzeć w
wypadku samochodowym. (Nie wiem gdzie lub kto Mu to „pisał”, sądzę, że to
jakaś przepowiednia). Jestem smutna, bo sprawy naszego związku zaczęły się
prostować, jednocześnie mam świadomość nieuchronności losu.
Strasznie płaczę (jestem u rodziców w domu), bo mój chłopak zginął w wypadku
samochodowym. Wszyscy są zdziwieni i nie wiedzą o co mi chodzi, ponieważ nikt
nie otrzymał żadnej wiadomości o jakimkolwiek wypadku. Tłumaczę im, że mój
chłopak zginął, bo właśnie jest ze mną, tzn ja Go widzę, a przecież nie może
być w dwóch miejscach na raz, więc musiał umrzeć. Niestety nikt oprócz mnie
nie może Go zobaczyć, więc w dalszym ciągu nikt mnie nie rozumie.
Stan taki, że mój chłopak jest ciągle obok mnie w tej dziwnej niematerialnej
formie daje mi jakąś formę stabilizacji i jestem w stanie to zaakceptować.
Jednak w pewnym momencie okazuje się, że On nie może być tak ciągle ze mną i
musi gdzieś odejść. Chyba tam, gdzie wszyscy umarli. Zostaję więc sama.
To tyle w kwestii snów. Starałam się dokładnie opisać wszystkie szczegóły,
które zapamiętałam. Z góry b. dziekuję wszystkim, którzy postarają się
wytłumaczyć te dziwne sny.
pozdrawiam