Dodaj do ulubionych

listopad, 2005-2009

15.11.09, 08:39
Nie przynależę tu już od dawna. Brak przynależności ma swoje plusy, pozwala
wejść i wyjść kiedy się ma na to ochotę bez choćby cienia uczucia powinności
jakiejś czy innego zobo-przywią-zania. Zaglądam raz na parę miesięcy, zwykle
tylko po to, by przeczytać tytuły na pierwszej stronie, dojść do wniosku, że
nic mi to absolutnie nie mówi i wyjść znów bez słowa.
A dziś chwilę pogadam :] Bo mi się przypomniało jak ze cztery lata temu
wywracałam swój żywot do góry nogami, zmieniałam studia, miałam dziesiątki
różnych, niektórych nieco szalonych, planów, zresztą listę tych planów
wypisywałam tutaj wierząc, że nie ma niczego, czego bym nie mogła dokonać.
Choć trzeba przyznać, że realizację tych planów zaczęłam wówczas od
parotygodniowego pobytu w psychiatryku ;)
No i minęły te 4 lata czy ileś, chronologia nigdy nie była moją mocną stroną.
Plany częściowo zrealizować się udało - studia nowe skończyłam, ba - z wysoką
średnią, ale z nich wyleciałam, bo nie złożyłam pracy i się nie obroniłam.
Można więc uznać, że remis. Kurs pilota wycieczek też w końcu udało mi się
zrobić, państwowy egzamin zdać, licencja ważna na następne 5 lat leży sobie na
razie w szufladzie. Wprawdzie na paralotni dalej jeszcze latać nie umiem, ale
z listy planów bynajmniej nie wykreśliłam.
Pracuję 4ty miesiąc w jednym miejscu. Dotychczasowy rekord wynosił 5 miesięcy,
wygląda na to, że wreszcie uda mi się coś pociągnąć chwilę dłużej. Z Nowym
Rokiem będę się mogła zacząć rozglądać za jakimś poza-domowym kątem dla
siebie. Czas zacząć własne życie, odpowiedzieć sobie na dziesiątki pytań,
których się sobie nie zadawało w dawnych czasach, bo nie było ku temu okazji i
stworzyć siebie. Niejako od podstaw.
Pozmieniało mi się zupełnie. Przestałam smęcić psychiatrom, dałam sobie spokój
z lekami jakieś 3 lata temu, dopuszczając jedynie wyjątek doraźnego
uspokajacza, który mi wypisano w sierpniu. Od prawie roku za to łażę na
terapię i zaczęłam doceniać tę formę leczenia psyche. Doszłam do wniosku, że
depresja jest przereklamowana. Objawowo patrząc, można by uznać połowę mego
żywota za stan chronicznej depresji. Nazbyt często nie chce mi się żyć, ale to
nie powód, by nie planować wyprawy do Mongolii czy rowerem do Sankt
Petersburga. Z obserwacji życiowych - planów nie trzeba sobie robić - mnożą
się same jak króliki :)

I tym quasi-optymistycznym akcentem, życzę Wam Żuczki miłej niedzieli.

niegdyś-nev.
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: listopad, 2005-2009 15.11.09, 09:59
      To bardzo krzepiące co napisałaś Nevado_blues. Pamiętam te czasy
      kiedy bylo bardzo trudno. Myśle ze im mniej się myśli o depresji, im
      więcej sie zyje normalnym życiem tym depresja jest słabsza.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • dolor Re: listopad, 2005-2009 15.11.09, 10:56
        O to to, im więcej się ma manii, tym depresja jest słabsza.
        • lucyna_n Re: listopad, 2005-2009 15.11.09, 11:01
          wtedy nie masz na nią czasu? czy jakoś tak
      • canoine Re: listopad, 2005-2009 15.11.09, 11:29
        Są jednak pewne zjawiska na świecie, które nie podlegają zasadzie "panta rei".
        Stałe punkty programu. W sumie to i dobrze. Świat i tak jest już dość
        chaotycznie zmienny. Już choćby statystycznie coś musi się spod tych praw wyłamywać.
        Twoje zdrowie Mskaiq :)
    • lucyna_n Re: listopad, 2005-2009 15.11.09, 11:01
      witaj
      brzmisz całkiem nieźle:)
      ale że Ci się chciało tak rozkminić, to chyba Twój najdłuższy post ever.

      • canoine Re: listopad, 2005-2009 15.11.09, 11:22
        Właściwie dalej mam ochotę się zabić kilka razy w miesiącu przynajmniej, z
        powodów, których 3 dni później nie mogę sobie przypomnieć, po czym znów
        odzyskuję wiarę, że będzie jeszcze całkiem fajnie i dlatego warto się teraz
        nieco wysilić, żeby to fajnie potem mogło być. I tak w kółko :) Można chyba
        powiedzieć, że poniekąd przywykłam. A i też dorosło mi się troszkę przez
        ostatnie lata. W tym także uczę się wyrażać myśli pełnymi zdaniami :]

        Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, żeby się kiedyś zebrać i bujnąć się w
        Twoje okolice. Chociaż podejrzewam, że swobodę przemieszczania się zyskam
        realnie dopiero jak mi się uda kiedyś to miejsce, w którym jestem, opuścić. No i
        właściwie nie wiem czy byś mnie wówczas chciała widzieć, a zimą to mi nie bardzo
        na mrozie pod Twoim lasem wydreptywać kółka w trawie. Co innego na wiosnę. Jak
        już będzie co wydeptywać :]
        • lucyna_n Re: listopad, 2005-2009 15.11.09, 12:48
          zapraszam kiedy tylko będziesz chciała.
    • sineite Re: listopad, 2005-2009 16.11.09, 14:41
      taka młoda
      a taka wkurzająco konkretna

      ale kawę dobrą wyczaiła -
      dzięki za kubeczek
      • canoine Re: listopad, 2005-2009 21.11.09, 14:54
        spróbuj, to się może spotkamy przy firmowym automacie.
        • sineite Re: listopad, 2005-2009 22.11.09, 13:26
          dziesiąta próba powinna przynieść efekty
          na razie coś pośredniego między pracą i niepracą

          ale mam dziwne wrażenie
          że sprawy zaczynają znów podejrzanie przyspieszać
          co na początku nawet pożądane
          po kilku miesiącach powoduje mdłości

          nawet nie po. wystarczy, że wiem, co się kroi
          i natychmiastowo kamienieją mi żołądek, i przełyk
          + apetyt na śmieciowe żarcie w ilościach.. no właśnie
          kończy mi się paczka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka