kefirka.de
20.05.09, 16:19
Tak się zadziało w moim życiu, że Ci kochani, lubiani, potrzebni z różnych
życiowych, niezależnych przyczyn znikali z niegoż. Mam poczucie autonomii,
lubię bywać sama, mieć swoje nienaruszalne granice ale mam też bardzo silny
instynkt stadny. I nie mam na myśli symbiotycznego uzależnienia ale takie
bycie partnerskie.
Lubię bywać w grupie, dawać i brać, spędzać razem czas, pracować i bawić się
wspólnie. Gdy jest ktoś obok mam więcej chęci do działania i jestem
skuteczniejsza. Gdy za długo jestem sama otwiera się rana nieadekwatnego
poczucia osamotnienia nabyta we wczesnym dzieciństwie. Mam wrażenie, że
większość czy to chorych czy zdrowych (a są tacy?) wybiera opcję każdy sobie
rzepkę skrobie, im dalej, im wyższy mur tym lepiej. Dotyczy to nie tylko
samotnych ale i takich żyjących w rodzinach. Jak wy macie?