niedzwiedziopies
05.12.04, 13:36
Wątek zaczynajacy się pytaniem o lubienie bądź nie papieża przekroczył już
setkę a co za tym idzie zestarzał sie haniebnie i poplątał.
W związku z tym pragnąłbym uprzejmie zwrócić uwagę, że bodaj nikt z nas
papieża osobiście nie zna i trudno byłoby odpowiedzieć szczerze na pytanie o
czyjeś zaangażowanie emocjonalne względem jego osoby.
Natomiast jeśli chodzi o papieża - figurę (symbol, instytucję, ikonę kultury,
urzędnika) to warto zwrócić uwage na następującą rzecz: otóż wydaje sie mało
uzasadnione aby większość z nas darzyła sympatia ludzi którzy kłamią i
oszukują. W naszej kulturze kłamstwo jest mocno napietnowane lecz mimo to
pewnym jednostkom lub/ i grupom wybacza sie je mając na względzie wyższe cele
ku jakim kłamstwa moga prowadzić. Taka sytuacja ma miejsce w wielu większych
społecznościach ludzkich, którym kłamstwo słuzy konkretnej sprawie, od
banalnych fałszerstw wyborczych do.... no właśnie, do kształtowania ludzkich
postaw (umysłów). Jan Paweł II oszukuje i kłamie obiecujac życie wieczne, po
prostu zatem jest "naciągaczem", najniebezpieczniejszym akwizytorem na
półkuli północnej. Jednak takie kłamstwa słuzą wyższej prawdzie, którą nie
jest wcale tajemnica męki i zmartwychwstania lecz taka organizacja spłeczna,
która zapewnia optymalna kontrolę nad jednostkami. dobrym sposobem utrzymania
takiej kontroli jest właśnie wspólne wyznawanie wiary, co nie może się obejsć
bez "odrobiny" kłamstwa. Wiadomo bowiem, że nic tak nie integruje jak wspóne
marzenie o lepszym choćby i wyssanym z palca świecie.