tiaraa
06.10.05, 20:29
Chciałam wszystkim oznajmić iż dniu 27 września o godzinie 15:55 urodzil się
mój synek, niestety zakończyło się cesarką. Maluszek był przenoszony 11 dni,
przez 3 dni próbowali wywołać poród enzaprostem, bez skutku na 3 dzień
trafiłam na trakt porodowy dostałam oksytocynę i przez 3 godziny miałam ubaw
z mężem i szwagierką na sali porodowej skurcze były a nic się nie działo
więcej, nieciekawie się zrobiło gdy synciowi spadło tętno do 80 i została
podjęta szybka decyzja o cięciu (po 3 godzinach pod oksytocyną rozwarcie
zrobiło się z 1 na 1,5 cm :(Cesarkę wspominam nienajgorzej za to teraz lecze
się z głębokiej depresji, wczoraj byłam u psychiatry i niesety nie mogę
małego już karmić bo dostałam leki, a na sztucznym ma wieczorami masakryczne
kolki i tyle z mojego pięknego macieżyństwa:( włąśnie oczekuję kiedy znów się
obudzi tak wygląda cały mój dzień kiedy zaśnie martwię się czy nie śpi za
długo a jak się obudzi to się wściekam czemu płacze, zwariować można.
Pocieszające jest to że dziś od powrotu ze szpitala zjadłam pierwszy raz
krupnik i była to jedna rzecz po której ne zwróciłam, więc chyba zmierza ku
lepszmu. Pozdrawiam gorąco. Aha dodam że synciu ma na imię Klaudiuszek ważył
3300 gr i 54cm dostał 10pk pomimo tego że był kilakrotnie obwiązany pępowiną
na szyji, buzi rączce i nóżkach. Lekaze stwierdzili że nigdy by się nie
urodził naturalnie a biodra mam takie że mogłabym urodzić 5kg konia bez
problemu, ale matka natura jest czasami okrutna :(